Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Szept Gromu - powieść high fantasy (2010-2020)
Dziękuję za odpowiedzi oraz za kolejne obrazki. Jak widać, masz dwie wersje wyglądu Sonii. Smile A propos imienia Sonia: w językach ukraińskim i rosyjskim to imię jest homonimiczne ze słowem "śpioch". Smile Zwłaszcza w rosyjskim, bo po ukraińsku lepiej brzmi "splucha" lub "sońko", choć "sonia" również jest poprawne. Ciekawie byłoby się dowiedzieć, jakie są zwyczaje Sonii w kwestiach terminów i trwałości snu. Big Grin
Odpowiedz
Sonia jest śliczna Smile Widziałam ją w podobny sposób. Jestem ciekawa, jak rozwinie się jej wątek, zwłaszcza, że zainteresowania ma nietuzinkowe. Musi świetnie wyglądać ze swoim pseudo smokiem Big Grin
Chloridios z kolei zaskoczył mnie posiadaniem brody. Możliwe, że było o tym w tekście, ale uparcie pokazywał mi się jako szczeciniasty, ponury typ. Nie wiem czemu, ale z gołymi ramionami, wiecznie zasznurowanymi na piersi Big Grin
Odpowiedz
(13-05-2019, 16:36)D.M. napisał(a): Dziękuję za odpowiedzi oraz za kolejne obrazki. Jak widać, masz dwie wersje wyglądu Sonii. Smile A propos imienia Sonia: w językach ukraińskim i rosyjskim to imię jest homonimiczne ze słowem "śpioch". Smile Zwłaszcza w rosyjskim, bo po ukraińsku lepiej brzmi "splucha" lub "sońko", choć "sonia" również jest poprawne. Ciekawie byłoby się dowiedzieć, jakie są zwyczaje Sonii w kwestiach terminów i trwałości snu. Big Grin
Fajna ciekawostka. Samo "Sonia" to zdrobnienie od "Zofia" ale już funkcjonujące jako samodzielne imię.
A Sonia dłużej pracuje wieczorem i chyba lubi dłużej pospać Wink
Odpowiedz
(13-05-2019, 19:10)Eiszeit napisał(a): Sonia jest śliczna Smile Widziałam ją w podobny sposób. Jestem ciekawa, jak rozwinie się jej wątek, zwłaszcza, że zainteresowania ma nietuzinkowe. Musi świetnie wyglądać ze swoim pseudo smokiem Big Grin
Ta dziewczyna jeszcze nieraz zaskoczy Smile
Tu jest dziewczyna z pseudosmokiem, tylko czarnowłosa i elfka:
[Obrazek: 333a4np.jpg]


(13-05-2019, 19:10)Eiszeit napisał(a): Chloridios z kolei zaskoczył mnie posiadaniem brody. Możliwe, że było o tym w tekście, ale uparcie pokazywał mi się jako szczeciniasty, ponury typ. Nie wiem czemu, ale z gołymi ramionami, wiecznie zasznurowanymi na piersi Big Grin
Twoje wyobrażenia są lepsze i dokładniejsze od grafiki jaką wstawiłem Big Grin
Może jeszcze kiedyś znajdę coś bardziej odpowiedniego do zilustrowania jego wyglądu.
Odpowiedz
ROZDZIAŁ XXIII – ANIELSKA IKONA
6 Arahsamna
Ranek powitał mieszkańców miasta deszczem. Szum ulewy zdominował wszystkie inne odgłosy. Rynny wyrzucały strumienie wody, zaś ulicami płynęły potoki. Nieliczni przechodnie przemieszczali się od zadaszenia do zadaszenia.
Christian podał Likariusowi i Soteriuszowi kubki z ziołowym wywarem. Dzień był chłodny, tym bardziej w komnatach mędrca.
– Christian wspomniał mi o pańskiej znajomości z profesorem Rotoi.
– Łączyły nas więzi przyjaźni – odparł Wilk. – Wiem też, że profesor Rotoi był twoim przyjacielem, lordzie Galilei.
– Niecałe dwa miesiące temu odwiedził mnie w Essen. Martwiły go pewne zmiany w ministerstwach, które dziś stały się faktem. Słyszałem pogłoski o tym, że nie targnął się na swoje życie, a padł ofiarą morderstwa i znając go, skłonny jestem w to uwierzyć. – Likarius wręcz w filozoficznym skupieniu patrzył w lustro wywaru.
Christian siedząc z boku, uważnie przysłuchiwał się rozmowie.
– Pogłoski te są prawdziwe – rzekł poważnie Wilk, poprawiając poły brązowej szaty. – Niedługo przed śmiercią rozmawiałem z nim i jestem pewien, że nie było to samobójstwo.
Likarius się strapił.
– Mówił mi też o innej sprawie – przypomniał sobie lord Galilei. – O wyprowadzaniu pieniędzy z manufaktur królewskich. Oczekiwał jakiegoś raportu w tej sprawie.
– Właśnie tego dotyczyła nasza ostatnia rozmowa. Profesor obawiał się czegoś. Na dniach miał otrzymać raport od najbardziej – profesor przerwał, zasłonił się długim rękawem szaty i zakasłał – zaufanego urzędnika.
– Ten raport – powtórzył głośno Likarius – może on był przyczyną jego śmierci?
– Ktoś obawiał się jego treści? – wtrącił się Christian.
– W rzeczy samej młodzieńcze – przyznał Wilk. – Jeśli wskazywał na winnych przestępstw w manufakturach, to mieli oni interes w uciszeniu profesora.
– Gdybyśmy go mieli, dowiedzielibyśmy się komu zależało na jego śmierci. Sądzisz profesorze Soteriuszu, że jest to możliwe? – spytał lord Galilei.
– Wskazanie podejrzanych przez raport czy zdobycie go?
– To drugie. – Likarius dopił ziołowy wywar i odstawił kubek na stół.
– Mogę poszukać w pokojach rektora, ale jeśli mamy rację, to morderca na pewno go zabrał.
– Same utrapienia. Źle się dzieje w naszym państwie. – Likarius pokręcił głową.
– Nie chcę cię martwić, ale najwyraźniej nadchodzą jeszcze cięższe czasy. Może nawet na miarę wielkich niepokojów.[1]
– Dobrze, że przynajmniej z perspektywy Essen sytuacja wygląda jeszcze nie najgorzej. – Gość wyprostował się i utkwił wzrok w gospodarzu. – Powiedz mi profesorze, co wiesz na temat Lambertha D’aragona? – Likarius nieoczekiwanie zmienił temat.
– O Czarnym Rycerzu? Czemu cię on interesuje mój lordzie?
Christian zauważył, że mistrz zanim odpowie, zazwyczaj dopytuje o szczegóły lub powód pytania. Nie odpowiada pochopnie, zwłaszcza gdy pytanie jest niespodziewane. Uczeń dostrzegł w tym mądrość. Postanowił to zapamiętać, by samemu czynić podobnie. 
– Otóż wczoraj dowiedziałem się, o czym Christian zapewne wiedział – wzrok Likariusa zwrócony na chłopaka był wręcz oskarżycielski – że mój syn, Arkus, został jego giermkiem. Czarny Rycerz to brat Sędziego Rollina, którego obawiał się profesor Rotoi. Rozumiesz więc… – Likarius zawiesił głos, spoglądając na rozmówcę.
– Rozumiem lordzie Galilei. Mogę cię uspokoić. Lamberth to mój przyjaciel, znam go od dawna. Sam usiłuje zrozumieć motywy Sędziego. Jest godny zaufania – zapewnił mędrzec.
– Wierze ci na słowo profesorze. Nie chciałbym, aby memu synowi coś zagrażało z racji więzów krwi tego… rycerza – powiedział z lekkim niesmakiem Likarius.
– Mogę więc cię zapewnić, że ze strony Lambertha nic mu nie grozi – powiedział z pełnym przekonaniem Wilk, chcąc rozwiać obawy rozmówcy.
– Możesz się domyślać, że nie pochwalam tego. Wysłałem syna do stolicy, by studiował, a nie… zostawał giermkiem. Chcę, by odebrał najlepsze wykształcenie – zaznaczył Likarius.
– Czy powiedział ci, że rezygnuje ze studiów? – zapytał profesor.
– Nie, wręcz przeciwnie. Klął się na bogów, że skończy studia.
– Czy masz powody, by nie wierzyć, że dotrzyma słowa?
Minęła dłuższa chwila, zanim lord Galilei odpowiedział.
– Nie, Soteriuszu, Arkus jest słownym człowiekiem. – To musiał przyznać. – Tak go wychowałem – dodał po chwili.
– Więc nie zamartwiaj się tym, lordzie Galilei. Jeśli obiecał, to skończy studia zgodnie z twym zamysłem.
– Masz rację, nie będę się zamartwiał. Nie czas zbierać kamienie, gdy świecą gwiazdy.
– A propos gwiazd, czy interesują cię nie tylko gwiazdy w przysłowiach, ale te na niebiosach? – zagadnął Samotny Wilk.
– Tak, zwłaszcza te, które spełniają marzenia. – Likarius się roześmiał. – Kiedyś w młodości badałem gwiazdy, to było tak dawno temu…
– Jeśli zechcesz, chciałbym się z tobą podzielić pewnymi obserwacjami, które poczyniłem w tej dziedzinie – zaproponował mędrzec.
– Z przyjemnością profesorze.
– Wspaniale – ucieszył się Wilk. Wstał i sięgnął po mapę nieba. Rozłożył ją na stole. Na granatowym tle widniały ciała niebieskie, zaznaczone różnej wielkości kropkami i gwiazdkami. Linie łączyły je w gwiazdozbiory. Każda była też opisana drobnym pismem.
– Spójrz tutaj lordzie Galilei.
Starcy pochylili się nad mapą. Christian także podszedł bliżej, by lepiej słyszeć słowa mistrza mówiącego o gwiazdach.
 
2. Christian odprowadził lorda Galilei na dół, gdzie czekali jego słudzy, po czym wrócił do mistrza. Wilk siedział za stołem z ręką opartą na mapie nieba, ale jego wzrok patrzył gdzieś daleko przez kamienne mury.
– O czym myślisz, mistrzu?
– O słowach lorda Galilei – odparł Soteriusz i zamilkł. – Istotnie, gdybyśmy posiedli raport, mógłby on nam dać wiele odpowiedzi – dodał po chwili.
– Można go zdobyć?
Profesor oderwał wzrok od nieodgadniętej dali i spojrzał na ucznia.
– Nie wiem, co się z nim stało, ani kto go sporządził. – Pokręcił głową.
– Profesor Rotoi nic ci nie mówił?
– Wspominał tylko o zaufanym człowieku z ministerstwa.
– Liczba urzędników w ministerstwie jest ograniczona, zwłaszcza tych będących najbliżej ministra – zauważył Christian.
– Fakt. – Wilk pokiwał głową z aprobatą. – Autorem raportu mógł być… Niech pomyślę… Najbardziej zaufany urzędnik… To mógł być Tarrinak, albo Geddiniasz. Trzeba będzie się z nimi skontaktować, ale tak, by nie wzbudzać podejrzeń. Wiem, napiszę do nich listy, a ty pójdziesz jutro z rana do ministerstwa je dostarczyć. Osobiście – zaznaczył mędrzec, sięgając po czyste karty pergaminu i kałamarz pisarski.
– Mistrzu, mogę o coś zapytać? – zagadnął chłopak, zanim Wilk zdążył przyłożyć pióro do kartki. Profesor podniósł na niego wzrok. – Czy znasz dobrze księżniczkę Lorelei?
– Dlaczego cię to interesuje, mój uczniu? – Mędrzec wyprostował się na krześle.
– Widziałem jak rozmawialiście w parku. Czy mówiła coś… coś o mnie?
– Wspominała o turnieju i przysłudze. – Profesor się uśmiechnął.
– Przysłudze?
– Tak, mówiła, że ma wobec ciebie dług wdzięczności. – Słowa mistrza rozpromieniły oblicze chłopaka. – Czy chciałbyś prosić księżniczkę o pomoc w jakiejś sprawie, powołując się na ten dług wdzięczności? – zapytał, nie przestając się uśmiechać.
– Nie mistrzu, pytam z ciekawości. Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
– Tak, Christianie. – Soteriusz odłożył pióro. – Znam dobrze Lorelei, jak i jej brata Rolanda. Przed laty byłem ich nauczycielem.
– Służyłeś na zamku? – Zadając pytanie Christian zdał sobie sprawę, że Wilk mówił lordowi Galilei o usługiwaniu na dworze, ale nie wspomniał w jakim charakterze.
– Skoro byłem ich nauczycielem, to na to wygląda chłopcze. Dobrze, dość tego gadania, muszę przygotować listy. – Starzec ponownie sięgnął po gęsie pióro. – Ty w tym czasie zejdź do laboratorium i posprzątaj tam. Mój ostatni eksperyment… nie zbyt się powiódł. Uważaj na odłamki szkła na podłodze – ostrzegł.
Chłopak szedł ma dół w radosnym nastroju. Ostatnio łapał się na tym, że pięknolica księżniczka nawiedza jego myśli, zwłaszcza od spotkania w uniwersyteckich ogrodach. Dziś zdobył się na śmiałość, by zapytać o nią Wilka. Lorelei miała w sobie jakąś moc. Nie znał jej przecież, zamienili raptem kilka słów, a wzbudzała w nim sympatię oprócz naturalnego uczucia szacunku wobec królewskiej córki. Chociaż nie rozpływał się w zachwytach nad kulturą rycerską, to domyślał się, że księżniczka jest damą serca niejednego rycerza.
7 Arahsamna
3. Deszcz jednostajnie bębnił o dach karety. Szare chmury od dwóch dni zalegały nad miastem, przynosząc obfite opady. Gunnar wracał z gmachu sądu, gdzie odbyła się rozprawa przeciwko kobiecie, która zaatakowała Rollina. Astuama – tak miała na imię. Miała. Hrabia myślał o niej już w czasie przeszłym. Bez wątpienia sędzia Listrios wyda wyrok śmierci. Kobieta przyznała się do usiłowania zabicia Rollina. Okazało się, że jest żoną kupca, który zginął na Promenadzie Słońca z ręki prawodawcy Likarii. Chciała go pomścić. Choć wiedziała, co ją czeka, była niezwykle dumna. Nie omieszkała podczas przesłuchania nazwać Sędziego zbrodniarzem i mordercą. Rollin niepotrzebnie zabijał tego kupca – pomyślał Gunnar. To i kilka podobnych incydentów chwieje jego autorytetem w społeczności stolicy. Choć z drugiej strony… co tam, niedługo dobra reputacja nie będzie mu potrzebna. Jutro pewnie zapadnie wyrok. Normalnie procesy trwały dłużej, ale tu wina oskarżonej była ewidentna, zresztą sama się przyznała do zarzucanego jej czynu. Już niedługo jej rudy czerep będzie miał bliskie spotkanie z katowskim toporem – roześmiał się w duchu Gunnar.
 
4. Ze względu na pogodę, nie była to dla Christiana misja przyjemna. Wrócił przemoknięty i trzęsący się z zimna. W przedsionku zdjął z siebie mokre ubranie i przywdział suchą koszulę, którą przezornie tu trzymał. W pracowni nie było Soteriusza. Chłopak rzucił okiem na biurko mędrca, ciekaw, czym się aktualnie zajmuje. Leżała tam księga otwarta na jakimś szkicu. Nie zdążył się mu przyjrzeć, gdyż zaraz wrócił Wilk.
– W ministerstwie powiedziano mi, że Tarrinak i Geddiniasz już tam nie pracują – rzekł Christian, odkładając listy na biurko.
– Dlaczego mnie to nie dziwi? Osoby, które miały coś wspólnego z raportem znikają. To tylko potwierdza rolę tego dokumentu w śmierci rektora. Gdybyśmy go tylko mieli…
– Nie wiesz mistrzu, gdzie ci urzędnicy mieszkają? – zapytał chłopak, przeczesując mokrą czuprynę.
– Nie, Christianie. – Mędrzec zasiadł za biurkiem. – Nie wiem też, kto mógłby wiedzieć.
– Pytanie w ministerstwie nie wchodzi w grę?
– Nie wchodzi. Już może być obsadzone przez osoby związane ze śmiercią rektora. Pętla się zaciska chłopcze. – Profesor poprawił się na krześle. – Wydarzenia są na wyciągnięcie ręki, a ja poruszam się jak we mgle. Widzę co się dzieje, ale nie potrafię dostrzec tego, co się stanie.
Wilk wyciągnął z zanadrza kości losu. Trzymał je przez chwilę w zaciśniętej pięści, patrząc gdzieś daleko przed siebie, po czym rzucił je na stół. Christian zauważył, że nie są to kości, które widział podczas testu na ucznia. Te były przeźroczyste i miały dwadzieścia ścian z różnymi symbolami.
– Wiatr… wieża… i czaszka… – szeptał mędrzec sam do siebie. – W tej kombinacji to opuszczona wieża, a czaszka, czaszka, ostateczność, ruina? Opuszczenie wieży spowoduje ruinę lub umożliwi jej zrujnowanie.
Słowa mistrza były dla Christiana niezrozumiałe, ale słuchał uważnie. Mędrzec pogrążył się w zamyśleniu.
– Co powiedziały ci kości, mistrzu? – spytał po dłuższej chwili chłopak.
Profesor podniósł wzrok znad biurka.
– Opuszczenie przez coś lub kogoś spowoduje lub dopuści do katastrofy.
– Kto zostanie opuszczony? – dopytywał uczeń, gdyż słowa mędrca nic mu nie rozjaśniły.
– Jest tyle interpretacji, ile możesz sobie wyobrazić. Obstawiam jednak, że główną areną zdarzeń jest nasze miasto. Tak nawet mówi przepowiednia Zubina. Właśnie! Siejąc ziarna chaosu w stołecznym grodzie. Jego wolę wypełni kłamstwa kaznodziej. – Wilk zerwał się z miejsca i zdjął z regału tom oprawiony w czerwoną skórę. Rozłożył go na biurku. Odszukał interesującą go stronę z proroctwem Zubina. – Płonące stosy, to już się dzieje. Sprowadzając śmierci szwadrony. Uprzedzałem Lambertha o próbie sprowadzenia Inkwizycji. To kwestia decemu. Dalej, siejąc ziarna chaosu w stołecznym grodzie. Areną działań Sługi Cienia będzie Beresteczko. I tu mamy podszept kości. – Wilk czuł, jak wiele elementów zaczyna się ze sobą łączyć w większą całość. – Opuszczona wieża prowadząca do ruiny. Ktoś lub coś opuści Beresteczko, co pozwoli Rollinowi działać, sprowadzić śmierci szwadrony.
Christian w napięciu oczekiwał na kolejne słowa Wilka.
– Cóż z tego, że to wiemy, skoro nie możemy temu przeciwdziałać?
– Mistrzu, czy musimy coś czynić? Sama przepowiednia mówi, jak czytałeś, że jego misja dozna zawodu. Czyli Rollinowi nie uda się sprowadzić Inkwizycji – wywnioskował.
Jeśli chłopcze, jeśli misja dozna zawodu. Ale ostatni wers mówi też, że po nim przybędzie coś jeszcze potężniejszego ze środkowego wschodu.
– Czyli nawet gdyby udało się powstrzymać Rollina nadciągnie coś gorszego? Biorąc pod uwagę tę stronę Taugii to środkowy wschód wypada w Rhynn – zauważył Christian.
– Może sprawa sojuszu z Rhynn to podstęp, a król Aristo Bystrooki wspólnie z Kreonią planują wojnę z Likarią? Nie, to zbyt nieprawdopodobne. Choć… ach by to wszystko przekleństwo prawdopodobieństwa. – Wilk podniósł głos.
Mędrzec pogrążył się w myślach. Jego umysł w błyskawicznym tempie weryfikował różne warianty. W tym czasie Christian bliżej przyjrzał się symbolom na kościach. Były starannie grawerowane z wieloma detalami. W końcu odważył się zapytać:
– Mistrzu, powiedz mi. Czy twoje kości służą do przepowiadania przyszłości?
Profesor wyrwał się z zamyślenia i popatrzył na chłopaka uważnie.
– Zanim rzucisz, musisz w umyśle zadać sobie pytanie i bardzo się na nim skupić. To nie wróżby, jeśli to miałeś na myśli. To podszepty losu. Czas jest jak strumień wody. Czasami niewielkie cząstki mogą się cofać. Jeśli zdołamy uchwycić taką cząstkę, może nam ona powiedzieć o tym, co stanie się dalej. – Mędrzec wyłożył podstawowe tezy swojej koncepcji czasu. – Niestety, jest to tak niewielki fragment, że może nam zarówno podpowiedzieć prawdę jak i wprowadzić w błąd, gdyż wnioskowanie o całości z tak niewielkiego fragmentu graniczy z szaleństwem. Ale zdajemy się na to szaleństwo w niepohamowanym pragnieniu odgadnięcia przyszłych wydarzeń. – Słysząc to chłopak pogrążył się w analizie słów mistrza, spuszczając wzrok. W końcu podniósł głowę. – Zrozumiałeś? – zapytał bez nadziei w głosie Wilk.
– Chyba tak. Kości dają ułamkowy obraz przyszłej rzeczywistości, ale mogą stać się pułapką, jeśli błędnie na ich podstawie będziemy wnioskować o całości przyszłych wydarzeń.
– Pojąłeś – rzekł z zadowoleniem mędrzec. – Największym kłopotem jest właśnie interpretacja tych okruchów. Tak, podszepty losu bywają zdradliwe. W Kryer spalono by mnie jako wróżbitę. Ale to nie wróżby, Christianie. To korzystanie z mechanizmów rządzących naszym światem, których nie jesteśmy w stanie do końca pojąć – zaznaczył z naciskiem mędrzec. Zamknął tom oprawny w czerwoną skórę i odłożył na regał. Uwagę Christiana znów przykuł szkic w książce leżącej pod spodem.
– Co to jest? – spytał, wskazując na księgę.
– Księga o… a chodzi ci o rysunek? – Wilk przesunął wolumin tak, by uczeń mógł mu się lepiej przyjrzeć. – To Anielska Ikona.
– Czym jest Anielska Ikona? – spytał chłopak, nie odrywając wzroku od rysunku, który wydał mu się dziwnie znajomy.
– To coś w rodzaju płaskorzeźby wykonanej z przeźroczystych jak szkło, szlachetnych materiałów. Podobno posiada w sobie ogromną moc, potrafiącą niszczyć słabe umysły.
– Skąd się wzięła? – Chłopak czuł nieodpartą pokusę dowiedzenia się więcej.
– Istnieje pewna legenda co do jej pochodzenia. – Starzec pogładził się po brodzie, bez trudu zauważając fascynację ucznia. – Wiąże się z osobą bezimiennego mędrca żyjącego wieki temu w środkowej Taugii. Przez całe życie obserwował wojny, zarazy, powodzie i inne nieszczęścia. Przeżył śmierć rodziny i przyjaciół. Podobno żył trzy stulecia więc musiał widzieć więcej cierpienia niż ktokolwiek inny. Usilnie błagał moce w niebiosach o położenie kresu wszelkiemu złu. Pewnego razu miał wizję. Jak ufał, była to odpowiedź na jego modlitwy. Jakiś głos kazał mu udać się na szczyt Góry Gryfa.[2]Taka podróż to czyste szaleństwo. Nikt nigdy nie dotarł na dziesiątki o wiele niższych szczytów. Podróż oznaczała żmudną wspinaczkę pośród lodu i śniegu. Jednak nic nie było w stanie go powstrzymać. Nie był skazany na samotne pokonanie tej drogi. Potrafił kontrolować harpie, gryfy i pegazy. Wybrał gryfa uznając, że najlepiej poradzi sobie w skrajnych warunkach Góry Gryfa. Nie muszę chyba wspominać, iż góra ta nie wzięła nazwy od skrzydlatych lwów?
– Tak mistrzu, w starożytnych czasach gryfami nazywano też potężne bestie kilkukrotnie większe od smoków,[3]które władały Taugią. I właśnie takie miano nadano górze.
– Tak, Christianie. A więc mędrzec ten dosiadł skrzydlatego lwa i poszybowali wysoko w stronę szczytu. Góra wznosiła się daleko poza przestworze, w którym latają wszelkie skrzydlate stworzenia. Powietrze tam jest tak rzadkie, że trudno nim oddychać. Gryf nie był już w stanie nieść mędrca i coraz bardziej słabł. W obawie o jego życie starzec nakazał mu lądować na pokrytej lodem półce skalnej. Dalej postanowił iść pieszo. Okazało się, że gryf nie jest już w stanie wzbić się w powietrze. Musiał zostawić zwierzę na pewną śmierć. Kazał mu wracać z nikłą nadzieją, że niżej da radę wzlecieć. Sam ruszył stromymi zboczami ku szczytowi, podpierając się drewnianą laską. Szedł wiele dni jak w transie, nie jedząc, nie pijąc, nie czując przenikliwego zimna. W końcu dotarł na sam szczyt najwyższej góry, skąd mógł obejrzeć całą Taugię. Upadł na kolana w śniegu, zanosząc błagania do mocy, które zesłały mu wizję. Wtedy na niebie otwarł się Portal Chwały. Z niego zstąpiła, niczym meteor, Anielska Ikona. Spadła w śnieg tuż przed niego. W swym umyśle znów usłyszał głos. Przedmiot ten miał dać mu moc potrzebną do zmieniania świata. Starzec dziękował mocom niebios, zabrał Ikonę i ruszył w drogę powrotną. Minęły miesiące zanim wrócił do wioski, gdzie już dawno uznano go za martwego szaleńca. Sam jego powrót był czymś niezwykłym zaś przedmiot, który z sobą przyniósł, napawał czcią i lękiem. Wszyscy mieszkańcy upadli przed nim na twarze. Niestety mędrzec umarł zanim poznał moc artefaktu, którym chciał zmienić świat. Umarł z wycieńczenia jeszcze tego samego dnia.
– Co się stało z Ikoną?
– W tym miejscu legenda się kończy. Inne źródła wspominają o powstaniu sanktuarium na pograniczu Cestii i Sardes gdzie Ikona, która spadła z nieba, wraz ze zmumifikowanymi zwłokami mędrca stały się obiektami kultu. Znajdowało się ono mniej więcej w tym miejscu, gdzie dziś jest Jezioro Ognia.[4]Było to na setki lat przed tym, jak plemiona przekraczające przełęcz Numitora dały początek Rhynn. Opiekę nad sanktuarium sprawowało elfickie imperium rozciągające się wtedy na południe od Morza Cestyjskiego. Później elfickie państwo powoli kruszyły hordy orków i barbarzyńców z południa. Wielu pożądało potęgi Ikony. Zanim elfy zdążyły ją ukryć, wielka powódź zmiotła sanktuarium z powierzchni ziemi. Przez stulecia samotni poszukiwacze i wyprawy na usługach plemiennych wodzów szukały Anielskiej Ikony w mułach, naniesionych przez powodzie u wybrzeży Morza Cestyjskiego. Ktoś w końcu ją znalazł i artefakt wędrował z rąk do rąk. Prowadzono o niego krwawe wojny. Pożądanie jego mocy spowodowało ogrom cierpień. Zamiast błogosławieństwem mającym zapewnić pokój, Ikona stała się przekleństwem. Wszyscy zdawali sobie sprawę z pozaziemskiego pochodzenia tego artefaktu, ale nikt nie był zdolny wyzwolić jego pełnej mocy. Państwa powstawały i upadały, zaś Anielska Ikona zaginęła w mrokach dziejów. Z czasem stała się tylko legendą.
– Chyba nie bez powodu o niej czytasz, mistrzu? Musiały dotrzeć do ciebie wieści na jej temat.
Wilk uniósł brew. Zaczął się zastanawiać, czy przenikliwość ucznia, jaką ujawniał w pewnych momentach, nie powinna go przerażać. Roześmiał się w duchu.
– Historia Anielskiej Ikony przez czasy od założenia miasta jest trudna do prześledzenia. Relacje, kroniki i opowieści o niej są sprzeczne. Jest nawet wątek likaryjski, opowiadający o księżnej Elenayi z Wzgórz Griega.
– Nie słyszałem o niej – przyznał Christian.
– To kobieta ciesząca się złą sławą. Władała Wzgórzami Griega po upadku Imperium Rhynn, a przed czasami króla Khufu. Zyskała przydomek Szalonej. Otóż podobno jej ojcu udało się w trackie zamorskiej wyprawy zdobyć Anielską Ikonę i sprowadzić ją do Sefarwaim.[5]Elenayę owładnęła idea wiecznej młodości. Pojawiające się oznaki starzenia doprowadzały ją do furii. Ikona mogła dać posiadaczowi niewyobrażalną moc, ale jeśli trafiła w ręce jednostki o słabej psychice doprowadzała ją do szaleństwa. I tak stało się w wypadku księżnej. Wśród chłopów krążyły plotki o tym, że porywała dzieci z okolicznych wsi i prowadziła na nich eksperymenty. Podobno stosowała mające jej zapewnić wieczną młodość kąpiele w ludzkiej krwi. Kres przyszedł niespodziewanie. Choć chłopi byli przerażeni, to miarka się przebrała, gdy zaginęła dwójka miejscowych dzieci. Z widłami i pochodniami oblegli jej rezydencję. Elenaya w przypływie szału podpaliła drewniany budynek. Zginęła w płomieniach razem z matką. Nikt jednak nie wie, co się stało z Anielską Ikoną.
– Elenaya Szalona – powtórzył chłopak. – Czy ty mistrzu też poszukujesz Anielskiej Ikony?
– Ja? – spytał zdziwiony Wilk. – Nie, Christianie. Jak wywnioskowałeś wcześniej, doszły mnie wieści, że ktoś z naszego kraju wysłał do Cestii wyprawę, by odnaleźć ten artefakt. Stąd moje zainteresowanie tym tematem.
Christian wyciągnął z torby księgę i położył profesorowi na biurku.
– To Alchemia Gannidasa z Nuuk. Decem temu zleciłeś mi, mistrzu, przeczytać jej fragment.
Wilk z początku zmarszczył brwi. Po chwili jego twarz się rozluźniła.
– Ach tak, widzisz całkiem zapomniałem. Śmierć rektora i inne wydarzenia zdezorganizowały mój plan nauczania. Dobrze, Christianie, zaraz się tym zajmiemy. Najpierw jednak zaparz mi zioła. Od tego całego gadania o legendach zaschło mi w gardle.
 
5. Arkus z Thovrim ścigali się na błotnistych wiejskich szlakach. Ich klacze dzielnie znosiły nieprzychylną pogodę, podobnie jak jeźdźcy, którzy nie zrezygnowali z jazdy pomimo siąpiącego deszczu. Po powrocie zaprowadzili konie do stajni, aby je nakarmić i wysuszyć. Następnie zabrali się za przyrządzanie posiłku dla siebie. Arkus przyniósł zapasy ze spiżarni, podczas gdy Thovri wyjął z futerału flaszę z eliksirem od Wilka. Otworzył ją i wypił trochę. Skrzywił się okrutnie.
– Smakuje paskudnie – skomentował.
– Lekarstwa zazwyczaj są paskudne – przyznał Arkus, stawiając na stole produkty potrzebne do zrobienia placków jęczmiennych. – To mnie kiedyś zastanawiało. Czyż alchemicy nie mają sposobów, by zmienić lub nadać konkretny smak danej miksturze?
– Nie wiem Arkusie, nigdy nie zajmowałem się alchemią.
Thovri wziął głęboki oddech, wypuścił z płuc powietrze i pociągnął kolejny łyk mikstury. Znów strasznie się skrzywił.
– Nie wiem jakim sposobem wypiłem dwie poprzednie.
Arkus się roześmiał. Właśnie wbijał jajka do glinianej miski.
– Spróbuj zatkać nos i wtedy wypić całość – poradził.
Thovri popatrzył na flaszę i postanowił pójść za radą gospodarza. Jedną ręką zatkał nos, a drugą wlał sobie do gardła resztę mikstury.
– Rzeczywiście – przyznał giermek, patrząc na pustą flaszę – praktycznie nie czułem tego obrzydliwego smaku.
– Odkryłem to, gdy kiedyś miałem pić strasznie gorzkie ziołowe lekarstwo. Jak się zatka nos to lepiej przechodzi przez gardło.
Arkus dosypał do miski mąki jęczmiennej, dodał trochę soli i łyżkę oliwy.
– Teraz będę tak robił. Szkoda, że nie wiedziałem o tym wcześniej.
– Jeszcze cebula i czosnek – szeptał do siebie Arkus, by nie zapomnieć żadnego składnika. – A pomaga ci przynajmniej ta mikstura od Wilka?
– Tak, nie czuję już takiego drapania w gardle i chyba głos mi się trochę poprawia.
– Faktycznie, brzmisz już trochę inaczej niż kiedy się poznaliśmy. Dobrze, skoro już pokonałeś lekarstwo to zabierzmy się do przygotowywania posiłku – zaproponował Arkus, który sam już zaczął mieszać masę na placki. – Proszę, przynieś patelnię.
Thovri był tego samego zdania. Chciał jak najszybciej zagłuszyć posmak lekarstwa, który został mu w ustach.


[1]Okres zamętu politycznego w latach czterdziestych, na przełomie panowania króla Ebharta i Conoriusa.
[2]Góra Gryfa – najwyższe wzniesienie Taugii w centralnej części Wielkich Gór Taugijskich.
[3]Powszechnie uważane już za wymarłe.
[4]Jezioro Ognia – duży zbiornik w krainie Sardes, otoczony z trzech stron przez szczyty Wielkich Gór. Wzdłuż jego wybrzeża ciągnie się pas spalonej ziemi. Jego zwierciadło stale płonie żywym ogniem.
[5]Sefarwaim – stolica prowincji Wzgórza Griega, dawna siedziba książąt tej krainy.
Odpowiedz
Cytat:Samo "Sonia" to zdrobnienie od "Zofia" ale już funkcjonujące jako samodzielne imię.

Tak. W krajach wschodniosłowiańskich to zdrobnienie również funkcjonuje. Tylko pełne imię Zofia (które tam się wymawia "Sofija") nie kojarzy się ze spaniem, a zdrobnienie już kojarzy. Smile I, jeśli już wyjaśniać kompletnie, to jeszcze można dodać, że w językach ukraińskim i rosyjskim słowo "sonia" (tak imię, jak i oznaczające "śpioch") wymawia się bez wstawiania dźwięku "j": dokładnie [sonia], a nie [sońja] czy [sonija]. Odpowiednio, np. dopełniacz brzmi "soni", a nie "sonii".

Z rozdziału XXIII na razie przeczytałem podrozdział 1. i zauważyłem taką literówkę:

Cytat:Słyszałem pogłoski o tym, że nie targną się na swoje życie, a padł ofiarą morderstwa i znając go, skłonny jestem w to uwierzyć.

Powinno być "targnął".

A w związku z omawianiem przez bohaterów kwestii astronomicznych chcę się dowiedzieć, na jakim poziomie tam funkcjonuje astronomia. Czy już rozumieją, że ich planeta krąży wokół ich gwiazdy ("słońca")? Smile
Odpowiedz
(14-05-2019, 13:24)D.M. napisał(a): A w związku z omawianiem przez bohaterów kwestii astronomicznych chcę się dowiedzieć, na jakim poziomie tam funkcjonuje astronomia. Czy już rozumieją, że ich planeta krąży wokół ich gwiazdy ("słońca")? Smile

To zależy od miejsca i społeczności. Bardziej zaawansowane społeczeństwa zdają sobie sprawę, że planeta, którą zamieszkują jest okrągła. Zaś co do heliocentryzmu to istnieją różne koncepcje wśród ludzi nauki. 
Zresztą w starożytności niektóre ludy miały zaawansowaną astronomię (łącznie z przewidywaniem zaćmień słońca) co nie przeszkadzało im w sądzeniu, że wszystko kręci się wokół ziemi Wink choć i wtedy pojawiały się "na rynku" różne teorie heliocentryczne.
Odpowiedz
(14-05-2019, 10:30)Gunnar napisał(a): Likarius wręcz w filozoficznym skupieniu patrzył na lustro wywaru.
Moim zdaniem lepiej brzmiałoby - w lustro wywaru.

(14-05-2019, 10:30)Gunnar napisał(a): Christian zauważył, że mistrz zanim odpowie, zazwyczaj dopytuje o szczegóły lub powód pytania. Nie odpowiada pochopnie, zwłaszcza gdy pytanie jest niespodziewane. Uczeń dostrzegł w tym mądrość.
Z jednej strony tak, ale odpowiadanie pytaniem na pytanie może doprowadzić do szału niejednego rozmówcę Big Grin

(14-05-2019, 10:30)Gunnar napisał(a): Okazało się, że jest żoną kupca, który zginął na Promenadzie Słońca z ręki prawodawcy Likarii. Chciała go pomścić.
Dobrze trafiłam Smile

(14-05-2019, 10:30)Gunnar napisał(a): Góra wznosiła się daleko poza przestworze, w którym latają wszelkie skrzydlate stworzenia.
Zabrakło końcówki.

(14-05-2019, 10:30)Gunnar napisał(a): Później elfickie państwo powoli kruszyły hordy orków i barbarzyńców z południa.
Ładne zdanie, poetycki kontrast.

(14-05-2019, 10:30)Gunnar napisał(a): Podobno stosowała mające jej zapewnić wieczną młodość kąpiele w ludzkiej krwi.
Skojarzyło mi się z Elżbietą Batory, nieprzyjemna kobieta.

Fajnie, że tajemnica powoli zaczyna nabierać kształtów pomiędzy postaciami. Część bohaterów traktuje Rollina jako antagonistę, to daje pole do ciekawych rozwiązań. Samo proroctwo zostało dopasowane do rzeczywistości, uważam, że to mocne Big Grin Intryga w ministerstwie i dokument dotyczący manufaktur...jestem ciekawa, czy Christianowi i Wilkowi uda się go znaleźć. I czy faktycznie przyniesie odpowiedzi.
Spodziewałam się większej zadry pomiędzy Likariusem a Czarnym Rycerzem, ale w zasadzie najprostsze motywacje są najbardziej wiarygodne, nie za wszystkim musi się kryć coś przerażającego.

Tak tylko na uboczu - tęsknię za Sędzią, mam nadzieję niedługo więcej o nim przeczytać Big Grin

Pozdrawiam Smile
Odpowiedz
(15-05-2019, 15:39)Eiszeit napisał(a):
(14-05-2019, 10:30)Gunnar napisał(a): Podobno stosowała mające jej zapewnić wieczną młodość kąpiele w ludzkiej krwi.
Skojarzyło mi się z Elżbietą Batory, nieprzyjemna kobieta.
Elżbieta Batory była wyraźną inspiracją przy tworzeniu postaci księżnej Elenayi.
A samo jej imię to połączenie imienia i nazwiska hiszpańskiej aktorki - Elena Anaya.
BTW: Motyw "Anielskiej Ikony" - to historia "zagnieżdżona" ale nie bez znaczenia. To zaczyn czegoś, co będzie miało duży wpływ na fabułę w kolejnych tomach powieści.

(15-05-2019, 15:39)Eiszeit napisał(a): Fajnie, że tajemnica powoli zaczyna nabierać kształtów pomiędzy postaciami. Część bohaterów traktuje Rollina jako antagonistę, to daje pole do ciekawych rozwiązań. Samo proroctwo zostało dopasowane do rzeczywistości, uważam, że to mocne Big Grin Intryga w ministerstwie i dokument dotyczący manufaktur...jestem ciekawa, czy Christianowi i Wilkowi uda się go znaleźć. I czy faktycznie przyniesie odpowiedzi. 
Na razie o tym raporcie tylko gadają, ale zapewniam, że w swoim czasie akcja wokół tego mocno przyśpieszy Smile

(15-05-2019, 15:39)Eiszeit napisał(a): Spodziewałam się większej zadry pomiędzy Likariusem a Czarnym Rycerzem, ale w zasadzie najprostsze motywacje są najbardziej wiarygodne, nie za wszystkim musi się kryć coś przerażającego. 
Likarius jest zatroskanym ojcem a rozmowa z Samotnym Wilkiem dość uspokoiła jego ducha. O jego przemyśleniach, będzie na początku kolejnego rozdziału.

(15-05-2019, 15:39)Eiszeit napisał(a): Tak tylko na uboczu - tęsknię za Sędzią, mam nadzieję niedługo więcej o nim przeczytać Big Grin 
W następnym rozdziale wystąpi w całkiem długiej scenie Wink


Dzięki za uwagi. Z wszystkich skorzystałem.

Pozdrawiam Smile
Odpowiedz
Już przeczytałem rozdział XXIII. Mam jeszcze dwie drobne uwagi do tekstu:

Cytat:Nie to zbyt nieprawdopodobne.

Zazwyczaj nie piszę o przecinkach, ale tu nieobecność tego znaku po "Nie" zbyt przeszkadza; zdanie wygląda tak, jak gdyby było nieprawdopodobne coś innego, niż wspomniane "to", czyli jakieś "nie to". Smile

Cytat:To kobieta cisząca się złą sławą.

Chyba powinno być "ciesząca się".

Cytat:To zależy od miejsca i społeczności. Bardziej zaawansowane społeczeństwa zdają sobie sprawę, że planeta, którą zamieszkują jest okrągła. Zaś co do heliocentryzmu to istnieją różne koncepcje wśród ludzi nauki.

Dziękuję za odpowiedź.

Cytat:Zresztą w starożytności niektóre ludy miały zaawansowaną astronomię (łącznie z przewidywaniem zaćmień słońca) co nie przeszkadzało im w sądzeniu, że wszystko kręci się wokół ziemi Wink choć i wtedy pojawiały się "na rynku" różne teorie heliocentryczne.

No tak. Przewidywanie zdarzeń astronomicznych to inna rzecz, niż teorie o ich naturze. I to, i to jest ciekawe. Smile

Trochę mnie dziwi, że Christian nie opowiedział Wilkowi swojego snu od razu po zaznajomieniu z legendą.

I chcę zapytać: czy naprawdę zatykanie nosa łagodzi nieprzyjemny smak? Nie wiedziałem o tym. Smile
Odpowiedz
Literówki poprawione. Dzięki.


(15-05-2019, 20:59)D.M. napisał(a): I chcę zapytać: czy naprawdę zatykanie nosa łagodzi nieprzyjemny smak? Nie wiedziałem o tym. Smile
Tak, znam to z doświadczenia Wink
Odpowiedz
OK. Smile
Odpowiedz
A jeszcze mam takie pytania:

1. W jakich krajach średniowiecznych częstotliwość przyjmowania kobiet na uniwersytety była najbliższa do tej występującej w "Szepcie Gromu"?

2. Czy kodeks rycerski nie zakazuje masturbacji?
Odpowiedz
(16-05-2019, 15:23)D.M. napisał(a): 1. W jakich krajach średniowiecznych częstotliwość przyjmowania kobiet na uniwersytety była najbliższa do tej występującej w "Szepcie Gromu"?
Ogólnie w średniowieczu kobiety na uczelniach były wyjątkami.

(16-05-2019, 15:23)D.M. napisał(a): 2. Czy kodeks rycerski nie zakazuje masturbacji?
Kodeks rycerski nie zajmował stanowiska w tej sprawie o ile mi wiadomo.
Odpowiedz
Dziękuję za odpowiedzi. Smile I rozumiem tak, że Likaria istotnie wyprzedza ziemskie kraje średniowieczne w kwestii studiowania kobiet na uniwersytecie. O ile pamiętam, w Beresteczku można było spotkać co najmniej trzy dziewczyny na jednym roku studiów.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości