Via Appia - Forum

Pełna wersja: Adwokaci diabła
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Pierwszą czynnością niemowlaka jest macanie zewnętrznego świata. Zbieranie wiadomości o najbliższym otoczeniu. Orientacja w terenie wystającym poza becik: co wisi nad kołyską, czyja twarz pochyla się nad nią, do czego służy pielucha. Potem następuje proces uświadamiania sobie własnego ja: gdzie leżę, kogo to rąsia, nózia, gębusia.

A potem zanoszą go do żłobka, z którego za jakiś następny czas trafia do podstawówki, gdzie przechodzi kurs o rzeczywistych celach istnienia człowieka na Ziemi. Od tej chwili zaczyna się przemiana ludzkiego materiału na prefabrykat określany jako mentalnościowy pędrak. Facetki i kolesie z budy wypłukują mu z głowy to, co wyniósł z domu i ośmieszają to, co chce mu wpoić szkoła, w rezultacie czego zaszczepiają w nim swoje obluzowane półprawdy. Tłumaczą, że międzyludzkie więzi, bezinteresowna miłość, lojalne zachowania, sumienie wyskubane z egoizmu, są to pieprzenia zgredów, nic nie warte zlewki przesądów, guseł i rodzicielskich tyrad.

Tu trzeba nadmienić, że umysł kandydata na chmyzowatego mózgowca jest w tym niedostojnym wieku chłonny kiej gąbka i pochłania każdą informację, która przykleja mu się do pamięci. Tak więc razem z mlecznymi zębami wyrzynają mu się szczerbate poglądy na świat; od razu ugruntowane, bezdyskusyjne i oparte o solidne fundamenty ze światłej ignorancji. Wreszcie kończy edukację, a jako osoba urodzona pod nieszczęśliwą gwiazdą, powiększa szeregi wykształconych na opak i zaczyna wdzierać się do elit.

Wypada wszelako podkreślić, że nie wszyscy mają tyle szczęścia, by zostać oportunistą czy wstecznikiem, bo milcząca większość dołącza do niepokaźnego grona ludzi, których nie udało się namówić na zbydlęcenie i w związku z tym pisany im jest garbaty los pozaaelitowego dziwaka.
*
W artykule o lamentacji zamieszczanym w e-tygodniku pisarze.pl znalazłem fragment oddający istotę naszych protestów: „Jasne, że możemy sięgnąć po Różewicza i Becketa, a nie po pilota do telewizora. Tylko bez nacisku społecznego, że wypada ci po nich sięgnąć jeśli chcesz się mienić elitą, nic z tego nie będzie.” Sądzę, że jest to doskonała odpowiedź tym, co usiłują stawać w obronie zuchwalca, udzielać mu wsparcia za pomocą konstrukcji słownej („piękny cham”) wyprodukowanej w pojednawczym celu mówienia o obecnych elitach.

Pomijam fakt, że podczas dyskusji bywa, iż ten czy ów polemista wykopyrtnie się na jakimś sformułowaniu, w rezultacie czego powstaje krotochwilny potworek w kabaretowym stylu: termin ten nikogo nie dotyczy i niczego nie wyjaśnia, ponieważ ludzi takich, jak piękny cham, nie ma. Puszczam ten fakt mimo uszu, natomiast mam spore obiekcje wobec efektywności metody owego naciskania, bo przecież wiadomo nie od dziś: przekonywanie żółwia, że jest szybkobiegaczem, skutku nie odnosi.

Andrzej Walter napisał też: "Chyba jednak warto rozmawiać. Polemizować. Dyskutować. „Promować” całe to czytanie, świat idei, wartości, głębi. Inaczej zginiemy." I znowu ma rację; nacisk, presja, owszem. Jednakowoż tylko na papierze, jako rodzaj pisemnego sygnału, przestrogi. W rzeczywistości mało kogo obchodzą nasze lamentacje, tumulty i święte oburzenia, bo mało kto przejmuje się tym, co naprawdę piszemy.

A piszemy, że nie tylko o kulturę nam idzie, bo ona, choć słabowita, podźwignie się kiedyś. Już nieraz w przeszłości zdarzały się mętniackie zawirowania a’ la Dadaizm, lecz nadchodziło opamiętanie i wracaliśmy z dalekiej podróży. Bój toczy się o jej namacalne wypaczanie.

Jeden z jego komentatorskich adwersarzy wytykał mu, że pogardza takim osobnikiem. Ja też chcę dostąpić tego zaszczytu! Dlatego otwartym tekstem i bez ogródek oświadczam co następuje: prymityw jest prymitywny i kropka; pogardzam nim, bo nie ma w sobie ani krztyny przypisywanego piękna i jest ulepiony z obrzydliwości.

Należy mi się również sadystycznie zaostrzony palik za brak szacunku wobec pseudointeligenta. Po pierwsze, nie dostrzegam powodu szanowania kogoś, kto mnie nie szanuje. On potrafi odnosić się z szacunkiem wyłącznie do siebie.

Podobnie jak Walter uważam, że trzeba go tępić, a nie bronić. Na każdym kroku pokazywać mu, że koliduje z wyobrażeniami o elicie. To zarozumiały, bufonowaty nieudacznik i jak z intelektualnymi terrorystami, nie należy z nim pertraktować, szukać porozumienia, wspólnego mianownika. Lecz, w odróżnieniu od Andrzeja, nie wiem czy jest jakaś skuteczna metoda przemiany buca w spolegliwego człowieka, skoro tak jest w sobie zadurzony, że nic do niego nie dociera? To przecież współczesny troglodyta i półgłówkowy naciek na ludzkiej ewolucji. No a żeby zrozumieć postępowanie troglodyty, trzeba nim być. Problem w tym, że jak już się nim jest, to się NICZEGO nie rozumie. A nie rozumie, bo nie ma czym.
*
Człowieka szanuję, a obskuranta ni w ząb; zwierzę w porównaniu z nim ma więcej człowieczeństwa. Można je przyuczyć do subordynacji, natomiast jego nie bardzo, gdyż jest odporny na rozsądek i, jak pisze Asnyk: daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia.

Tu wyjaśnienie: w żadnym wypadku nie utożsamiam chama z człowiekiem o samoukowym wykształceniu. Mark Twain nie pobierał nauk zwieńczonych pokwitowaniem. Podobnie Bernard Shaw: doszedł do rozumu bez urzędowej metki Magistra Inteligencji. Jak się więc okazuje, można być człowiekiem mądrym pomimo braku zaświadczenia.

Żeby z barbarusa zrobić człowieka, należy go wyposażyć w ludzkie cechy. Wyedukować od podstaw i to opierając się na własnym przykładzie. Pokazać, co w życiu jest ważne, a co jest jego załącznikiem, czymś nadprogramowym, niekoniecznym i marginalnym. Mężczyzna posiadający chłoporobotnicze lub małorolne wykształcenie i potrafiący operować kilofem jeno, nie powinien zabierać się za mędrkowanie o transplantacjach serca, bo tak postępuje arogant. Człek niewiedzący niczego konkretnego o cywilizacyjnych ruchach, np. o przyczynach rozwoju i regresach w literaturze, historii, obyczajowości, nie może być uważany za wyrocznię w tych kwestiach, bo to domena obskuranta; należy mu rzec dobitnie i asertywnie: POSZEDŁ PRECZ!

Tak sobie myślę, że gdyby ludzie w rodzaju Marka Twaina weszli w skład naszych elit, złego słowa bym nie powiedział. Lecz kiedy widzę prostaka bez jakiejkolwiek wiedzy, w tym wynikającej z życiowego doświadczenia, gdy mam nieprzyjemność widzieć szemranego typa o subtelności kafara i uświadamiam sobie, że taki prymityw decyduje o jakości mojego życia, steruje moimi zainteresowaniami, orzeka, co mi jest potrzebne do szczęścia, gdzie mam chodzić, co czytać, czego nie oglądać, to wychodzę z nerw; zastanawiam się wtedy, czy jego przeciwnicy (Andrzeja) nie są aby adwokatami diabła.

http://www.pisarze.pl/felietony/6030-and...us-69.html
Cytat:On potrafi odnosić się z szacunkiem wyłącznie do siebie.


Rzadko czytuję publicystykę, więc podeszłam do Twojego tekstu ostrożnie, bo doświadczenia nie mam w ocenianiu takich rzeczy.
Bardzo mi się podoba jak piszesz - trafnie, używając swoich własnych sformułowań. A tym kawałkiem to naprawdę rozłożyłeś mnie na łopatki:
Cytat: To przecież współczesny troglodyta i półgłówkowy naciek na ludzkiej ewolucji. No a żeby zrozumieć postępowanie troglodyty, trzeba nim być. Problem w tym, że jak już się nim jest, to się NICZEGO nie rozumie. A nie rozumie, bo nie ma czym.

xD Ale masz rację w całym tym tekście. Też "wychodzę z nerw", jak widzę, np. książkę Kasi Cichopek "Sexy Mama", czy coś w tym stylu. Dlatego zazwyczaj wyłączam takie rzeczy ze swojej świadomości, szkoda mojego zdrowia.
Wydaje mi się, że brakuje nam teraz prawdziwych ekspertów w różnych dziedzinach, brakuje ludzi, dla których uczenie się, czy też studiowanie jest pasją, a przyswajanie rzeczy nadprogramowe to normalka.
Nikogo nie obrażasz, tylko nazywasz pewne rzeczy. Nie ma tu śladu agresji, nic nie drażni. Przeczytałam z przyjemnością i ciekawością.
Kruk
Dziękuję za komentarz. Bardzo mi pomógł, bo choć od dawna piszę na rozmaitych portalach (w ten sposób sprawdzam, jak moje teksty są odbierane i oceniane w różnych miejscach), nieczęsto zdarzają się takie, po których rośnie mi serce.

Przeważnie są to komentarze nawzajem sobie sprzeczne, można by więc rzec: co portal, to gust. I tak na jednym długie zdania, to zaleta, na innym – horrendum. Jeden preferuje dosłowność, drugi - poetyckie niedopowiedzenia pozwalające czytelnikowi na używanie własnej wyobraźni. Lecz najgorsze są te, co zniechęcają do pisania: napastliwe, złośliwe, arbitralnie narzucające autorowi, jak ma pisać.

Reasumując: gdybym zastosował wszystkie dotychczasowe porady, byłby to bełkot zmanierowanego grafomana.
Świetnie piszesz - w sensie barwnej, rytmicznej polszczyzny. Bardzo inspirująco otwierasz głowę formą i wlewasz tam ciekawe treści. Zresztą nie tylko ciekawe, ale nawet obiektywnie słuszne - sprawdzone, solidne. Trochę jest tu słownej agresji, tekst jest emocjonalny i w to mi graj. Gombrowicz pisał, że "nie" to mocne słowo i służy do wyrażenia niezgody na zło. W epoce (post)LSD, wirtualnych światów i wyskoczenia z barykad moralności człowiek potrzebuje kierunkowskazów, nawet jeśli to u niego nieuświadomione. "Zagubieni w wyobraźni". Biedni są troglodyci, można im współczuć, ale zrozumiałe jest też że zwyczajnie budzą złość - to przecież reakcja lękowa przed tym, że mogą być kiedyś zwierzchnikami myśli, bo oni mają siłę!

I zwięźle to opisałeś, od podstaw. Jest dzisiejszy system edukacji w krzywym zwierciadle i ok. Brakuje trochę konstruktywności, pomysłu na to co robić, jak się przeciwstawić, i może nawet to dobrze, bo artykuł daje po prostu do myślenia. Nie moralizujesz, nie grzmisz, nie wyznaczasz ram, mówisz o ludzkich sprawach bez zadęcia, mimo że język nie jest łatwy. To język inteligenta, ale nie ma w nim narastającego zadufania - widać, że to nie rechot troglodyty, ani wołanie srającego na pustyni. Podoba mi się, choć nie czytałem linku, który zamieściłeś.

Pozdrawiam serdecznie.
Znów serwujesz nam publicystykę najwyższych lotów. A do tego podaną w doskonałej formie, logiczną, niezwykle zgrabną językowo i okraszoną wyszukanymi epitetami. A do tego czyta się to z lekkością, przyjemnością i pewną podskórną satysfakcją, że oto dostajemy tekst niezwykle trafny merytorycznie, dojrzały i przemyślany.

Najbardziej urzekł mnie ten fragment:
Cytat:Wypada wszelako podkreślić, że nie wszyscy mają tyle szczęścia, by zostać oportunistą czy wstecznikiem, bo milcząca większość dołącza do niepokaźnego grona ludzi, których nie udało się namówić na zbydlęcenie i w związku z tym pisany im jest garbaty los pozaaelitowego dziwaka.

Doznawałem czegoś na zasadzie złośliwej przyjemności jaką daje analiza procesu "produkcji" elit.

Rzeczywiście ludzkość ma mentalność sinusoidy. Gdy dotrze do górnej granicy, to zaczyna się proces odwrotny. Widać to choćby w tzw. epokach literackich, ale też w tak trywialnych rzeczach jak chociażby powrót do gramofonów.
Więc może i z tego hołubienia prostactwa wyjdziemy obronną ręką?

Tekst kompletny

5/5