Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Zabójcy Bogów
#1
1

Wysoko, wśród masywnych chmur kłębiących się nad łańcuchem Gór Kresu, Kruk bezszelestnie przeciął czarny nieboskłon. Nad światem wciąż, niepodzielnie panowała sroga zima, najdłuższa i najmroźniejsza ze wszystkich, które nawiedziły Sigrat od niepamiętnych lat.

Często opuszczał swoją górską twierdzę o tej porze roku nawet bez jakiegoś szczególnego powodu. Cieszyło go niezmiernie lodowate powietrze i bezmiar przestrzeni której mógł doświadczyć w aksamitnej ciszy przerywanej tylko z rzadka podmuchami południowego wiatru.
Było idealnie. Miał całe Sigrat w zasięgu szponów. Wszystko to w Kruku budziło prawdziwą nostalgię, nieopisaną tęsknotę za Dawną Pustką.

Tej nocy nie mógł dać się ponieść chwili. Miał ważny cel swej podróży. Wiele księżyców temu opuścił górski azyl dając się prowadzić północnym wiatrom w najodleglejsze, często doszczętnie zapomniane i mroczne zakątki Sigrat.

Opustoszałe z podróżnych gościńce, wyludnione dzielnice największych miast, dumni ludzcy królowie ukryci w swoich bezpiecznych warowniach. Kruk lubił mawiać, że na ulotną, wręcz nierealną chwile Świat wstrzymywał oddech, w smutnej zadumie oczekując finału. Jedynie starcy, wpatrzeni w spokojny ogień domowego paleniska, szeptali tajemniczo swe historie o Starych Dniach.

Kruk wiedział aż nazbyt dobrze, że jedynie muskali prawdziwą istotę rzeczy.

Przez długie wieki swego Istnienia był świadkiem, jak z biegiem bezlitosnego dla śmiertelników czasu, nawet najważniejsze, najbardziej znane z opowieści Ludzi, wraz z kolejnymi pokoleniami były stopniowo przekształcane lub formowane od podstaw - tak aby pasowały do czasów w których się nimi dzielono, lub wreszcie odchodząc w niepamięć - dawały narodziny nowym legendom.

Kruk nie kpił sobie jednak z nich wcale. Wręcz przeciwnie - fascynował go dogłębnie ten prosty sposób, w jaki kolejne pokolenia śmiertelników tłumaczyły sobie rzeczy tak dla nich odległe i zdawać by się mogło, niepojęte dla ich ograniczonego umysłu.

Nawet on i jemu podobni, nie byli tu przecież naprawdę od Początku, a któż mógł spróbować opisać lepiej Dawne Dni takimi jakimi były naprawdę, jeżeli nie oni - Bogowie?

- Jedynie Gwiazdy... - szepnął do siebie w zadumie kruczy bóg.

Tak... Jedynie najstarsze gwiazdy, wiecznie milczące, były według niego prawdziwymi świadkami. Kruk gromkim śmiechem zanosił się na liczne wieści o wróżbitach i magach którzy śmieli twierdzić, że potrafili czytać z nich niczym z otwartej księgi. Beznadziejni głupcy - tak ich nazywał.
Gwiazdy nigdy nie dałyby im odpowiedzi. Były nadto odległe, a ich światło zbyt zimne i nierealne.

Nie przemówiły by do nich. Nigdy by do nich nawet nie dotarli.

Urwał nagle swe rozmyślania, zleciał poniżej poziomu chmur wyraźnie wyczuwając, że z każdym ruchem jego potężnych skrzydeł zbliżał się do finału swych poszukiwań. W istocie, nie mylił się.

Na horyzoncie wyłonił się przed nim wreszcie najwyższy szczyt Sigrat nazywany przez śmiertelników Górą Snów. Biała tarcza nieśmiertelnego księżyca na ulotną chwilę wyłoniła się zza groźnych cumulusów rzucając zimny blask na majestatyczną formację.
Było to królestwo jego starszej siostry - Hostis, zwanej również Mistrzynią Snów.

To tam miał zamiar złożyć tej nocy wizytę w poszukiwaniu odpowiedzi. Nie liczył na radosne przywitanie ze strony boginii. Nikt z Najwyższego Kręgu nie przepadał specjalnie za Krukiem. Ciężko w ostatnich czasach było być w Sigrat bogiem śmierci, szczególnie jeżeli Najwyższy Kapłan kruczego boga śmiał jawnie wypowiedzieć mu posłuszeństwo.

Ta potwarz odbiła się szerokim echem wśród jego rodzeństwa podkopując poważnie i tak nadszarpniętą już reputację.

Musiał prosić.

Gdyby nie był w tak ograniczonej do innego ruchu pozycji jak obecnie, nawet przez myśl nie przyszło by mu w ten sposób korzyć się przed innym bóstwem. Nie miał jednak wyboru. Świat Ludzi obrócił się przeciw niemu. Wielka Zaraza wystawiła ich ciała i umysły na zbyt ciężką próbę.
Zaprzestawano składać należny mu hołd. Ucichły wszelkie modły. Opustoszały i marniały w zapomnieniu kamienne świątynie. Czuł gniew. Okrzyknęli go potworem podczas gdy on przynosił im jedynie tak wyczekiwany od momentu ich narodzin Wieczny Sen!

Czuł się słabszy z każdym kolejnym księżycem, wiedział nazbyt dobrze, że odchodził w Zapomnienie, a to jak powszechnie wśród bóstw wiadomo był koniec każdego, nawet najpotężniejszego z nich. Nie można było istnieć bez umysłów Ludzi. To ich twórcze myśli dawały nieśmiertelność, określały kształt i wypowiadały Imię.

Kruk nie miał jednak najmniejszego zamiaru odchodzić jak przebrzmiałe mity śmiertelników. Wciąż nie został jeszcze ostatecznie pokonany.

Wylądował na samym szczycie Góry Snów. Odruchowo strząsnął pióra z kryształków lodu i rozejrzał się w koło. Szczyt był idealnie płaski, pokryty szerokimi wydmami sypkiego śniegu nieustannie przemieszczanymi przez niespokojny wiatr.

Asceza tego miejsca poruszyła Kruka niezmiernie. Po raz pierwszy patrzył na królestwo siostry. Nie tak wyobrażał sobie dom tak potężnego bóstwa. W żaden sposób nie mogło się przecież to równać się z jego górską warownią, a nie uważał się za przesadnie wymagającego.

Coś w tym miejscu jednak było niezwykłym. Bóg Śmierci wyczuł to dopiero po chwili, patrząc jak czarny horyzont igra tajemniczo z bielą zamieci. Bystre oko Kruka na granicy widzialności uchwyciło nagle kształt na rozmytym horyzoncie.

- Siostro! - zawołał donośnie w wzbierającą na sile śnieżną zawieruchę.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Zabójcy Bogów - przez yager - 01-11-2011, 23:49
RE: Zabójcy Bogów - przez Archanioł - 02-11-2011, 00:58
RE: Zabójcy Bogów - przez Kassandra - 02-11-2011, 18:06

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości