Via Appia - Forum

Pełna wersja: Nortaria: Posłaniec
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Od razu zastrzegam, że swoje opowiadania pisze raczej jako pasjonata amator, który przez wiele lat z wielu przyczyn, nie rozwijał dawnych zainteresowań, mimo to mam nadzieję, że znajdą się osoby, których zaciekawi ta historia.



Ogromna i tajemnicza Wyspa Północna. Niegdyś tylko głupiec uważałby, że ziemia wiecznie skuta lodem, może stać się nowym domem dla wielu pokoleń ludzkich. Pierwsi osadnicy twierdzili żartobliwie, że najwyraźniej Kraina Wiecznych Cierpień, do której trafią dusze ludzi niegodziwych, nie jest miejscem niegasnącego ognia, lecz lodu i mrozu, bo w ogniu da się przynajmniej upiec cielca. Niemal ciągle zachmurzone niebo, wieczny chłód, śladowe ilości zwierzyny. Mimo to władcy królestwa Mentari uważali, że znajdą coś na Wyspie Północnej, co może przysłużyć się budowaniu potęgi nacji ludzkiej. Ostatecznie Onem III swoim jednym rozkazem sprawił, że spokój ten krainy runął w ciągu jednego dnia a żywot tysięcy Mentarian związał się z krainą północną. Onem wierzył w słuszność swojej decyzji, ale nie było mu dane dożyć dnia, w którym jego „kampania” przyniosła sukces.
Nikt nie był w stanie objąć ogromu bogactw, które ziemie wyspy skrywały głęboko pod swoją powierzchnią. W ciągu następnych lat ekspansja nabrała tempa. Powstawały kopalnie, które pełniły również role fortec, aby ochronić ludzi przed poprzednimi władcami tych ziem. Ogrami. Ich ataki wraz z surowością tej krainy skutecznie odstraszały osadników. Prawdopodobnie północne kolonie Mentari nigdy nie zmieniłyby się w bogatą krainę Nortari, gdyby nie dwa zdarzenia.
Pewnego dnia podczas pracy w jednej z kopalni, natrafiono na tajemniczą jaskinie. Górnicy znaleźli w niej przedziwną i przerażająco istotę, na szczęście, pogrążoną w głębokim śnie. To stworzenie przypominało ogromnego pająka. Ówczesny namiestnik koloni, Artyn, zlecił jej pojmanie i uwięzienie.
Okazało się, że potomstwo tego stworzenia można udomowić. Pojawili się Zaklinacze, którzy przez swoją wole kierowali poczynaniami istot, które nazwano później Archanami. Dzięki nim Artyn zdołał wyprzeć Ogry na północ, a zarządcy kopalni przyspieszyli i udoskonalili sposoby wydobyć złóż w kopalniach.
Szybki rozwój północnych koloni skłonił władcę Mentari do wydaniu edyktu, wedle którego wszyscy więźniowie zarówno z wyspy Mentar jak i z południowych koloni mieli przymusowo pracować w kopalniach. Od tego momentu niemal codziennie dostarczano na północ niewolników. Wkrótce również wielu wolnych przenosiło się do północnej koloni. Mała osada portowa zamieniła się w największe wówczas miasto ludzkie zwane Nortarem.
Namiestnicy zaczęli dożyć do odłączenia się od Stolicy. Wyspę Północną nie określano już jako kolonie północne, lecz jako krainę Nortari. Jednak zapomniano o dawnych wrogach, a jak się miało okazać rodzili się kolejni, tuż pod nosem Nortarian.


1.

Konwój powoli zbliżał się do kopalni Zakana. Był to najodleglejszy na północ punkt władzy ludzkiej. Dalej rozciągały się już ziemie Ogrów. Co tydzień dostarczano z Nortari zapasy jadła, narzędzi, broni oraz niewolników. Strażnicy dobrze wiedzieli, że w każdej chwili potwory mogą zaatakować. Zaklinacze nakazali kilku Archanom aby w pewnej odległości od reszty konwoju wypatrywali niebezpieczeństwa. Pozostałe stwory ciągnęły ogromne wozy z towarami lub wieźli swych panów na grzbietach.
Zaklinacze odróżniali się od reszty strażników. Nie nosili zbroi ani grubych futer, jedynie fioletowy strój z lekkiego materiału. Zgodnie z tradycją strzygli się na łyso a na rękach nosili ozdobne tatuaże w kształcie pajęczej sieci. Mówiono, że nie odczuwanie przez nich chłodu jest efektem spożywania eliksiru z jadu Archanów, który dawał im władze na tymi stworami. Za wozami ostatkiem sił szli skuci więźniowie. Gdy ruszali było ich pięćdziesięciu, teraz szło zaledwie dwudziestu. Byli głodzeni i wycieńczeni. Spali w brudnych i podartych szatach na śniegu.
Był wśród nich człowiek, który wydawał się nie odczuwać ani głodu ani mrozu. Rosły i umięśniony osobnik budził lęk wśród pozostałych. Ciągle jakby nieobecny, pogrążony w swych myślach. Zwali go Aranok. Nie znał swojej przeszłości. Pamięta jedynie karczmę, stoły skąpane w krwi. Martwe ciała mężczyzn i kobiet. Zakrwawiony miecz w swojej dłoni. Chodź nie wiedział kim jest, jedna myśl przewija się nieustannie w jego głowie. Brzmiała ona „odrzuć gniew”. Nie było to łatwe. Czuł ból i cierpienie skazańców. Wielu z nich było skrajnie wyziębionych. Każdy krok stanowił dla nich ogromne cierpienie. Ale Aranok czuł, mimo sporej odległości, że w gdzieś tam niedaleko, znajduje się jeszcze inne, ogromne źródło gniewu i bólu, największe z tych jakie do tej pory spotkał. Tam właśnie zmierzali.
W pewnym momencie jeden ze strażników podszedł do swoich kompanów pilnujących więźniów.
- Dowódca chce wiedzieć co ze skazańcami.
- Myślę, że wszyscy ci śmiecie dotrą do kopalni.
Strażnik spojrzał w stronę skutych.
- Tylko kilku będzie w stanie pracować. Zarządca Daron nie będzie zadowolony.
- To już nie nasz problem. To daleka i niebezpieczna trasa. Cud, że aż tylu tu dotarło.
Już po chwili wszystkim ukazały się ogromne mury fortecy Zakany, jak inne w Nortari, wykutej w skale. Gdy żołnierze na murach dostrzegli konwój, roztworzono wrota. Przybysze zatrzymali się na dziedzińcu. Znajdowały się dwa wejścia do środka góry. Z pierwszego Archani wyciągali na zewnątrz wozy ze złotem wydobywanym w tutejszej kopalni. Prawdopodobnie wejście służyło to jak najszybszego wyciągania złota na zewnątrz. Przy drugim, jak się domyślał Aranok, do części mieszkalnej, stał zarządca Daron, w otoczeniu kilkunastu swych strażników. Był to mężczyzna już w sędziwym wieku. Nosił drogie szaty. Aranok nie czuł, aby Zarządca był złym człowiek, wprost przeciwnie.
Dowódca konwoju zatrzymał swych ludzi. Stanął naprzeciw Darona. Ukłonił się nisko.
- Witaj Zarządco. Wybacz opóźnienie, ale trasa nie była łatwa.
Starzec spojrzał na dostarczonych więźniów. Przez chwilę przyglądał się im. Wyraźnie miał inne oczekiwania.
- Powiedz mi Kunarze, czy więźniowie szli tą samą trasą co reszta konwoju?
- Ależ oczywiście – odparł zaskoczony pytaniem Dowódca.
- To bardzo dziwne. Dlaczego twoi ludzie wydają się w pełni sił, a większość tych ludzi jest już jedną nogą po tamtej stronie.
- Ależ Zarządco Daronie...
- Cicho! Nie chce słyszeć twoich wymówek. Brakuje nam rąk do pracy, a ty dostarczasz mi tu garstkę ludzi, którzy dopiero za parę dni, o ile przeżyją chodź noc, będą w stanie pracować.
Kunar zamilkł. Był zawstydzony, zwłaszcza, że jego poniżenie widzą wszyscy z jego oddziału. Tymczasem Zarządca zwrócił się do jednego ze swoich wartowników.
- Nakor. Wprowadź tych ludzi do kopalni. Niech jak najszybciej odzyskają siły.
- Tak jest panie.
- Ja tymczasem zaprowadzę naszych gości na posiłek.
Ludzie Kunara odstąpili od więźniów i wraz ze swym dowódcą ruszyli za Zarządcą do części mieszkalnej Zakany. Okazało się, że w porównaniu z miejscowymi wartownikami, dotychczasowi dosyć łagodnie traktowali skutych. Kunar chodził między nimi uważnie się przyglądając. Zatrzymał się przy mężczyźnie, któremu już odchodziła skóra od na wpół zgniłych odnóży.
- Na Lita, dawno nie widziałem takiej kupy gówna. Na niektórych tutaj nie ma co marnować jadła.
Na te słowa wyciągnął zza pazuchy nóż myśliwski. Bez zawahania poderżnął skazańcowi gardło. Trysnęła krew. Mężczyzna padł martwy na ziemię. Jednak Kunar nie schował broni. Co więcej trzymając ją nadal w dłoni mijał przerażonych niewolników, zdecydowany, aby zabić kolejną osobę. Wielu dopiero teraz przypomniało sobie, że ich kara to nie tylko ciężka droga do kopalni, lecz i praca w niej.
Tylko Aranok nie czuł strachu. Było mu obojętne czy przeżyje. Sam w sumie nie rozumiał dlaczego jego własne życie dla niego samego tak mało znaczy. W pewnym momencie Kunar przyuważył młodzieńca. Podszedł do niego. Przyglądał się uważnie, a każda chwila rodziła na jego twarzy zdziwienie. W pewnym momencie ręką przywołał jednego ze swoich podwładnych.
- Ej Lar. Podejdź tu.
Lar był to dobrze zbudowanym mężczyzną o surowych rysach na twarzy. Jednym słowem, typowy Nortarianin.
- Tak panie?
- Spójrz na niego.
Wartownik podobnie jak jego dowódca, nie krył zdziwienia
- Nie rozumiem. Podróż ani trochę nie odbiła jakikolwiek ślad na jego ciele – stwierdził Lar.
- Raczej wygląda jakby jej w ogóle nie odbył. Jak cię zwą więźniu? – zapytał Kunar.
- Aranok.
- Po raz pierwszy słyszę takie imię. Lar, zapamiętaj tego osobnika. Skoro podróż nie nauczyła go pokory, to zrobią to twoi ludzie. Zaprowadź tą zgraję do leja. Ja idę na ucztę. Nie mam ochoty przebywać wśród tamtego smrodu.
- Tak jest panie.
Kunar wszedł do wnętrza fortecy, Lar natomiast prowadził więźniów przez drugie wejście. Najwyraźniej prowadziło ono prosto do tuneli wydobywczych. Aranok patrzył jak Archani wyciągali wydobyte bryłki złota na zewnątrz, w wozach, które dziesięciu mężczyzn miałoby problem ruszyć z miejsca. Szli przez chwile, powoli, ciągnąc za sobą jeszcze przypiętego łańcuchami do reszty martwego towarzysza.
Po chwili dotarli do ogromnego leja głęboko pod powierzchnią ziemi. Setki niewolników kuło w skale kilofami. Na dole, znajdował się spory dół, do którego wrzucano ciała martwych. Lar nakazał postój. Rozkuł zwłoki. Po tym podszedł do Aranoka, którego również oswobodził.
- Wrzucić tego trupa do dołu.
Aranok podniósł martwe ciało towarzysza. Podszedł do wgłębienia. Spojrzał w dół. To co ujrzał wzbudziło w nim wielki ból. Na dole Archani żerowali na ciałach martwych więźniów.
- Wrzucaj go tam! – wrzasnął Lar.
Młodzieniec nie miał wyboru. Zrzucił towarzysza do dołu. Widział jak potwory rozrywają ciało na strzępy. Rozejrzał się. Obok trzech strażników obserwowało pojedynek dwóch skazańców, którzy byli bardzo bliski utraty przytomności. Tymczasem ich oprawcy robili zakłady, który z walczących szybciej polegnie. Ponownie skuto Aranoka.
Szli wyżej. Inni więźniowie uważnie obserwowali nowych. Aranok czuł w wielu z nich zło. Rozumiał, że nie bez przyczyny znaleźli się w tym miejscu. Byli brudni i wykończeni przez ciężką pracę. Ponownie Lar zatrzymał się. Tym razem przy małym pomieszczenia wykutym w ścianie. Rozkuto ich.
- Tu będzie spać. Dzisiaj możecie odpocząć. Jeśli od razu rzucimy was do pracy, niewielu z was przeżyje najbliższe dni. Wole jednak aby był jakiś z was pożytek. Dobra dosyć gadania. Wchodzić! – rozkazał Lar.
W pomieszczeniu znajdowało się na ziemi, kilkadziesiąt brudnych materacy. Było tu zdecydowanie cieplej niż na zewnątrz, ale była to zasługa tylko i wyłącznie pochodni, które skromnie rozświetlały wnętrze. Aranok poczuł okropny odór. Mieszanka potu, brudu i odchodów. Kilku skazańców zwymiotowało w chwili, gdy weszli do pomieszczenia.
- Chyba jednak ich tak bardzo nie głodzili, skoro mają jeszcze czym rzygać – zaśmiał się do strażników Lar – ale i tak niech dadzą im trochę jadła.
Rozstawiono wartowników przed pomieszczeniem. Więźniowie ułożyli się do łoża. Dla kilku ten sen okazał się ostatnim.
***

Rozdano jadło. Bardzo skromne porcje zupy nie zaspakajał głodu. I tak skazańcy cieszyli się, że cokolwiek dano im do jedzenia. Usunięto trupy z pomieszczenia. Uwagę Aranoka zwrócił pewien mężczyzna, który był bardzo bliski swego ostatniego oddechu. Młodzieńca zdziwiło, że nie czuł w tym mężczyźnie ani krzty zła.
W pewnym momencie do pomieszczenia powrócili pozostali więźniowie. Najwyraźniej na zewnątrz musiała zapaść noc, gdyż zaprzestano pracy w kopalni. Niezbyt byli przychylni nowym więźniom. Gdy zobaczyli, że ci śpią w ich łożach, podchodzili i wyganiali ich. Gdy ktoś nie mógł się ruszyć po prostu podnoszono ich za ubrania i rzucano o ziemię. Ktoś podszedł również do Aranoka.
- Co robisz w moim łożu – zapytano go.
Młodzieniec spojrzał w stronę mężczyzny. Był ogromny. Wydawał się najedzony i nie było w przeciwieństwie do reszty ani trochę zmęczony pracą. Aranok nie stawiał się. Opuścił to łoże i zaczął szukać innego wolnego.
Spojrzał w stronę mężczyzny, który zaciekawił go jakiś czas wcześniej. Jeden ze skazańców bił go po twarzy, gdyż ten nie miał sił aby wstać. Aranok nie mógł tego znieść. Chwycił napastnika za rękę.
- A ty czego chcesz? – wrzasnął agresor.
- Zostaw go.
- Bo co? – zapytał awanturnik, wyciągając nóż.
Nagle siłacz, którego łoże zajął wcześniej Aranok, wrzasnął na swego towarzysza.
- Co ty robisz Kirnok? Chcesz aby strażnicy o wszystkim się dowiedzieli.
Napastnik schował broń.
- Spokojnie Banok. Nie potrzebuje broni aby nauczyć nowego posłuchu – odparł.
- Myślałem, że jesteś więźniem tak jak my, a mówisz jak jeden ze strażników – odparł Aranok.
To zdenerwowało Kirnoka. Zamachnął się na młodzieńca, ale ten bez trudu uniknął cios. Kolejne również nie dotknęły jego ciała. Wszyscy w pomieszczeniu bacznie obserwowali całe zajście. W pewnym momencie napastnikowi zabrakło sił. Nie mógł złapać oddechu.
- Radzę ci odpuścić. Nie chce zrobić ci krzywdy – rzekł Aranok.
- Ty mi? Szczeniaku połowę swojego życia spędziłem na wojaczce. Żaden wymoczek nie będzie mi tu ubliżał.
- Ale ja ci nie ubliżam, po prostu ostrzegam – odparł spokojnie młodzieniec.
- Zamknij się!
Tym razem Aranok wyprzedził atak. Chwycił z rękę przeciwnika. Wszyscy usłyszeli odgłos chrzęstu kości. Kirnok usunął się na ziemię. Trzech jego towarzyszy natychmiast ruszyło na Aranoka. Tylko chwila wystarczyła aby każdy z nich wylądował z wielkim hukiem na ziemi. Pozostali powstrzymali się od walki, przerażeni niezwykłymi umiejętnościami nowoprzybyłego.
Aranok podszedł skazańca, w którego obronie przed chwilą walczył. Pochylił się nad cierpiącym. Położył swoją dłoń na klatce piersiowej nieszczęśnika. Nagle w tym miejscu pojawiło się jasne światło. Z ciała leżącego znikały wszystkie sińce i odmrożenia. Trwało to chwilę. Gdy Aranok skończył, mężczyzna odzyskał siły. Wstał. Słowa nie były w stanie opisać jego szczęścia.
- Dziękuje ci. Zwą cię Aranok, tak?
- Tak.
- Jestem Iraken. Gdyby nie ty nie dałbym rady przeżyć tej nocy.
- Wiem.
- Ale nie rozumiem, dlaczego tylko mi pomogłeś? Pozostali też cierpią.
- Tylko w tobie nie wyczułem zła. Dla nich to cierpienie jest karą za ich czyny. Nie mogłem dać ci umrzeć w cierpieniach skoro nic złego nie zrobiłeś.
- Skąd to wiesz?
- Czuję po prostu to. Nie pytaj dlaczego. Sam nie wiem. A teraz wybacz. Jestem zmęczony, chciałbym już udać się do łoża. Tobie radzę zrobić to samo. Wyleczyłem twoje ciało, ale lepiej żebyś odzyskał resztkę sił przed jutrzejszym dniem.
Po tych słowach młodzieniec odszedł od Irakena. Wszyscy skazańcy obserwowali go przerażeni tym co ujrzeli. Tylko gdzieś tam pod ścianą, pewien starzec nie mógł powstrzymać uśmiechu. Wydawał się bardzo zaciekawiony lecz nie przerażony. Ci, którzy byli bliscy śmierci, prosili Aranoka o pomoc. Ten był niewzruszony. Szedł nawet nie spoglądając w ich stronę. W końcu położył się na jednym z wolnych miejsc. Po raz pierwszy od wielu dni usnął.
Nie mógł wiedzieć, że ranny Kirnok wraz z Banokiem bacznie się mu przyglądali.
- Jak ramię?
- Ten wariat skręcił mi je. Gdyby mnie nie zaskoczył...
- To byś nic nie zrobił. Powalił bez trudu trzech takich jak ty. Znajdziemy ci jutro jakiś lżejszy przydział pracy.
- Powiadomisz o tym generała?
- Tak. Ten chłopak może być przydatny dla realizacji naszego planu. Może go nawet znacznie przyspieszyć. Ale kim właściwie on jest? Uzdrowiciel i wojownik w jednej osobie. I jeszcze ta gadka o dobru i złu jak jeden z kapłanów.
Banok zupełnie nie wiedział co ma o tym myśleć. Po raz pierwszy spotkał kogoś takiego jak Aranok. Wiedział jednak, że teraz wiele się zmieni w Zakanie. Nie mylił się.

***

Otwieram oczy. Moje ciało nie jest ludzkie. Moja skóra ma kolor czarny, a w swoich dłoniach trzymam halabardę zakończone dużym ostrym ostrzem, długości ręki. Rozglądam się. Stoją wśród przedziwnych istot. Przygarbione podobne do ludzi. Ich twarze skrywają maski. Patrzę w niebo. Nie jest błękitne lecz czerwone jak krew. Nad armią latają ogromne skrzydlate potwory. Jeden z nich ląduje tuż obok mnie. Dosiadają ich rycerze. Czuje od nich krystaliczne zło, które przewyższa to, które spotkałem w Zakanie. Nie widzę ich twarzy. Wygląda jakby pod zbroją nie było człowieka, tylko jego cień. Nakazuje abyśmy byli gotowi. Znów odrywa się od ziemi i leci w przestworza. Nagle całe niebo zostaje zakryte przez wystrzelone w naszą stronę strzały. Branzoleta u mojej ręki zmienia kształt. Przeobraża się w tarcze. Kryje się pod nią. Kilka stworów obok pada martwych na ziemie. Rycerz na skrzydlatej bestii daje znak. Ruszamy do ataku.

***
Aranok zbudził się zlany potem. Sen był niezwykle rzeczywisty. Dopiero po chwili młodzieniec zorientował się, że nadal jest w Zakanie. Spojrzał na swoje dłonie. Znów były ludzkie. Rozejrzał się jeszcze raz. Obok niego siedział znajomy starzec.
- Wszystko w porządku chłopcze.
- Teraz już tak.
- Dziwne. Nie spodziewałem się, że ktoś budząc się w tym miejscu, może wypowiedzieć takie słowa – uśmiechnął się starzec - Myślałem, że jesteś już jedną nogą na tamtym świecie. Majaczyłeś.
- Gadałem coś przez sen?
- Ciężko mi powiedzieć co dokładnie mówiłeś. Nie brzmiało to jak jęki wywołane przez gorączkę, ale też nie była to ludzka mowa. Raczej brzmiało to jak język pradawnych.
- Pradawnych?
- No wiesz, naszych przodków, którzy żyli dawno temu, jeszcze przed powstaniem królestwa Mentari. Myślałem, że tylko kapłani znają jeszcze tą mowę.
Aranok siadł na materacu. Był zdenerwowany.
- Czuję, że to zło, które przeszywa to miejsce, budzi to, znajdujące się głęboko w mojej duszy.
- Zakana różnie działa na ludzi w niej przebywających. Pamiętam dokładnie początki kopalni. Skazańcy trzymali się razem. Wspomagali siebie nawzajem. Później wiele się zmieniło. Jozakar wraz ze swoimi byłymi żołnierzami podporządkowali sobie pozostałych. Nawet wśród zniewolonych znikła równość.
- Kto to?
- To ty nie wiesz. Jakiś czas temu o mało co, w południowych koloniach nie doszło do buntu. Na jego czele stał generał Jozakar. Gdyby król i namiestnik południa nie zorientowali się w porę, to pewnie doszłoby do wojny domowej. Wszystkich dowódców i żołnierzy popierających generała, jak i jego samego, osadzono tutaj. Jest ich tak wielu, że zarządca musi się z nimi liczyć. Nie narzekają głód, ani na zbyt ciężko pracę. Cały ciężar pracy przerzucono na nas, zwykłych więźniów. Zresztą pewnie jutro poznasz Jozakara osobiście. Pobiłeś jego czterech ludzi, a wszystkiemu przyglądał się jego najbardziej zaufany wojownik.
- O kim mówisz?
- O Banoku. To ten osiłek, którego łoże dziś zająłeś. Pewnie będą chcieli cię zwerbować. Chociaż strażnicy robią wszystko aby nie Jozakar nie wszczął buntu, to jednak myślę, że jest to nieuniknione. To miejsce stało się jednym wielkim grobem.
Aranok kręcił głową.
- Nie chciałem zwracać na siebie uwagi. Gdybym nie zainterweniował, to nie byłoby teraz tego całego szumu.
- Właściwie za co tu się znalazłeś? – zapytał zaciekawiony starzec.
- Chyba za morderstwo.
- Chyba?
- Nie pamiętam dokładnie co się stało. Nie wiem dlaczego ale nie pamiętam swojej przeszłości. Jakbym narodził się w chwili, gdy tamci... Gadam jak szaleniec – powstrzymał się młodzieniec
- Powiem ci chłopcze, że jest bardzo interesującym skazańcem – uśmiechnął się mężczyzna.
Nagle uwagę Aranoka przykuły rozległe blizny po poparzeniu na ciele starca. Zresztą, nie tylko to było dziwne. Mężczyzna mimo swojego sędziwego wieku wydawał się zdrowy i silny jak o wiele młodsi od niego. Nagle wyciągnął dłoń ku Aranokowi.
- Jestem Eklar.
- Aranok – chłopak uścisnął dłoń – Dlaczego tutaj jesteś?
- Zabiłem Zaklinacza.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Jak to często bywa. Parę mocnych trunków. Ostrzejsza wymiana zdań, która przeszła do rękoczynów. Nie jestem z tego dumny, ale już tego nie odwrócę – na te słowa Eklar wyraźnie posmutniał – Aranok lepiej chodźmy już odpocząć. Jutro czeka na nas kolejny dzień w Zakanie.
Młodzieniec przytaknął. Eklar udał się do swojego łoża. Wydawało się, że nie chce zbyt wiele o sobie mówić i specjalnie uniknął niewygodnych pytań. Ale to nie miało znaczenia. Jeśli słowa starca były prawdziwe, następny dzień dla Aranoka będzie równie ciekawy, co pierwszy w Zakanie.


Acha, jeszcze jedno. Ostatnio miałem pewne problemy z Wordem i nie wiem czy korekta tekstu, zapisała się.
Hmm...Powiem tak. Sama treść mnie zainteresowała choć przypomina mi trochę film ,,Zielona mila". Może oglądałeś? Masz dość dużo literówek, która wprawdzie nie przeszkadzają w odbiorze całości tekstu, ale są irytujące. Robisz także bardzo częste powtórzenia, w paru miejscach wstawiłabym przecinek i zmieniłabym konstrukcję zdania. Jednak gdy patrze na to ze strony zwykłego czytelnika to całość bardzo przyjemna w odbiorze. Dodaj trochę opisów i będzie okSmile Zapowiada się interesująco i czekam na ciąg dalszy.
Witaj,

- Jeśli martwi Cię ilość komentarzy pod Twoim tekstem polecam zaangażowanie się w życie forum. Komentuj innych, a sam zostaniesz skomentowany.
- Podobał mi się ten tekst. Myślę, że to początek naprawdę ciekawej historii.
- Następnym razem uważniej przypatrz się literówkom, które tu masz nagminnie. Twoją mocną stroną nie jest też interpunkcja.
- Za to naturalnie wyszły Ci dialogi i nie przynudzasz zbędnymi opisami.
- Wprowadź poprawki i czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
- Jeśli piszesz coś do Czytelnika, pogrub ten tekst, wtedy nie zlewa on się z opowiadaniem i rzuca w oczy.

MOJE SUGESTIE:

że znajdą się osoby, których zaciekawi ta historia. - <które>
Niemal ciągle zachmurzone niebo, - <Ciągle niemal zachmurzone niebo>?
budowaniu potęgi nacji ludzkiej. - <ludzkiej nacji>
Ostatecznie Onem III swoim jednym rozkazem sprawił - wytnij <swoim>
że spokój ten krainy runął w ciągu jednego dnia(,) a żywot tysięcy - <tej>
w którym jego „kampania” przyniosła <długo wyczekiwany> sukces. - bez cudzysłowu.
władcami tych ziem. Ogrami. - <władcami tych ziem - ogrami>?
Ich ataki wraz z surowością tej krainy - <Ich ataki w połączeniu z surowością>?
na tajemniczą jaskinie. - <jaskinię>
w niej przedziwną i przerażająco istotę, - <przerażającą>
którzy przez swoją wole kierowali - <wolę>, <którzy siłą woli kierowali>?
i udoskonalili sposoby wydobyć złóż w kopalniach. - <sposoby wydobywania złóż z kopalni>?
Mentari do wydaniu edyktu, - <wydania>
Wkrótce również wielu wolnych przenosiło - <wolnych mieszkańców krainy>?
wówczas miasto ludzkie(,) zwane Nortarem. - <ludzkie miasto>/ <miasto ludzi>?
<Jego> Namiestnicy zaczęli dożyć do odłączenia się od Stolicy. - <dążyć>
Był to najodleglejszy na północ punkt władzy ludzkiej. - <Był to najbardziej wysunięty na północ punkt ludzkiej władzy>?
nakazali kilku Archanom(,) aby w pewnej
lub wieźli swych panów na grzbietach. - <nieśli na swych>?
jedynie fioletowy strój z lekkiego materiału. - <fioletowe stroje>?
z tradycją strzygli się na łyso - <golili się na łyso>?
dawał im władze na tymi stworami. - <władzę>
Gdy ruszali było ich pięćdziesięciu, - <Gdy wyruszali w drogę>?
Byli głodzeni i wycieńczeni. - <Byli głodni i wycieńczeni>?
Pamięta jedynie karczmę, stoły skąpane w krwi. - <Pamiętał jedynie karczmę i stoły skąpane we krwi>?
Chodź nie wiedział kim jest - <Choć>
że w gdzieś tam niedaleko, - wytnij <w>
wiedzieć(,) co ze skazańcami.
że wszyscy ci śmiecie dotrą do kopalni. - wytnij <ci śmiecie>
roztworzono wrota. - <otwarto wrota>?
Znajdowały się <tam> dwa wejścia do środka góry.
Prawdopodobnie wejście służyło to jak najszybszego wyciągania złota na zewnątrz. - <Najprawdopodobniej wejście to służyło do jak najszybszego wyciągania złota na zewnątrz.>?
Był to mężczyzna już w sędziwym wieku. Nosił drogie szaty. - <Był to mężczyzna w sędziwym wieku, który nosił drogie szaty> ?
Stanął naprzeciw Darona. Ukłonił się nisko. - połącz te dwa zdania w jedno
Wyraźnie miał inne oczekiwania. - <Wyraźnie było po nim widać, że miał inne oczekiwania>?
samą trasą(,) co reszta konwoju?
a większość tych ludzi jest - <tych niewolników>?
Nie chce słyszeć - <chcę>
że jego poniżenie widzą wszyscy z jego oddziału. - powtórzenie: jego/jego
Tak jest(,) panie.
Kunar chodził między nimi uważnie się przyglądając. - <uważnie przyglądając się każdemu z osobna>?
Bez zawahania poderżnął - <wahania>?
Sam w sumie nie rozumiał dlaczego jego własne życie dla niego samego tak mało znaczy. - <Na dobrą sprawę sam nie wiedział, dlaczego jego własne życie, tak mało dla niego znaczyło>?
a każda chwila rodziła na jego twarzy <coraz większe> zdziwienie.
Ej(,) Lar. Podejdź tu.
Lar był to dobrze zbudowanym - wytnij <to>
jak jego dowódca, nie krył zdziwienia - brak kropki, wytnij przecinek
Podróż ani trochę nie odbiła jakikolwiek ślad na jego ciele - <podróż nie odbiła się w żaden niszczycielski sposób na jego ciele>?
- Tak jest(,) panie.
Lar natomiast prowadził więźniów przez drugie wejście. - <poprowadził w tym czasie więźniów>?
prowadził więźniów przez drugie wejście. Najwyraźniej prowadziło - powtórzenie: prowadził/prowadziło
Szli przez chwile, - <chwilę>
ciągnąc za sobą jeszcze przypiętego łańcuchami do reszty martwego towarzysza. - <ciągnąc za sobą przypięte łańcuchami do reszty niewolników martwe ciało.>?
To(,) co ujrzał wzbudziło
Na dole Archani żerowali na ciałach martwych - <W dole>
którzy byli bardzo bliski utraty przytomności. - <bliscy>
przy małym pomieszczenia wykutym - <pomieszczeniu>
Ponownie Lar zatrzymał się. - <Lar zatrzymał się ponownie>?
- Tu będzie spać. - <będziecie>
Jeśli od razu rzucimy was do pracy, - <zmusimy was do pracy>?
Wole jednak(,) aby był jakiś z was pożytek. - <wolę>
Dobra(,) dosyć gadania.

W pomieszczeniu znajdowało się na ziemi, kilkadziesiąt brudnych materacy. - <W pomieszczeniu leżało na ziemi kilkadziesiąt brudnych materacy.>?
Więźniowie ułożyli się do łoża. - <Więźniowie ułożyli się na materacach>?
zupy(,) nie zaspakajał głodu.
że ci śpią w ich łożach, - nie podoba mi się określenie "łoża" w stosunku do materacy
- Co robisz w moim łożu - znak zapytania
nie było(,) w przeciwieństwie do reszty(,) ani trochę zmęczony pracą. - <był>
i zaczął szukać innego(,) wolnego.
gdyż ten nie miał sił(,) aby wstać.
Chcesz(,) aby strażnicy o wszystkim
- Spokojnie(,) Banok. Nie potrzebuje broni(,) aby nauczyć nowego posłuchu
ale ten bez trudu uniknął cios. - <ciosu>
Nie chce zrobić ci krzywdy - <chcę>
Chwycił z rękę przeciwnika. - <za>
Tylko chwila wystarczyła(,) aby każdy z nich - <Wystarczyła tylko chwila>
Aranok podszedł <do> skazańca,
Gdyby nie ty(,) nie dałbym rady przeżyć tej nocy.
- Czuję po prostu to. - <Czuję to po prostu> ?
go przerażeni tym(,) co ujrzeli.
bardzo zaciekawiony(,) lecz nie przerażony. - <lecz bez strachu>?
Tylko gdzieś tam(,) pod ścianą,
Szedł(,) nawet nie spoglądając w ich stronę.
- Ten wariat skręcił mi je. - <Skręcił mi je, wariat!>?
- To byś nic nie zrobił. - <Nic byś nie zrobił>?
I jeszcze ta gadka o dobru i złu(,) jak jeden z kapłanów.
Banok zupełnie nie wiedział(,) co ma o tym myśleć.
Moja skóra ma kolor czarny, - <czarny kolor> ?
trzymam halabardę zakończone dużym ostrym ostrzem, - <zakończoną>
Stoją wśród przedziwnych istot. - <stoję>?
Przygarbione(,) podobne do ludzi.
Nie jest błękitne(,) lecz czerwone jak krew.
Czuje od nich krystaliczne zło, - <czuję bijące od nich>?
Nakazuje(,) abyśmy byli gotowi.
Przeobraża się w tarcze. Kryje się pod nią. - połącz te zdania w jedno, <tarczę>, <kryję się>
pada martwych na ziemie. - <ziemię>
Obok niego siedział znajomy starzec. - wytnij <znajomy>
- Wszystko w porządku chłopcze. - znak zapytania
uśmiechnął się starzec - <starzec uśmiechnął się>
Ciężko mi powiedzieć(,) co dokładnie mówiłeś.
Aranok siadł na materacu. - <usiadł>
- Czuję, że to zło, które przeszywa to miejsce, budzi to, znajdujące się głęboko - powtórzenie: to/to/to
- Zakana różnie działa na ludzi w niej przebywających. - wytnij <w niej przebywających>
- To ty nie wiesz. - znak zapytania
Jakiś czas temu o mało co, w południowych koloniach nie doszło do buntu. - <jakiś czas temu, mało brakowało, a w południowych koloniach doszłoby do buntu>?
Nie narzekają <na> głód, ani na zbyt ciężko pracę. - <ciężką>
robią wszystko(,) aby nie Jozakar nie
to jednak myślę, że jest to nieuniknione. To miejsce - powtórzenie: to/to/to
Nie pamiętam dokładnie(,) co się stało.
Nie wiem dlaczego(,) ale nie pamiętam swojej przeszłości
powstrzymał się młodzieniec - brak kropki, <młodzieniec zamilknął gwałtownie>/ <młodzieniec przerwał nagle>?
że jest bardzo interesującym - <jesteś>
blizny po poparzeniu na ciele starca. - <po licznych oparzeniach>?
Mężczyzna mimo swojego sędziwego wieku wydawał się zdrowy i silny jak o wiele młodsi od niego - <Mimo sędziwego wieku wydawał się równie zdrowy i silny jak jego młodsi koledzy>?
Jak to często bywa. Parę mocnych trunków. - <Zdarzyło mi się wypić parę mocnych trunków>?
Aranok(,) lepiej chodźmy już odpocząć. Jutro czeka na nas kolejny dzień w Zakanie. - <Aranok, chodźmy już lepiej odpocząć. Jutro czeka na nas kolejny ciężki dzień w Zakanie.>?
następny dzień dla Aranoka będzie równie ciekawy, co pierwszy w Zakanie. - <następny dzień w Zakanie miał być dla Aranoka równie ciekawy, co pierwszy>?

Dużo weny życzę, pozdrawiam,
Lilith
Cytat:Szybki rozwój północnych koloni skłonił władcę Mentari do wydaniu edyktu, wedle którego wszyscy więźniowie zarówno z wyspy Mentar jak i z południowych koloni mieli przymusowo pracować w kopalniach.
Zalatuje mi to grą Gothic. Grałeś może ? xD

No co by tu powiedzieć... opowiadanie fajne, ciekawe, pokazujące dużo... kreatywności. Świetnie by się to czytało, gdyby nie pewien problem. Błędy. Wszechobecne błędy, kłujące w oczy i odbierające całą radość z zapoznawania sie z Twoim opowiadaniem. Należy to z całą pewnością poprawić, inaczej... dalej będzie kiepsko.
Weź dogadaj się z jakimś Krytykiem, albo kimkolwiek innym, kto jest dostępny i chętny (po pierwsze : bez skojarzeń. Po drugie : Ja się zgłaszam na ochotnika, ale z powodu problemów z kompem niczego nie mogę opisać) i niech on Ci opowiadanie przed wrzuceniem przejrzy i dokona eksterminacji błędów, a poziom opowiadania znacząco się poprawi.
Powodzenia w dalszej pracy.
Tutaj chciałbym zaznaczyć, że jeśli ktoś będzie chętny do pomocy przy tym opowiadaniu, proszę do mnie napisać na priv. Będę bardzo wdzięczny. Również w wolnym czasie zabiorę się za korektę 1 rozdziału historii o Norti, dziękuje Lilith za sugestie.
Przeczytałem, pomyślałem i wnioski Ci przedstawiam..
Pomysł : Ja k zauważyłem pojawiły się u ciebie dwa gatunki rozumne ludzi i Ogry. Akcja umieszczona w nieprzyjaznej krainie lodu i skał, Kopalnie gdzieś na odludziu. Więźniowie pracujący niewolniczo przy wydobyciu złota. Pająkowate istoty pociągowo - obronne. No i ten tajemniczy wojownik i uzdrowiciel w jednym kawałku. Czyli świat dość bogaty i interesujący. Zasadniczo teraz morze się zdarzyć wszystko..

Fabuła. no cóż jak na moje zdanie nieco zbyt ekspresywna. Opowiadasz, bohaterowie rozmawiają, ale nie dzieje się specjalnie wiele. Brakuje też opisów przestrzeni, Zbyt mało jest elementów które mogły by posłużyć umysłowi czytelnika do wykreowania w wyobraźni obrazów opisywanego przez ciebie świata.. Postaci rozmawiają między sobą tak jakby więźniowie, strażnicy, eskorta byli poprzebieranymi inteligentami. Nawet scena zarzynania tego nieszczęśnika wyszła tak jakoś teatralnie.. Niestety narracja ani dialogi nie przenoszą tu u Ciebie praktycznie żadnego napięcia emocjonalnego..

Kwestie warsztatowe. Tu nie będę się wcinał w kompetencje Lil. Ona jest od tego mistrzem. Fakt że sporo masz literówek, błędów gramatycznych, a i powtórzenia też Cię mocno trapią.

Zalecenia.. Trzeba Ci sporo poprzyglądać się tekstom mistrzów książek akcji. Rozebrać na czynniki proste jak budują napięcie, jak sprawiają że tekst zaczyna żyć itd. No a potem na tej podstawie stworzyć własną recepturę.
Pozdrawiam serdecznie.
chciałbym zaznaczyć, że gorzkiblotnica, nie przewidział o co właściwie mi chodziło, na razie w przerwie na uczelni wracam do pisania.