Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Rozprawka na temat Ateizmu i nie tylko... .
#16
A ja Ci zaś Sil powiem że do dyskusji na temat Wiary każde miejsce jest dobre. Tym bardziej dział publicystyki. Wszak sam w regulaminie napisałem że w dziale tym dyskutować można, dopóki dyskusja przebiega na odpowiednio wysokim poziomie. Ja zaś w powyższych wypowiedziach nic niestosownego nie znajduję. Smile Tak czy inaczej dzięki Sil za czujność i przyjazne pochylenie się nad tym działem Smile Jak również i o wyrozumiałość uniżenie proszę.
Pozdrawiam serdecznie.
corp by Gorzki.

[Obrazek: Piecz1.jpg]
Odpowiedz
#17
Ja też uważam, że nie ma czegoś takiego, jak "wierzący niepraktykujący". Wiara bez uczynków jest martwa - usłyszałam to nawet dzisiaj. Więc albo wierzysz i praktykujesz, albo nie wierzysz w nic. Myślę, że ci, którzy uważają, że wierzą, ale nie praktykują, sami nie wiedzą, czego właściwie chcą.
"KGB chciało go zabić, pozorując wypadek samochodowy, ale trafił kretyn na kretyna i nawet taśmy nie zniszczyli." - z "notatek naukowych" Mestari

Odpowiedz
#18
Wszystko jeszcze zależne co się rozumie za praktykę samą w sobie. Wy prawicie tu z punktu widzenia Katolicyzmu, i kategoryzujecie jego dogmatami.
Odpowiedz
#19
A jak mam prawić i kategoryzować, skoro jestem katoliczką?
"KGB chciało go zabić, pozorując wypadek samochodowy, ale trafił kretyn na kretyna i nawet taśmy nie zniszczyli." - z "notatek naukowych" Mestari

Odpowiedz
#20
Zguba ma rację. Możne być jednocześnie wierzącym w Boga (nawet któregoś z katolickich) i jednocześnie być nieodmawiającym różańca czy nieklękającym do "Baranku Boży..." (bo praktykowanie przeważnie sprowadza się do takich właśnie pustych już gestów). Ostatecznie o większości katolickich tzw. praktyk nie ma w Biblii ani słowa, więc wierzący może przyjąć, że należą one raczej do porządku ludzkiego niż boskiego.
"Jeśli moja poezja ma jakiś cel, to jest nim ocalenie ludzi od postrzegania i czucia w ograniczony sposób."

— Jim Morrison
Odpowiedz
#21
Czy są to puste znaki? Dla kogoś kto bezmyślnie odklepuje modlitwę, w kościele z podobną rozmyślnością robi to, co reszta, czy odmawia różaniec dla towarzystwa - może tak być. Nie wiem, może za mało jest objaśniania znaków i symboli liturgicznych.

Duński filozof, Soren Kierkegaard (czyt. Syren Kirkegoord) wyróżnił dwa typy religijności: A i B. Religijność A jest właśnie taka sztuczna, z lekka na pokaz, mocno rytualna, ale jednocześnie jest podstawą dla religijności typu B - żywej, angażującej całego człowieka, gdy można powiedzieć, że wierzący ma kontakt z Bogiem.

Religia katolicka nie jest tylko i wyłącznie klękaniem na "Baranku Boży.." Nie ma tego w Biblii - są za to postawy przyjmowane przez proroków czy samego Jezusa. Przypominam, że Kościół jest tworem ludzko-boskim. Opiera się na Objawieniu i Tradycji. Zastanawiałeś się kiedyś: dlaczego w tym a nie innym momencie się stoi czy klęczy? Co oznacza okadzanie ołtarza? Czy choćby przemyślałeś modlitwę Pańską?

Jeśli się w coś wierzy - np. w nieistnienie Boga czy atomy, trzeba zachowywać się tak, jak logicznie z tego poglądu wynika. W przeciwnym razie mamy sytuację człowieka, który twierdzi, że pada deszcz, ale jednocześnie głosi, że nie potrzebuje parasola bo na pewno nie zmoknie na długim spacerze. Albo nie rozumie natury tego w co wierzy, albo jest po prostu kłamcą - bo nie wierzy, tylko tak mówi.

Katolik, który twierdzi, że wierzy w Boga, ale we mszy nie uczestniczy, bo nie wierzy w Kościół, powinien zastanowić się, czy tym katolikiem jest. Co mówi o Kościele Credo - wyznanie wiary? "Wierzę w jeden, powszechny i apostolski Kościół." Jeśli nie wierzy w cud eucharystyczny, to czy może nazywać się "katolikiem"? Jest wiele wyznań chrześcijańskich, bez trudu znajdzie się takie, które nie wymaga tak wiele od swoich członków.

Na marginesie: Nie podoba się możliwość chodzenia do kościoła? Może spodoba się konieczność chodzenia do meczetu. Muzułmanie są zagrożeniem dla naszej kultury i religii tylko wtedy gdy ta wiara i kultura są martwe, typu A.
"Problem w tym, mili moi, że za mało tu kowboi, a za dużo się wypasa świętych krów"
Z. Hołdys, Lonstar, "Countrowersja" 

Kroniki Białogórskie: tom I - http://www.via-appia.pl/forum/showthread.php?tid=2143 (kto szuka ten znajdzie wersję płatną Wink ); tom II - http://www.via-appia.pl/forum/showthread.php?tid=9341.

kronikibialogorskie.pl, czyli najbrzydsza strona www w internetach
Odpowiedz
#22
No, Accatone ma trochę racji. Jeśli ktoś widział film Stygmaty to wie o co chodzi - "nie na Ziemi jest królestwo moje" (może nie dokładnie tak, nie pamiętam). Fakt, że w kościele Boga nie uświadczysz - uświadczysz pędu na kasę, pokazywania się przed sąsiadami kto większą da ofiarę, kto bliżej ołtarza stoi. Lekko licząc 90% ludzi chodzących do kościoła idzie tam "bo się chodzi" a nie po to by rzeczywiście spotkać się z Bogiem w którego wierzą. Kościół to ludzie, którzy kiedyś palili na stosie innych ludzi za to, że ci nie zgadzali się z ich nauką. Jeśli ktoś szczerze wierzy, to może iść się pomodlić nawet do lasu. Las wyrósł z bożej woli, a kościół z woli biskupa. I jeszcze jedno - te tłumy stojące podczas mszy na zewnątrz, chociaż w środku pełno miejsca. Czyżby ktoś łączył w ten sposób wiarę ze zdrowiem?? Wink Ludzie się z religią pogubili - albo mają do niej stosunek "idę do kościoła bo inni idą", albo "nie masz brody/nie słuchasz radia M./jesteś innego wyznania więc zaraz cię powiesimy". A przecież na początku chodziło tylko o to, żeby pożyczyć bratu chleba, gdy głoduje, czy nie zasadzać się na żonę sąsiada.
Odpowiedz
#23
To chyba znamy dwa nieco różne Kościoły, bo ja akurat mam całkiem porządną parafię, z aktywnym Caritasem i fundacją charytatywną. Twój obraz przypomina treść propagandy urbanowsko-palikotowskiej.

Masz trochę prymitywne spojrzenie na religię. To nie tylko stosy (radzę się przy okazji zapoznać z realiami w jakich funkcjonowała inkwizycja i jakimi środkami prawnymi się posługiwała). Dla równowagi przypomnę ci, że człowiek jest gotów zabić drugiego z dowolnego powodu, na przykład dlatego, że wierzy w cokolwiek innego niż cudowna Rewolucja. Zauważ, że rewolucje ateistyczne, które nie znały pojęcia miłości bliźniego zabiły w ciągu kilku lat kilkanaście razy więcej osób niż Inkwizycja przez kilkaset lat swojej (niezbyt chwalebnej, choć maj mającej jasne strony) historii. Ale o tym nie chce się pamiętać. W Paryżu jest aleja Lenina, człowieka, który powiedział, że "śmierć jednostki to tragedia, śmierć milionów to dan statystyczne".

Kilku drani z krwią na rekach zagłusza miliony dobrych ludzi.

Fanatyzm jest groźny. Równie groźny co ignorancja.

Aby z ignorancją walczyć:
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=16416

Poproszę nagrodę za najczęściej edytowany przez autora post Wink Ostatni raz.
"Problem w tym, mili moi, że za mało tu kowboi, a za dużo się wypasa świętych krów"
Z. Hołdys, Lonstar, "Countrowersja" 

Kroniki Białogórskie: tom I - http://www.via-appia.pl/forum/showthread.php?tid=2143 (kto szuka ten znajdzie wersję płatną Wink ); tom II - http://www.via-appia.pl/forum/showthread.php?tid=9341.

kronikibialogorskie.pl, czyli najbrzydsza strona www w internetach
Odpowiedz
#24
Ano drodzy moi. Faktem jest że Kościół Boży jest święty (mówię tu o zgromadzeniu ludzi w imieniu Boga i defakto nie do końca jest ważne jakim imieniem tego Boga wołają), ale już każdy z tych pojedynczych wyznawców święty niekoniecznie musi być. Stąd tyle zła wyrządzanego w imię wiary. Nie winien jest tu Bóg, ale słabość natury ludzkiej. Stąd błędy inkwizycji (których było znacznie mniej niż się wydaje), wojny religijne, czy wreszcie nawracanie za pomocą miecza.

Co zaś do cytatu "nie na Ziemi jest królestwo moje" - pochodzi jak większość użytych w "Stygmatach" cytatów z rzekomej "Ewangelii Jezusa" z tekstów apokryficznych. Nawiasem mówiąc Kościół nie robi wbrew powszechnym mniemaniom z nich żadnej tajemnicy wystarczy poszukać choćby w necie.
No ale do rzeczy.. Tekst ten jest zgodny choćby z fragmentem "oficjalnej" Ewangelii w scenie przesłuchania Jezusa przez Piłata. Cytuję z pamięci więc pewnie nie dosłownie:" Moje Królestwo nie pochodzi z tego świata. Gdyby było stąd, słudzy Moi bili by się bym nie został wydany tobie." W apokryfach zwrot :"nie na Ziemi jest królestwo moje" jest użyty w podobnym kontekście. W filmie znaczenie tego fragmentu nieco nagięto.

Co zaś do majątków kościelnych... Z powodu ich gromadzenia zadziało się tyleż dobrego ile złego...
Z jednej strony na skutek tychże nastąpił rozłam gdy oddzielili się od Kościoła Rzymskiego, wprowadzono celibat księży itd.... To z drugiej strony mamy choćby cudowne zabytki architektury sakralnej, dzieła miłosierdzia, czy choćby dzieła misyjne...
Majątek bowiem to tylko środek, ludzką rzeczą jest jak się go wykorzysta. Również wbrew obiegowym opiniom Jezus wcale nie piętnował bogactwa jako takiego. Twierdził jedynie że bogatemu dużo trudniej dostać się do Królestwa Bożego, dlatego że bogactwo rodzi znacznie więcej pokus i sposobności do czynienia zła, czy choćby zaniechania dobra.

No i nareszcie kwestia modlitwy w lesie zamiast w kościele (budynku). Modlitwa ogólnie mówiąc na łonie przyrody jest jak najbardziej wskazana i myślę miła Bogu niezależnie od wyznania. Myślę że miłe Bogu jest jeśli pod wpływem piękna Jego dzieła myśli ludzkie kierują się właśnie ku Niemu Stwórcy wszystkiego.. Ba powiem nawet więcej, chwalebnym jest jeśli potrafimy odszukać obraz Boży w jego Dziełach... Ale... No cóż w nakazach Każdej ze świętych ksiąg przekazujących nam Boskie słowa (niezależnie czy Tora, Koran, czy wreszcie Nasza Biblia) nakazują nam wspólne świętowanie dnia siódmego ( u nas katolików akurat pierwszego) pod kierownictwem naznaczonego przewodnika zgromadzenia. To naznaczenie zawsze w jakiś sposób pochodzi od Boga. Akurat w przypadku Katolików jest to sukcesja urzędu kapłańskiego przekazywanego przez pokolenia od samego Chrystusa poprzez "włożenie rąk" (biblijny gest wykonywany podczas święceń kapłańskich) Gest takiego przekazania zazwyczaj wykonuje biskup, ale w razie potrzeby może dokonać też wyświęcony kapłan. Gdyby sukcesja godności kapłańskiej została przerwana, nie było by więcej mszy świętej i sakramentów w Kościele Katolickim.. A przynajmniej sakramentu Eucharystii....
No ale wracając do tematu: Można przeżyć całe życie będąc przykładnym Katolikiem nie wchodząc do kościoła (budynku). Pod warunkiem że akurat trafi się na wspólnotę która w mszach uczestniczy pod gołym niebem, a i kapłana mają który im tak liturgię odprawia. Można tak trafić choćby w Afryce. Inna sprawa że kawałek najzwyklejszego daszku nad głową czasem się przydaje, bo może choćby spaść deszcz.
Prawdą jest że do spełnienia jednego z bardzo ważnych wręcz kluczowych uczynków naszej wiary katolickiej potrzebne jest bardzo niewiele: Naczynie z odrobiną wina (takiego prawdziwego z winogron), chleb (zasadniczo powinien być niekwaszony, czyli tylko z mąki i wody z niewielką odrobiną soli, w wypadkach jednak szczególnych dopuszcza się zwykły chleb powszedni), odrobina wody, no i Kapłan.. Nawet jeden wierny i jeden kapłan stanowią już wspólnotę albo jak kto woli zgromadzenie. Niestety ten ostatni "kapłański" składnik receptury budzi największe kontrowersje. Niestety nie da się inaczej. Sam Chrystus zalecił nam celebrowanie pamiątki swej ofiary, zlecając to zadanie Apostołom, a oni obdarzali tą władzą następnych... W innych religiach mamy: Popa, Pastora, Mułłę, Imama, Rabina itd. Najwyraźniej Bóg chciał nam przekazać że nie istniejemy sami dla siebie, ale we wspólnocie i jedni drugim mamy służyć ( wątek powtarzający się we wszystkich religiach księgi)

Kościoły zaś, Synagogi, Katedry, to dodatek jedynie do samej religijności (wiara bowiem obejmuje oprócz religijności jeszcze wiele uczynków związanych z miłosierdziem czy odwagą wyznawania choćby) i na dobrą sprawę mogło by ich nie być. Odzwierciedlają zaś tylko chęć człowieka do tego by Bogu ofiarować przybytek możliwie najbardziej godny ( choćby fragmenty o świątyni budowanej przez Dawida w S. T.). Ot i to cała ich tajemnica.

Co zaś do argumentu Accattone o odmawianiu Różańca. Hmm jestem praktykującym Katolikiem a Różańca nie odmawiam. Ot i tyle. Jest to jedna z form modlitwy. Jedni znajdują w nim bliskość Boga i modlą się w ten sposób. Inni nie. Religijność jest różna, począwszy od tej bliskiej mistycyzmowi, poprzez rzeczową, taką trochę surową i ascetyczną, a skończywszy na ludowej, takiej nawet nie do końca rozumianej, a opartej właśnie na znakach świętych obrazach itp. Każda z nich jest jednako dobra jeśli wypływa z czystego pragnienia zbliżenia się do Boga. Tak zarówno wiara uczonego badacza Pisma Świętego, jak i babci świecącej świeczkę przed odpustowym obrazkiem Świętej Perpetuy.
Obowiązkiem (tym wobec Boga bezpośrednio) chrześcijanina jest uczestnictwo w ofierze Eucharystycznej, Sakramentach, oraz modlitwa. Modlitwa zaś ma form wiele.. Począwszy od głośnego odmawiania Różańca, a skończywszy na cichej modlitwie Myśli... pozbawionej zupełnie słów.
Co zaś do słów "Oto Baranek Boży...." No cóż chrześcijanie klękają nie na skutek tych słów, ale dlatego że wówczas ukazywana jest nam największa świętość naszej wiary. Chleb przeistoczony w Ciało Chrystusa. Sam Bóg stoi wówczas pośród nas. W takim przypadku nie paść na kolana znaczyło by dla wierzącego w Chrystusa jedno z dwóch. Że albo jest się tak odważnym aroganckim i głupim, że ma się czelność stać hardo wobec swego Boga. A uwierzcie, próbować "stać" wobec Niego to jakby postawić się przeciw lawinie ognia, eksplozji supernowej czy wszystkiego co jesteście sobie w stanie wyobrazić. Wszak On jest Wszechmocny i nie ograniczony niczym. Albo o swoim Bogu i jego objawieniu nic się nie wie, znaczy się nie wierzy i finito..
Znaczy stwierdzenie "Wierzący i niepraktykujący" jest samo w sobie sprzeczne, czyli twór taki istnieć nie może. A więcej wiary jest w ateiście ( bo wierzy on i jest przekonany że Boga nie ma) czy choćby w Sataniście, bo ten przekonany jest święcie o istnieniu Boga i Szatana, ale temu drugiemu służy i od niego otrzyma zapłatę.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich dyskutantów i dziękuję że dyskusja toczy się spokojnie i rzeczowo.
corp by Gorzki.

[Obrazek: Piecz1.jpg]
Odpowiedz
#25
Przyjmijmy więc, że nie można być wierzącym-niepraktykującym rzymsko-katolikiem, ale wierzącym niepraktykującym chrześcijaninem być można. Czyż nie?

Cytat:A więcej wiary jest w ateiście ( bo wierzy on i jest przekonany że Boga nie ma)
To nie jest wiara. Jeśli się wierzy, to wierzy się w coś, musi to być twierdzenie pozytywne (nie w sensie, że dobre, tylko tak jak pozytywny jest np. wynik testu ciążowego). W przeciwnym wypadku słowo "wierzyć" traciłoby jakikolwiek sens, bo okazałoby się, że każdy "wierzy w nieistnienie" milionów wyimaginowanych bytów - w nieistnienie Kubusia Puchatka, nieistnienie planety Melmak, etc.
Cytat: Czy choćby w Sataniście, bo ten przekonany jest święcie o istnieniu Boga i Szatana, ale temu drugiemu służy i od niego otrzyma zapłatę
To jest niestety kolejny bardzo częsty błąd logiczny. Niemal każdy katolik, zakłada, że satanista musi wierzyć w realne (a nie np. symboliczne) istnienie szatana katolickiego. A potem z rzekomej wiary w szatana katolickiego, wyciąga się wniosek o wierzeniu satanisty także w Boga katolickiego, podczas gdy chyba żaden rasowy satanista (są tu jacyś?) by się pod takim wyznaniem wiary nie podpisał.
"Jeśli moja poezja ma jakiś cel, to jest nim ocalenie ludzi od postrzegania i czucia w ograniczony sposób."

— Jim Morrison
Odpowiedz
#26
Nie można być niepraktykującym Chrześcijaninem z tej prostej przyczyny że do wspólnoty Chrześcijańskiej wchodzi się przez Chrzest.Ważny Chrzest zaś można otrzymać jedynie w którymś z kościołów wyznań Chrystusowych. Przyjmując zaś Chrzest podpisuje się niejako "lojalkę" na praktykowanie danego wyznania. Jeśli zaś Chrztu się nie przyjmie, nie jest się Chrześcijaninem.
Można by przyjąć: "Niepraktykujący wyznawca Chrystusa" , ale też się nie da, bo jednym z podstawowych warunków stania się wyznawcą w/w jest przyjęcie Chrztu, o czym Ewangelia wspomina w wielu miejscach. Czyli tak czy tak wchodzi się do któregoś z Kościołów.
Każda znana mi religia i obrządek ma jakiś taki obrzęd "inicjujący". No cóż tak to jest pomyślane.

Hmm.. Moja fraza o satanistach to pewien skrót myślowy. Z nimi jest pewien drobny problem.. Jedni są w uproszczeniu mówiąc wyznają tylko coś w rodzaju filozofii hedonistycznej (mam nadzieję że użyłem właściwej nazwy) czyli coś w stylu: "Moja przyjemność za wszelką cenę" nie czcząc przy tym żadnej konkretnej istoty nadprzyrodzonej (wybacz jeśli błądzę lub niedokładnie tłumaczę nie jestem wszak religioznawcą a jedynie opieram się na swej niewielkiej zapewne i mocno amatorskiej wiedzy). Inni zaś z upodobaniem rysują "magiczne" symbole. Ci ostatni wierzą w istnienie istoty szatana. Najczęściej zresztą w postaci że się tak wyrażę Judo - Chrześcijańskiej. Ci pierwsi, z tego co wiem również praktykują coś w rodzaju magii chaosu. Mamy więc dwa pojęcia "wierzą" choć w zupełnie inną istotę lub pojęcie (ów Chaos) i "praktykują" pewne wynikające z ich filozofii uczynki.
Czyli nawet tu wiara współistnieje z uczynkami.

Wynik negatywny testu ciążowego wskazuje że albo ciąży nie ma, albo test jest popsuty. No i znowu kwestia wiary że tej Ciąży nie ma. Smile A już tak serio. Tego stwierdzenia o ateiście i jego "wierze" nie będę bronił bo i filozof ze mnie żaden. ( W realu jestem elektronikiem Smile ) A tu trzaby wytaczać ciężkie działa filozofii Smile. Tak napisałem bo tak to rozumiem w swoim małym i wątłym rozumku Tongue

Jak ja rozumiem wiarę i praktykowanie:
Załóżmy abstrahując od wszystkich znanych religii że doznajesz osobistego objawienia jakiegoś bóstwa. Niech to dla przykładu będzie jakaś istota trwająca w drzewie. Wiem, absurdalne ale dla mojego wywodu wystarczające. No i ta istota w swym objawieniu mówi Ci że jest Bogiem czegoś tam, oraz prosi Cię powiedzmy o opiekę nad tym właśnie drzewem. Jeśli poruszy Cię to objawienie, to dajmy na to ogrodzisz drzewo płotkiem (coby psy na nie nie szczały) i zaczniesz je podlewać, nawozić i co tam jeszcze. Będą to uczynki wiary, bo uwierzyłaś tej istocie. Czyli staniesz się wierząca i praktykująca.. Jeśli zaś stwierdzisz w stosunku do tej istoty "A bujaj się leszczu. Nie ze mną takie numery" to najzwyczajniej nie uwierzyłaś, wtedy też nie czynisz uczynków wiary. Proste i logiczne, przynajmniej moim skromnym zdaniem.
Pozdrawiam serdecznie.

corp by Gorzki.

[Obrazek: Piecz1.jpg]
Odpowiedz
#27
No, i o to mi własnie chodziło.

Nie napisałem tego tekstu po to abyście znaleźli w nim błędy, ale po to abyście zaczęli rozmawiać o jego sensie.

Z tego co pozwoliłem sobie przeczytać, z waszych wszystkich komentarzy i odpowiedzi, argumentów i stwierdzeń. Tez i anty-tez. Określeń i powiedzmy "metafor" wnioskuje że mam do czynienia z inteligentnymi ludźmi. Co niestety, jest rzadkością, a tak być nie powinno. Ale nie o tym chciałem powiedzieć.

Naszą rozmowę-dyskusję możemy zakończyć bardzo prostym jednym stwierdzeniem. Według nas Katolików Bóg będzie sądził wszystkich. A więc kto miał racje na tym forum przekonamy się za kilkadziesiąt lat, a może i trochę wcześniej. Jeżeli Ateista ma takie jaja, że będzie twardo czekał aż się okaże kto miał rację, proszę bardzo. Jeżeli Pozytywny Ateista będzie nadal w stanie wierzyć w Boga ale w jego Twór już nie, czyli Kościół (jako prawa, obowiązki, przywileje, reguły, księża itd.)To już jego wybór. Ale religii nie da się racjonalnie wytłumaczyć, jej nie da się wyjaśnić, jej nie da się ocenić, poddać analizie i zaproponować najlepszy produkt z ogólno dostępnej fabryki WIARY.

Co do kościoła. Czym była by wiara w kościół gdybyś wiedział że on (kościół) i wszyscy księża są prawdziwymi namiestnikami Boga. Nie grzeszą, nie kłamią, mają moc prawdziwego odpuszczania grzechów, a kiedy to czynią czujesz prawdziwą ulgę. Wiara polega na tym że wierzysz, chodź masz wątpliwości. Że ufasz, chodź masz wątpliwości. Że kochasz i przebaczasz, chodź masz wątpliwości.

cytuje ale z własnej głowy

"Tomaszu, uwierzyłeś bo ujrzałeś. Błogosławieni Ci którzy nie ujrzeli, ale uwierzyli"

tłumaczenie:

Zło jest wszędzie bo jesteśmy ludźmi, księża też nimi są. Dlatego czasem grzeszą. Ale Kościół pozostaje nadal wierny Bogu, ale tylko od Ciebie zależy czy Uwierzysz mimo trudności, a czy zwątpisz bo skoro nie ma tak jak ma być, to po co wierzyć w coś co nie istnieje.


A temat Satanistów, pozostawiam dla kogoś innego co by rozprawkę napisał Wink
Odpowiedz
#28
Bardzo dobrze, że nie wytoczyliśmy ciężkich dział filozofii, bo zrobiłby się tylko huk, dym i zamieszanie.
Po prostu chciałem zwrócić uwagę, że mnóstwo nieporozumień w tej kwestii powstaje z zagmatwania pojęciowego i niejasności samych słów, które są niby oczywiste.
Czy ateistą zostaje się dopiero w momencie zetknięcia z teizmem i jego odrzucenia, czy wystarczyłoby, żeby teizm nie ingerował na umysłowość człowieka, a będzie on ateistą urodzonym?
To ciekawe, bo w dotychczasowym świecie raczej nie było możliwości, dla istnienia dojrzałego człowieka, który nigdy by się z ideą bóstwa nie zetknął*, zawsze to pozostawało kwestią wyboru. Ale przechodząc do sytuacji bardziej życiowych - uważam, że ateizm budowany na zasadzie przeciwieństwa wobec danej idei Boga, nie jest jedyną możliwą formą ateizmu. Jest też druga, której zresztą sam jestem zwolennikiem, zakładająca, że ateizmu nie trzeba budować na jakichkolwiek założeniach, tylko przyjąć za naturalny stan intelektu (powstały w wyniku odrzucenia wszelkich teizmów jako zbędnych, bez potrzeby zastępowania ich, zapełniania luk po nich jakimiś twierdzeniami pozytywnymi, stwarzającymi szansę na wierzenie w nie).

*na marginesie - uważam, że w przyszłości taki człowiek będzie możliwy, ale tylko po całkowitym wypraniu z metafizyki. Jeśli pierwiastek metafizyczny zostanie, człowiek będzie musiał, prędzej czy później, wykoncypować ideę jakiegoś bóstwa, nawet jeśli się z nią nie zetknie. To czy ją wówczas przyjmie, czy odrzuci (a raczej odrzuci) to oczywiście już inna sprawa, kwestia wyboru.
"Jeśli moja poezja ma jakiś cel, to jest nim ocalenie ludzi od postrzegania i czucia w ograniczony sposób."

— Jim Morrison
Odpowiedz
#29
(21-05-2011, 13:38)Żubr napisał(a): Jeżeli Pozytywny Ateista będzie nadal w stanie wierzyć w Boga ale w jego Twór już nie, czyli Kościół (jako prawa, obowiązki, przywileje, reguły, księża itd.)To już jego wybór. Ale religii nie da się racjonalnie wytłumaczyć, jej nie da się wyjaśnić, jej nie da się ocenić, poddać analizie i zaproponować najlepszy produkt z ogólno dostępnej fabryki WIARY.

Coś jednowymiarowy Twój podział religijny: Katolicy (czy w ogóle wszelkiej maści Chrześcijanie), Pozytywni Ateiści, Ateiści, Sataniści jakowiś... a gdzie miejsce np. dla Gnostyków i Pogan, którzy są w ogóle z innej bajki? Wszystkie te twoje religie zakładają, że człowiek będzie a priori wierzył lub odrzucał to, co mu poda się z drugiej ręki --- z fabryk wiary i niewiary, oceniając według zmysłów skierowanych na zewnątrz. I w żadnym wypadku nie zdecyduje się sam przekroczyć progu dzielącego go od rzeczywistości duchowej, kierując zmysły do wewnątrz. Brak jakoś temu podziałowi Głębi.

"Τοῖς ἐγρηγορόσιν ἕνα καὶ κοινὸν κόσμον εἶναι, τῶν δὲ κοιμωμένων ἕκαστον εἰς ἴδιον ἀποστρέφεσθαι."
Ηράκλειτος --- Αποσπάσματα, fragmentum B 89
Odpowiedz
#30
Accatone:
Ja zostałem ateistą na skutek przemyśleń własnych.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości