Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Projekt otwartego listu do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji
#1
Poniższy list zamierzam wysłać do adresata dopiero po wyborach, po utworzeniu nowego rządu i uzyskaniu przez niego wotum zaufania. A na razie można go omawiać z punktu widzenia tak językowego, jak i merytorycznego.

[To jest list otwarty: może być publikowany na różnych stronach internetowych.]

Szanowny Panie Ministrze, / Szanowna Pani Minister,

ten list zawiera propozycje udoskonalenia niektórych formalnych procedur dotyczących imigrantów. Postanowiłem go napisać pod wpływem swojego doświadczenia, jako osoba, która pomyślnie przeszła drogę od pobytu w Polsce na podstawie wizy do uzyskania obywatelstwa polskiego. Niektóre etapy tej drogi zawierały elementy, które, moim zdaniem, niepotrzebnie komplikują procedury, ale mogą być zlikwidowane z pomocą bardzo prostych zmian w przepisach i bez żadnych negatywnych skutków. Poniżej będę opisywać te elementy i podawać konkretne propozycje zmian w przepisach.

Najważniejsza część poniższej treści listu to ta oznaczona numerem III. Ale inne części również zasługują na dużą uwagę.

Przepraszam, jeżeli się okaże, że któreś z opisywanych problemów już są nieaktualne. Opisuję głównie na podstawie swojego doświadczenia i co do niektórych niuansów tych problemów nie badałem rzetelnie, z jakich przepisów jakich aktów prawnych one wynikają.

I.

Zaczniemy od procedury uzyskania zezwolenia na pobyt czasowy na podstawie posiadania zatrudnienia w Polsce. Termin tego pobytu jest wyznaczany na podstawie terminu zatrudnienia. Jeżeli człowiek jest zatrudniony na czas do 30 września pewnego roku, to zezwolenie na pobyt zostaje wydane również na czas do 30 września tego samego roku (o ile nie zostanie przekroczony maksymalny, czyli trzyletni, termin takiego zezwolenia). Powstaje pytanie: co odbywa się na końcu tego okresu? Często bywa (i u mnie też zawsze tak było), że człowiek po prostu uzyskuje zatrudnienie na kolejny termin i na tej podstawie uzyskuje kolejne zezwolenie na pobyt.

Ale przecież możliwa też taka sytuacja, że imigrant nie potrafi lub nie zechce pracować w Polsce dłużej i pozostanie zatrudniony dokładnie do, powiedzmy, 30 września. Czyli 30 września musi jeszcze przyjść do pracy i popracować. Ale jest zobowiązany opuścić terytorium Polski najpóźniej 30 września, bo tylko do tego dnia ma zezwolenie na pobyt czasowy. Czyli trzeba po pracy bardzo szybko się spakować i zdążyć wsiąść do takiego środku lokomocji, który zdąży przekroczyć granicę przed końcem doby. Sądzę, że z reguły to jest nierealne, nawet jeżeli nie będziemy uwzględniać, że niektórzy pracują późno wieczorem.

Domniemywam, że istnieje jakaś standardowa metoda uniknięcia tej trudności i mogę zgadywać, jaka dokładnie, ale nie wiem na pewno, bo nie badałem tego. Jednak, niezależnie od natury tej metody, po co tak komplikować? Poniższa łatwa do zrealizowania propozycja pozwala kompletnie wyeliminować ten problem.

Propozycja I: proponuję zmienić przepisy tak, by ostatni dzień ważności zezwolenia na pobyt czasowy był o 7 dni późniejszy, niż ostatni dzień zatrudnienia będącego podstawą tego zezwolenia (o ile nie zostanie przekroczony trzyletni termin obowiązywania zezwolenia).

II.

Teraz rozpatrzmy sytuację, kiedy człowiek jednak nie musi opuszczać kraju, bo uzyskuje kolejne zezwolenie na pobyt czasowy. Po uzyskaniu zezwolenia jako takiego trzeba uzyskać odpowiednią kartę pobytu. Dla uzyskania karty pobytu konieczne jest zameldowanie. Dokonać zameldowania można dopiero wtedy, gdy już zacznie się okres zameldowania. A okres zameldowania nie może wykraczać poza okres zezwolenia na pobyt. Wyjaśnię na przykładzie, jaka ciekawostka z tego wynika.

Załóżmy, że człowiek miał zezwolenie na pobyt czasowy na czas do 30 września pewnego roku, a w lipcu tego samego roku już zdążył uzyskać kolejne zezwolenie na pobyt czasowy na czas od 1 października tego samego roku do pewnego bardzo odległego dnia. Niedoświadczony w tych subtelnościach imigrant (taki, jak ja w 2012 roku) już w lipcu idzie do urzędu miasta i próbuje zameldować się. Ale okazuje się, że nie można tego dokonać, póki się nie zaczął okres obowiązywania kolejnego zezwolenia, czyli trzeba czekać do 1 października. I dopiero po załatwieniu tych spraw w październiku (kiedy poprzednia karta pobytu będzie już nieważna) pojawi się możliwość zamówić nową kartę pobytu, na którą trzeba będzie poczekać jeszcze około tygodnia. A więc, czas uzyskania zezwolenia zupełnie nie oddziałuje na czas uzyskania karty pobytu; skłonność do wczesnego załatwiania spraw nie pomoże imigrantowi wcześnie otrzymać nową kartę. Każdy, kto uzyskuje swoje kolejne z rzędu zezwolenie na pobyt czasowy, ma co najmniej kilkudniowy okres, w którym już obowiązuje nowe zezwolenie, ale nie ma ważnej karty pobytu.

Oczywiście, nieposiadanie karty w tych okolicznościach nie bardzo przeszkadza (m.in. dlatego, że w paszporcie jest pieczątka potwierdzająca złożenie wniosku o zezwolenie na pobyt). Ale, jak mi wyjaśniano, jeżeli imigrant opuści terytorium Polski właśnie w tym okresie, kiedy tymczasowo nie posiada karty pobytu, to, żeby wrócić do Polski, będzie musiał prosić o wizę. Po co tak komplikować?

Propozycja II: proponuję zmienić przepisy tak, by termin zameldowania mógł być wyznaczany na podstawie też kilku zezwoleń na pobyt rozpatrywanych łącznie. Czyli w rozpatrywanym powyżej przykładzie można byłoby w lipcu się wymeldować i zameldować ponownie na okres od dnia dokonania tej czynności aż do ostatniego dnia obowiązywania nowego zezwolenia: część terminu zameldowania do 30 września byłaby usprawiedliwiona starym zezwoleniem, a pozostała część - tym nowym.

III.

Z przyjemnością odnotuję, że uzyskiwanie stałego zezwolenia na pobyt (np. na pobyt rezydenta długoterminowego UE) już nie zawiera podobnych wad. Za to bardzo istotne uciążliwości pojawiają się na następnym etapie: w trakcie uzyskiwania obywatelstwa polskiego. Wszystko opisane powyżej to drobiazgi w porównaniu z tym, co opiszę w tej części listu. Zacznę od opisywania tego, jak to wyglądało w moim przypadku.

Na pewnym etapie pobytu w Polsce już spełniałem kryteria niezbędne do uznania za obywatela polskiego na ogólnych zasadach. Urzędniczka w Urzędzie Wojewódzkim potwierdziła, że, według jej wiedzy, rzeczywiście spełniam te kryteria (nawet te, co do których wątpiłem, jak należy je traktować), ale wyjaśniła, że, oprócz dokumentów potwierdzających spełnienie kryteriów, mam wyrobić i złożyć polskie akty stanu cywilnego. Powiedziała, że, choć nieobecność tych aktów nie może być podstawą dla odmowy uznania za obywatela, ale bez nich nie da się uzyskać dowodu osobistego. W moim przypadku chodziło o dwa akty stanu cywilnego. Po pierwsze, akt urodzenia. Po drugie, ponieważ ponad ćwierć wieku temu byłem tak nieostrożny, że się ożeniłem i rozwiodłem, muszę sporządzić też polski akt małżeństwa z informacją o rozwodzie.

Zacząłem więc ubiegać się o wyrobienie tych aktów. Najpierw opiszę sytuację z aktem urodzenia. Na jego przykładzie poznałem bardzo restrykcyjne podejście do sporządzania aktów stanu cywilnego na podstawie zagranicznych dokumentów. W tym celu musiałem okazywać wyłącznie dokumenty na urzędowych drukach (oczywiście, wraz z tłumaczeniem przysięgłym), a nie ich poświadczone kopie, przy czym okazane dokumenty pozostają w urzędzie i nie mogą być zwrócone. Najpierw pozostawiłem w Urzędzie Miasta Kielce swój akt urodzenia. Na Ukrainie (gdzie się urodziłem i spędziłem pierwsze 38 lat swojego życia) wydawane obywatelom akty urodzenia są uważane za oryginały, a nie odpisy. Pozbyłem się więc tego oryginału w celu sporządzenia polskiego aktu. Ale ukraińskie akty urodzenia nie zawierają tak dużo informacji o rodzicach, jak polskie. Dlatego tak sporządzony akt był niekompletny. Na tamtym etapie miałem wrażenie, że muszę całkowicie uzupełnić polski akt. W tym celu pozostawiłem w Urzędzie Miasta też akty urodzenia swoich rodziców. Mogłem to zrobić, bo w tym czasie rodzice już nie żyli, a siostra zgodziła się, bym to zrobił, bo uznała, że nie potrzebuje tych oryginałów. Gdyby sytuacja była inna, musiałbym zamawiać w ukraińskich urzędach odpowiednie wyciągi z rejestrów.

A teraz o tak zwanym akcie małżeństwa, który miałby potwierdzać mój status jako osoby rozwiedzionej. Mam świadectwo rozwiązania związku małżeńskiego, które zostało mi wydane w ukraińskim urzędzie stanu cywilnego i które postrzegałem jako najbardziej niezawodny środek udokumentowania faktu mojego rozwodu. Jednak polska urzędniczka powiedziała, że ten dokument zupełnie nie pasuje do sporządzenia polskiego aktu. Jako jedną z przyczyn tego wskazała nieobecność wyraźnie napisanej daty rozwodu: według tekstu, ta data występuje tam jako data dokonania zapisu w Księdze Rejestracji Aktów Rozwiązania Związku Małżeńskiego i nie napisano wprost, że małżeństwo zostało rozwiązane w tym samym dniu. Urzędniczka wyjaśniła też, co natomiast mam uzyskać w ukraińskich urzędach.

Tymczasem, po ostatecznym uzupełnieniu polskiego aktu urodzenia, zdecydowałem sprawdzić uważniej, dlaczego uzyskanie dowodu osobistego wymaga posiadania polskiego aktu małżeństwa. Analizując akty prawne, nie znalazłem informacji o konieczności posiadania aktu małżeństwa przez rozwiedzioną osobę w trakcie uzyskania dowodu osobistego. Zapytałem o to też w tym wydziale Urzędu Miasta, gdzie wydaje się dowody. Potwierdzono mi tam, że informacja o stanie cywilnym nie jest wymagana przy sporządzeniu dowodu osobistego. (A nawet wygląda na to, że polski akt urodzenia również nie był do tego konieczny; zwłaszcza nie było konieczne jego uzupełnienie informacjami z aktu urodzenia ojca.)

Doszedłem do wniosku, że, prawdopodobnie, potrzeba posiadania polskich aktów stanu cywilnego może się pojawiać w trakcie uzyskania numeru PESEL, który z kolei jest konieczny dla wyrobienia dowodu osobistego. Ale ja już dawno uzyskałem ten numer: po kilku miesiącach od zamieszkania w Polsce. Wtedy nie wymagano ode mnie udokumentowania informacji o stanie cywilnym; być może, po tamtych czasach zmieniły się odpowiednie przepisy lub po prostu nie zawsze zachodzi konieczność takiego udokumentowania.

Powyższe informacje o braku konieczności posiadania polskiego aktu małżeństwa wyjaśniłem urzędniczce Urzędu Wojewódzkiego. Ona jednak powiedziała, że nie może potwierdzić tych optymistycznych wyników moich badań. Musiałem dołączyć do wniosku o obywatelstwo oświadczenie, że zostałem uprzedzony, że nieobecność aktu małżeństwa może spowodować niemożliwość uzyskania dowodu osobistego.

Potem zostałem uznany za obywatela polskiego i, jak przewidywałem, pomyślnie uzyskałem dowód osobisty, nie sporządzając polskiego aktu małżeństwa.

Uważam za niedopuszczalną taką sytuację, kiedy jakaś część ludzi ubiegających się o uznanie za obywatela polskiego zostaje w praktyce zmuszona do spełnienia dodatkowych kryteriów oprócz tych wyraźnie wyliczonych w odpowiedniej ustawie. To zniekształca treść ustawy i, być może, takie wymagania należy uznać nawet za sprzeczne z Konstytucją RP. A sytuacja wygląda właśnie tak, jeżeli mnie słusznie uprzedzano w Urzędzie Wojewódzkim (a gdyby niesłusznie, to oznaczałoby, że urzędnicy niepotrzebnie straszą ludzi, co byłoby również niedopuszczalne). Jak rozumiem, nieobecność dowodu osobistego bardzo utrudnia korzystanie z obywatelstwa polskiego; dlatego uzyskanie obywatelstwa musi wiązać się z uzyskaniem dowodu. I, jak widać z wyżej opisanego doświadczenia, sporządzenie polskich aktów stanu cywilnego jest wystarczająco skomplikowane, by zdolność zrobienia tego można było uznać za istotne kryterium: nie ma gwarancji, że każdemu to się uda; zwyczaje wydawania dokumentów bardzo się różnią w różnych państwach i łatwo można wyobrazić sobie taką sytuację, że niezbędne dokumenty nie zachowały się i nie ma możliwości uzyskania żadnych oficjalnych potwierdzeń pewnych zdarzeń. I z takiego oto powodu ktoś może zostać pozbawiony możliwości korzystania z obywatelstwa polskiego, wbrew ustawie.

Warto uwzględnić jeszcze jeden aspekt rozpatrywanych trudności. Człowiek, który już na tyle przyzwyczaił się do Polski, że chce i potrafi zostać jej obywatelem, może niespodziewanie zostać zmuszony do kontaktów z urzędami państwa, w którym mieszkał wcześniej, w celu uzyskiwania dokumentów. Właśnie niespodziewanie, bo wcześniej z reguły nikt nic o tym nie wyjaśnia. A więc, właśnie już na tym etapie, kiedy człowiek może być bardzo mało powiązany ze swoim dawnym państwem zamieszkania. Jestem ciekaw, jak to wszystko działa w przypadku osób, które mają status uchodźcy w związku z prześladowaniem przez władze państwa, z którego pochodzą. Czy te osoby są w praktyce pozbawione możliwości uzyskania obywatelstwa polskiego, jeżeli nie zabrały ze sobą do Polski wszystkich dokumentów o swoim urodzeniu i stanie cywilnym? Poza tym, problem dotyczy nie tylko uchodźców. W wielu przypadkach może być tak, że wznowienie kontaktów z państwem, w którym człowiek już nie mieszka, jest po prostu nieprzyjemne dla niego, bo przecież zdecydował wyemigrować i nawet uzyskać obywatelstwo innego państwa.

Propozycja III.1 - w zakresie reguł sporządzania polskich aktów stanu cywilnego: proponuję, żeby podczas sporządzenia polskiego aktu na podstawie tego zagranicznego zawsze była możliwość pozostawienia w urzędzie poświadczonej przez urzędnika tego urzędu kopii zagranicznego aktu zamiast samego aktu. O ile wiem, taka możliwość jest też teraz; przepis o tym występuje z określeniem "może" i dotyczy wyłącznie sytuacji, kiedy nie ma możliwości ponownego uzyskania dokumentu. Rozumiem tak, że słowo "może" w przepisie oznacza, że urzędnicy mogą na to się nie zgodzić nawet w przypadku, kiedy nie ma możliwości ponownego uzyskania dokumentu. Natomiast sytuacja byłaby znacznie mniej uciążliwa dla interesanta, gdyby tak robiono zawsze. Dlaczego trudno wprowadzić taki porządek? Jeżeli są podejrzenia, że urzędnicy będą poświadczać nieprawdziwe kopie, można rozwiązać ten problem z pomocą stałego monitoringu w urzędzie. Jednak spełnienie tej propozycji nie rozwiązałoby w całości rozpatrywanego problemu.

Propozycja III.2 - w zakresie procedur niezbędnych dla uzyskania obywatelstwa polskiego i dowodu osobistego: proponuję, żeby na żadnym etapie niezbędnym do załatwienia tych spraw (w tym na etapie uzyskania numeru PESEL) posiadanie polskich aktów stanu cywilnego nie było konieczne; można natomiast po prostu odbierać od interesanta oświadczenia dotyczące informacji o jego urodzeniu i stanie cywilnym pod rygorem odpowiedzialności karnej w razie nieprawdziwych oświadczeń. Dodatkowo do wszystkich powyższych wyjaśnień, chciałbym zauważyć, że nawet sporządzenie polskich aktów stanu cywilnego według teraźniejszych reguł nie gwarantuje, że imigrant nie wprowadzi urzędników w błąd. Np. imigrant może ukryć fakt swojego małżeństwa, zwłaszcza jeżeli ono zostało rozwiązane, pisząc we wszystkich ankietach, że jest kawalerem; ktoś może też okazać stary akt małżeństwa i nie poinformować o rozwodzie itp. A więc, system gromadzenia informacji o obywatelach i tak w znacznym stopniu jest oparty na ich oświadczeniach, których prawdziwość jest domniemana. Dlatego uważam, że takie rygorystyczne udokumentowanie faktów, jak opisałem, nie bardzo umacnia wiarygodność tych faktów, za to bardzo dokucza imigrantom.

IV.

Po uzyskaniu obywatelstwa i dowodu osobistego zacząłem próbować zmienić oficjalną pisownię mojego nazwiska. Mam polskie nazwisko Mierzejewski, ale wskutek różnych osobliwości podwójnej transliteracji jego oficjalna postać wygląda tak: Merzheievskyi. Chciałbym natomiast, żeby we wszystkich dokumentach pisano je w postaci Mierzejewski.

I tu wróciła kwestia aktu małżeństwa, bo podczas zmiany nazwiska obywatela polskiego robi się odpowiednia adnotacja w jego aktach stanu cywilnego, a jeżeli któregoś z tych aktów obywatel nie posiada, to musi jednocześnie ze złożeniem wniosku o zmianę nazwiska złożyć też wniosek o sporządzenie nieposiadanego aktu na podstawie tego zagranicznego.

Ciekawe jest, że znam dwie wersje informacji o tym, jakie dokładnie dokumenty mam uzyskać w ukraińskich urzędach: pierwszą wersję usłyszałem podczas zdarzeń opisanych w części III, drugą zaś podczas omawiania tej kwestii już w związku z zamiarem zmiany pisowni nazwiska. Dla oszczędzania objętości tego listu nie będę opisywał tych wersji konkretnie. Napiszę tylko, że wysłałem na Ukrainę pełnomocnictwo, na podstawie którego moja siostra spróbuje otrzymać w odpowiednim ukraińskim urzędzie wszystko to, co może być mi potrzebne do tej sprawy z uwzględnieniem obu tych wersji. Nie wiem, w jakim stopniu to się uda i czy w końcu wystarczy mi entuzjazmu, by załatwić wszystko to, co jest wymagane dla zmiany pisowni nazwiska.

W tej części listu nie będę wymieniał konkretnych propozycji. Być może, zmiana nazwiska to nie taka ważna sprawa, by tak o to się troszczyć. Chcę natomiast przytoczyć pewną ciekawą obserwację. W krajach anglosaskich zmiana imienia czy nazwiska jest traktowana jako prywatna sprawa ich nosiciela i nie wymaga żadnego zezwolenia. Dlatego, gdybym został obywatelem któregoś kraju anglosaskiego, mógłbym znacznie łatwiej zmienić pisownię nazwiska. Mamy więc ciekawy paradoks: przywrócić polskiemu nazwisku polską pisownię znacznie łatwiej jest w krajach anglosaskich, niż w Polsce.

***

Proponuję, żeby Pan/Pani zainicjował/zainicjowała rozpatrywanie przytoczonych w tym liście propozycji przez Sejm RP lub inne właściwe organy władzy. Proszę o odpowiedź o każdej z tych propozycji, co Pan/Pani o niej sądzi i czy zgadza się Pan/Pani na zainicjowanie jej rozpatrywania przez organy władzy.

Z poważaniem,
Dmytro Mierzejewski (oficjalnie Merzheievskyi)
Odpowiedz
#2
Przeczytałem do drugiego punktu włącznie. Z zaskoczeniem stwierdziłem, że ten oficjalny tekst jest niemal pozbawiony wad językowych, za co naprawdę należy się pochwała.
Może pisanie pism oficjalnych jest łatwiejsze niż tekstu literackiego?

(07-10-2019, 19:45)D.M. napisał(a): Oczywiście, nieposiadanie karty w tych okolicznościach nie bardzo przeszkadza (m.in. dlatego, że w paszporcie jest pieczątka potwierdzająca złożenie wniosku o zezwolenie na pobyt). Ale, jak mi wyjaśniano, jeżeli imigrant opuści terytorium Polski właśnie w tym okresie, kiedy tymczasowo nie posiada karty pobytu, to dla powrotu by wrócić do Polski będzie musiał prosić o wizę. Po co tak komplikować?
Tu bym tylko zmienił w sugerowany sposób.

PS: Co do meritum to polskie przepisy są pełne podobnych kwiatków z zazębiającymi się czy wykluczającymi terminami. Zawsze warto walczyć z takimi urzędniczymi utrudnieniami, choć czasem mam wrażenie, ze to walka z wiatrakami.
Odpowiedz
#3
Dziękuję, Gunnar!

Wprowadziłem taką zmianę, jak zaproponowałeś. A czy dobrze brzmiałoby, gdybym napisał tam "żeby" zamiast "by"? Chciałbym wyodrębnić przecinkami frazę "by wrócić do Polski" i wydaje mi się, że z "żeby" przecinki wyglądają naturalniej, niż z "by". Smile

Cytat:Może pisanie pism oficjalnych jest łatwiejsze niż tekstu literackiego?

Sądzę, że dla mnie tak właśnie jest.
Odpowiedz
#4
(09-10-2019, 15:25)D.M. napisał(a): Dziękuję, Gunnar!

Wprowadziłem taką zmianę, jak zaproponowałeś. A czy dobrze brzmiałoby, gdybym napisał tam "żeby" zamiast "by"? Chciałbym wyodrębnić przecinkami frazę "by wrócić do Polski" i wydaje mi się, że z "żeby" przecinki wyglądają naturalniej, niż z "by". Smile

Przed by zazwyczaj stawia się przecinek, także w tym wypadku. Ale jak najbardziej możesz użyć żeby.
Odpowiedz
#5
Ok, dziękuję. Zmieniłem tak.
Odpowiedz
#6
(07-10-2019, 19:45)D.M. napisał(a):
III.

Z przyjemnością odnotuję, że uzyskiwanie stałego zezwolenia na pobyt (np. na pobyt rezydenta długoterminowego UE) już nie zawiera podobnych wad (co najmniej jeżeli nie zwlekać ze złożeniem wniosku o takie zezwolenie). 
Tu trzeba albo popracować nad stylistyką informacji w nawiasie lub całkiem z niej zrezygnować jeśli jest mało istotna dla sprawy.

(07-10-2019, 19:45)D.M. napisał(a):  Ale w ukraińskich aktach urodzenia nie pisze się tak dużo informacji o rodzicach, jak w tych polskich. Dlatego tak sporządzony tak akt był niekompletny.
Może tak: Ale ukraińskie akty urodzenia nie zawierają tak dużo informacji o rodzicach, jak polskie.

(07-10-2019, 19:45)D.M. napisał(a):
Jako przykład przyczyny przyczynę tego wskazała nieobecność wyraźnie napisanej daty rozwodu:
(...)
Tymczasem, po ostatecznym uzupełnieniu polskiego aktu urodzenia, zdecydowałem sprawdzić uważniej, dlaczego uzyskanie dowodu osobistego potrzebuje wymaga posiadania polskiego aktu małżeństwa.
(...)

Dalej zaczyna się nieco "publicystyka" i trzeba się nad tym mocniej pochylić. Co uczynię następnym razem Smile
Odpowiedz
#7
Dziękuję za kolejne uwagi, Gunnar!

Z informacji w nawiasie raczej zrezygnuję. Ale z ciekawości chcę zrozumieć, czym warto byłoby zastąpić określenie "co najmniej". Jeżeli pod jakimś warunkiem zachodzi jakiś fakt, a bez tego warunku nie ma pewności, zachodzi czy nie zachodzi, to jak o tym się mówi?

Cytat:Jako przyczynę tego wskazała nieobecność wyraźnie napisanej daty rozwodu:

Tak nie pasuje. Chodzi właśnie o przykład przyczyny. O ile rozumiałem, urzędniczka widziała też inne przyczyny; nie pamiętam, czy wymieniała je, i nie wiem, czy wymieniła wszystkie. To, o czym napisałem, występowało właśnie jako jeden z przykładów ilustrujących, że dokument nie pasuje. Być może, pasowało by napisać tak: "Jako jedną z przyczyn tego wskazała nieobecność wyraźnie napisanej daty rozwodu:"? Ale taka fraza gorzej odzwierciedla duch sytuacji. Smile

Wszystko inne zgadzam się zmienić dokładnie tak, jak proponujesz, i zaraz zmienię.

PS. Czy naprawdę w zdaniu "Ale ukraińskie akty urodzenia nie zawierają tak dużo informacji o rodzicach, jak polskie." nie jest potrzebne słowo "te" przed "polskie"? Wydawało mi się, że po polsku raczej mówi się "ten", "ta", "to" itp. w tych sytuacjach, kiedy po angielsku powinno być "one" itp., choć po ukraińsku wystarczy sam przymiotnik.
Odpowiedz
#8
(13-10-2019, 21:12)D.M. napisał(a): Dziękuję za kolejne uwagi, Gunnar!

Z informacji w nawiasie raczej zrezygnuję. Ale z ciekawości chcę zrozumieć, czym warto byłoby zastąpić określenie "co najmniej". Jeżeli pod jakimś warunkiem zachodzi jakiś fakt, a bez tego warunku nie ma pewności, zachodzi czy nie zachodzi, to jak o tym się mówi?
W tym konkretnym wypadku dobra byłaby taka konstrukcja:
(o ile nie zwleka się ze złożeniem wniosku o takie zezwolenie)

(13-10-2019, 21:12)D.M. napisał(a):
Cytat:Jako przyczynę tego wskazała nieobecność wyraźnie napisanej daty rozwodu:

Tak nie pasuje. Chodzi właśnie o przykład przyczyny. O ile rozumiałem, urzędniczka widziała też inne przyczyny; nie pamiętam, czy wymieniała je, i nie wiem, czy wymieniła wszystkie. To, o czym napisałem, występowało właśnie jako jeden z przykładów ilustrujących, że dokument nie pasuje. Być może, pasowało by napisać tak: "Jako jedną z przyczyn tego(przecinek) wskazała nieobecność wyraźnie napisanej daty rozwodu:"? Ale taka fraza gorzej odzwierciedla duch sytuacji. Smile
Tak, to dobre rozwiązanie.


(13-10-2019, 21:12)D.M. napisał(a):
PS. Czy naprawdę w zdaniu "Ale ukraińskie akty urodzenia nie zawierają tak dużo informacji o rodzicach, jak polskie." nie jest potrzebne słowo "te" przed "polskie"? Wydawało mi się, że po polsku raczej mówi się "ten", "ta", "to" itp. w tych sytuacjach, kiedy po angielsku powinno być "one" itp., choć po ukraińsku wystarczy sam przymiotnik.
W polskim nie są zazwyczaj potrzebne takie dodatkowe dookreślenia zaimkowe jak w innych językach.
W tym wypadku dobrze brzmi zarówno z zaimkiem jak i bez niego. Ale zazwyczaj "zaimkoza" razi uszy i nie jest naturalna dla języka literackiego, choć być może w potocznym częściej używamy zaimków.
Odpowiedz
#9
Dziękuję za odpowiedzi. Dobrze, napiszę "Jako jedną z przyczyn...", tylko bez przecinka.

Cytat:W tym wypadku dobrze brzmi zarówno z zaimkiem jak i bez niego. Ale zazwyczaj "zaimkoza" razi uszy i nie jest naturalna dla języka literackiego, choć być może w potocznym częściej używamy zaimków.

Ok. A mnie się wydawało, że raczej odwrotnie: że bez zaimka brzmi zbyt potocznie.

PS. A jednak, pomyślałem o tamtym "co najmniej" i widzę, że wciąż mam pytanie. Być może, rozpatrzmy prostszy przykład. Czy jest poprawnie zbudowane takie zdanie:
Lubię pomidory, co najmniej jeżeli są osolone. (Choć nieosolone pomidory autor, być może, również lubi, ale nieco wątpi.)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości