Via Appia - Forum

Pełna wersja: Dżihad: Upadek
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Witam! Chciałem Wam zaprezentować dwa pierwsze rozdziały mojego opowiadania. Nosi ono tytuł Dżihad: Upadek i jest w całości wymyślone prze zemnie. Nie pozwalam kopiować, wklejać gdzie indziej itp. bez mojej zgody!!!
Opowieść ta rozgrywa się w wymyślonym prze zemnie świecie w czasach Imperium Astolijskiego, a raczej jego upadku. Zapraszam więc do czytania, komentowania i wyrażania własnych opiniiSmile


Rozdział I

Sala powoli zaczynała się wypełniać biesiadnikami. Nie zwykłymi lecz samą szlachtą i ludźmi najważniejszymi w mieście. Nikt tutaj nie był idealny, choć każdy się za takowego uważał. Każdy chciał się uważać także za wyjątkowego, lecz dobrze wiedział że taki nie jest. Zresztą było to trudne zadanie gdyż każdy w sali był ubrany podobnie - po elficku - i jedynym co mogło ich wyróżnić była osobowość. Lecz i tutaj także na próżno szukać ideału czy gościa wyjątkowego. Jednym słowem byli jak dwie krople wody: z wierzchu takie same ze smaku inne.
Wszyscy goście dotarli i drzwi sali zatrzasnęły się z hukiem. Zasiadłszy do stołu po jego obu stronach czekali w ciszy.
- Moi drodzy - z drzwi z tyłu sali dobiegł ich głośny, ale piękny głos. - Widzę, że wszyscy już przybyć zdążyli co mnie niezmiernie cieszy.
U biesiadników zdało się słyszeć pomruki i szepty. Z cienia wejścia wyszedł smukły mężczyzna o jasnobrązowej skórze i jasnych włosach. Ubrany był w piękną szatę mieniącą się kolorami tęczy. Jednak co najważniejsze nie była elficka.
- Czy wiecie kim jestem? - Usiadł na pięknym, zdobionym złotem krześle. Było umiejscowione przed stołem co dawało idealne rozeznanie wśród biesiadników. - Czy wiecie? - powtórzył donośniejszym głosem.
I znów dało się słyszeć poruszenie wśród gości. Jeden z nich wstał. Był jak wielu tutaj gruby, miał pulchna twarz i szaty koloru zielonego zdobione kryształami. Rozejrzał się po wszystkich po czym zwrócił w stronę mężczyzny na krześle:
- Gdzie nasz pan i władca książę Ilistaru? - wśród zasiadających dało się słyszeć kolejne pomruki tym razem nie zadowolenia.
- Leży w Przepaści Kalidora i już raczej z niej nie wróci - odparł ciemnoskóry mężczyzna.
- Ależ to oburzające! - inni biesiadnicy zaczęli wstawać ze swych miejsc i grozić ciemnoskóremu. - Żądamy natychmiastowej odpowiedzi co tu się dzieje i kim... - wszyscy zdążyli usłyszeć tylko świst powietrza i mężczyznę leżącego na podłodze. Z miejsca gdzie było serce tryskała krew. Wszyscy zamilkli i usiedli.
- Jestem Arard Zinton z rodu Astratów. Mam nadzieję, ze nasza znajomość będzie przyjemna. - Wskazał ręka na żołnierzy. - Ci oto tutaj to moi podwładni, a ja zostałem właśnie waszym nowym księciem.
- To nie do przyjęcia! - ktoś ze stołu krzyknął. Jego głos odbił się echem po sali.
- Tak sądziłem, że nie dojdziemy do porozumienia. Żołnierze - wojacy wyciągnęli broń. - Tych którzy się przyłączą zabrać do Kaplicy resztę zabić i zrzucić w Przepaść Kalidora.
Nowy Książę wyszedł z sali tylnymi drzwiami i poszedł przyszykować się do wystąpienia przed ludem.


Rozdział II


Kopyta koni stukały o brukowaną drogę. Ich grzywy rozwiewał wiatr a łby łuskał deszcz. Sprawiały wrażenie zadumanych wędrowców podróżujących bez celu.
Podobnie można by powiedzieć o ich jeźdźcach. Wszyscy ubrani w
czarne płaszcze z kapturami i mieczami przypiętymi u pasa. Pędzili
przed siebie nie zważając na naturę próbującą ich usilnie zatrzymać.
I pędzili by tak jeszcze przed siebie, gdyby nie drzewo zwalone na
drodze. Gwałtownie zatrzymali konie i podeszli do drzewa. Jedna z
pięciu postaci uniosła ręce i szeptem powiedziała:
- Ar te sui!
Po tych słowach drzewo spłonęło zamieniając się w kupkę popiołu.
Jeźdźcy wskoczyli na rumaki i mieli ruszać w dalsza drogę gdy przed
nimi zmaterializowała się grupka żołnierzy. Był ich około tuzin. Jeden z nich - herszt bandy - podszedł do rumaków.
- Używanie czarów na terenie tego lasu jest zakazane. - Nie zważając na swą bezczelność otworzył sakwę przypiętą do jednego z pięciu wierzchowców.
- Nie radziłbym - jeździec powstrzymał rękę barbarzyńcy samym umysłem.
Jego głos sparaliżował mężczyznę który upadł bez życia. Spojrzał na
resztę złoczyńców.
- Coś ty mu zrobił - wykrzyknął jeden z nich. - Czym jesteście?
- As te ri su - wszyscy jeźdźcy wspólnie wyjęli miecze i w
niespotykanej wręcz jedności zeskoczyli z koni.
- Panie - człowiek stojący z tyłu bandy podszedł do ich nowego
przywódcy. - To są członkowie z Zakonu. Oni umieją zabijać samą siłą umysłu.
- A więc to czarodzieje! - wśród tuzina ludzi dało się słyszeć pomruki
pogardy. - A tych tutaj nie lubimy.
- Nie, to nie czarodzieje. Lecz jeżeli chcesz sam się o tym przekonać... - mężczyzna usunął się na tyły.
Herszt wyjął miecz i rozkazał swoim ludziom zaatakować nieznajomych. Wszyscy oprócz mężczyzny, który go ostrzegł ruszyli na zakapturzone postaci. I wszyscy padli na ziemie, a ich ciała opuściło życie. Jedynie herszt bandy stał na nogach.
- Nie, odejdźcie - zaczął się cofać. - Czym jesteście, jak, czemu...
Z piersi mężczyzny wyłoniło się ostrze miecza, a on sam wydał z
siebie gardłowy okrzyk. Potem jego ciało upadło bez życia.
- Spokojnie - mężczyzna wcześniej stojący z tyłu schował zakrwawiony miecz do pochwy. - Jestem posłańcem Astrata pochodzącego z rodu Astratów. Na tę nazwę pięciu zakapturzonych jegomości odrzuciło kaptury. Ich twarze były jasnobrązowe, wszyscy mieli zgolone głowy i całe czarne oczy pozbawione białka.
- Prowadź więc do swego pana - wsiedli na konie i popędzili za
posłańcem jadącym na czele.
Konie zatrzymały się przed bramą miasta Ilistar. Nie chciały
wjechać.
- Z tego miasta bije energia Widm - jeźdźcy zeskoczyli i na piechotę
ruszyli za młodzieńcem.
- Owszem, stacjonuje tu ich armia. Nowy Książe przyprowadził je razem
ze sobą. Mają pomóc w zniszczeniu Imperium Atol...
- Starczy! Resztę usłyszymy od twego pana.
Dalsza droga przebiegła w ciszy.


Nowy Książę krążył po głównej sali. Czekał na gości przybywających z Imperium Astolijskiego. A byli to goście nie byle jacy bo należący do Zakonu Psychozy. Nie dość, że mogli zabić kogoś samym umysłem to jeszcze mogli opętać jego trupa. Przerażające, pomyślał Książe.
Wysokie drzwi zaskrzypiały. Były w całości wykonane ze złota i
zdobione pięknymi kryształami z Wysp. Ignoranci. Najpierw nas porzucają a potem handlują jak gdyby nic się nie stało. Ale już nie długo, jeszcze tylko kilka dni.
- Witajcie! - mężczyzna podszedł do pięciorga gości i machnięciem ręki odprawił posłańca. - Miło mi Was widzieć, jestem zaszczy...
- Przejdźmy do rzeczy - jeden z gości wysunął się naprzód. - Nie marnuj naszego czasu. Strata czasu równa jest stracie energii psychicznej.
- No więc - Astrat usiadł na tronie stojącym po środku sali - przybyliście, aby zawrzeć pakt ponieważ potrzebna mi wasza pomoc.
- Niewielu ma odwagę z nami paktować, a ty posiadasz na usługach Widma. Czegoż więcej chcieć niż armii Widm?
- Kogoś kto zinfiltruje Imperium od środka. Kogoś kogo posłuchają
władcy, aż w końcu kogoś kto jak ci pieprzenie mieszkańcy śmierci.
- Śmierć jest pojęciem o wielu znaczeniach - jeździec powolnymi krokami zaczął zbliżać się do tronu. - Dla jednych jest końcem, lecz dla innych odkupieniem i początkiem. A czymże jest ona dla Ciebie chłopcze. Czyż Widma nie boją się śmierci?
- Skąd wiesz, że nim jestem - odparł Astrat z nutką obawy w głosie,
lecz jego twarz pozostawała kamienna. Pozbawiona uczuć. - I skąd wiesz że Widma nie boją się śmierci.
- Bo kontroluje psychozę swego umysły - mężczyzna całkowicie zbliżył się do tronu. - I jestem otwarty na inne umysły - po tych słowach odrzucił kaptur i czarnymi ślepiami spojrzał w twarz ciemnoskórego mężczyzny. Po chwili wpatrywania się w oczy i umysł młodzieńca odszedł z przerażeniem. Z powrotem włożył kaptur i cofnął się o kilka metrów.
- Zdziwiony? - Astrat wstał z uśmiechem na twarzy. - Nie sądziliście,
że ktokolwiek może się przeciwstawić mocy waszych umysłów. Lecz tu nagle jakiś nędzny człowiek, Widmo, pokazuje Wam że to możliwe.
W tym momencie drzwi wejściowe otworzyły się i do sali weszło dziesięć postaci. Byli smukli i wysocy, piękni i dostojni, a odziani w zbroje z czystego ysjum. U pasów mieli przywdziane długie miecze z klingami z ysjum z domieszką srebra i klingami zdobionymi klejnotami z Wysp. Wszyscy mieli inne twarze, byli inni, lecz jednak tworzyli jedność.
- Przywitajcie się z członkami Rycerzy Starej Wiary, którzy nie zapomnieli o swym panie i dawcy życia - Energii.
- Skąd pochodzą? - w głosie Zakonnika dało się słyszeć ledwo dostrzegalną nutkę przerażenia.
- Z tamtą skąd ja, Widma i wiele innych osób. Z Wysp. - Na tą nazwę Rycerze zaczęli się powoli zbliżać do członków Zakonu. - I będą jedną z moich głównych i ostatecznych broni w walce z Imperium. Lecz przejdźmy do rzeczy: czy zawrzecie ze mną pakt?
Jeźdźcy zaczęli się cofać w stronę wyjścia, lecz drogę zagrodzili im Rycerze.
- Wystarczyło powiedzieć tak. Czemu nie zauważacie zła Imperium? Czemu? Wierzą w Dwunastu Bogów, którzy są zdradzieccy i okrutni. Czy Wy tego nie widzicie?
- Nie, bogowie dają nam moc, światłość przepełnia ich byty, są najważniejsi, nasze życie jest bezcelowe bez nich. To oni nas stworzyli. Bez nich jesteśmy niczym.
- Och dajcie spokój - chłopak podniósł się z tronu. - Oni wykorzystują naszą energię życiową, oni wykorzystują nas!
- Nie, jesteś fałszywym prorokiem i nie masz pojęcia co mówisz. Jesteś fałszywym...
- Dosyć! - krzyk odbił się echem po sali. - Chciałem rozwiązać to pokojowo, lecz nie dajecie mi wyboru. Skoro Imperium chce wojny to będzie jej miało. Zabić ich i wrzucić w przepaść Kalidora. Nie możemy sobie pozwolić na walkę z takim wrogiem.
Nowy Książę wyszedł drzwiami, którymi dotarli tu jego goście. Nie zważał na krzyki bólu i błagania o litosć. Już tak wiele razy je słyszał, że nie robiły na nim większego wrażenia.
- Valdson - do mężczyzny podszedł wysoki mężczyzna masywnej postury. - Szykuj naszych pobratymców, niech będą gotowi do wymarszu za tydzień. Dżihad jest bliski.
Powoli ruszył w stronę wyjścia z zamku i skierował się na prawo do rynku. Miał zamiar przygotować ludzi do Dżihadu, który miał mieć, choć sam o tym nie wiedział, katastrofalne skutki...
Nikt tutaj nie był idealny, choć każdy się za takowego uważał. Każdy chciał się uważać także za wyjątkowego, lecz dobrze wiedział że taki nie jest. Zresztą było to trudne zadanie gdyż każdy w sali był ubrany podobnie(...).
"Ciut powtórzeń przez co trudno się to czyta."
Widzę, że wszyscy już przybyć zdążyli co mnie niezmiernie cieszy.
"Jeśli zmienisz miejscami Przybyć i zdążyli będzie to czytelniejsze. O ile ona tak nie mówi. Tak inaczej."
Jednak co najważniejsze nie była elficka.
"Wstawił bym ona między była a elficka"
wśród zasiadających dało się słyszeć kolejne pomruki tym razem nie zadowolenia.
"niezadowolenie pisze się razem"
Ogólnie mówiąc trudno się to czyta. Tego typu błęów jest więcej. Radzę ci ten tekst przeczytać.
Co do fabuły, to zapowiada się całkiem interesująco...
Trochę to krótkie jak na rozdziały. Poza tym nikomu nie musisz tu przypominać o prawach autorskich itp Smile
Cytat:Nie zwykłymi lecz samą szlachtą i ludźmi najważniejszymi w mieście.
Trochę niezgrabne to zdanie. Poza tym przecinek przed "lecz".
Cytat:Nikt tutaj nie był idealny, choć każdy się za takowego uważał. Każdy chciał się uważać także za wyjątkowego, lecz dobrze wiedział że taki nie jest. Zresztą było to trudne zadanie gdyż każdy w sali był ubrany podobnie - po elficku - i jedynym co mogło ich wyróżnić była osobowość. Lecz i tutaj także na próżno szukać ideału czy gościa wyjątkowego. Jednym słowem byli jak dwie krople wody: z wierzchu takie same ze smaku inne.
Ten fragment jest dziwny. Znaczy, wydaje mi się niepotrzebny, bo po co na wstępie takie opisy, w dodatku nic nie wnoszące dla czytelnika? Można to skrócić do mniej więcej "Wszyscy byli identycznie ubrani"
Cytat:wszyscy zdążyli usłyszeć tylko świst powietrza i mężczyznę leżącego na podłodze.
usłyszeli świst i zobaczyli mężczyznę?

Masz braki w interpunkcji.

Cytat:Kopyta koni stukały o brukowaną drogę.
to nie jest błąd, ale sugerowałabym "o bruk".
Cytat:Sprawiały wrażenie zadumanych wędrowców podróżujących bez celu.
Podobnie można by powiedzieć o ich jeźdźcach. Wszyscy ubrani w
czarne płaszcze z kapturami i mieczami przypiętymi u pasa. Pędzili
przed siebie nie zważając na naturę próbującą ich usilnie zatrzymać.
Logika. Sprawiają wrażenie, jakby wędrowali bez celu, a jednak gdzieś pędzą?
Cytat: Nie zważając na swą bezczelność otworzył sakwę przypiętą do jednego z pięciu wierzchowców.
nie zważając na swą bezczelność? Chyba nie kapuję, o co w tym zdaniu chodzi.
Cytat: Dosyć! - krzyk odbił się echem po sali. - Chciałem rozwiązać to pokojowo, lecz nie dajecie mi wyboru. Skoro Imperium chce wojny to będzie jej miało. Zabić ich i wrzucić w przepaść Kalidora. Nie możemy sobie pozwolić na walkę z takim wrogiem.
Najpierw każe z nimi walczyć, a potem twierdzi, że nie może sobie pozwolić na walkę z nimi. Będzie miało (kogo? co?) ją, nie jej.
Cytat:Miał zamiar przygotować ludzi do Dżihadu, który miał mieć, choć sam o tym nie wiedział, katastrofalne skutki...
Dżihad nie wiedział, że będzie miał skutki?

Baaaaardzo duże braki w interpunkcji. Na temat tekstu trudno mi się wypowiadać, jako początek w sumie mi się podoba, tylko musisz solidnie go dopracować, głównie pod względem poprawnych sformułowań, logiki i interpunkcji.

Pozdrawiam.
Tak, tak. Z interpunkcją u mnie cienko a nawet fatalnie Blush No więc uprzedzam, że z interpunkcją zawsze będzie choć jeden błąd.
Co do bezczelności: gdyby ktoś podszedł do Ciebie i zaczął Ci grzebać w torebce, plecaku itp. to chyba byłby bezczelny prawda? To tak, żebyś zrozumiał Shy
Czemu nie piszesz? Wstaw dalszą część, ok?

Agh! Zaraz będę spamować, ale ty i tak masz to dokończyć! ok?
No to wyliczając po kolei grzechy Twoje.

Po pierwsze, powtórzenia, powtórzenia i jeszcze raz powtórzenia. Jest ich całe Mnóstwo.

Po drugie styl narracji. Jest taki jakiś napuszony i krańcowo niemalże nużący.

Myślę że trzeba Ci poczytać sporo klasyków, zobaczyć jak oni budują akcję i według tego przebudować twój styl tak by stał się bardziej dynamiczny i wciągający.

Pozdrawiam serdecznie
A masz i ode mnie Smile:
Cytat:Zresztą było to trudne zadanie gdyż każdy w sali był ubrany podobnie - po elficku - i jedynym co mogło ich wyróżnić była osobowość.
Co to jest w ogóle po "elficku"?

Cytat:Widzę, że wszyscy już przybyć zdążyli co mnie niezmiernie cieszy.
Jakoweś przecinki waszmość posiadasz?

Cytat:Ubrany był w piękną szatę mieniącą się kolorami tęczy. Jednak co najważniejsze nie była elficka.
o_O Zdanie potwór.

Cytat:Był jak wielu tutaj gruby, miał pulchna twarz i szaty koloru zielonego zdobione kryształami.
Źle skonstruowany opis postaci.

To jest źle napisane. Brakuje Ci ogólnego szlifu i wyrobienia. Nie zabieraj się od razu za monumentalne powieści, a twórz krótkie opowiadania.
Ćwicz, pisz, pracuj.
Pozdrawiam.
Nie wyścielajcie się. Go już tu nie ma. Odszedł.
Jestem, jestem. Niestety nie miałem czasu wstawiać i w ogóle pisać ;( Przepraszam ;(
Jupi! To czekam znowu.
Cieszę się, postaram się w ten weekend coś wrzucić Wink
1. Analiza

Nie, nie mogę...

Cytat: Imperium Astolijskiego

Nie dość, że brzmi to jak Anatolia, czyli kolebka Turków Osmańskich, gdy Ci wybierali się do szturmowania resztek Bizancjum, to na dodatek Imperium, jako określenie państwa, użyte i wymyślone w starożytnym Rzymie, pochodzące z łaciny, jest obrobione na milion, trylion sposobów i występuje chyba w każdym niemalże opowiadaniu kiczowatego fantasy, zerżniętego z gier, czy światów a'la Tolkien.

Cytat:Rozdział I

Rozdział? TO JEST ROZDZIAŁ?
To jest fragmencik, tyci tyci tyci. Nic więcej.

Cytat:Sala powoli zaczynała się wypełniać biesiadnikami. Nie zwykłymi lecz samą szlachtą i ludźmi najważniejszymi w mieście.


Znowu szykuje się opowiadanie, w którym najważniejsi będą szlachcice, koterie dworskie i niepisani magnaci...

Cytat:Nikt tutaj nie był idealny,

Sam początek opowiadania też nie jest.

Cytat:choć każdy się za takowego uważał. Każdy chciał się uważać także za wyjątkowego, lecz dobrze wiedział że taki nie jest.

To jest tak spleśniałe masło maślane, że dziękuję, umieram.

Cytat: Zresztą było to trudne zadanie gdyż każdy w sali był ubrany podobnie - po elficku - i jedynym co mogło ich wyróżnić była osobowość.

WOW! Serio?

Cytat:Lecz i tutaj także na próżno szukać ideału czy gościa wyjątkowego. Jednym słowem byli jak dwie krople wody: z wierzchu takie same ze smaku inne.

To jednak ktoś się wyróżniał, że inne ze smaku? No jasna ciasna, no to był ktoś wyjątkowy, czy nie??

Cytat:Wszyscy goście dotarli i drzwi sali zatrzasnęły się z hukiem. Zasiadłszy do stołu po jego obu stronach czekali w ciszy.

W ciszy? Dobre sobie.

Cytat:- Moi drodzy - z drzwi z tyłu sali dobiegł ich głośny, ale piękny głos. - Widzę, że wszyscy już przybyć zdążyli co mnie niezmiernie cieszy.

Drodzy - trochę zapewne nerwów tego kogoś kosztowali.

Cytat:U biesiadników zdało się słyszeć pomruki i szepty. Z cienia wejścia wyszedł smukły mężczyzna o jasnobrązowej skórze i jasnych włosach. Ubrany był w piękną szatę mieniącą się kolorami tęczy. Jednak co najważniejsze nie była elficka.

Nie była elficka - to chyba tak, jak hipis wyróżnia się na tle garniachów Armaniego?

I na litość, na wszelką świętość, dlaczego ZNOWU elfy?!?!?!

Cytat:- Czy wiecie kim jestem? - Usiadł na pięknym, zdobionym złotem krześle. Było umiejscowione przed stołem co dawało idealne rozeznanie wśród biesiadników. - Czy wiecie? - powtórzył donośniejszym głosem.

Jesteśmy atrakcją tego wieczoru! (Mroczny Rycerz, Joker)

Cytat:I znów dało się słyszeć poruszenie wśród gości. Jeden z nich wstał. Był jak wielu tutaj gruby,

Spasiona szlachta, no a jaka by inna.

Cytat:miał pulchna twarz

Co miał?

Cytat:i szaty koloru zielonego zdobione kryształami.

Kolor to obce zdeczka słowo, które do tamtych czasów pasuje jak ul szerszeni na placu defilad.

Cytat:Rozejrzał się po wszystkich po czym zwrócił w stronę mężczyzny na krześle:

Epickość rośnie z każdą sekundą.

Cytat:- Gdzie nasz pan i władca książę Ilistaru? - wśród zasiadających dało się słyszeć kolejne pomruki tym razem nie zadowolenia.

Ja też nie wiem!

Cytat:- Leży w Przepaści Kalidora i już raczej z niej nie wróci - odparł ciemnoskóry mężczyzna.
- Ależ to oburzające!


Zaciupał księcia! Jest! Jest!

Cytat:- inni biesiadnicy zaczęli wstawać ze swych miejsc i grozić ciemnoskóremu.

Skrajnie nie(ha!)lekkomyślne zachowanie - grozić komuś kto obalił władcę.

Cytat:- Żądamy natychmiastowej odpowiedzi co tu się dzieje i kim... - wszyscy zdążyli usłyszeć tylko świst powietrza i mężczyznę leżącego na podłodze. Z miejsca gdzie było serce tryskała krew. Wszyscy zamilkli i usiedli.

Interesujące.

Cytat:- Jestem Arard Zinton z rodu Astratów. Mam nadzieję, ze nasza znajomość będzie przyjemna. - Wskazał ręka na żołnierzy. - Ci oto tutaj to moi podwładni, a ja zostałem właśnie waszym nowym księciem.

Genialnie prosta proklamacja władzy.

Cytat:- To nie do przyjęcia! - ktoś ze stołu krzyknął. Jego głos odbił się echem po sali.
- Tak sądziłem, że nie dojdziemy do porozumienia. Żołnierze - wojacy wyciągnęli broń. - Tych którzy się przyłączą zabrać do Kaplicy resztę zabić i zrzucić w Przepaść Kalidora.

Ech, cała epickość poszła się paść na pola zielone i szerokie...

Cytat:Nowy Książę wyszedł z sali tylnymi drzwiami i poszedł przyszykować się do wystąpienia przed ludem.

Ich już do Przepaści Kalidora nie zrzuci.

Rozdział II


Cytat:Kopyta koni stukały o brukowaną drogę. Ich grzywy rozwiewał wiatr a łby łuskał deszcz. Sprawiały wrażenie zadumanych wędrowców podróżujących bez celu.

Nocny Gon, to by było coś.

Cytat:Podobnie można by powiedzieć o ich jeźdźcach. Wszyscy ubrani w
czarne płaszcze z kapturami i mieczami przypiętymi u pasa. Pędzili
przed siebie nie zważając na naturę próbującą ich usilnie zatrzymać.
I pędzili by tak jeszcze przed siebie, gdyby nie drzewo zwalone na
drodze. Gwałtownie zatrzymali konie i podeszli do drzewa. Jedna z
pięciu postaci uniosła ręce i szeptem powiedziała:

Ech, dlaczego jeżeli mrok, to kaptury, płaszcze i wszystko przeciw naturze,


Cytat:- Ar te sui!
Po tych słowach drzewo spłonęło zamieniając się w kupkę popiołu.

Ile pali się drzewo? Godzinami?

Cytat:Jeźdźcy wskoczyli na rumaki i mieli ruszać w dalsza drogę gdy przed
nimi zmaterializowała się grupka żołnierzy.

Magia!

Cytat:Był ich około tuzin.

Jak Tolkien sypnął tuzinami, tak teraz wszyscy w tuzinach liczą, ech.

Cytat:Jeden z nich - herszt bandy - podszedł do rumaków.
- Używanie czarów na terenie tego lasu jest zakazane. - Nie zważając na swą bezczelność otworzył sakwę przypiętą do jednego z pięciu wierzchowców.

Idiota, nie bezczelny facet. Idiota, absurdalny idiota.

Cytat:- Nie radziłbym - jeździec powstrzymał rękę barbarzyńcy samym umysłem.
Jego głos sparaliżował mężczyznę który upadł bez życia. Spojrzał na
resztę złoczyńców.
- Coś ty mu zrobił - wykrzyknął jeden z nich. - Czym jesteście?
- As te ri su - wszyscy jeźdźcy wspólnie wyjęli miecze i w
niespotykanej wręcz jedności zeskoczyli z koni.
- Panie - człowiek stojący z tyłu bandy podszedł do ich nowego
przywódcy. - To są członkowie z Zakonu. Oni umieją zabijać samą siłą umysłu.

Kto jest nowym przywódcą? Nie lubię przeskoków myślowych. Bardzo nie lubię.

Cytat:- A więc to czarodzieje! - wśród tuzina ludzi dało się słyszeć pomruki
pogardy. - A tych tutaj nie lubimy.

Baaanzaj, bij, czarodzieji!

Cytat:- Nie, to nie czarodzieje. Lecz jeżeli chcesz sam się o tym przekonać... - mężczyzna usunął się na tyły.
Herszt wyjął miecz i rozkazał swoim ludziom zaatakować nieznajomych. Wszyscy oprócz mężczyzny, który go ostrzegł ruszyli na zakapturzone postaci. I wszyscy padli na ziemie, a ich ciała opuściło życie. Jedynie herszt bandy stał na nogach.
- Nie, odejdźcie - zaczął się cofać. - Czym jesteście, jak, czemu...

Sremu. Ta sytuacja wywołuje uśmiech swoją tandetnością.

Cytat:Z piersi mężczyzny wyłoniło się ostrze miecza, a on sam wydał z
siebie gardłowy okrzyk.

Jak się ma ostrze miecza w piersi to na pewno się nie krzyczy.

Cytat:Potem jego ciało upadło bez życia.
- Spokojnie - mężczyzna wcześniej stojący z tyłu schował zakrwawiony miecz do pochwy. - Jestem posłańcem Astrata pochodzącego z rodu Astratów. Na tę nazwę pięciu zakapturzonych jegomości odrzuciło kaptury. Ich twarze były jasnobrązowe, wszyscy mieli zgolone głowy i całe czarne oczy pozbawione białka.

WOW! Ja Cię! JA!
JaJa!

Cytat:- Prowadź więc do swego pana - wsiedli na konie i popędzili za
posłańcem jadącym na czele.
Konie zatrzymały się przed bramą miasta Ilistar. Nie chciały
wjechać.

Epickość.

Cytat:- Z tego miasta bije energia Widm - jeźdźcy zeskoczyli i na piechotę
ruszyli za młodzieńcem.
- Owszem, stacjonuje tu ich armia. Nowy Książe przyprowadził je razem
ze sobą. Mają pomóc w zniszczeniu Imperium Atol...
- Starczy! Resztę usłyszymy od twego pana.
Dalsza droga przebiegła w ciszy.

Epickość * 2


Cytat:Nowy Książę krążył po głównej sali. Czekał na gości przybywających z Imperium Astolijskiego. A byli to goście nie byle jacy bo należący do Zakonu Psychozy.

Psychoza - ugh.

Dalej już nie mam siły.

2. Zestawienie
  • Język - Zbyt oszczędny, zbyt prosty, z brakami natury emocjonalnej. Gdyby to wszystko zostało inaczej napisane - może, może by to wyglądało schludnie. Ale nie jest.
  • Logika - Nie ma z tym problemów, choć fragment baaaaardzo krótki.
  • Interpunkcja - Czasem pobolewa.
  • Bohaterowie - Papier ścierny, że tak to ujmę. Pan i władca który wszystkich wysyła do Przepaści Kalidora (taki fetysz?) i masa marionetek.
  • Pomysł - przepraszam, ale jak wojnę nazwie się dżihadem ( a przecież to nazwa z uzasadnieniem religijnym a nie obcy termin oznaczający wojnę), to nic to nie zmienia.

3. Podsumowanie

Całość jest dalej bardzo, ale to bardzo mocno wyeksplatowana i właściwie nie ma w tym za grosz innowacyjności, czy powiewu świeżości. Sama zgnilizna. Same widma.

4. Plusy i Minusy

Plusy:
  • Ciekawy motyw Wysp

Minusy:
  • Wszystko dalej

OCENA NUMERYCZNA 1-10:

2/10