Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 4
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Zupa - proza luty 2019
#1
Star 
(fragment)

– Wiecie co, chodźmy wreszcie na tę węgierską zupę. Koti pewnie ma już gotową. Zimno się zrobiło.

Kiedy idziesz na proszoną kolację, najważniejsze, aby nie przyjść za wcześnie, ale też nie za późno. Przyszliśmy do Katalin i Ferenca dokładnie na czas. 

– O, a ja zwać was chacieła. Uże sup gatow. – Koti na nasz widok uśmiechnęła się szeroko. Szkolny, łamany język rosyjski pozwalał nam rozmawiać ze sobą. 
– A kakoj to sup? – Pociągnąłem z lubością organem powonienia. Zapach całkiem, całkiem. Tylko podobno Węgrzy mocno doprawiają. – Nie sliszkom ostryj?
– A szto ty, Zdis. Slegka. – Ferko zaprzeczająco pokręcił głową. – Sawsiem slegka. Sup charoszij, tradicjonnyj wengierskij sup.
– No to co, siadamy. – Zatarłem dłonie i spocząłem na krześle. – Zapach całkiem, całkiem. Porządnie zgłodniałem. Te kiełbaski z ogniska tylko pobudziły mój apetyt. 

Katalin przyniosła wazę i zaczęła nam nalewać gęstą, gorącą zupę. Zobaczyłem w niej kawałki mięsa, cebuli, czerwonej papryki, ziemniaki i coś jeszcze.
– Kati, kak po waszemu etoj sup? Kak nazywajetsia?
– Gujaszlewesz.
– Kak?
– G u j a sz l e w e sz – przeliterowała. – Kratko „gujasz”, kak u nas nazywajetsia pastucha. Bo eto ich tradicjonnyj sup. Prijatnowo appetita, mai darogije. 

Zapach drażnił nozdrza. Pierwszy zanurzyłem łyżkę w zupie, wziąłem ją do ust i przełkną…ołem! Oczy mało mi z orbit nie wyskoczyły. Nie mogłem chwycić oddechu ani zamknąć ust. Piecze! Pali! Ogień piekielny w środku!

Wyskoczyłem z krzesła jak z procy, mało stołu nie przewracając.
– Woo… wody – wydusiłem wreszcie z siebie.
Oż wy! To ma być ta węgierska „wcale nieostra zupa”?! To jaka jest ostra?! Chyba Feri czuł pismo nosem, gdyż już czekał z wodą, ale gęba śmiała mu się od ucha do ucha. A niech was kule armatnie biją! 
Chwyciłem od niego szklankę, wypiłem duszkiem…
– Jeszcze! Jeszczio!
Dopiero druga porcja wody złagodziła piekielny ogień w moim przełyku i żołądku. Złapałem wreszcie oddech, przetarłem dłonią załzawione oczy.
– Ba.. ardzo dobra. – Wolno wypuściłem powietrze z płuc, odruchowo chwytając się za gardło. – Naprawdę świetna – powtórzyłem, uśmiechając się zachęcająco do naszej trójki. A to cholery, żadne z nich jeszcze nie spróbowało zupy, tylko wpatrywali się we mnie, trzymając puste łyżki nad talerzami. Jeszcze buzie pootwierali, jakby jakie dziwadło dojrzeli.

O nie. Nie dam się… a i „ci znad talerzy” niech też posmakują „gulyasleves, tradycyjną węgierską zupę pusztańskich pasterzy bydła”. Nie pozbawię ich tej przyjemności.
Przezornie nalałem do dzbanka wodę, stawiając go przed swoim talerzem. Nabrałem ociupinkę zupy i przełknąłem, od razu popijając wodą. Wykazałem się siłą woli… jakoś przeszło. Odczekałem, aż przestało mnie palić.
– Co tak patrzycie? Nigdy w życiu jeszcze takiej nie jadłem. Bierzcie się za zupę, na pewno jej nie zapomnicie. Koti się sprawiła. – Odwróciłem się do niej. – Sup, ho, ho! Dzięki, spasiba.

Ani jednym słowem nie skłamałem. I na pewno ta gulyasleves pozostanie mi w pamięci na długo, o ile nie do końca moich dni. Niestety, moje gwałtowne ruchy, po spróbowaniu zupy jako pierwszy, ostrzegły ich. Nabrali na łyżki tylko ledwie-ledwie i od razu zarekwirowali mi dzbanek z wodą. Co za cholery! Nie dość, że poświęciłem się dla nich jak książęcy kucharz, próbujący każdej potrawy w obawie przed próbą otrucia pana, to jeszcze i odtrutkę mi zabrali.
Na szczęście wody w kranie nie brakowało. Łyżka po łyżce, małymi łyczkami zjedliśmy. Pod koniec nawet zacząłem odczuwać smak zupy. Człowiek to takie zwierzę, że potrafi przystosować się do każdego jedzenia i jeszcze odczuwać w tym przyjemność.
Odpowiedz
#2
Ciekawie, że już po raz drugi na tym forum widzę opowiadanie, w którym się przytacza bez tłumaczenia frazy powiedziane w języku rosyjskim. Zastanawiam się, jaka część polskich czytelników jest w stanie zrozumieć takie frazy. Obawiam się, że z urodzonych w XXI wieku większość nie zrozumie. Smile
Odpowiedz
#3
Zapewniam Cię, Dima, że użytkownicy naszego forum są urodzonymi w ub. wieku szczęśliwcami, którym nieobcy jest język braci zza wschodniej granicy.

Zdzisławie, świetna historia. Doprawdy, dobrze się bawiłam przy lekturze.
Cieszę się, że dołączyłeś do nas Smile
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#4
(12-02-2019, 16:15)D.M. napisał(a): Ciekawie, że już po raz drugi na tym forum widzę opowiadanie, w którym się przytacza bez tłumaczenia frazy powiedziane w języku rosyjskim. Zastanawiam się, jaka część polskich czytelników jest w stanie zrozumieć takie frazy. Obawiam się, że z urodzonych w XXI wieku większość nie zrozumie. Smile

Dima (widzę, że tak Ciebie tu nazywają), chciałem wpierw wpisać, że jako rosyjski Dmitrij  lub ukraiński Dymitr znasz rosyjski. Ale już doczytałem, że znasz Smile
Co do młodszych czytelników - nie obawiam się, że nie zrozumieją. Użyłem tych słów rosyjskich, których znaczenia można łatwo się domyślić (podobnie brzmią i w języku polskim). Natomiast te nieliczne, które mogą być niezrozumiałe, zostały ponownie użyte w dalszej narracji, już w języku polskim.
Tak więc... obstawiam. że młodsi też zrozumieją :Smile Chyba że przeczytają po łebkach, wtedy trudno, moja wina. Będzie to znaczyło, że napisałem nudnie.

(12-02-2019, 17:00)Miranda Calle napisał(a): Zapewniam Cię, Dima, że użytkownicy naszego forum są  urodzonymi w ub. wieku szczęśliwcami, którym nieobcy jest język braci zza wschodniej granicy.

Zdzisławie, świetna historia. Doprawdy, dobrze się bawiłam przy lekturze.
Cieszę się, że dołączyłeś do nas Smile

Mirando, jakby nie patrzeć, dobrze znać język sąsiadów, przynajmniej na poziomie komunikatywnym Smile
Miło mi, że nie zanudziłem opowiadankiem. Zawsze lepiej to czytać, chociaż krytyczne a merytoryczne uwagi są cenne.
Znaczy - wraz ze mną jest już dwoje cieszących się Wink
Odpowiedz
#5
A mnie zastanawia inna rzecz... Ile wody musieli wypić do tej zupy... Pewnie tak się "najedli", że nic innego już by się nie zmieściłoSmile

Sympatyczny taki kawałek. Podobał mi się moment pierwszej "łyżki zupy", tam gdzie nawet narracja zareagowała na to wydarzenie, urwało ją w pół słowa. Lubię (również stosować) takie eksperymenty na narracjiSmile

A ze zrozumieniem rosyjskiego - kontynuując temat - ja osobiście nie miałem problemów. No, ale slawistyka do czegoś zobowiązuje Big Grin. Mimo że prędzej dogadalibyście się ze mną po bułgarsku, niż po rosyjsku...
Lis
Władza
Jak kamień w wodę
Co ma wspólnego Pinokio i Chochoł z Wesela?
Odpowiedz
#6
Kubutku, ile wody wypili? Może Niagara by zaspokoiła pragnienie Wink

Jak przeczytałeś, też lubię stosować narrację "zaangażowaną" w akcję. Pozwala na to narrator konkretny.

Rosyjski od bułgarskiego niedaleko pada. A jeszcze slavista... Wink
Odpowiedz
#7
Cytat:rosyjski Dmitrij lub ukraiński Dymitr

Dymitr to wersja spolszczona. Po ukraińsku moje imię brzmi Dmytro (z akcentem na ostatniej sylabie). Smile
Odpowiedz
#8
(13-02-2019, 12:22)D.M. napisał(a):
Cytat:rosyjski Dmitrij  lub ukraiński Dymitr

Dymitr to wersja spolszczona. Po ukraińsku moje imię brzmi Dmytro (z akcentem na ostatniej sylabie). Smile

Ok, DmytrO! Człek uczy się całe życie Wink
PS. Zmiękczone "Dimka" to chyba po rosyjsku?
Odpowiedz
#9
Dima to zdrobnienie, a Dimka to zgrubione zdrobnienie. Smile Są one raczej rosyjskie, ale przyjęły się też w języku ukraińskim.
Odpowiedz
#10
Dzięki za wyjaśnienie, Dima.
Jak wiem prywatnymi kanałami, ta węgierska zupa jest dostępna w restauracjach na Węgrzech. Polecam, zwłaszcza że podają ją razem z karafką wody Wink
Odpowiedz
#11
Nareszcie udało mi się przeczytać coś Twego pióra, Zdzisławie, i jest to pióro wysoce satysfakcjonujące. Przyjemny fragment tekstu, bardzo dobra narracja, budująca klimat. Prawie poczułam smak tej zupy Big Grin Jeżeli chodzi o rosyjskie słowa, chociaż nie znam rosyjskiego (molodaya devushka Wink ), nie miałam dużych problemów ze zrozumieniem całości tekstu.

Tak przyszło mi do głowy, że tę zupę, to byłoby lepiej mlekiem, a nie wodą. Kapsaicyna i pochodne rozpuszczają się w wodzie, więc efekt często jest odwrotny do zamierzonego Wink
Odpowiedz
#12
(15-02-2019, 15:11)Eiszeit napisał(a): Nareszcie udało mi się przeczytać coś Twego pióra, Zdzisławie, i jest to pióro wysoce satysfakcjonujące. Przyjemny fragment tekstu, bardzo dobra narracja, budująca klimat. Prawie poczułam smak tej zupy Big Grin Jeżeli chodzi o rosyjskie słowa, chociaż nie znam rosyjskiego (molodaya devushka Wink ), nie miałam dużych problemów ze zrozumieniem całości tekstu.

Tak przyszło mi do głowy, że tę zupę, to byłoby lepiej mlekiem, a nie wodą. Kapsaicyna i pochodne rozpuszczają się w wodzie, więc efekt często jest odwrotny do zamierzonego Wink

Przyjemnie i mnie jest, że nie zanudziłem przy czytaniu, Lodowy Czasie Smile

Co zaś do podmienienia wody mlekiem - nie mogła jedna z Twoich prapraprapraprababek podpowiedzieć tego pusztańskim pasterzom bydła? Współcześni teraz  by tak nie cierpieli przy "wcale nieostrej zupie" Wink

PS. Chociaż... czuję nosem, że chemiczką lub podobnego zawodu jesteś. To Twoja praprapra... mogła być ówczesną... hmm... oby zielarką, a nie od innych roślinek o dość specyficznym a szybkim działaniu Wink
Odpowiedz
#13
(15-02-2019, 17:05)Zdzisław napisał(a): Co zaś do podmienienia wody mlekiem - nie mogła jedna z Twoich prapraprapraprababek podpowiedzieć tego pusztańskim pasterzom bydła? Współcześni teraz  by tak nie cierpieli przy "wcale nieostrej zupie" Wink

PS. Chociaż... czuję nosem, że chemiczką lub podobnego zawodu jesteś. To Twoja praprapra... mogła być ówczesną... hmm... oby zielarką, a nie od innych roślinek o dość specyficznym a szybkim działaniu Wink

No niestety, dopiero mnie przypadła ta zaszczytna funkcja, coby ze społeczeństwa zdjąć nieuchronną klątwę kapsaicynową Big Grin

Z wykształcenia dietetykiem, z chemią dość wiele ma wspólnego. Ale że praprapraprababki czarownice, to nie od dziś w rodzinie wiadomo Wink
Odpowiedz
#14
(15-02-2019, 20:26)Eiszeit napisał(a): Z wykształcenia dietetykiem, z chemią dość wiele ma wspólnego. Ale że praprapraprababki czarownice, to nie od dziś w rodzinie wiadomo Wink

Ja tam nic o żadnych czarownicach nie wspominałem... ale widać nożyce się odezwały... Wink
Odpowiedz
#15
(15-02-2019, 21:58)Zdzisław napisał(a): Ja tam nic o żadnych czarownicach nie wspominałem... ale widać nożyce się odezwały... Wink

Samoświadomość Big Grin

Pozdrawiam i mam nadzieję szybko znaleźć czas na kolejne utwory Smile
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości