Myśl Tygodnia: "Człowieka da się złamać tylko raz w życiu, potem można go już tylko co najwyżej połaskotać." - Hanzo

VIA APPIA POLECA NA MARZEC: "Tato" - Piotr Knasiecki Gratulujemy!

ODETCHNIJ POEZJĄ: "jestem dla ciebie jak balonik" - Pasiasty Gratulujemy!


Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pościel z Kaszmiru i Kobieta z ...
Autor Wiadomość
Stanior Offline
Czytelnik
*

Liczba postów: 10
Dołączył: Feb 2010
Gamble: 0.00
Post: #1
Heart Pościel z Kaszmiru i Kobieta z ...
Witam. Chciałbym poznać opinię forumowiczów na temat powieści w odcinkach, która ukazuje się u mnie na blogu ::EDIT:: Link usunięty rzez moderatora. ::EDIT:: . Jest to powieść opowiadająca o sprzedawcach wełny... (wiem, wiem brzmi dziwnie;P ).

[Obrazek: pociel.jpg]

*
2010. 12.03
Podjechaliśmy pod dom Radzia jakoś w okolicach godziny 10. Mieszkał za miastem, w skurwiałym bloku, który stał przy ulicy Pawłowickiej.
Przed domem na parkingu dostrzegliśmy naszego forda transita. I niby wszystko było ok tyle, że… nie miał tablic rejestracyjnych. Piotrek spojrzał na mnie, a ja na niego i wybuchnęliśmy pustym śmiechem.
- Wiesz chyba co to oznacza Gumisiu? – zapytał i zaparkował swoją lagunę zaraz obok bielutkiego transita.
Wyszliśmy z auta i od razu skierowaliśmy się do Radzia. Mieszkał na 1 piętrze. Od zawsze zastanawiało mnie jak szef firmy, której obroty sięgają około pół miliona złotych miesięcznie może mieszkać w tak skurwiałej okolicy i w tak skurwiałej norze.
„ Tutaj jest dużo zieleni, chłopcy mają blisko przedszkole i mogą rozwijać się wśród zdrowego, naturalnego otoczenia, z dala od miejskiego zgiełku” – przywykł mawiać.
W czasie mojej kariery zawodowej spytałem go o to kilka razy. I zawsze odpowiadał to samo.
- Pukaj Gumiś – powiedział Piotrek. Bez zastanowienia walnąłem kilka razy w drzwi. Nikt nie odpowiedział.
- Proszę otworzyć to my, Piotrek i Gumiś! – krzyknął.
Usłyszeliśmy jak ktoś zbliża się do drzwi. Walnąłem w nie jeszcze raz tak dla lepszego efektu.
- Chcemy się dogadać – rzuciłem.
W tym momencie usłyszałem głos przekręcania zamka i drzwi otworzyły się. Stała w nich żona Radzia.
- Radka nie ma – powiedziała szorstko. Widać było wyraźnie, że nie chce z nami gadać.
- Przyszliśmy się dogadać – powiedział stanowczo Piotrek.
- Radka nie ma, nie wiem kiedy będzie – nie dawała za wygraną ta wstrętna, gruba larwa, która od zawsze mnie denerwowała i podkurwiała.
- A możemy nie krzyczeć na klatce schodowej? – spytał Piotrek. Żonka nieco się uspokoiła
i zaprosiła nas do kuchni. Usiedliśmy za stołem.
- Przyjechaliśmy jakoś się dogadać – powiedziałem – Nie chcemy być zmuszeni do zrobienia czegoś głupiego.
- Ty mnie straszysz?! Straszysz mnie?! – żona Radzia zezłościła się i warknęła na nas jak buldog.
- Chcemy po prostu odzyskać swoje pieniądze. I to byłoby na tyle – odpowiedział spokojnie, ale stanowczo Piotrek. Dzisiaj miał stalowe nerwy.
- Człowieku, widzisz to?! – Żona Radzia nakręcała się coraz bardziej. Podeszła do stołu i z tablicy korkowej, która wisiała na ścianie zaczęła zrywać rachunki – Zobacz! Proszę ! – rzuciła je na stół – To wszystkie niezapłacone rachunki! A z czego ja mam żyć?! – lamentowała.
- Też mam rodzinę i dziecko. Przyjechałem po swoje pieniądze – powiedział Piotrek dalej niewzruszony całą sytuacją.
- Gdzie jest Radek? – spytałem.
- Nie wiem
- Gdzie jest Radek. Chcemy wiedzieć gdzie on jest i damy pani spokój – nie dawałem za wygraną, ale to okropne babsko widocznie nie chciało słyszeć co do niej mówię.
- Dajcie mi święty spokój. Dosyć mam tego wszystkiego. Chcecie wiedzieć gdzie on jest!? Chcecie! – wrzeszczała i nagle nie wiadomo skąd w jej rękach znalazł się jakiś świstek. Rzuciła go nam na stół.
- Radek przebywa tutaj i chyba jeszcze długo tam zabawi – odpowiedziała zapłakana.
Spojrzałem na papierek i tylko pokiwałem głową.
„Zakład Karny nr 1, ulica Kleczkowska”. Wszystko było jasne. Policja była tutaj jednak przed nami.
- Tyle chcieliśmy wiedzieć – powiedział Piotrek – Wychodzimy. Do widzenia.
Droga z pierwszego piętra na parter i z spod klatki do samochodu minęła nam bezsłownie. Dopiero w aucie zaczęliśmy to rozgryzać.
- Gumiś no to wiesz, że już nie zobaczymy naszych pieniędzy? – powiedział Piotrek.
- Pierdolmy to – odpowiedziałem i roześmiałem się – Ważne, że grubas dostał za swoje.
- Ta. Ciekawe czy się świnia odchudzi na państwowym wikcie – zaśmiał się Piotrek – Co robimy? – spojrzał na mnie wymownie.
- Jedziemy do mnie, tylko po drodze zahacz o Tesco, kupimy kilka flaszek – odpowiedziałem. On uśmiechnął się i laguna niczym samotny łowca popędziła w stronę miasta…

ROZDZIAŁ 1
OASIS OF THE SEAS, ZMROŻONA FINLANDIA, DAVIDOFFY ,
I O TYM JAK ZAMIENIŁEM SIĘ W KLAMKĘ
*
19.11.2008

- Dobrze wyglądam? – zapytałem Stiepana, który leżał obok na łóżku i klikał w RedDragona. Nic nie odpowiedział więc powtórzyłem swoje pytanie. Łaskawie podniósł głowę i spojrzał na mnie od stóp do głów.
- Weź sobie mój czarny pasek, bo twój brązowy nie pasuje do czarnej marynarki – odpowiedział i powrócił do swojej rozrywki. Jak poradził tak zrobiłem. Dzisiaj miałem ważną rozmowę kwalifikacyjną. Kilka dni temu na gumtree znalazłem ogłoszenie, że jakaś firma poszukuje sprzedawcy na pokazy pościeli wełnianej, które mają się odbywać od czwartku do niedzieli. Te dni akurat miałem wolne. Perspektywa rozpoczęcia kariery zawodowej na drugim roku studiów była bardzo kusząca. Tym bardziej, że branża bardzo mi odpowiadała. Była to sprzedaż pościeli wełnianej na pokazach hotelowych w całej Polsce.
O pościeli wiedziałem tylko, że jest horrendalnie droga i horrendalnie gówniana. Po prostu moja babcia dała się wmanewrować w umowę wełnianą i zakupiła piękny i cudowny zestaw pościeli za jedyne 5 tysięcy złotych.
- Dobra zbieram się, bo się spóźnię. Na razie – rzuciłem do Stiepana, który parsknął coś pod nosem i wyszedłem z akademikowego pokoju.
Pod podany adres przybyłem oczywiście za wcześnie. Nie było korków, a i dojazd na Kościuszki nie jest jakoś szczególnie utrudniony. Siedziba firmy nie mieściła się w jakimś ekskluzywnym miejscu. Okolica też nie należała do najprzyjemniejszych, ale nie miałem co narzekać.
Posiedziałem trochę w samochodzie i gdy nadeszła godzina umówionego spotkania wyszedłem i ruszyłem na spotkanie z pracodawcą. Biuro mieściło się na pierwszym piętrze na samym końcu korytarza. Zapukałem i otworzyłem drzwi. W pokoju po lewo dostrzegłem bardzo fajną blondynkę, która obróciła się na moje wejście. Była niska, ale niesamowicie pociągająca. Jej wzrok wprawił mnie w zakłopotanie.
- Ja na rozmowę w sprawie pracy – wypaliłem.
- Proszę chwileczkę zaczekać – odpowiedziała.
Zamknąłem drzwi i usiadłem na krześle. Nie minęło nawet 5 minut, gdy ponownie usłyszałem jej głos. Znów otworzyłem drzwi i tym razem spostrzegłem ją w pokoju po prawo, który najwyraźniej pełnił rolę magazynu, gdyż wszędzie porozstawiane były paczki z pościelą wełnianą. Blondynka chyba je układała.
- Szef na pana czeka – odpowiedziała, ale nawet na mnie nie spojrzała.
„Szkoda, że nie looknęła” – pomyślałem i wparowałem do pokoju.
Tutaj tez nie panował porządek, ale biuro było obszerne. Na jego środku, pod oknem stało wielkie biurko. Za biurkiem stał „szef” i wpatrywał się w okno.
- Dzień dobry. Byłem dzisiaj umówiony na rozmowę w sprawie pracy – powiedziałem lekko zestresowany.
- Proszę sobie usiąść – odpowiedział „szef” wskazując dłonią na krzesełko przed biurkiem.
W tym czasie ani na moment nie oderwał wzroku od widoku za oknem.
- Panie Marcinie… - zaczął mówić i powoli odwrócił się w moją stronę – Czemu odpowiedział pan akurat na moje ogłoszenie? – spytał i spojrzał mi prosto w oczy.
Pierwsze skojarzenie jakie przyszło mi do głowy w związku z tym człowiekiem, to że jest to szef sycylijskiej mafii. Był niski, okrągły, ubrany w prążkowany garnitur, koszula wyciągnięta ze spodni, bardzo ciemna karnacja, ostre rysy twarzy, czarne, krótko przystrzyżone włosy, duże, piwne oczy z charakterystycznymi workami. Sycylijska mafia, albo Cygan. Ale i Ci i Ci mają forsę, więc chyba dobrze trafiłem.
- Po prosu wydała mi się ona bardzo interesująca. Jestem studentem, a te dni akurat mam wolne i podjęcie tej pracy byłoby dla mnie idealne. Poza tym moja babcia dała się namówić na taką pościel i wyobrażam sobie jak taka praca wygląda – odpowiedziałem pewny siebie.
- Tak, tak studiuję pan – „szef” zaczął przeglądać papierki na biurku. W pewnym momencie wziął jedną kartkę do ręki. Prześwitywała i poznałem, że było to moje CV.
- Studiuję pan politologię, specjalizacja przywództwo polityczne – powiedział. Potwierdziłem.
- Niech mi pan powie panie Marcinie czy bardziej interesuje pana uczestniczenie w procesach politycznych jako bierna jednostka, poznanie mechanizmów politycznych i zrozumienie polityki w celach informacyjnych, światopoglądowych, czy kręci pana co innego. Chęć zdobycia władzy, manipulacja ludźmi, podporządkowywanie sobie innych – spytał.
- Zdecydowanie to drugie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-A czy wie pan, że całe weekendy będzie pan spędzał w hotelach w całej Polsce, a najlepsze imprezy są tutaj, na wrocławskim rynku? – zapytał.
- Zdaję sobie z tego sprawę, ale myślę, że wszędzie można się dobrze bawić. – odparłem.
- 2tys na rękę miesiąc próbny, 25 złotych diety za każdy dzień wyjazdowy, hotele oczywiście opłaca firma. Jest pan zdecydowany?
- Tak – odparłem zszokowany.
- Dziękuję. Ma pan tą pracę. Jutro pierwszy wyjazd. Szczegóły przekażę panu wieczorem przez telefon. Do zobaczenia – wstał i uścisnął mi dłoń.
Nie pamiętam zbyt dokładnie samej końcówki rozmowy kwalifikacyjnej. Byłem zbyt zaszokowany. Ja student II roku politologii dostaję wymarzoną pracę i jeszcze zarobię w niej 2 tysiące złotych za miesiąc próbny!
Od razu pojechałem do akademika pochwalić się kumplom. Wieczorem dostałem obiecaną informację.
- Witam pana panie Marcinie – odezwał się głos w słuchawce – Jutro będziemy jechać do Skarżysko Kamiennej, Ostrowca Świętokrzyskiego, potem Siedlce i Lublin.
- Dobrze, o której mam być w biurze?
- Pierwszy pokaz mamy na 14.00. Dojazd zajmie nam 4 – 5 godzin. Bądź na 8 rano w biurze
- Oczywiście, będę punktualnie
- W takim razie do zobaczenia
- Do zobaczenia

Na miejsce zbiórki przybyłem znów kilka minut za wcześnie. Zawsze jak jestem podekscytowany to jestem wszędzie wcześniej. Nie wiem skąd to się wzięło. Od liceum na każde randki, na każde pochlejówy ze znajomymi. Zawsze.
Zapukałem do biura. „Proszę” usłyszałem zza drzwi i wszedłem. Szef rozmawiał z jakimś mężczyzną. Wysoki, ale trochę niższy ode mnie, gdzieś tak 182 cm wzrostu, bardzo szczupły, ale z profilu bardzo podobny do mnie, przymulony wzrok, lekki uśmiech, jedna dłoń zaciśnięta na nadgarstku drugiej, nawet schludny garnitur, ale niechlujna fryzura. Spojrzał na mnie i ani na moment nie zmienił mimiki swej twarzy.
- To jest pierwszy asystent Tomek, pracuję tutaj od paru tygodni – powiedział szef.
- Marcin – wyciągnąłem rękę
- Tomek – odwzajemnił mój gest.
Wydał mi się dziwny i nie przypadł mi do gustu.
- Dobrze Marcinie. Ja z Tomkiem ustalam szczegóły trasy, Ty możesz przejść do pokoju obok i zapoznać się z towarem. Obejrzyj go sobie, po dotykaj. Tam jest chyba każdy rodzaj zestawu – powiedział szef.
Zestaw pościeli wełnianej składał się z trzech elementów. Materaca, kołdry i poduszki (bądź dwóch poduszek w zależności od wielkości zestawu). Każdy zestaw miał swoje wymiary. Oczywiście nie byłem w stanie jeszcze rozróżnić merynosa od kaszmiru, ale już camela od dwóch pozostałych tak (bo był brązowy). Nie wiem sam ile czasu spędziłem w tym magazynie macając wielbłąda i inne barany, ale wreszcie zawołał mnie do siebie szef. Tomka już nie było.
- Dobrze Marcinie zbieramy się. Ty pojedziesz ze mną i z Agnieszką, też II asystentką fiatem palio. Tomasz z drugim chłopakiem pojadą transitem. Wszystkich szczegółów dowiesz się od nas w czasie podróży. Agnieszka Cię wszystkiego nauczy – uśmiechnął się, założył kurtkę, przewiesił torbę z laptopem przez ramię i wyszliśmy.
- Dzisiaj będziesz prowadził. Usiądź sobie, ustaw sobie siedzenie, lusterka – powiedział szef. Byłem lekko zestresowany i gdy ruszaliśmy chciałem nakręcać. Dopiero mój pracodawca uświadomił mnie, że brama wyjazdowa jest dokładnie przede mną.
- Cholera zamyśliłem się – burknąłem pod nosem na moje usprawiedliwienie.
Palio całe było wyładowane pościelom. Agnieszka była co prawda blondynką, ale nie tą którą widziałem w biurze dzień wcześniej. Wyglądała bardziej ciotkowato. Siedziała między zestawami pościeli i żartowała sobie z szefem.
Nawigacja była nastawiona na Skarżysko Kamienną, na Dom Kultury, który mieścił się przy ulicy Słowackiego. Starałem się prowadzić zarówno bezpiecznie jak i zdecydowanie. Jednak palio już na samym początku zaczęło sprawiać trudności.
- Jest taki wiatr czy tym samochodem tak rzuca? – zapytał mnie szef, gdy mijaliśmy obwodnicę Oleśnicy z prędkością 150 km/h
- Nie mam pojęcia, rzuca nim jak cholera – odparłem. Faktycznie auto było cholernie niestabilne. Na dodatek moje umiejętności szybkiej jazdy są bardzo ograniczone. Nie chciałem wariować, dlatego też całą podróż raczej nie zdecydowałem się przekraczać 120km/h .
- Musisz się nauczyć jakie mamy zestawy. Czym się różni podwójny, od królewskiego i takie tam. Chciałbym też, abyś poznał nasz pozostały asortyment. O tym wszystkim będzie Ci opowiadała Agnieszka. O twoich obowiązkach podczas pokazu też.
- Ile osób średnio uczestniczy w takich pokazach? – spytałem.
- To wszystko zależy od miejsca, od tego jak dzwonią telemarketerki, od pogody, od dnia tygodnia – zaczął wymieniać szef
- Dzisiaj ile się spodziewamy osób? – zapytałem.
- W Skarżysku mamy małą salę. Myślę, że będzie około 30-40 osób jak dobrze pójdzie – odpowiedział szef.
Pierwsze godziny podróży mijały pod znakiem pytanie – odpowiedź. Nigdy nie byłem na żadnym pokazie pościeli wełnianej, chciałem wiedzieć o tym jak najwięcej tym bardziej, że warunki pracy tak bardzo mi odpowiadały, że pragnąłem pozostać tu o wiele dłużej.
Jakieś 60 kilometrów za Pajęcznem zorientowałem się, że nie zdążymy na czas. Szef co chwila dzwonił do drugiej ekipy, ale oni pozostali nieco z tyłu, gdyż jeszcze we Wrocławiu utknęli w korku na Placu Grunwaldzkim. Znaczyło to pierwszą wtopę w mojej nowej pracy. Nie komentowałem jednak tego i trochę przycisnąłem by nasze spóźnienie było naprawdę minimalne.
Gdy zajechaliśmy na miejsce zobaczyłem bardzo duży, socrealistyczny budynek z filarami, nad którego wejściem widniał napis „Miejskie Centrum Kultury”. Na parkingu przed centrum było bardzo wiele miejsca, dlatego też zaparkowałem blisko głównego wejścia, by nie było problemu z wyładunkiem pościeli.
- Dobra, ja idę na salę uspokoić ludzi, Ty Marcin zacznij wyładowywać towar. Agnieszka powie Ci, które zestawy masz wziąć – powiedział szef i ruszył do budynku. Dziewczyna spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Musisz zabrać trzy zestawy prelegenckie. To są zestawy, które najczęściej są prezentowane na sali. Są to zawsze zestawy jednoosobowe, gdyż dwójki mogłyby się nie mieścić. Musisz też znaleźć gdzieś karton z maściami, przedłużaczem i lampą, ale nie jestem pewna czy jadą z nami czy z chłopakami. Trzeba też zabrać wszystkie gratisy. Czyli szlafroki, papcie, kapcie, pasy – na barki, na kolano, na plecy. Aha no i kilka kartonów z lanoliną. Każdy gość dostaje po jednej buteleczce po pokazie. Rozumiesz? – spytała, gdyż widziała, że zaczynam się gubić w całym tym bogatym, wełnianym asortymencie.
- Chyba tak, odparłem, chwyciłem kilka paczek z pościelą i ruszyłem do środka.
Miejskie Centrum Kultury w środku wyglądało już dużo gorzej niż z zewnątrz. Przed salą był duży hol i to tutaj mieliśmy spędzić czas podczas, gdy szef będzie prowadził prezentację. Bardzo zdziwiło mnie to, że gdy wszedłem na salę była już ona pełna ludzi.
- Marcin dobrze, że jesteś – powiedział szef – Musisz mi pomóc przesunąć te stoły – powiedział. Odłożyłem paczki z pościelą i zabrałem się za ustawianie stołów. W szczycie sali musiało być, aż 6 stołów. Patrząc z perspektywy prelegenta, na środku, na lekko wysuniętym stole miał leżeć merynos – pościel z merynosa australijskiego, po jego lewej stronie miał być wielbłąd, dalej za wielbłądem, prostopadle do niego miał stać stół przeznaczony na gratisy. Po prawej stronie merynosa miał leżeć kaszmir – najdelikatniejsza pościel i na następnym stole, który ustawiony był lekko pod skosem, stały gary. Przy garze i kaszmirze stała lampa, która nadawała całości osobliwy blask. Był to taki wizualny trik. Gary w ostrym świetle świeciły się jak psu jajca, a i kaszmir wyglądał nad wyraz ekskluzywnie.
Gdy stoły były ustawione wyszedłem na zewnątrz. Nasz bus już dotarł, więc zacząłem pomagać Tomkowi w wyładowywaniu kartonów z lanoliną.
- The show must go on – zaśmiewał się. Wyglądał jakby nie traktował tej roboty całkiem serio.
- Orzeł przestań się opierdalać i bierz się do roboty – krzyknęła do niego Agnieszka.
- Już Ci coś mówiłem na ten temat. Kobiety na mnie nie mają prawa pokrzykiwać – powiedział ze stoickim spokojem i z tym swoim charakterystycznym poświrowanym wzrokiem wiecznie naćpanego kolesia, prosto z High School, gdzieś w Kalifornii.
Gdy wszystko było gotowe szef zwrócił się do nas byśmy zostawili otwarte drzwi do przedsionka i przysłuchiwali się jego wystąpieniu. Dopiero teraz dostrzegłem drugiego chłopaka, który jechał z Orłem. Był niski, krępy, włosy lekko ryżawy, przyjemna gęba, duże oczy. Miał na sobie oliwkową kurtkę i też wyglądał na wyluzowanego kolesia. Podszedłem do niego, przywitałem się.
- Coś was zatrzymało – zagadałem.
- Taaak, był mały korek na Placu Grunwaldzkim – przeciągnął w śmieszny sposób pierwsze słowo. Spodobało mi się to.
- Kurwa ja nie lubię jeździć. Dobrze, że zostałem II asystentem. Nie mam jakoś do tego zapału – powiedziałem.
- Ja bardzo lubię, mi to nie przeszkadza – rzucił. Rozmowa przestawała się kleić. Agnieszka tym czasem wyszła na środek sali.
- Moi drodzy wkrótce rozpocznie się nasza prezentacja. Mamy jednak w zwyczaju poczekać 2,3 minuty na osoby, które mają problemy z dotarciem do nas. Chciałabym, abyście państwo przeznaczyli ten czas na dwie rzeczy. Pierwsza , prosiłabym abyście sprawdzili czy macie swoje kupony i czy są one podpisane. Będzie nam to niezbędne do losowania. Później po prostu może braknąć czasu na uzupełnianie ich. I druga prośba. Bardzo bym prosiła o wyłączenie, bądź wyciszenie telefonów komórkowych. Mogą nam one przeszkadzać podczas prezentacji. Mogę o to prosić? – spytała, a tłum nie protestował.
Wróciłem do rozmowy z Piotrkiem, gdyż Agnieszka już skończyła i podążała w naszą stronę.
- Ale jestem wytrzymały – dodałem – kiedyś udało mi się przejechać 450km z domu na wybrzeże, wysiąść z samochodu na pięć minut, wrócić z powrotem 450 km, przespać się godzinę i znów jechać na wybrzeże – za wszelką cenę starałem się podtrzymać gadkę.
- Ja muszę się wyspać, nie lubię jeździć zmęczony – odpowiedział, ale w tym momencie uciszyła nas Agnieszka. Zaraz rozpoczynał się pokaz.
Szef wyszedł na środek. Był tak okrągły, że zasłonił całego merynosa.
- Moi kochani możemy zaczynać? – zapytał, a tłum starszych pań i ich znudzonych mężów nagle się uciszył - No świetnie. A więc skoro mam wasze błogosławieństwo, pozwólcie oficjalnie, z uśmiechem na twarzy, a i z głębokości serca, serdecznie was witam na naszym spotkaniu – zgiął się w pół i otrzymał gromkie brawa – Moi drodzy Ja jestem bardzo łasy na oklaski, więc jeśli byście chcieli częściej klaskać ,proszę się nie krępować, będzie mile widziane. Nazywam się Radosław Strzelewicz, jestem z Wrocławia z firmy RDS co oznacza Radość Dobrego Snu. I mam przyjemność opowiedzieć państwu dzisiaj, o tej pięknej pościeli wełnianej – zrobił zamaszysty ruch ręką i objął wszystkie zestawy pościelowe – Jak widzicie przygotowaliśmy trzy komplety, a wiec jest z czego wybierać. Komplet z merynosa australijskiego to jest najdelikatniejsza owcza wełna i jednocześnie najczęściej spotykany
w naszych domach zestaw, gdyż taka pościel jest w sprzedaży już od ponad 20 lat. Komplet
z wielbłąda czyli tzw. camel to największa nowość, pościel najbardziej dopracowana pod względem technologicznym. Co to dla klienta w praktyce oznacza? Ta pościel jest najłatwiejsza w codziennej pielęgnacji i utrzymaniu czystości Oraz komplet kaszmirowy,
z kóz kaszmirskich, a to z kolei to jest pościel dla księżniczek… – urwał zdanie – A czemu dla księżniczek? Bo po pierwsze ja to na sali same księżniczki widzę – powiedział żartobliwie, a dwie panie z pierwszego rzędu wybuchnęły gromkim śmiechem- A po drugie jak Polska długa i szeroka, nie spotkałem ani jednej księżniczki co potem narzekała, że ją kaszmir gryzie. Dobrze mówię? A wiadomo księżniczki to mają najdelikatniejszą skórę.
A więc podsumujmy: jeżeli ktoś potrzebuje co by było tanio i dla zdrowia, wtedy polecam merynosa, jeżeli już ktoś ma merynosa szuka jakiś nowości, wtedy polecam wielbłąda. A jak ktoś na noc nie ma się do kogo przytulić, bo mąż przed spaniem się nie goli, wtedy polecam kaszmir. Kochani każdy zestaw składa się z trzech elementów. Na spodzie mamy zawsze … materac dwustronnie wełniany – podniósł kołdrę i odsłonił materac - Zwróćcie uwagi ze materac jest gruby, solidny ,bo to w niektórych firmach to materaca od kołdry nie można odróżnić.A przecie na materacu leżymy całym ciężarem naszego ciała. To tak jak w moim wypadku to jest 100 kg żywej wagi – odchylił się i złapał się za swój okrągły brzuchol – Materac ma co dźwigać no nie? A ten gruby wzmacniany długo i dobrze będzie wam służyć. Kołdra dwustronnie wełniana, to jest standard we wszystkich firmach, no i poduszka o szczególnych właściwościach ortopedycznych. Moi drodzy o właściwościach ortopedycznych poduszki powiem więcej za chwilę, a teraz chce pokazać taka małą metkę z kłębkiem wełny, nie wiem tylko czy dobrze to widać – szef podniósł poduszkę i wskazał palcem na metkę – Moi drodzy znacie ten znak ? – kilka osób odpowiedziało, że zna ten znak i że to woolmark – Woolmark tak, czyli po prostu czysta żywa wełna. Ten znak nadawany jest przez międzynarodowy sekretariat z siedziba w Londynie. I on klientowi gwarantuje ważną rzecz. Że dany produkt to jest na pewno sama wełna, że w środku nie ma żadnych sztucznych domieszek. Byście państwo mieli pewność, że mamy prawo posługiwać się tym symbolem, na metce zapisaliśmy numer licencji, dzięki temu na stronie internetowej Woolmarku znajdziecie państwo kraj pochodzenia wełny i klasę gatunkową.
Myślę również, że ważną informacją na początek jest fakt, że na naszą pościel jest aż 5 lat gwarancji. Moi drodzy zgodzicie się ze mną, 5 lat to dużo czasu tak ? Bez przekonania… Przecież przez 5 lat to się można pięć razy zakochać i odkochać no nie? Niektóre panie mówią, że nawet i częściej potrafią. Ja natomiast jestem pewien, że nikomu z nas przez pięć lat miłość do takiej pięknej wełny nie przejdzie
Ale zanim jeszcze będę chwalił wełnę, to wcześniej chciałbym państwu pokazać coś innego, tak trochę podroczę się z wami, mogę pożartować? – zapytał, a sala nie zaprotestowała - Świetnie, jestem więc ciekaw czy poznacie, co ja dzisiaj ze sobą przytargałem… Poznajecie? Cóż to takiego? – szef wyjął coś spod jednego ze stołów – Zabytek starożytny, czyli tradycyjna, babcina kołderka. Ten model ma aż 38 lat. W XXI wieku wyszarpać gdzieś taki oryginał, to już nie jest prosta sprawa. Żeby w ogóle ta kołdrę dostać pierwej musiałem z moją kochaną babcia zrobić specjalny geszeft. Babci sprezentowałem ganc nówkę z wełny, a tę używaną zabrałem, przepłukałem i przywiozłem do was. Dobry wnusio jestem? Oby więcej takich no nie? Tego typu kołdry są do siebie podobne. W środku mogą być różne rzeczy, albo pierze, albo puch, albo anilana, zawsze jednak mają cztery podstawowe wady. Po pierwsze jest tam mnóstwo kurzu, zgadza się? Po drugie jest mnóstwo robactwa, po trzecie nie przepuszczają powietrza, po czwarte często się w tym pocimy. Dobrze mówię? Ale widzę, ochoczo kiwają głową Ci co mają wełnę, a niektórzy na sali to mi się patrzą jakbym się z sufitu urwał. Ale ja mam przykład co by wszystkich przekonać. Co robiło się kilka trzydzieści lat temu, gdy na obiad była kasza, ziemniaki albo ryż, a ktoś się na obiad spóźniał? Chowało się pod pierzynę – odpowiadał przy akompaniamencie połowy sali – Długo było ciepłe? 15 minut, pół godziny? Czasami nawet pół dnia, jak się dobrze jeszcze w Trybunę Ludu zawinęło no nie? Były takie czasy słuchajcie. Sama gazeta grzała. A czemu ziemniaki w tej kołdrze pół dnia będą ciepłe? Przecież w środku nie ma mikrofalówki? Bo ta kołdra nie przepuszcza powietrza, zresztą ciepła też nie puszcza bo działa jak termos, typowy izolator ciepła. Moja kochana babcia to ma patent, który to wykorzystuje. Na pół ugotowany ryż, albo kasze kładzie na dwie godzinki w taką starą kołderkę taki smaczny, sypki, co ważne nie przypalony ryż wychodzi. Jest taki sposób? – powiedział do bólu słodkim głosem – Bardzo dobry ten ryż później jest z takimi tartymi jabłkami, roztopionym masłem i cynamonem. Mówi się, że ten ryż tam w środku dochodzi własną temperaturą, albo mówiąc inaczej kisi się we własnym sosie. To jak my się kładziemy w taką kołderkę? Też się kisimy. A czemu? Bo przecież takiej kołdrze to jest ganc pomada skąd ciepło pochodzi. Kołdra nie będzie się cały dzień zastanawiać, czy ma ciepło od człowieka czy od ryżu, ona z definicji żadnego ciepła nie puści. I dlatego, szczególnie latem w tej starej kołdrze zrobi się nam szybko za gorąco. I wtedy odkrywamy – zaczął przerzucać swymi rękami - Jedną rękę, drugą rękę, jedną nogę, drugą nogę, co na koniec wystawię nie powiem bo się wstydzę – staruszkowie wybuchnęli smiechem - I tak całą noc człowiek się wierci jak ten biedny kurczak na rożnie. Moi drodzy jak ja się będę 8 godzin wiercił, co pół godziny budził żeby się odkryć albo przykryć czy ja się wyśpię? Nie. Inne pytanie. Jak ja się w nocy spocę, mam mokre plecy, a wszyscy wiemy ze po Świętej Anki są zimne wieczory i poranki. I teraz po tych mokrych spoconych plecach, od podłogi zaciągnie fest zimne powietrze, będzie zdrowo? Zdrowo to chorzy będziemy, kochani. Korzonki albo nerki, abo nie daj boże przypomni o sobie reuamatyzm. Wiecie jak człowieka tak lamie w krzyżu zaraz poleci do lekarza. Lekarz z wyrozumieniem pokiwa głową, potem wypisze nam receptę, z recepta to jak w dym walimy do apteki i w aptece dowiemy się że? Lekarstwa panie w naszym kraju to są za darmo, tak? Ta pokażcie mi taka aptekę – oburzył się – Jakbyśmy się tak podsumowali za ostatnie 15 lat, ile to gotówki sami zanieśliśmy do apteki, wyszłyby z tego jakieś ładne wczasy na Majorce? Nie jedne. Jeszcze hucznego sylwestra, na Karaibach z piratami byśmy urządzili – zakręcił się jakby tańczył taniec hula – Ale czy to prawda co mowią lekarze, mądrzy ludzie, że zawsze jest łatwiej, a poza tym taniej zapobiec chorobie niż ja leczyć, prawda czy nie? I warto o tym pamiętać, bo każdy kto śpi w wełnie zatrzymuj rozwój wielu groźnych chorób. Ale zanim będę chwalił wełnę, jeszcze trochę ponarzekam sobie na tą starą kołderkę. Mówiłem ze tam w środku mnóstwo kurzu jest. Żeby sobie to wyobrazić proste pytanie. Kochani czym ściera się kurz z obrazów w muzeum? Piórami. A czemu piórami? Bo pióra przyciągają kurz. Nie ma w tym ani czary mary ani hokus pokus. Kurz ma ładunek elektryczny ujemny, pierze jonizuje dodatnio te dwa ładunki będą się przyciągać. A przykład tej prostej zasady fizycznej w naszych domach to jest ekran telewizora. Bo jak w domu gdzieś jest kurz, gdzie będzie na pewno? Na telewizorze. I z tej samej przyczyny, ta stara kołdra będzie coraz bardziej ciężka od kurzu, zgadza się? Bez przekonania. No moi drodzy przecież po 20 latach, to cholerstwo, w niektórych chałupach, to się robi tak ciężkie, że jedną nogą to trochę kłopot podnieść. Przepukliny można dostać. Dwoma nogami się trzeba zaprzeć żeby to przenieść z miejsca na miejsce – wygiął się jak siłacz dźwigający ciężary – zupełnie inaczej jest z wełną. Wełna jonizuje powietrze ładunkiem ujemnym, ujemny ładunek ma kurz, a dwa ujemne ładunki będą się odpychać. Dlatego Ci z państwa co maja pościel wełnianą, a jak patrzę po tych sympatycznych twarzach to poznaje, że ponad połowa na sali dawno ma, na pewna potwierdza to że: wełnę to wystarczy co kilka dni przetrzepać, wywietrzyć, raz na rok wyprać i po robocie. Jednak w tej starej kołdrze najgorszy jest nie kurz, nie ze się pocimy a co? Mieszkające tam robactwo, czyli roztocza z rodziny pajęczaków. Takie małe pajączki. Ja mam zdjęcie tego pająka powiększone kilka tysięcy razy, teraz będzie doskonała okazja, żeby każda pani z bliska popatrzyła w oczy komuś, z kim co noc w łóżku śpi – wyjął zza jednej z poduszek wydrukowany obrazek wielkiego, paskudnego robala – Patrzcie jaki piękny wypasiony gościu, no tak cudny ze buzi się chce dać no nie? Wiecie czym diabelstwo się żywi? Zrogowaciałym naskórkiem, czym jeszcze? Potem z ludzkiego organizmu i kurzem z powietrza. Moi drodzy to zastanówcie się przez chwilę, tak poważnie. Jeżeli to robactwo w starej kołdrze, ma cieplutko, ma co jeść, to ma motywacje żeby się wynieść czy nie? A po co?! A gdzie mu będzie lepiej?! Jeszcze se kumpli będzie zapraszać no i na potęgę będzie się mnożyć. A tak a propos mnożyć, na sztuki, nie na kilogramy, na sztuki, takich robali w starej kołdrze ile jest? Ja nawet wzór matematyczny wam mogę podąć jakbyście w nocy nie mogli zasnąć to zamiast jak zawsze barany liczyć, to se dzisiaj robale policzymy, zgoda? Taki spis inwentarza z natury, dobrze? Kochani, co ile lat wyrzucamy z naszego domu te stare kołdry, co 2 lata czy co 3? A gdzie tam panie, kto co 2 lata kołdrę wyrzuca, co 10 to ja rozumiem, co 20 , co 30. No prawda jest taka, że niektórzy z nas, nie mówię wszyscy, niektórzy, to te starą kołdrę trzymają tak długo, aż się sama rozleci. Czemu? No bo z sentymentu panie, no zobacz pan z wierzchu to całkiem ładna jest jeszcze no nie? – sprawnie modulował głosem i naśladował kobietę - Jeno, że w środku pełna, paskudnego robactwa. Naukowcy te robale policzyli. Już po 2 latach, w starej kołdrze dorabiamy się, uwaga, 15 milionów robali. 15 milionów, dwa lata , po 20 w tej starej kołdrze jest około 100 mln paskudnych robali, które przez cala noc łażą po nas. Ale ze łażą to pól biedy. Jest cos gorszego. Mówiliśmy o tym, że roztocze pożywia naskórkiem i kurzem, zgadza się? Będzie proste pytanie. Kochani jak robal cos zje co potem musi zrobić. Kupę. Musi urznąć kupę.
I jest pytanie gdzie biedaczysko z tą kupą chodzi? Na bezczelnego, na wycieraczkę do sąsiada? Nie? A może jest kulturalny, wychowany i idzie do wc, albo za stodołę? Tylko gdzie tutaj stodołę znaleźć. A może jest prostak, niewdzięcznik i kawał chama i nie dość, że go żywimy, narżnie pod siebie, w naszą kochaną kołderkę. Gdzie to zrobi? Nie słyszę gdzie? Patrzcie jak to ciężko przez usta przechodzi. Człowiek kombinuje, żeby co inne powiedzieć.
I teraz wyobraźcie sobie kochane panie, że co noc, gdy w łóżku, smacznie, spokojnie, pod starą kołdrą śpicie… banda stu milionów paskudnych robali nie dość że po nas łazi, to po drodze zdejmuje jeszcze gatki i sruuu. No co się dalej ja wam oszczędzę bo to obiad nie będzie smakował. A to te odchody nas trują, słuchajcie nie robale To że po nas te robale chodzą to nikomu nie szkodzi, jak mówi Smoleń „nie takie rzeczy chodzą mi po głowie.”. Tylko odchody tego robactwa prowadza do astmy, alergii, bronchitu, atopowego zapalenia skory, bólów migrenowych głowy, kłopoty z sercem, oddychaniem, koncentracją lista jest bardzo długa . Jak to się w ogóle dzieje, że małe robactwo, którego gołym okiem nie widać tak mocno niszczy zdrowie . Dzieje się tak, bo co wieczór wszyscy powtarzamy ten sam schemat. Jak chcemy się wyspać to bierzemy prysznic, albo wskakujemy do … wanny. Wycieramy się do sucha, co zakładamy? Piżamę, albo koszule nocną. Kładziemy się do łóżeczka i bierzemy ze sobą nasza ukochana kołderkę. A ponieważ widziałem, że na tej sali to wszystkie panie wiedza , że w kołdrze są robale. Wiecie czy nie? Panie żadna tajemnica, na wszystkich pokazach o tym trąbią, no nie? No. To skoro wszystkie panie wiedza, że w starej kołdrze są robale, no to na pewno w nocy, każda z pan, z obrzydzeniem śpi w tym na odległość – chwycił starą kołdrę w obie ręce i wyciągnął przed siebie , kręcąc nosem - Tak śpicie? A gdzie tam. Zwijamy to bliziutko, a potem mówimy „chodźcie do mnie kochane robaczki! Nie uciekajcie ode mnie!” A potem co? Mhhhhh jeden głęboki oddech, mmmmmm drugi głęboki oddech, w ciągu nocy każdy dorosły człowiek bierze 5 tyś głębokich oddechów. Teraz będzie najgorsze, tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Ci z państwa co maja słabe nerwy, to na chwile teraz uszy zatykają. Każdy taki oddech, to jak odkurzacz wciągamy te wszystkie odchody do środka. Nazajutrz rano człowiek wstaje, drapie się po głowie, patrzy do siebie do lustra i mówi cholera kolacji nie zjadłem to po czym ja tak tyje. Już wiecie po czym? Po robolach moi drodzy po robolach. Później to tylko kwestia czasu kiedy pojawią się paskudne alergie. Zobaczcie im młodsze pokolenie ludzi tym dzieci chorych na alergie jest coraz więcej. Dzieje się tak, bo nasze mieszkania są coraz mocniej nasączone alergenami. Jak otworzymy encyklopedię wyraźnie przeczytamy „do 70 % domowych alergenów to właśnie odchody roztocza domowego”. Moi drodzy to paskudztwo by mnożyć się na potęgę tylko 2 rzeczy potrzebuje: pożywienia i pomieszczenia, które jest i cieple i suche jednocześnie. Gdy byliśmy dziećmi, 30 a 60 lat temu czy nasze mieszkania były tak suche i dogrzane jak są dziś? Gdzie tam. Bywało zimno, zdarzała się wilgoć, a w niektórych chałupach to takie szpary, że wiatr gwizdał. Tylko czy 60 lat temu było tyle ludzi chorych na alergie, jak dziś. Nie.
Bo zimno i wilgoć to złe warunki rozwoju roztocza. A jak trafi się wilgoć i zimno jednocześnie roztocze popada w odrętwienie, letarg, zapada w sen zimowy jak niedźwiedź i przestaje się mnożyć. Jak nie ma robactwa, to nie ma odchodów, jak nie ma odchodów to nie będzie alergii dobrze gadam? Ale zmienili się czasy, pojawiły się plastikowe okna. Budynki są z zewnątrz ocieplane, są lepsze kaloryfery, sprawniejsze piece, a i szczelniejsze drzwi, dzięki temu dziś w mieszkaniu mamy dużo cieplej, dobrze mówię? I chwała Bogu, bo tak powinno być. Tylko ze się nowy problem pojawił, coraz częściej w mieszkaniu jest zbyt sucho. A to człowiekowi szkodzi. Każdy lekarz wam powie. Najlepszy przykład to te plastikowe okna, bo jak kiedyś były drewniane to je się na zimę zapychało, dopychało watom i był spokój. Przeszkadzało nam, że okno będzie kilka dni zamknięte? Nie. A jak se kupiliśmy te plastikowe okna, to ile dni wytrzymamy bez rozszczelnienia okien? Nie ile dni, tylko ile godzin kochani, dziś codziennie trzeba wietrzyć. Bo jak człowiek okna nie uchyli to, albo śpiący chodzi, albo go głowa boli, albo wszystko m z rak leci. Tak mocno zmienił się uwaga mikroklimat mieszkań. A zależność jest prosta. Kochani, gdy zmienia się klimat, zmieniają się warunki dla rozwoju roztocza i dlatego kołdra która jako dzieciom służyła nam dobrze w obecnych czasach nie tylko przegrzewa, jest cos gorszego – ona po prostu truje. A jak diabelstwo przegrzewa, truje i są w tym robale to co trzeba z tym zrobić? – chwycił starą kołdrę i rzucił za siebie - Wyrzucić kochani, zobaczcie jak to łatwo poszło. Myślę, że tez dacie radę. Wcale się nie spociłem. Czemu trzeba z domu wyciepnąć kochaną, starą kołderkę? Tak naprawdę stara kołdra to ostatni rupieć, który został w domu sprzed 20, 30 lat no wszystko co żeśmy 30 lat temu kupili, miało prawo się zużyć, zepsuć, na śmieci żeśmy zanieśli ,dobrze mówię? Bez przekonania. Najlepszy przykład to telewizor. Przez 30 lat wyrzuciliście jakiś stary telewizor ? Łoo, bo to jeden. A długo kupowaliśmy nowy? Zaraz, nie było gotówki to wzięło się na raty, a czemu. Ja myślę, że te uśmiechnięte panie to teraz doskonale będą wiedziały o czym ja mowię. No proszę pana, jak tu nie obejrzeć: M jak miłość, Na wspólnej, Na dobre i na źle, Pensjonat pod róża, Klan, Plebania, Złotopolscy, Daleko od noszy, Daleko od szosy, Miodowe lata, Rodzina zastępcza, Świat wg kiepskich, Zbuntowany anioł, 07 zgłoś się, Moda na sukces, Samo życie, W11, Adam i Ewa, Pierwsza miłość, Niania, Sąsiedzi, Kryminalni, Oficerowie, Hela w opalach, Mamuśki. Ranczo, Barwy miłości, 39 i pol, 17 mgnień wiosny, Czterej pancerni i pies, Janosik, Stawka większa niż życie, Simpsonowie, Seks w wielkim mieście, Taniec na lodzie, Taniec z gwiazdami, Jaka to melodia czy chociażby mam talent – powiedział na jednym tchu, a wszystkie babcie westchnęły z zachwytem – Pójdziemy i kupimy. Zobaczcie, zepsuje nam się stara pralka. 15 lat dobrze chodziła. Będziemy się rozczulać i płakać, czy wywalimy rupieć i weźmiemy nową? Zepsuje się lodówka. 20 lat w kuchni stoi, przez 20 lat jest z nami, przy każdym śniadaniu, obiedzie, kolacji - prawie członek rodziny! Nie mamy akurat gotówki. Będziemy se pół roku ciułać gotówkę na lodówkę, czy szybko weźmiemy ją na raty? No na raty. I zobaczcie, ze wszystkich domowych sprzętów, kołdra była kiedyś najtańsza, a to kołdrę najdłużej w domu trzymamy. To głownie sentyment i przyzwyczajenie. To jest druga natura człowieka. Kochani ja sam jestem bardzo sentymentalny, wcale nie uważam ,że sentyment to coś złego, ale w życiu trzeba wybrać co jest ważniejsze - sentyment czy zdrowie? Co wybieracie? No przecie Kochanowski dawno temu powiedział „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz aż się zepsujesz”. A kto z państwa na ochotnika chce poczekać, aż się popsuje? Ręka do góry. Te osoby są wolne ręka do góry. Wszyscy chcemy być długo zdrowi i silni. Dlatego chce wam opowiedzieć o wełnie, bo wełna zdrowiu po prostu pomoże.

- Zaczniemy od poduszki. Widzimy tutaj prostokąt, a poduszki wypełnione pierzem, jaki na ogół mają kształt? 70/80 albo 100/100. Poduszka wypełniona pierzem ma fundamentalną wadę. Bardzo szybko zrobi się płaska. By dobrze wyspać się na poduszce z pierza panowie co trzeba z nią zrobić? – szef objął wzrokiem wszystkich mężczyzn znajdujących się na Sali
- Zwinąć w rulonik, albo złożyć na pół. Potem dołożyć jasieczka, a potem co często panowie robimy? Bierzemy sobie pilota do telewizora i tak ooooo – westchnął - Zasypiamy... No przecie sam tak robię to wiem. Tylko problem polega na tym, że w nocy ta cholerna poduszka potrafi się rozwinąć. Patrzcie co się wtedy dzieje – wziął poduszkę do rąk i podłożył sobie pod kark - Głowa ma podparcie, plecy również, a pod kark? – przejechał ręką za swoją szyją - dziura. Kark wisi w powietrzu. Skoro kark wisi w powietrzu, mięśnie są napięte. Jak się 8 godzin napina mięśnie panowie, to mogą boleć? Muszą! Przecie zakwasy się zrobią. A inne pytanie, do pań, bo mi się tak dzisiaj ładnie uśmiechają. Moje drogie panie czy obudziłyście się kiedyś w nocy z takim bólem, albo przy kurczem szyi. No panie, a bo to raz.
I zawsze wtedy mówimy tak samo, że krzywo żeśmy spali. No właśnie. To posłuchajcie mnie uważnie, skoro nie jest winny materac, na pewno nie jest winna kołderka, to co będzie winne do cholery? Tylko nie mówcie mąż. Patrzcie jak cicho na sali. Moje drogie Mąż to jest największy na świecie skarb narodowy. On w chałupie niczemu nie jest winien, zgadza się panowie? Tak jest, winna jest poduszka! – wykrzyknął - Kształt naszej poduszki jest dopracowany przez ortopedów, by bólom szyi zapobiec. Zwróćcie uwagę, że tą śliczną poduszkę kładziemy pod głowę, ona się zawsze zatrzyma na ramionach – pokazywał to na swoim ciele - To jest ważne. Dzięki temu głowa i kark mają podparcie, a plecy są zachowane w naturalnej krzywiźnie. Skoro kark ma podparcie, mięśnie mogą się rozluźnić, krew może swobodnie krążyć, wypłucze wszystkie toksyny w tym zakwasy, bo to one nas bolą. Dlatego też jak śpimy na porządnej poduszce, ból szyi się nie zdarzy. Nasza poduszka składa się z dwóch elementów - powłoczki i wypełnienia. Jak chodzi o wypełnienie - to nie wełna. Dlaczego? Na pościel jest 5 lat gwarancji, a wełna jak wiecie ma tendencję do gremplenia się, czyli ubijania. Jak ja napcham tam wełnę co się szybko zrobi? Placek. Dlatego zmieniliśmy wypełnienie i na dzień dzisiejszy jest to skrętne włókno sylikonowe, bardziej sprężyste od wełny. Popatrzcie kochani, gdy ja taka poduszkę lekka nacisnę to się podda, ale gdy ją puszczę to podskoczy. Czy poduszka z pierza tak się zachowa? Nie. Po drugie silikon jest neutralny dla ludzkiego zdrowia i organizmu. Kochani powszechnie jest znane zastosowanie silikonu w medycynie czy chirurgii plastycznej. No panowie słoneczny patrol – wykonał gest jakby trząsł melonami - wiecie o co chodzi. A panie się bardziej śmieją.
A poza tym kochani to taka poduszka jest bardzo przewiewna, ja się mogę twarzą na niej położyć, cala noc oddychać i nic złego mnie nie trafi. Dlatego chłopy taką poduszkę polecam dla małżeństw, co się w łóżku kłócą. Wiecie dlaczego? Jak się która kobita na chłopa zaweźmie, dwie godziny nieszczęśnika może dusić, krzywdy mu nie zrobi. Wiecie skąd ja taki mądry? Moja próbowała ze mną, a widzicie żyję.
Jak chodzi o powłoczkę 99% to wełna z merynosa, pozostały 1 % bawełniana lamówka, na boku metka, na spodzie zamek. Wkład poduszki do prania trzeba wyjąc. Mówiąc o pościeli podkreślam to merynos, to nie polska wełna, wcale nie chodzi, że ja nie jestem patriota, ale powiedźcie jak powinno się sypiać w pościeli wełnianej żeby było zdrowo? Nago. A kto z was kiedyś zakładał góralski sweter na gołe ciało. Jak było ? Gryzie a cholera no nie? Połączmy te fakty. Jakby nam się spało jakbyśmy się tak nago pierdyknęli w gryzącą pościel co? Jak gołemu w pokrzywach. Tak by było wesoło. Czemu polska wełna gryzie, a merynos australijski nie. Kto wie? To kwestia klimatu. W naszym kraju owce na zimę pędzone są do owczarni, nie ma tam słońca, nie ma świeżej trawy, stłoczone są na małej przestrzeni. W tych warunkach owce dostają taki martwy włos, włos szerstny i to on nas gryzie. Merynos australijski szerstnego włosa nie ma, gdyż cały rok wypasany jest w naturalnych warunkach. Poza tym w Australii są straszne skoki temperatur. W ciągu doby podejdzie od zera do 40, by w nocy z powrotem spaść do zera. Właśnie z tego powodu włos merynosa wykształcił niespotykaną dla innych zwierząt dynamikę termiczną. Jak jest ciepło lekko podniesie się ku górze, wypuści na zewnątrz aż 86% nadmiaru ciepła. Lecz gdy jest zimno. on się przymyka zatrzymując to ciepło przy skórze. Dlatego Ci z państwa co śpią w merynosach, na własnej skórze doświadczyli tego, że latem człowiek się nie zgrzeje, zimą rozgrzeje i całą noc będzie sobie swobodnie oddychać. Te właściwości nasza pościel zachowa kilkanaście lat, jeno będzie dobrze prana. By dobrze prać pościel co jest nam potrzebne? Lanolina. Tam są 3 przykładowe butelki z lanoliną – wskazał na stolik z gratisami. Lanolinę lejemy do wanny
z wodą, woda musi mieć ile stopni Celsjusza?
30 – burknął ktoś z Sali.
- A czemu nie może mieć więcej? – zapytał - Bo się wełna sfilcuje – i jak zwykle sam odpowiedział sobie na pytanie - Wrzucamy do wanny materac, kołdrę co chcemy wyprać, zdejmujemy buty, zdejmujemy skarpetki wskakujemy do środka i co robimy? Depczemy jak kiszoną kapustę. Depczemy, depczemy, depczemy i wiecie co się stanie? Nogi będą czyste. Nogi się umyją, pięty się odmoczą, wanna się umyje no i pościel się wypierze. Parzcie 4 w jednym, lepsze niż słynny szampon, wash and go. Jak to się dzieje, że wełna łatwo, dobrze się pierze. Wełna z natury ma fajną zaletę, brudzi się jeno z wierzchu. Najlepszy przykład to owce na pastwisku. Z zewnątrz brudne jak święta ziemia, jak się rozchyli jaka będzie? Czysta.
I dzięki tej zalecie pożyczonej z natury naszą pościel pierze się rzadko, raz na rok starczy. Trzeba pamiętać jeszcze o dwóch rzeczach. Pościeli wełnianej nie płuczemy w samej wodzie, tylko w wodzie z lanoliną i nie suszymy na ostrym słońcu co by wełny nie zniszczyć. Kochani zróbmy teraz trzy minuty przerwy, zapraszam wszystkich, wstańcie i z bliska pooglądajcie, pomacajcie pościel. Nie bójcie się towar macany nie należy do macanta! – starsze panie zaśmiały się w niebogłosy- Zapraszam! – szef zakończył prezentację i zaczął schodzić „ze sceny” . W tym momencie do ekspozycji ruszyli pewnym krokiem Orzeł
i Agnieszka. Ani się obejrzałem szef stał przy mnie i przy Piotrku.
- Tak wygląda pierwsza część prezentacji. Teraz asystenci wyłapują potencjalnych nabywców, nakręcają staruszki i udzielają informacji. W tym momencie każde z nich powinno mieć swój typ, który dzisiaj wyjdzie stąd z zestawem pościeli. Salę dzielimy na trzy osoby. Każdy dostaje swoją część sali i wyczytuje po kolei nazwiska oderwane od kuponów po części handlowej – powiedział.
- A czy ludzie tak chętnie chcą dawać te kupony i później wychodzić na rozmowy? – zapytałem
- Tak, gdyż od samego początku przekonujemy ich, że kupony te potrzebne nam są do losowania nagród. Gdy wyczytujemy ich nazwiska nie wiedzą, że to dalsza część prezentacji, tylko odbywająca się przy stolikach. Tam dociskamy umowy
- Czyli to jeszcze nie koniec prezentacji? – spytałem.
- Nie. Teraz jest około pięć minut przerwy. Później jest jeszcze handlówka i stoliki – odpowiedział mi szef. W tym czasie Orzeł i Agnieszka wrócili do holu.
- Ta pani z przodu, z lewej strony jest zainteresowana – zaczął Orzeł.
- A ja mam małżeństwo z tyłu – dodała Agnieszka.
- Dobrze w takim razie Ty Tomek bierzesz cały przód, ja środek, Agnieszka tył. Pasuje? – nie usłyszał protestu. Spojrzał na swój telefon i z powrotem ruszył na „scenę”.

- To co moi kochani kończymy przerwę? Dobrze. To o czym teraz czas pogadać? No o kasie. Bo jak nie wiadomo o co chodzi to o co chodzi? No o pieniądze. Opowiem wam o trzech najczęściej kupowanych zestawach, bo pościel to najczęściej w zestawach się kupuje. Najczęściej kupowany 1- osobowy zestaw, to ten piękny komplet po środku, wykonany z merynosa. Materac który jest na spodzie, jeszcze raz go pokażę, ma rozmiar 90 na 200, kołdra jest szersza - 140 na 200, a poduszka w zestawie 1 osobowym taka jak ta- 40 na 70. Tak wygląda najczęściej kupowany zestaw 1 osobowy, są tez większe. Najczęściej kupowany 2- osobowy zestaw, to zestaw na wersalkę. Wtedy materac ma 140, kołdra 160 i dwie poduszki. Z tym, że w zestawach 2- osobowych proponuję poduszki w rozmiarze takim jak ta - 40 na 60, a dlaczego? Bo 70tki na wersalce, albo się na siebie zakładają, albo wystają poza tapczan. 60 będzie praktyczna. Czasami w domu jest jeszcze szersze łoże czy narożnik, wtedy przyda się materac 160, kołdra 180 i dwie poduszki. Mogę państwu przygotować zestaw na malutkie łóżko dziecięce, bądź na potężne łoże, rozmiar nie jest dla nas żadnym problemem. Z cenami moi drodzy to słuchajcie mnie bardzo uważnie, bo zacznę od cen zwykłych, dystrybucyjnych. A warto o tym pamiętać, bo przecież na wszystkich pokazach z ceną na koniec robią dodatkowe upusty. Zgadza się? Dzisiaj tez tak będzie, więc proszę cierpliwie poczekajcie do końca. 1- osobowy komplet kaszmirowy, w cenie dystrybucyjnej to 3300,
2- osobowy z merynosa 3200, 1- osobowy 2500. I nie chcę się kłócić, czy to dużo czy mało. Po pierwsze te ceny was nie dotyczą, bo dla państwa na pokazie zawsze jest taniej, a ponad to dużo i mało to pojęcie względne. Zależy do czego przyrównam. Prosty przykład. Przyrównam do siebie cenę pościeli i cenę nowego samochodu, to cena pościeli będzie mała czy duża? Mała.
Inny przykład. W sezonie turystycznym małżeństwo, więc dwie osoby, ma ochotę pojechać na polskie morze, na 10 dni by sobie wypocząć, bo się im należy. Ile kasy ze sobą trzeba wziąć ? 3-4 tysiące jak nic. I patrzcie mija te 10 dni, Polacy wracają znad morza. Są opaleni, albo i nie. Są zadowoleni, albo i nie, bo pogody nad Bałtykiem nie było. Słuchajcie jak pogody nad morzem nie ma, to kasa wraca z nami? A gdzie tam! Morze wypłukało no nie? Patrzcie, to jest tylko 10 dni, a Polak wraca goły i wesoły. Czy ktoś z tego powodu popada w depresję? A gdzie tam. Mówi się tak „ Było, minęło, żyje się dalej, a jak se uzbieram, to znowu pojadę”. Zgadza się? A w wełnie za te same pieniądze mam radość, przyjemność
i zdrowie nie przez 10 dni, tylko przez 10 lat. I zobaczcie, to są niby te same pieniądze, a jak długo cieszą człowieka. Dobrze mówię?
Jeszcze inny przykład. Z wełny robi się swetry. Moje drogie panie gdybym poszedł do sklepu, nie na bazar do sklepu i chciałbym kupić solidny, wełniany sweter co latami służy to ile za niego muszę dać? 200 300 złotych tak zależy jaka firma. Żeby zrobić taki sweter wystarczy mi jeden metr wełny i patrzcie, nikogo nie dziwi, że to w sklepie trzy stówy kosztuje. Żeby zrobić jednoosobowy komplet kaszmirowy ja potrzebuję 10 metrów wełny, wełny co sami widzicie - najwyższej jakości.
Z kompletu wyjdzie mi 10 swetrów po 200, po 300 złotych. Oczywiście mogę się uprzeć, pójść se na bazar i kupić tzw. pościel wełnianą za 700 złotych, ja wiem ,że taka jest. Tylko pomyślcie i przeliczcie. Jeżeli sweter wełniany, w którym jest metr kwadratowy wełny kosztuje trzy stówy, to komplet pościeli za 700 złotych, to będzie 100% prawdziwej wełny? To jakaś licha podróba! To tak jak idziemy do mięsnego uwielbiam, ten przykład. Na półce leży kilo mięsa i kosztuje 15 złotych, bo jest bez kości. A obok leży kilo kiełbasy, kosztuje
6,50, ponoć tez jest bez kości. Tylko czy ktoś z was uwierzy, że ta kiełbasa to samo mięso?! W Życiu! To jest mięso plus - dykta, pakuły, trociny i kawałek budy od psa. Zależy co się rzeźnikowi pod tasak trafi. No żartuję, oczywiście żartuję żeby jakiś rzeźnik się na mnie nie obraził. Ale powiedźcie czy może tak być, że produkt przetworzony, jest trzy razy tańszy od surowca, może tak być? Nie. Jakość zawsze idzie w parze z ceną. Najlepszy przykład to mercedes i maluch. To się nazywa auto i to się nazywa auto. Tym się da jeździć i tym się da jeździć, ale każdy mężczyzna chciałby mieć po domem mercedesa. O ja widzę, że panie też się znają na samochodach. Czy nas jednak dziwi, że mercedes jest droższy od malucha? To jasne jak słońce. Jest różnica w komforcie, bezpieczeństwie, jakości. Więc jak człowiek myśli o zakupie patrzy zawsze nie tylko na cenę, ale także na korzyści, które z zakupu wynikają. Patrzmy zatem na zestaw 2- osobowy inaczej. Mówiłem, że jest to 3200, podzielmy przez 2, bo śpią w tym dwie osoby, podzielmy przez 365 dni, bo śpimy w tym codziennie, wiecie ile wyjdzie? 4 złote dziennie. Ludzie co to są 4 złote, co ja dzisiaj za cztery złote kupię, dwie jagodzianki?! Przecie ja najgorszych papierosów za to już nie dostanę, nawet jakiejś ładnej, porządnej gazety. Np. galę za 4 złote dostanę? – starsze panie pokiwały głowami - I po roku z tych drobnych pieniędzy cała pościel jest spłacona, 10 lat śpię zdrowo, wygodnie i nic nie płacę. Korzyści ekonomiczne, dla przykładu, nie trzeba tego powlekać w powłoczki. Moje drogie panie jak przez 10 lat nie kupię powłoczki, pidżamy, koszuli nocnej, oszczędzę jakieś pieniądze? A jak przez 10 lat co miesiąc, dwa prania zrobię mniej, oszczędzę na proszku, prądzie i wodzie?
- Moi drodzy – zaczął naśladować szefa Tomek i zwrócił się do mnie – nie musicie tego powlekać w powłoczki, nie musicie wydawać na proszek. Jedyne co jest wliczone w cenę to paliwo naszego busa, pensja dla trzech oszustów, spanie w porządnych hotelach, dwadzieścia osób w telemarketingu, żarcie w najlepszych knajpach, wóda i fajki – wymieniał i śmiał się z prezentacji – Wkrótce będziesz ją znał na pamięć - powiedział do mnie – Ale jest naprawdę dobra. Ludzie biorą kołdry jak świeże bułeczki – skończył, a prezentacja leciała dalej.
- … i długa lista związana ze zdrowiem. To rewelacyjna pościel antyalergiczna, gdyż nie ma tam paskudnego roztocza, najlepsza na świecie pościel antyreumatyczna, są na to badania i atesty. Można ją odpisać od podatku. Poprawia krążenie, dba o serce, a jak śpimy w wełnie często ustępują bóle stawów, mięśni, korzonków czy kręgosłupa. Można powiedzieć, że zalety przeważają cenę. Bo co w życiu jest najważniejsze? Zdrowie A kto z was dba o zdrowie i już śpi w wełnie, proszę podnieście rękę do góry, od konkurencji kupowane też się liczy, ja nie jestem rasista – pół sali podniosło dłonie do góry - Zobaczcie ponad połowa sali ma wełnę. No to czy ja mam dalej trajlować, że wełna to dobra pościel jest? Już Rzymianie powiedzieli „vox populi, vox dei” - „głos ludu, głosem Bogów” . Jak 90% społeczeństwa się przekonało, to to musi być dobra rzecz. Jak miałby tylko jeden Polak to mógłbym powiedzieć tak „kurczę, wszedł facet do sklepu zakręciło mu się w głowie, zdjął półki nie to co trzeba”. Ale żeby 90% Polaków się pomyliło? Nie wierzę. My jesteśmy za cwanym narodem. Więc jak nabyć taką pościel. Oczywiście można zastanawiać się miesiąc, drugi trzeci, ale człowiek kupuje tylko wtedy, gdy jest okazja. A dziś okazja jest. Dziś mam duże upusty i piękne prezenty. Z czego to wynika? Moi drodzy doskonale wiecie, że duża część ceny produktów to po prostu koszty reklam. A przykład? 45% ceny proszku to reklamy. Jak myślicie, kto za to płaci? Klient, oczywiście, wszystko nam na koniec dopiszą do ceny. Nasza firma robi inaczej, naszej reklamy nie ma w prasie, nie ma w radio, nie reklamujemy się po billboardach jak Philipiak, tylko wszystkie pieniądze co mamy na promocje, przeznaczamy na większe upusty, na takich spotkaniach jak to. Jak ktoś zaplanował wymienić pościel, od sąsiada rodziny wywie się wcześniej ile kosztuje, przyjdzie na pokaz, na pokazie pościel dostanie taniej czy ja go długo będę prosił żeby firmę chwalił do znajomych czy sam powie? – Sam! – wykrzyknęła jakaś babcia – Dokładnie tak! – potwierdził szef - Poczta pantoflowa to najlepsza reklama na świecie. A nie wierzycie przyjdźcie do bloku i sąsiadce szepnijcie na ucho- „Moja droga błagam nie mów tego nikomu”. Co będzie? Nie tylko kamienica będzie huczało, ulica zaraz będzie wiedziała - szybka a skuteczna reklama, chcemy z niej korzystać. Dlatego słuchajcie, bo warto. Dziś najmniejszy upust to jest aż 950 zł. Niektóre upusty zrobimy nawet 1500. Od was zależy jak duży komplet i z czego zrobiony. Prezenty dla przykładu. Każdy z państwa kto zdecyduje się dziś na dowolny zestaw dwuosobowy otrzyma od nas w prezencie oto piękny zestaw jednoosobowy kołdra, poduszka i pościel jednostronnie wełniana. A jak ktoś będzie chciał, to zamiast kompletu jednoosobowego będzie mógł wybrać sobie te piękne gary. Solidny prezent? To nie wszystko, gdy myślicie o ratach - mam tani system kredytowy, tylko 1% miesięcznie A podoba wam się ten piękny zestaw z kaszmiru? Mam rewelacyjną wiadomość dla miłośników kaszmiru. Dzisiaj te największe upusty to będą na kaszmir. Na kaszmir to będą takie upusty, że komplet kaszmirowy będzie można dostać prawie w cenie merynosa – mówił bardzo szybko i wyglądał jakby się miał zaraz zesrać - Ale i to nie wszystko, bo możecie już dzisiaj spać w ganc nowej pościeli, przez miesiąc, albo drugi, nie płacąc ani złotówki. Podoba się wam taka promocja? A chcecie wiedzieć więcej? Kto chciałby wiedzieć więcej? Jedna osoba, druga trzecie – wskazał losowe osoby z tyłu, które niby były zainteresowane, ale tak naprawdę żadna z nich nie podniosła ręki - Proszę wyjmijcie kupony, oderwijcie od zaproszeń mój kolega i koleżanka będą je od państwa teraz zbierać.
W tym momencie Orzeł i Agnieszka ruszyli do swych sektorów. Szybko zebrali wszystkie kupony i stanęli na „scenie” otaczając szefa z prawej i lewej strony.
- Patrzcie jaki ze mnie Speedy Gonzalez, godzina nie minęła, a wszystko chłop powiedział ,podoba się takie tempo? No to oklaski mi się należą – gromkie brawa rozeszły się po sali - Do końca spotkania zostało jakieś 20 minut, wytrzymacie tyle? Świetnie. Za chwileczkę moi sympatyczni współpracownicy i ja będziemy państwa zapraszać na krótką rozmowę, zgodnie z prostą zasadą „kupić, nie kupić, potargować – można”. Jak się spodoba - świetnie mamy wełnę, jak nie - za rozmowę nic nie płacicie, prezent za przyjście nawet jak nie kupicie,
to i tak dostaniecie, a ludzka grzeczność przy rozmowie przecież nic nie kosztuje. Uczciwie? Agnieszko kogo chcesz zaprosić? – zapytał
- Ja chciałabym zaprosić państwa Wojnowskich– przeczytała nazwisko z kuponu i skierowała wzrok we wcześniej upatrzoną parę, która teraz była widocznie zaskoczona, że ich nazwisko zostało wyczytane na forum.
- Proszę Państwa to tylko krótka rozmowa i do niczego nie zobowiązuje – powiedział szef – Koleżanka zaprowadzi państwa do stolika – trochę uspokoił małżeństwo, które potulnie skierowało swoje kroki za Agnieszką. Oczywiście ta rozmowa nie mogła mi umknąć. Stanąłem w takiej odległości, aby nie przeszkadzać, ale i żeby wszystko słyszeć.
- Witam państwa – zaczęła Agnieszka – Jak podobała się państwu prezentacja? – spytała.
- Bardzo nam się podobała – odparła kobieta – A ten pan prelegent ohh naprawdę niesamowity. Czy on kiedyś nie pracował przypadkiem w teatrze? Jest z niego doprawdy świetny aktor – zachwycała się kobieta.
- Bardzo dużo osób chwali naszego prelegenta. Faktycznie jest jedyny w swym rodzaju – mówiła Agnieszka – A który komplet pościeli się państwu najbardziej podobał? – zapytała.
- Ale my już mamy pościel wełnianą – odpowiedziała kobieta.
- Tak? – pozornie zdziwiła się Agnieszka – A który komplet? Merynos, Kaszmir, Camel?
- My mamy tego podstawowego już ponad 10 lat, tego w środku – do rozmowy przyłączył się mąż.
- Merynosa? – spytała Agnieszka by się upewnić.
- Tak, ten zestaw merino – odpowiedział mężczyzna.
- No to szanowni państwo czas może wymienić pościel na Kaszmir? Dla Księżniczek?
- Oj nie mamy chyba teraz tylu pieniążków – odpowiedziała kobieta.
- A jakbyśmy tak rozłożyli to na jakieś dogodne raty? – zapytała Agnieszka i nie czekając na odpowiedź drążyła temat dalej.
- Rozumiem, że potrzebny byłby zestaw dwuosobowy. Dwuosobowy zestaw z kaszmiru to koszt 4800zł, ale dzisiaj właśnie na kaszmir mamy bardzo duży upust i jest to, aż 1400zł
- Ojej to naprawdę ogromna promocja – kobieta była pozytywnie zaskoczona.
- Jakby to rozłożyć na 36 rat to rata wyjdzie trochę ponad 100zł – Agnieszka szybko przeliczyła raty na kartce
- To faktycznie nie tak dużo – mężczyzna zainteresował się jeszcze bardziej.
- No i oczywiście dzisiaj i tylko dzisiaj ten 1 osobowy zestaw dostaną państwo w prezencie. A ja od siebie dołożę jeszcze szalofrok dla pani. Piszemy umowę?
- Piszemy – odpowiedziała bez namysłu kobieta.
- W takim razie poproszę dowód – powiedziała Agnieszka i przystąpiła do spisywania umowy.
Byłem naprawdę zaskoczony. 3200złotych to naprawdę spora sumka. Raty są oprocentowane więc do spłaty będzie prawie 3800. To małżeństwo lekką ręką pozbyło się właśnie tej ogromnej kwoty. Przekonał ich gratis i mega promocja. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że trafiłem do idealnej pracy. Tym czasem Orzeł też nie próżnował i właśnie wciskał jakiejś kobiecie kit, że z chęcią przyjedzie na ślub jej córki. Właśnie sprzedał jej 2 osobowy zestaw z camela za 3800zł. Szef też negocjował jakąś umowę, ale niestety nie dał rady i mężczyzna zrezygnował z zakupu. Rozmów było jeszcze wiele, ale podpisano tylko dwie umowy.
- Tomek choć pomożesz w losowaniu. Daj mi swoje kupony i Agnieszki – powiedział szef i razem z Orłem wyszli na scenę
- Moi drodzy to już koniec naszego spotkania, ale tak jak obiecałem odbędzie się jeszcze losowanie prezentów – szef wziął największy garnek z prezentowanego zestawu – Państwo będziecie komisją gier i zakładów dobrze? – przechylił garnek w stronę publiczności – Bęben maszyny losującej jest pusty – powiedział – Następuje zwolnienie blokady – wrzucił do środka wszystkie kupony – Maszyna zostaje uruchomiona – złapał się za brzuch i zaczął nim potrząsać tak, że wprawił tym w śmiech całą publikę i zaczął losować.
- Pas na bark otrzymuje pani Pawlak! Ogromne brawa dla tej pani! – publiczność zaczęła bić brawo, a kobieta w podeszłym wieku odebrała swoją nagrodę.
- Druga nagroda, maść końska powędruje do… - wylosował kolejny kupon – Pan Zdzisław Piwoński! Gratulacje – i znów sala wypełniła się brawami.
- Moi drodzy to już koniec losowania. Jeżeli ktoś chciałby jeszcze zakupić jakieś drobiazgi takie jak maści, pasy czy papcie zapraszam do kolegi – wskazał na Orła – Ja już państwu serdecznie dziękuję, do widzenia, do zobaczenia – powiedział i w tym momencie tłum zaczął kierować się w stronę wyjścia. Piotrek został oddelegowany do odwiezienia kontrahentów do ich domów i o dostawę towaru. Został poinstruowany przez Orła co i jak i wyruszył na Skarżysko. Ja zostałem na miejscu i miałem zająć się porządkowaniem sali. Musiałem ustawić krzesełka, schować starą kołdrę, uporządkować drobiazgi, przetrzeć gary i wygładzić pościel. We wszystkim pomagała mi Agnieszka.
- Jak już zostaniesz samodzielnym asystentem będziesz musiał również przygotowywać wszystkie papiery na wyjazd, dokumenty, wynajdywać odpowiednie hotele do noclegów, pilnować porządku na Sali, witać gości i obliczać kupony dla telemarketerek – mówiła cały czas. A jak dla mnie było tego o wiele za dużo by wszystko spamiętać. Wkrótce miał nastąpić kolejny pokaz.
- Przywitasz gości Marcin – powiedział do mnie szef – zadbaj żeby każdy z nich dostał kupon, wypełnił go i wpisał na nim numerek, który podano mu przez telefon – mówił dalej.
- Dobrze, tylko się przebiorę – odpowiedziałem i ruszyłem do samochodu po swój garnitur. Za parę minut byłem na miejscu i witałem pierwszych gości, którzy przybyli na drugi pokaz pół godziny wcześniej.
- To normalne, że przychodzą szybciej. Dlatego zawsze asystenci muszą pilnować, aby czasem nie wpuścić kogoś podczas trwania pokazu. To rozwala prezentację – powiedział szef.

Zaczynałem odnosić wrażenie, że cały ten absurdalny wełniany teatrzyk jest tak naprawdę potężnym narzędziem socjotechnicznym, rodzajem iluzji czy masowej hipnozy, której to ulega cała sala by masowo podpisywać umowy na grube tysiące złotych. Cz
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-02-2012 17:53 przez Mestari.)
04-02-2012 16:09
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Met Offline
You will be next...
*

Liczba postów: 550
Dołączył: Dec 2009
Gamble: 6.21
Post: #2
RE: Pościel z Kaszmiru i Kobieta z ...
Liczebniki w prozie zapisujemy słownie, nie w postaci cyfr i liczb. Godziny też. Nie wiem, czy podawanie tak wielu wartości procentowych jest istotne dla tekstu. No i całość urywa się w pół zdania.

Nie robię wyjątków. Czarny, niebieski, pomarańczowy, czy nawet zielony jak zajdzie potrzeba.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-02-2012 16:58 przez Met.)
04-02-2012 16:58
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Stanior Offline
Czytelnik
*

Liczba postów: 10
Dołączył: Feb 2010
Gamble: 0.00
Post: #3
RE: Pościel z Kaszmiru i Kobieta z ...
No bo to jest powieść w odcinkach, następne odcinki będą na bloguSmile
04-02-2012 21:35
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Kandara Offline
Pisarczyk
*

Liczba postów: 72
Dołączył: Mar 2011
Gamble: 0.00
Post: #4
RE: Pościel z Kaszmiru i Kobieta z ...
(04-02-2012 21:35)Stanior napisał(a):  No bo to jest powieść w odcinkach, następne odcinki będą na bloguSmile

Co prawda nie czytałam... ale można zapytać czemu nie tutaj?

W księżycowym jasnym blasku
widziałam ciemne krople krwi,
co po twej dłoni na piasek spływały
04-02-2012 21:51
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: