Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Numer [+18]
#91
(06-05-2019, 21:03)Gunnar napisał(a): Mocne. Fajny motyw, realistyczne wyjaśnienie i kolejny rządowy udano-nieudany eksperyment.

Tylko jedna uwaga do czasu.
Akcja dzieje się ok 2300 roku.
Wcześniej pisałaś że budynek w którym ukryli się Adrian i Federica (gdzie były karaluchy) został eksterminowany 120 lat wcześniej - czyli ok 2180 roku. Tymczasem tutaj mamy, że gatunek został stworzony w latach 2090/2091 i już wtedy kondygnacja zero nie była zamieszkiwana.

Pozdrawiam Smile
Dziękuję za tę uwagę, często przegapiam takie rzeczy. We wspomnianym fragmencie zastosowałam mocno asekuracyjny zabieg, napisałam, że osiedle zostało eksterminowane przed dwa tysiące setnym rokiem. Karaluchy faktycznie nie mogłyby przetrwać tyle czasu, więc usunęłam ten motyw.

Zależało mi na tym, żeby obecność stworków miała jakieś logiczne wyjaśnienie, cieszę się, że jest wiarygodnie. Naniosłam wszystkie proponowane poprawki, przemodelowałam zdanie z pojazdem Smile

Dzięki z wizytę, pozdrawiam Smile
Odpowiedz
#92
Siedzieli przy hotelowym stoliku, Roxana na sofie, Frederica i M-0 w fotelach naprzeciwko. Na płaskich talerzach przed nimi, jak kolorowe oczy pyszniły się kawałki niepodrabianego sushi. Żaden z produktów nie był zastąpiony bardziej ekonomicznym, sztucznym komponentem. Kobieta zerknęła w stronę balkonu, na którym Olek palił najdłuższego papierosa w życiu. Podejrzewała, że nie wróci, dopóki nie zakończą rozmowy. Pomieszczenie wypełniał cichy klekot dotykowych paneli klawiatury. Mikael realizował pierwsze ze zleceń, które otrzymał od kobiety. Umieszczał w systemie administracyjnym Xernagenu zwolnienie lekarskie, podstawiając fałszywą datę. Roxana ułatwiła mu to zadanie, podając numer służbowego komputera pracownicy, która obsługiwała system. Sięgnęła pałeczkami po miniaturowe dzieło sztuki i wsunęła do ust, czując na sobie analityczne spojrzenie dziewczyny. Wiele zostało już powiedziane: rodzaj trucizny i sposób podania, wpływ na organizm i cel, w jakim zostały podjęte takie kroki. Mimo to następne pytania naciekały między nimi jak świeże nowotwory. Sięgnęła po kolejny kawałek, rzucając okiem na stertę papierowych opakowań po podłym żarciu z budy pod hotelem. Siedzieli w tym pokoju już prawie trzecią dobę. Niewiele, biorąc pod uwagę jak dużo się zmieniło.
Frederica obserwowała dłoń kobiety. Interesował ją ruch palców i to, w jaki sposób składała pałeczki do jedzenia. Nie była pewna, czy każdą z tych rzeczy można jeść, dlatego się nie częstowała. Potem doszła do wniosku, że ma zbyt ściśnięty żołądek. Badawczo przyglądała się bladej twarzy, dużym oczom i symetrycznym rysom, nie potrafiąc ocenić, co myśli o Roxanie. Była sfrustrowana, że kobieta potraktowała ją jak kukłę, a jednocześnie zdawała sobie sprawę, że w wyniku jej działań odwróciły się od niej oczy Klemensa Schindlera.
- Zgodziłam się z tobą rozmawiać tylko z jednego powodu. Mikael jest pewien, że potrafisz mi pomóc – stwierdziła i mocniej zacisnęła kolana, pomiędzy którymi trzymała butelkę z wodą elektrolitową. Roxana proponowała jej kroplówkę, ale dziewczyna nie pozwoliła na wykonanie wkłucia. Nadal czuła się słaba i wymięta, jakby ktoś wypchał jej ciało watoliną, ale myślała przejrzyściej niż kilka godzin temu. Prawie całkowicie odzyskała wzrok, co pozwoliło jej poczuć się pewniej. M-0 zerknął na nią kontrolnie zanim wrócił do klepania w klawisze. Roxana skinęła głową.
- Prawda. Słyszałam, że próbowaliście odblokowywać pamięć elektrodami. To cud, że nie zostałaś trwale uszkodzona – skomentowała, sięgając po wysoką szklankę. – Jestem w stanie odblokować twoje wspomnienia. Jak pewnie zdążyliście się zorientować, są dwa sposoby odzyskania pamięci zablokowanej neuronalnie. Prąd i środki o wysokiej toksyczności – dodała. Mikael skinął głową, nie odrywając wzroku od monitora.
- Jak to będzie wyglądało?
- Będziemy pracowały na metabolitach. W zależności od substancji, której będzie wymagał proces zmetabolizuję ją sama, lub wykorzystam sztuczny układ immunologiczny. Po pierwszej próbie wykonamy szereg badań i obserwacji, na podstawie których będzie można nakreślić dalszy plan działania. Częstotliwość prób, stężenie i dopasowanie odpowiedniej substancji, działania prewencyjne – wyjaśniła, upiła łyk wody i odstawiła szklankę na stolik. Poczęstowała się zwitkiem imbiru, chcąc oczyścić kubki smakowe. Cały czas utrzymywała kontakt wzrokowy z Fredericą. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że w twarzy dziewczyny było coś znajomego. Miała to na końcu myśli, gdzieś bardzo głęboko we wspomnieniu. Ulotne określenie, umykające z głowy. Dziewczyna zadała kolejne pytanie.
- Kto będzie wykonywał próby i badania. Gdzie to będzie robione? – bezwiednie sięgnęła paznokciami do przedramienia. Wyobraziła sobie białe pomieszczenia i rozmazane twarze, niezmiennie kojarzone z bólem i brakiem decyzyjności o sobie samej. Mikael automatycznie chwycił jej nadgarstek i położył dłoń z powrotem na podłokietniku fotela. Żadne z nich nie zwróciło na to uwagi.
- Ja. – Roxana uspokoiła szarpiące się spekulacje. – Będziemy tylko my dwie, w prywatnym laboratorium, które znajduje się w moim przedsiębiorstwie – wyjaśniła. Zerknęła w stronę balkonu, zanim wróciła wzrokiem do dziewczyny. Zauważyła, że uspokoiła ją ta informacja. – To będzie wymagało ścisłej współpracy i częstego kontaktu. Nie jestem w stanie wygospodarować tyle czasu na dojazd, muszę mieć cię przy sobie – oświadczyła. Frederica przez moment wpatrywała się w butelkę, próbując to sobie poukładać. Oderwała korek zębami i pociągnęła długi łyk słonawej cieczy, łapiąc ukradkiem migotanie oczu M-0 i to, jak niespokojnie poruszył się w fotelu. 
- Co pani proponuje? – zabrzęczał, wpatrzony w kobietę. Dziewczyna pomyślała, że zestawienie ich głosów jest bardzo dziwnym, trochę niekomfortowym połączeniem. Mężczyzna brzmiał jak syntezator, natomiast kobieta mówiła bardzo wysoko, prawie dziewczęco. Fredericę zaskoczył ten głos, diametralnie niepasujący do postaci.
- Chciałabym, żeby dziewczyna pojechała ze mną. Posiada dokumenty i tożsamość, może figurować w spisie przedsiębiorstwa jako jedna z dziewcząt. Otrzyma lokum i ubezpieczenie. Od strony formalnej wszystko będzie uporządkowane.
- Zaraz. Pani prowadzi luksusowy dom publiczny – zauważył mężczyzna i na moment przymknął klapkę laptopa. – W jaki sposób Frederica będzie regulowała sytuację finansową? – zapytał. Dziewczyna patrzyła na niego z zainteresowaniem, analizując jego słowa. Zmarszczyła brwi.
- Ja nie chcę pracować tak jak one – powiedziała od razu i zdziwiła się, czując, że objęła się ramionami. Tak jakby jej ciało potrzebowało potwierdzenia, że nadal będzie należało tylko do niej. Jeszcze bardziej zdziwiło ją nieokreślone skrzywienie pełnych warg.
- To oczywiste. – Roxana z zainteresowaniem przyjrzała się dziewczynie, po raz pierwszy widząc wyraźnie tę nieporadną i zagubioną część. Wychyliła się zza nieprzystępnej fasady jak miękka tkanka pod skalpelem. – Myślę, że znajdziemy ci odpowiednie zajęcia, z innej dziedziny, na okres trwania prób – zapewniła. Zakręciła wodą w szklance, którą znowu trzymała w dłoni i poprosiła M-0, żeby na moment odłożył laptop.
- Po odzyskaniu pamięci Fredericy będziemy dysponować wszelkimi argumentami, żeby zdemaskować Xernagen. – Przesunęła oczy na dziewczynę. – Mam niejasne pojęcie na temat celu badań, którym cię poddawano. Wiem niewiele o metodyce, jeszcze mniej o skutkach i wynikach, ale nad tym mogę pracować od wewnątrz. Spodziewam się, że informacje odzyskane po próbach będą kluczowe dla przebiegu sprawy. – Frederica czuła się dziwnie pod jej spojrzeniem. Zaczęła się wiercić i odstawiła butelkę na stolik. Nie wiedząc co ma zrobić z rękoma, sięgnęła po najmniej skomplikowaną cząstkę sushi i wpakowała ją palcami do ust.
- Kilka tygodni temu Klemens Shindler złożył mi propozycję pracy w pełnym wymiarze godzin w laboratoriach Xernagenu. – Roxana kontynuowała. – Przyjmę ofertę. Będę miała szerszą możliwość dotarcia do raportów Dougherty’ego. Mam podejrzenie, że był potencjalnym koordynatorem projektu. Nie mogę dotknąć jego prywatnych badań, ale przez pewien czas pracowaliśmy wspólnie. Przeanalizuję te raporty jeden po drugim, coś może z nich wynikać. Zaczynam dostrzegać model, na którym pracowali. I zakres, do którego wykorzystano moje próbki. Jestem w stanie wskazać wpływ ich stosowania i rozłożyć proces w czasie. Jedyne czego potrzebuję to raportów i tego, co będziesz mogła mi powiedzieć. – Poczekała, aż oboje przytakną i przeniosła spojrzenie na M-0.
– Będąc w strukturach firmy mam większy dostęp do danych na temat numeracji komputerów. Mogę ułatwić ci dostępy. Ich sieć jest ściśle zabezpieczona, jednak podejrzewam, że z pomocą od wewnątrz mógłbyś dotrzeć do wielu źródeł informacji. Także tych, które interesują cię prywatnie – dodała. Wyjaśnili sobie wzajemną motywację, na której opierała się ich wczesna współpraca. Zauważyła, że sztuczne oczy nieznacznie pojaśniały.
- Chciałabym, żebyś przez pewien czas pracował tylko dla mnie, w ścisłym porozumieniu z Fredericą. Kwestie wynagrodzenia ustalimy na umowie – zapewniła. Dała im chwilę na przeanalizowanie tego komunikatu. Zmieniła pozycję, zakładając nogę na nogę i splotła palce na kolanie, prostując się całkiem biznesowo.  
- Każde z nas dysponuje odpowiednimi narzędziami, żeby z innego obszaru eksplorować tę sprawę. Jest jeszcze jedna perspektywa, bardzo kusząca, ale niebezpieczna. – Zerknęła w stronę balkonu. Zaczynała się cieszyć, że Olek zdecydował się nie towarzyszyć im w rozmowie. – Klemens Schindler – wyjaśniła – zbliżając się do niego, mogłabym uzyskać dostęp do wielu interesujących nas informacji. Problem polega na tym, że aktualny moment nie jest logicznie zasadny – stwierdziła z wyraźnym niezadowoleniem. – Będzie przeczulony po tym, co stało się z Obiektem. Sprawa pociągnie za sobą konsekwencje, których źródła nie znam. – Spojrzała na dziewczynę. – Podejrzewam, że jakiekolwiek próby manipulacyjne z udziałem jego osoby są z góry skazane na niepowodzenie. – Gdzieś głębiej, w środku niej gnieździła się obawa, że Schindler mógł być zbyt twardym przeciwnikiem. Kłamał równie dobrze jak ona. Nie miała pewności, czy nie lepiej.
- Ale Schindler ma syna. – Spojrzała na M-0. – Chciałabym, żebyś udostępnił mi wszystkie potencjalnie przydatne informacje na jego temat – poleciła, sięgnęła po pałeczki, ale zrezygnowała. Dotarło do niej na co się porywała i w jej głowie zabłysła refleksja, czy aby na pewno jest na to gotowa. Gross oddalił się jak złe wspomnienie, zniknął z planszy, a ona mogła złapać oddech. Mimo wszystko nie była pewna, czy był dostatecznie głęboki, żeby ją uspokoić.
- Co o tym myślicie? – zapytała, wyciągając przed siebie długie nogi. Frederica obserwowała czerwone paznokcie i skubała przedramię. Mikael wyfiltrował z przemowy zadania i zapisał w płacie skroniowym, szeregując w znanej sobie sekwencji. Spojrzeli na siebie, próbując znaleźć odpowiedź na pytanie. Dziewczyna odezwała się pierwsza.
- Jest jeszcze jedna sprawa. Dlaczego jesteś tak pewna, że to co pamiętam będzie pomocne? Równie dobrze mogę przypomnieć sobie białą celę, nic więcej – zapytała. Przywykła do tego, że większość osób pojawiających się w jej życiu żądało czegoś od jej dziurawej głowy, roszcząc sobie prawa do wspomnień, które nie istniały nawet dla samej zainteresowanej. Ponownie czuła, że ktoś wie o niej więcej niż ona sama, mając w świadomości obraz osoby, którego Frederica wciąż nie umiała wykreować, zderzając się ze znakami zapytania. – Dlaczego mi pomagasz?
Roxana przez chwilę nie odpowiadała, wpatrzona w białą ścianę.
- To oczywiste. To ja cię wypuściłam – odpowiedziała i mogła być świadkiem tego, jak zmienia się twarz człowieka, któremu potrzaskano rzeczywistość.
 
*~*~*
Odpowiedz
#93
Choć nie czytam tej powieści, ale co do niespójności dat, to chcę zauważyć, że takie czasem zdarza się nawet w bardzo znanych dziełach literackich, pozostając nigdy nie poprawione, i wielu czytelników nie zwraca na to uwagi. Jeden z najdziwniejszych takich przykładów można znaleźć w opowiadaniu o Holmesie "Związek rudowłosych". Niespójności są też np. w powieści Verna "Tajemnicza wyspa"; m.in. daty zdarzeń z powiązanej z nią powieści "Dzieci kapitana Granta" są przedstawianie różnie w tych powieściach i różnica wynosi 10 lat. Smile
Odpowiedz
#94
(09-05-2019, 10:54)D.M. napisał(a): Niespójności są też np. w powieści Verna "Tajemnicza wyspa"; m.in. daty zdarzeń z powiązanej z nią powieści "Dzieci kapitana Granta" są przedstawianie różnie w tych powieściach i różnica wynosi 10 lat. Smile
To już konkretne rozbieżności Big Grin Zawsze mam problem z czasowym dookreśleniem wydarzeń w powieści, dlatego posiłkuję się liniami czasu - rozpisuję ile mniej więcej potrzebuję na dane wydarzenie, jak bardzo mogę rozwinąć w tym czasie relacje, jak szybkich reakcji mogę oczekiwać od pozostałych postaci. Trochę ułatwia Wink
Odpowiedz
#95
(08-05-2019, 14:40)Eiszeit napisał(a): Cichy klekot dotykowych paneli klawiatury wypełniał pomieszczenie.
"Pomieszczenie wypełniał" dałbym tu na początek zdania.

(08-05-2019, 14:40)Eiszeit napisał(a): Mimo to następne pytania naciekały między nimi jak świeże nowotwory. 
Oryginalne i niepokojące porównanie.

(08-05-2019, 14:40)Eiszeit napisał(a):  Nadal czuła się słaba i wymięta (przecinek) jakby ktoś wypchał jej ciało watoliną, ale myślała przejrzyściej niż kilka godzin temu. 


(08-05-2019, 14:40)Eiszeit napisał(a):  Gdzieś głębiej, w środku niej gnieździła się obawa, że Schindler mógł być zbyt twardym przeciwnikiem. Kłamał równie dobrze jak ona. Nie miała pewności, czy nie lepiej. 
Big Grin

(08-05-2019, 14:40)Eiszeit napisał(a): Frederica wciąż nie umiała wykreować, zderzając się ze znakami zapytania.  – Dlaczego mi pomagasz? 
nadliczbowa spacja po kropce

Fajny fragment. Oparty tylko na rozmowie ale niezbędny fabularnie i posuwający sprawy do przodu. Jak zwykle czyta się bardzo dobrze.
Na początku miałem przeczytać tylko pierwszy akapit, a całość zostawić sobie na jutro, ale po kilku zdaniach musiałem doczytać do końca Wink

Pozdrawiam Smile
Odpowiedz
#96
(09-05-2019, 20:37)Eiszeit napisał(a):
(09-05-2019, 10:54)D.M. napisał(a): Niespójności są też np. w powieści Verna "Tajemnicza wyspa"; m.in. daty zdarzeń z powiązanej z nią powieści "Dzieci kapitana Granta" są przedstawianie różnie w tych powieściach i różnica wynosi 10 lat. Smile
To już konkretne rozbieżności Big Grin Zawsze mam problem z czasowym dookreśleniem wydarzeń w powieści, dlatego posiłkuję się liniami czasu - rozpisuję ile mniej więcej potrzebuję na dane wydarzenie, jak bardzo mogę rozwinąć w tym czasie relacje, jak szybkich reakcji mogę oczekiwać od pozostałych postaci. Trochę ułatwia Wink
No na tym punkcie mam.... Big Grin
A świadczą o tym choćby konkretne daty przed każdym akapitem w mojej książce. 
Gdy postacie gdzieś się wybierają, na podstawie mapy obliczam odległości i dzielę przez dystans jaki mogli pokonać jednego dnia (pieszo lub konno) itp. Metodę z liniami czasu też stosowałem. Przy wielu wątkach równoległych rzecz niezbędna Smile
Rody szlacheckie tez mam rozpisane na kartkach (pokrewieństwa, daty narodzi) - wiek postaci jest istotny przy różnych relacjach między nimi, które mogą sięgać daleko w przeszłość a rzutować na teraźniejszość.
Odpowiedz
#97
(09-05-2019, 20:43)Gunnar napisał(a): Fajny fragment. Oparty tylko na rozmowie ale niezbędny fabularnie i posuwający sprawy do przodu. Jak zwykle czyta się bardzo dobrze.
Na początku miałem przeczytać tylko pierwszy akapit, a całość zostawić sobie na jutro, ale po kilku zdaniach musiałem doczytać do końca [Obrazek: wink.gif]
To super budujące, dziękuję za te słowa Smile W tej części powieści będzie dość dużo rozmów, które nakreślają konteksty fabularne, jestem ciekawa, czy będą dla Ciebie równie interesujące. Naniosłam wszystkie proponowane poprawki.

(09-05-2019, 20:43)Gunnar napisał(a): No na tym punkcie mam.... [Obrazek: biggrin.gif]
A świadczą o tym choćby konkretne daty przed każdym akapitem w mojej książce. 
Gdy postacie gdzieś się wybierają, na podstawie mapy obliczam odległości i dzielę przez dystans jaki mogli pokonać jednego dnia (pieszo lub konno) itp. Metodę z liniami czasu też stosowałem. Przy wielu wątkach równoległych rzecz niezbędna [Obrazek: smile.gif]
Rody szlacheckie tez mam rozpisane na kartkach (pokrewieństwa, daty narodzi) - wiek postaci jest istotny przy różnych relacjach między nimi, które mogą sięgać daleko w przeszłość a rzutować na teraźniejszość.
Maksymalnie podziwiam Big Grin Uważam, że jest to jedna z rzeczy, które nadają Szeptowi niesamowitą jakość. Rzetelność czasowa w fantastyce wydaje mi się ogromnie istotna i wymagająca uwagi.

Dziękuję za wizytę Smile 
Pozdrawiam Smile
Odpowiedz
#98
Gunnar napisał(a):Gdy postacie gdzieś się wybierają, na podstawie mapy obliczam odległości i dzielę przez dystans jaki mogli pokonać jednego dnia (pieszo lub konno) itp. Metodę z liniami czasu też stosowałem. Przy wielu wątkach równoległych rzecz niezbędna Smile
Rody szlacheckie tez mam rozpisane na kartkach (pokrewieństwa, daty narodzi) - wiek postaci jest istotny przy różnych relacjach między nimi, które mogą sięgać daleko w przeszłość a rzutować na teraźniejszość.

Świetnie! Ja u siebie też rzetelnie sprawdzam podobne rzeczy, tylko to nie wymaga tylu wysiłków, bo nie mam tak wielu wątków i bohaterów. Smile Ale warto zauważyć, że, jeżeli piszę o dniach tygodnia lub fazach Księżyca, zawsze je sprawdzam, nawet dwoma metodami. Smile
Odpowiedz
#99
Stały na środku gabinetu, w którym prawie nie było mebli. Surowy wystrój wnętrza obrazował poziom empatii jego gospodyni. Maud gdyby mogła, wieszałaby ubrania na gwoździach wbitych w ściany. Roxana kontrolnie zerknęła na mrugające światła. Czuła frustrację Fredericy.
Dziewczyna zaciskała palce na uchwycie sportowej torby, w którą spakowała cały swój majątek przed przyjazdem na górę. Umyła się, przebrała i pozwoliła Roxanie zatuszować siniaki na twarzy. Pomyślała, że wygląda jak lalka ze szklanymi oczyma i pociętymi wargami. Lalka, którą poddawano ocenie. Po raz pierwszy doświadczała precyzyjnego upokarzania. Próbowała nie spłonąć pod spojrzeniem przyszpilającym ją jak wyjątkowo brzydkiego motyla. Pomyślała, że jeżeli baba spróbuje zdjąć jej kaptur z głowy, to odgryzie jej rękę. Maud chodziła wokół niej jak wielokolorowa ćma, cykając językiem w taki sposób, jakby oglądała wykoślawiony manekin. Sunąca za nią smuga perfum i apodyktyczny stukot obcasów generował we Frederice myśli podobne do tych, które wywoływały ślepe kreatury na kondygnacji zero.
- Nikt jej nie dotknie. – Maud wydała wyrok tonem kończącym potencjalną dyskusję. Odwróciła się w kierunku Roxany. – Czy obce jest ci pojęcie ekonomii? – kontynuowała, podchodząc do biurka przypominającego surową ławę szkolną. – Przychód, zysk, koszty obsługi, ekwiwalent? – wypluwając słowa, coraz wyżej podnosiła namalowane brwi. – To kaczątko na siebie nie zarobi, moja droga – zawibrowała prawie protekcjonalnie. Roxana obserwowała ją matowymi oczyma, obawiając się o system oświetleniowy. Migotał przez cały wywód, mniej lub bardziej, w zależności od stopnia zdenerwowania Fredericy. Powinnyśmy stąd wyjść.
- Prosiłam cię o identyfikator do apartamentu i panel obsługi oświetlenia. To wszystko. Nie wyraziłam chęci zapoznania się z twoją opinią. – Roxana wyciągnęła dłoń. Z satysfakcją dostrzegła, że platynowe stelaże mimiczne na twarzy kobiety nie zdają egzaminu. Luźne policzki zapracowały nerwowo, kiedy jej macocha wydęła małe usta, międląc jadowitą odpowiedź. Nie pozwoliła jej na to.
- Identyfikator – powtórzyła. Przez chwilę mierzyły się spojrzeniem, a potem Maud wcisnęła jej w dłoń metalową kartę i rzuciła na biurko obły nadajnik, furkocząc zwiewnymi rękawami. Wywaliła jedną z szuflad i cisnęła w kierunku pasierbicy opasłą teczkę.
- Wpisz ją do rejestru.
- Ty to zrób. Przekazałam ci dokumenty. Jako pełnomocnik tego przedsiębiorstwa masz taki obowiązek. Nadałam ci go cztery lata temu. – Roxana sięgnęła po nadajnik i podała go dziewczynie, nadal stojącej nieruchomo z torbą w rękach. – Chodź, pokażę ci twoje miejsce – poprosiła i skierowały się do drzwi. Wyszły z gabinetu, śrubowane na wylot spojrzeniem gospodyni.
Frederica zawahała się przed wejściem na przeszklony trakt komunikacyjny. Przezroczysta podłoga ukazywała serce piątej kondygnacji. Kilkadziesiąt metrów pod nimi wężyki samochodów przemieszczały się neonowymi ulicami. Nieco dalej na prawo wirował czubek głowy roztańczonego hologramu, którego ruchy z bliska wydawały się opasłe i monstrualne. Roxana była już w połowie drogi. Dziewczyna zadarła głowę do góry i zrobiła pierwszy krok naprzód, starając się nie widzieć świata pod sobą. Jednocześnie otaczająca ją rzeczywistość była tak krzykliwa, piękna i wielobarwna, że nie dało się oderwać od niej spojrzenia. Po lewej stronie widziała oficjalną salę gościnną przedsiębiorstwa. Mężczyźni w drogich garniturach pili tak samo drogie trunki, napawając się towarzystwem pięknych kobiet. Każda z nich była dyskretnie pożądana w subtelny, zawoalowany sposób. Konwenanse kończyły się za zamkniętymi drzwiami. Z jakiegoś powodu Frederica pomyślała, że ci wszyscy ludzie mają sztuczne spojrzenia. Może sztuczne twarze. Prawie wpadła na Roxanę czekającą przy szybie komunikacyjnym.
- Kwatery są piętro wyżej – wyjaśniła kobieta – twój pokój jest blisko mojego apartamentu mieszkalnego. To oddzielne skrzydło, oddalone od części oficjalnej – dodała, obserwując tętniące miasto, rozciągające się przed nimi, pod nimi i wokół nich. Pomyślała, że pochłaniało je jak błyszcząca, nadprzyrodzona siła. – To przedsiębiorstwo żyje nocą. W ciągu dnia będziesz mogła korzystać ze wszystkich udogodnień dostępnych dla dziewcząt, na pierwszym piętrze, nad parkingiem. Masz do dyspozycji strefę rozwoju fizycznego, zabiegi relaksacyjne, zadania intelektualne i interaktywne potrzeby towarzyskie. Jeżeli chcesz, możesz korzystać z bufetu, ale twoja kwatera będzie zaopatrzona indywidualnie. Staraj się nie rzucać w oczy – wyjaśniła i chwilę potem mogły wsiąść do windy. Podłoga szybu na szczęście nie była przezroczysta. Jadąc na górę Frederica rozglądała się dookoła, próbując pożreć wzrokiem całe centrum. Gdzieś głębiej w środku niej zakiełkowała myśl, że wie na czym stoi ta prześliczna wydmuszka. Prawdopodobnie była jedyną osobą, która z parteru świata wjechała na jego dach w przeciągu kilkunastu godzin. Wyszły na szeroki korytarz. Dziewczyna spojrzała pod nogi i jej uwagę przykuły rybie grzbiety błyskające wszystkimi kolorami tęczy. Stała na podłogowym akwarium z pancernego szkła. Poczuła, że Roxana wciska jej coś do ręki. Oderwała oczy od dekoracji i pozwoliła zaprowadzić się do pokoju.
- Twój identyfikator. – Kobieta wskazała na metalową kartę. Dziewczyna przytknęła ją do czytnika i pchnęła drzwi. Weszła do pomieszczenia większego od jakichkolwiek pomieszczeń, które miała do tej pory na własność. Od frontu cały czas osaczało ją miasto, zaglądając przez gigantyczne szyby. Okrągłe łóżko stało na podwyższeniu. Zobaczyła podświetlony pulpit biurka i przesuwne drzwi szafy, w której mogłaby swobodnie urządzić drugi pokój. Weszła do środka, czując się jak nieoswojone zwierzę. Wszystko ją rozpraszało, wydawało się za duże i zbyt luksusowe, żeby mogła z tego korzystać. Odłożyła torbę na łóżko i przez chwilę stała w miejscu, nie wiedząc, co ma zrobić. Ostatecznie zdjęła kaptur i zaczęła obracać w dłoniach nadajnik. Usiadła na łóżku, widząc, że kobieta zrobiła to samo.  
- Światło zapala się automatycznie, kiedy czytnik jest w czujce przy drzwiach. Przesuwając palec po okręgu możesz zmniejszyć jego natężenie, lub całkiem je wyłączyć – poinstruowała Roxana. Przyglądała się Frederice ze zmęczonym zainteresowaniem. Przez całą drogę na górę nie zmieniły ani słowa. Wydawało jej się, że zna przyczynę.
- To nie jest tak, że niczego sobie nie zawdzięczasz – powiedziała i spróbowała zaczekać na jakąkolwiek reakcję. Nic się nie wydarzyło. – Jedyne co zrobiłam, to zdjęłam blokadę z twojej głowy. Ale to ty wykorzystałaś swoje umiejętności, instynkt i orientację. Znałaś plany budynku, prawda? – zapytała. Dziewczyna skinęła głową.
- Zapamiętałam rzut. Był wyświetlany na ścianie w korytarzu, którym prowadzali mnie na badania. Wiedziałam, że muszę biec do magazynu – przyznała. Roxana skinęła głową.
- To był dzień inwentaryzacji sektora farmaceutycznego. Wtedy na dole otwierają wyjścia ewakuacyjne i trakty dla składów dostawczych. Miałaś jedną szansę na milion, a jednak się udało. Nie jest tak, że niczego nie zrobiłaś – powiedziała i spróbowała dotknąć jej ramienia. Frederica nie zaprotestowała.
- W jaki sposób zdjęłaś blokadę? – zapytała.
- Laboratorium przyjęło moją numerację, próbki miały stosowne oznaczenia. Na podstawie raportów zorientowałam się, kiedy testują substancje blokujące, a kiedy pobudzające układ neurologiczny. Blokowali cię za każdym razem, kiedy szłaś na testy. – Roxana niespokojnie poruszyła wargami, jakby nad czymś myślała. – Potrzebowałam aż dwóch miesięcy, żeby odwzorować działanie tkankowe z obiektowym. W końcu odważyłam się przekazać wadliwą próbkę. Blokada nie zadziałała, a ty spróbowałaś tego, co robiłaś za każdym razem. Spróbowałaś uciec – powiedziała i przez moment obie milczały. Dziewczyna rozpięła torbę, wygrzebała ze środka saszetkę żywieniową i telefon. Jej twarz drgnęła, kiedy na materac wypadł niewielki nośnik. M-0 przekazał jej dostępy do tych serwerów, na których wykonywała pracę, mieszkając u niego. Dodatkowo mogli się swobodnie komunikować, nie martwiąc o bezpieczeństwo połączenia.
– Mówiłaś, że jutro chcesz zacząć badania wstępne. Jak mam się przygotować?
Odpocząć. – Roxana obserwowała oczy wbite w nośnik. Pomyślała, że nigdy wcześniej nie widziała takiego pożegnania. Dziewczyna i blondyn wyglądali tak, jakby próbowano im wyciąć ważny narząd bez wstępnej konsultacji. Podniosła się i wsunęła dłonie do kieszeni spodni. Zmarszczyła brwi, czując pęk kluczy i coś jeszcze. Breloczek Olka, który podarowała mu na rozpoczęcie pracy. Zapomniał go odpiąć, kiedy oddawał jej samochód. A może po prostu nie chciał go zatrzymać.
 – Postaraj się zregenerować. Zaczniemy wieczorem, kiedy wrócę z laboratorium Schindlera. Wybadam jak wygląda sytuacja, nie było mnie trzy dni. Sporo mogło się zmienić – poinstruowała, wycofując się w kierunku drzwi. Znieruchomiała, słysząc uwagę dziewczyny.
Zrobiłaś się smutniejsza.
Przez chwilę stała z dłonią opartą na futrynie.
 – Odpocznij – powtórzyła jeszcze raz, zanim wyszła z pokoju. Frederica została sama.
Wyciągnęła nogi na materacu i zaczęła wyjmować resztę rzeczy z torby. Laptop od Mikaela, komplet bielizny, szlafrok z hotelu, kilka saszetek „na drogę” i portmonetkę z żetonami. Owinęła szyję kolorowym szalikiem i wygrzebała z wewnętrznej kieszeni telefon Łowcy. Przez chwilę obracała go w dłoni, a potem przytrzymała panel wyłączający urządzenie. Zapytało, czy jest tego pewna. Zakończyła operację, nie wiedząc do czego miałoby się jej przydać.
Siedząc w otoczeniu niewielu prywatnych przedmiotów użyła kontrolera. Trzykrotnie przesunęła palcem po tarczy, gasząc światła. Podeszła do okien i usiadła na ziemi, obserwując rozhukane miasto.
Odpowiedz
(11-05-2019, 17:24)Eiszeit napisał(a):  Próbowała nie spłonąć pod spojrzeniem przyszpilającym ją jak wyjątkowo brzydkiego motyla.
W tym zdaniu zabrakło mi "flow". Na tę chwilę nie mam pomysłu, jak można by je doszlifować, ale można nad nim jeszcze popracować.

(11-05-2019, 17:24)Eiszeit napisał(a): Pomyślała, że jeżeli baba spróbuje zdjąć jej kaptur z głowy, to odgryzie jej rękę.
Big Grin

A więc Maud to koleżanka z pracy-burdelu
i macocha - tak chyba wcześniej obstawiałem Wink

(11-05-2019, 17:24)Eiszeit napisał(a):  Z satysfakcją dostrzegła, że platynowe stelaże mimiczne na twarzy kobiety nie zdają egzaminu. Luźne policzki zapracowały nerwowo, kiedy jej macocha wydęła małe usta, międląc jadowitą odpowiedź. 
Fajny, plastyczny opis.

(11-05-2019, 17:24)Eiszeit napisał(a):  Kilkadziesiąt metrów pod nimi wężyki samochodów przemieszczały się nonowymi ulicami. 
miało być neonowymi?

(11-05-2019, 17:24)Eiszeit napisał(a): Masz do dyspozycji strefę rozwoju fizycznego, zabiegi relaksujące,
wariant: relaksacyjne

(11-05-2019, 17:24)Eiszeit napisał(a): Jadąc na górę Frederica rozglądała się dookoła, próbując pożreć wzrokiem całe centrum
(...)
Weszła do środka, czując się jak nieoswojone zwierzę.
ładne sformułowania

Super, że wyjaśnia się "od kuchni" jak wyglądała ucieczka z laboratorium. No i takie szczegóły jak odbieranie uczuć (smutniejsza Roxana po rozstaniu z Olkiem). Konsekwentnie prowadzisz postacie, które są naprawdę bogate i wielowymiarowe. Czytałem jak zwykle z przyjemnością.
Pozdrawiam Smile
Odpowiedz
(13-05-2019, 12:02)Gunnar napisał(a): W tym zdaniu zabrakło mi "flow". Na tę chwilę nie mam pomysłu, jak można by je doszlifować, ale można nad nim jeszcze popracować.
Przemyślę jeszcze jego konstrukcję, też odrobinę mi zgrzytało.

(13-05-2019, 12:02)Gunnar napisał(a): Super, że wyjaśnia się "od kuchni" jak wyglądała ucieczka z laboratorium. No i takie szczegóły jak odbieranie uczuć (smutniejsza Roxana po rozstaniu z Olkiem). Konsekwentnie prowadzisz postacie, które są naprawdę bogate i wielowymiarowe. Czytałem jak zwykle z przyjemnością.
Czułam, że to wyjaśnienie jest potrzebne dla zachowania wiarygodności Wink Odbieranie, "mapowanie" emocji innych ludzi to jedna z umiejętności Fredericy, która zwykle bardzo często przeszkadza osobom postronnym. To trochę tak, jakby ktoś siedział Ci w głowie, a raczej w sercu Big Grin Prywatność cierpi.

Dzięki za miłe słowa, poprawiłam błędy i wykorzystałam propozycje.

Pozdrawiam Smile
Odpowiedz
_009

Klemens wyszedł z budynku w eskorcie dwóch strażników. Wygładzona twarz przypominała perfekcyjnie nieprzeniknioną maskę, chociaż krew gotowała się w nim jak wrząca zupa. Nie pokazałby im swojej wściekłości. Prędzej połamałby własne palce, niż przyznał, w jak ciężkiej sytuacji udało im się go postawić. Grał pozorami. Grał na czas. Zmrużył oczy przed ostrym światłem, schodząc spiralnymi schodami na parking. Były obudowane gęstą siatką. Spomiędzy małych oczek wyglądało sortowe uniwersum. Gigantyczne hangary były ogrodzone ścianami sięgającymi szczytu pierwszej kondygnacji. Przy każdej z obwarowanych bram stały tablice informacyjne i tabele strukturalne, będące źródłem danych dla jednostek przemieszczających się pomiędzy Sortami. Monstrualne hale i zadaszone sektory rekreacyjno-treningowe rozciągały się daleko poza zasięg wzroku mężczyzny. Budynki laboratoryjne miały bardziej nowoczesną infrastrukturę i były ustawione ciaśniej, przycupnięte jeden przy drugim na północnym skrzydle ogromnej parceli. Schindler zszedł na betonowy podjazd i wywindował się na przód kolumny. Nie lubił kiedy nic nieznaczące jednostki próbowały uciskać go z obu stron, wtrącać w poczucie klaustrofobii. Idąc dwa metry przed strażnikami odwrócił głowę w stronę wielkiej ósemki wymazanej na jednej z bram. Sort militarny. Nigdy nie dostał pozwolenia na wejście do środka. Nieco dalej, ukryta w mroku kolumna nowo naznaczonych rekrutów przesuwała się w stronę nieoficjalnego wejścia. Obserwował w zadumie ich perfekcyjną płynność, prawie choreograficzny układ ruchów, rytmikę kończyn. Zakończenie współpracy. Zacisnął pięść i skręcił w stronę podziemnego parkingu. Androidy sunęły za nim jak natarczywe cienie, a on po raz pierwszy w karierze nie wiedział, co ma zrobić. Z powodu braku podstaw, nie możemy kontynuować… Ta sprawa diametralnie zmienia wizerunek Xernagenu jako rzetelnego zleceniobiorcy… Fragmenty pozrywanych zdań docierały do niego z opóźnieniem. Próbował szeregować informacje, przekładając je na rzeczywisty obraz przedsiębiorstwa. Zmiażdżyła go skala konsekwencji. Potencjalne zwolnienia idące za zamknięciem projektu nie mogły przejść bez echa. Bynajmniej nie chodziło o ludzi. Ostatnią rzeczą na jaką Schindler chciał pozwolić była kapitulacja firmy i pokazanie rzeczywistej sytuacji pracownikom. Dezinformacja. Potrzebował czasu, żeby poukładać sprawy na nowo. Odkręcić trzęsienie ziemi wywołane stratą Obiektu. Jedyną rzeczą jaka w minimalnym stopniu poprawiała mu humor, było pozbycie się Grossa. Podczas rozmów z sortowym zarządem nie otrzymał ani jednego pytania o Łowcę. Podejrzewał, że nie mieli pojęcia, co się z nim stało. Klemens miał wrażenie, że nikt nie zamierzał rozpocząć poszukiwań. Na tym kończyła się lista pozytywów. Pozwolił odprowadzić się do samochodu i cierpliwie zaczekał na otwarcie bram. Wyjechał z Sortu mając wrażenie, że jest właścicielem rozsypanego domku z wykałaczek.
 
Umówił spotkanie z synem na za piętnaście czwartą. Przed planowaną wizytą zlecił sporządzenie listy sektorów wyłączonych z oficjalnego działania koncernu. Otrzymał wykaz dwustu sześćdziesięciu jednostek pracujących nad projektem, który w chwili obecnej przestał istnieć. Niecałe pięć procent z całej puli było poinformowanych o rzeczywistym celu pracy. Klemens potarł brwi, próbując zdecydować, który z działów będzie najmniej przydatny na początkowym etapie wznawiania projektu. Dotarło do niego, że mógł pozbyć się aż czterech komórek. Pod warunkiem, że zastąpi je osobami zdolnymi pracować na uzyskanych wynikach. Dwadzieścia sześć lat badań pozostawiło więcej znaków zapytania niż odpowiedzi, ale etap do którego dotarli dało się jeszcze powtórzyć. Szczególnie, że dysponowali wzorcowym rezultatem. Drugi Obiekt był stanowczo bardziej dopracowany od pierwszego. Klemens nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, co będzie, kiedy dotrą do punktu, w którym przerwali. Obiekt Wzorcowy mógł spaść do rangi testowego. Nie miał zamiaru go o tym informować. Podniósł głowę, słysząc komunikat o obecności syna. Drzwi rozsunęły się automatycznie. Troian wszedł do środka, przywitał się z ojcem uściskiem dłoni i usiadł naprzeciwko. Klemens nie zaprzątał sobie głowy poczęstunkiem lub kawą. W ten sposób witał kobiety, które chciał uwodzić. Dla syna miał zarezerwowany całkiem inny ton.
- Chciałbym przekazać ci nową komórkę firmy. Z ostatnich podsumowań i raportów wynika, że pozytywnie wpłynąłeś na strukturę działu toksykologii. Chociaż zdziwiło mnie, przyznaję, że Dougherty pozostał na swoim stanowisku. – Zaczął mówić, początkowo nie patrząc na Troiana. Zamknął przesłane zestawienie i otworzył inny folder, chcąc znaleźć raport syna. Przypominał sobie, że nie ma na to szans i lekko poirytowany zaczął podnosić się z miejsca. Usiadł, obserwując jak czarna teczka wysuwa się z regału, płynnie przemieszcza po pokoju i układa na blacie, naprzeciwko Troiana. Mężczyzna przesunął ją dwoma palcami w stronę ojca. Klemens nie skomentował. Nauczył się doceniać te drobne prezentacje dopiero w momencie, kiedy zyskał pewność, że młody Schindler całkowicie panuje nad umiejętnościami. Robił to prawie instynktownie. Zaszczepiona natura powoli stawała się tą autentyczną.
- Dlaczego nadal nie zacząłeś korzystać z plików? To bardzo ułatwiłoby ci pracę. Podobnie jak wszystkim innym, zmuszonym do kontaktu z twoimi raportami. – Klemens wyjął odpowiedni dokument z teczki. Był pisany odręcznie, zgrabnym i drobnym pismem, z eleganckimi odnośnikami i stosowną adnotacją na dole.
- Argumentowałem tę kwestię kilkukrotnie. Wydawało mi się, że pamiętasz projekt S7x25p. – Wypowiedź nie miała pytającej intonacji. Wiedział, że Klemens bardzo dobrze pamiętał. Zarówno projekt jak i jego następstwa. – Ponadto mogę być całkowicie spokojny o kwestię sortowych researcherów. Nie będą w stanie znaleźć w Sieci czegoś, co w niej nie istnieje – wyjaśnił swój punkt widzenia. – W kwestii Dougherty’ego, po wnikliwej analizie jego osoby uznałem, że nie mogę zaprzeczyć kompetencjom. Jego nastawienie i przesadna emocjonalność negatywnie wpływa na zespół, generuje napięcia. Mimo wszystko nadal traktują go mentorsko. Z drobnymi wyjątkami. Obserwuję tę sytuację.
- Drobnymi wyjątkami – powtórzył Klemens. Spojrzał na syna. Gdyby ktoś go nie znał, mógł pomyśleć, że w jego spojrzeniu była rodzicielska duma. W rzeczywistości Schindler podziwiał efekt wieloletniej pracy koncernu.
- Ma problem z jedną laborantką – wyjaśnił Troian, wnikliwie obserwując ojca. Nawet gdyby próbował nie odczytywać jego nastawienia, było to niemożliwe. Aura Klemensa była diametralnie inna do tej, którą zazwyczaj reprezentował. Spłoszona i chaotyczna. Mężczyzna wiedział, że nie pozna źródła tej zmiany. Przynajmniej nie przy zastosowaniu komunikacji bezpośredniej.
- Ta laborantka przyjęła ofertę pracy na pełen etat. To jednocześnie korzystna i ryzykowna sytuacja. Zdecydowałem się stworzyć jednoosobowy dział. Immunologię stosowaną. Będziesz odpowiadał za tę komórkę. I za tę kobietę. – Klemens złożył przed sobą dłonie, które nie drżały. Nie pozwoliłby sobie na taki komunikat. Wiedział, że syn potrafił obserwować i był bezbłędnym interpretatorem. – Roxana Gosslin ma ogromny potencjał. Jednocześnie zasady jej zatrudnienia nie są tak klarowne, jakbym sobie tego życzył. Podobnie jej postawa – stwierdził i odwrócił głowę w kierunku okien. Od jakiegoś czasu przyglądał się kobiecie, ale nie był w stanie złapać tej ulotnej obawy, którą generowała. Nie miał dobrego punktu zaczepienia. – Podejrzewam, że w stosunku do ciebie będzie bardziej spolegliwa – dodał. Troian uniósł nieznacznie brew, ale ojciec nie rozwinął tej myśli.
- Chcę, żebyś przyglądał się jej pracy. Analizował raporty, sprawdzał, które elementy możemy wziąć dla siebie. Byłoby dobrze, gdybyś mógł powiedzieć cokolwiek na temat jej motywacji. I nastawienia – stwierdził, przyglądając się synowi przez kilka sekund. – Zaczniemy wdrażać nowy dział z końcem miesiąca. Przez ten czas otrzymasz wykaz obowiązków i zadań, które będziesz zobligowany jej przedstawić. A potem skontrolować. Została przeze mnie poinformowana o zmianach. Podejrzewam, że będzie chciała stawić się na rozmowę. Byłoby lepiej, gdybyś to ty wystosował takie polecenie. To wszystko – stwierdził i wstał. Troian podniósł się w tym samym momencie, przyzwyczajony do tego typu zakończenia. Otrzymał wszystkie potrzebne informacje. Poufałe rozmowy rodzicielskie były absurdem, na który żaden z nich nigdy nie pozwolił. Był już przy drzwiach, gdy Klemens się odezwał.  
- Wolałbym, żebyś nie imponował jej prezentacją swoich umiejętności – powiedział i zmarszczył brwi, słysząc stłumioną odpowiedź rozchodzącą się echem wewnątrz głowy.
Oczywiście. To byłoby nielogiczne i bezzasadne.
Wrócił na swoje miejsce, przyglądając się zamkniętym drzwiom gabinetu.
 
*~*~*

- Dlaczego ta książka tak panią zainteresowała? – Troian przyglądał się okładce, przesuwając oczyma po tytule. Kobieta oddała mu ją po czterech dniach, z czego trzy przebywała na zwolnieniu lekarskim, na co wskazywał zapis w systemie administracyjnym. Mężczyzna zastanawiał się nad załączoną notatką „zatrucie polekowe”. Kiedy ostatni raz widział Roxanę Gosslin nie wyglądała na wymagającą leczenia.

- Jej tematyka jest odrobinę kompatybilna z zakresem moich badań. – Usłyszał odpowiedź i podniósł wzrok na laborantkę. Siedziała naprzeciwko niego, obracając w palcach filiżankę kawy. Włosy upięte w wysoki kucyk przelały się przez jej prawe ramię. Nadal była w fartuchu, chociaż skończyła pracę dwie godziny wcześniej.
- Mógłbym się dowiedzieć, co obejmuje zakres pani badań? – zapytał i uniósł delikatnie brew, widząc jej uśmiech. Wyglądało to tak, jakby twarz wygenerowała go automatycznie.
- Panie Schindler, gdybym panu odpowiedziała, musiałabym pana poślubić, albo zabić. Obie opcje są równie skomplikowane, co przerażające – stwierdziła, unosząc do ust filiżankę. Zerknęła na rozłożony laptop, przysunięty do krawędzi biurka. Z pulpitu wyglądało tabelaryczne zestawienie celów i szacunkowy procent przychodów firmy, jaki Xernagen chciał uzyskać po otwarciu nowego działu. Informacja o jego stworzeniu jednocześnie ją zaniepokoiła i zaintrygowała. Musiała przemyśleć jaki procent swojej wiedzy mogła wykorzystać, jak wiele im pokazać. Zakres obowiązków był niebezpiecznie zbliżony do treści, którym poświęciła ostatnie lata życia. Wiadomość, że będzie tworzyła jednoosobową komórkę i podlegała bezpośrednio pod młodego Schindlera nawet ją ucieszyła. Otwierała wachlarz możliwości w kontekście sprawy. Spotkali się w celu omówienia zasad dalszej współpracy i poświęcili im niecałe czterdzieści minut. Pozostałe półtorej godziny przeznaczyli na rozmowy dalece niezwiązane z pracą.
- Mam rozumieć, że panią przerażam, pani Gosslin?
- Tylko pana oczy.
Przez twarz Troiana przemknęło coś, co przy dużym nadużyciu można byłoby określić jako uśmiech. Spojrzał jeszcze raz na tytuł książki, potem na laborantkę. Nie po raz pierwszy w trakcie ich spotkania zastanowił się nad zasadami, na jakich została zatrudniona. Był świadom, że dziedziczyła gigantyczny majątek, będąc spadkobierczynią firmy. Zasięgnął informacji i dowiedział się, że przedsiębiorstwo nadal działa. Analizując jej przychody w zestawieniach medialnych mógł założyć, że biznes efektywnie się rozwijał. Było wysoce prawdopodobnym, że prowadził go ktoś inny. To nadal nie wyjaśniało dlaczego osoba z takim statusem majątkowym podjęła pracę w firmie jego ojca. Kiedy ją o to spytał, powiedziała o pasji i rozwoju. Wyczuł, że nie kłamała, a jednocześnie był pewien, że nie mówiła całej prawdy. Dowiedział się, że znała Klemensa od kilku lat i dość długo utrzymywała z nim czysto koleżeńskie stosunki. Zastanawiał się, co w jej pojmowaniu znaczyło „czysto koleżeńskie”, ale nie widział potrzeby, by to doprecyzować. Z pozoru wyglądało na to, że współpraca Roxany Gosslin i Xernagenu generowała same profity. Pomijając przykry incydent związany z poparzonym laborantem, który przybrał nieoczekiwanie pozytywny finał.
- Udało mi się przekonać pana Rackleya, żeby nie wnosił pozwu pod pani adresem. Będzie pani zobligowana uiścić stosowne odszkodowanie, jednak cała sprawa zostanie załatwiona wewnątrz firmy. Podejrzewam, że takie rozwiązanie jest satysfakcjonujące? – zapytał, jednocześnie otrzymując odpowiedź w postaci uśmiechu. Wydawało mu się, że poczuł jej ulgę, założyła nogę na nogę, odrobinę odchylając się na fotelu.
- Szalenie satysfakcjonujące. Wolałabym uniknąć niepotrzebnego rozgłosu, rozumie pan o czym mówię. – Rozumiał. Nigdy nie był zainteresowany show biznesem, ale każda informacja na temat prywatnego życia kobiety i jej przedsiębiorstwa mogła okazać się przydatna, dlatego zdecydował się zapoznać z kilkoma aferami medialnymi. W jego ocenie wszystkie były sztucznie nakręcone i skoncentrowane na zachwianiu jej wizerunkiem. Z jakiegoś powodu Enklawa nienawidziła kobiety równie mocno, co pożądliwie. Troian dopatrywał się przyczyn tego zjawiska w statusie majątkowym i prezencji. Ocenił, że w wieku trzydziestu jeden lat Roxana była istotną figurą na rynku finansowym. Przy okazji odkrył, że jest sześć lat starsza od niego. Zauważył, że zerknęła na zegar.
- Powinnam już iść. Podejrzewam, że to spotkanie i tak przyczyni się do powstania nowych plotek na nasz temat – stwierdziła, odstawiając filiżankę na spodek. Obserwował jak otarła wargi opuszką palca.
- Wie pani, że źródłem tych spekulacji są jednostki sfrustrowane faktem, że nie mają żadnej perspektywy znalezienia się na moim miejscu – skontrował spokojnie, ciekaw jej reakcji. Nie zawiódł się, widząc niejasne skrzywienie warg i lekko zmrużone oczy. Roxana nie odwróciła wzroku, wiedząc, że aktualna szansa jest zbyt kusząca, by jej nie wykorzystać.
- Skoro ujmuje pan to w ten sposób, chciałabym coś zaproponować – zaczęła. Zauważyła, że udało jej się go zainteresować. Nie mogąc odczytać niczego z nieprzeniknionej twarzy próbowała bazować na prawie równie oszczędnej mowie ciała. – Może mogłabym zaprosić pana na kolację? Chciałabym w ten sposób podziękować za pozytywne sfinalizowanie sprawy – uargumentowała swoją propozycję. Milczał na tyle długo, że zaczynała czuć się niekomfortowo. Kiedy się odezwał brzmiał tak samo jak zawsze.
- Czy ta kolacja nie zaszkodziłaby pani wizerunkowi, pani Gosslin? Dziennikarze nie byliby na tyle nielogiczni, żeby odpuścić sobie taki temat – zauważył. Nie potrafił rozszyfrować lekkiego uniesienia kącików jej warg.
- Nie zaszkodziłaby. Zapraszam pana do siebie, z dala od dziennikarzy – odpowiedziała, skubiąc mankiet fartucha. Z czasem Troian miał się przekonać, że robiła to w każdej sytuacji stresowej. Uniósł brew zaintrygowany tym, co powiedziała.
- Czy to nie jest niestosowna propozycja? – zapytał dość prowokacyjnie.
- To chyba zależy od pańskich oczekiwań – skontrowała, a on uznał, że w tym wyjaśnieniu jest sporo racji.
Przyjął zaproszenie.

*~*~*
Odpowiedz
(15-05-2019, 11:34)Eiszeit napisał(a):
 Gigantyczne hangary były ogrodzone ścianami sięgającymi szczytu pierwszej kondygnacji. Przy każdej z obwarowanych bram stały tablice informacyjne i tabele strukturalne. Były źródłem danych dla jednostek przemieszczających się pomiędzy Sortami.
Ze względu na bliskość "były" można by połączyć dwa ostatnie zdania:
Przy każdej z obwarowanych bram stały tablice informacyjne i tabele strukturalne, będące źródłem danych dla jednostek przemieszczających się pomiędzy Sortami.

(15-05-2019, 11:34)Eiszeit napisał(a):
 Z powodu braku podstaw, nie możemy kontynuować…(brak spacji)Ta sprawa diametralnie zmienia wizerunek Xernagenu jako rzetelnego zleceniobiorcy…(brak spacji)Fragmenty pozrywanych zdań docierały do niego z opóźnieniem. 
(...)
Jedyną rzeczą jaka w minimalnym stopniu poprawiała mu humor(przecinek?) było pozbycie się Grossa. Podczas rozmów z sortowym zarządem nie otrzymał ani jednego pytania o Łowcę. Podejrzewał, że nie mieli pojęcia(przecinek?) co się z nim stało. 
Podejrzewam, że mieli więcej "obiektów" (w końcu robiąc takie badania ograniczania się do jednego egzemplarza nie byłoby rozsądne) ale wyniki Federicy były najbardziej obiecujące.
Xeragen - ta nazwa od początku wydawała mi się znajoma. Dziś przypomniałem sobie, że istnieje firma Ceragem (łóżka rehabilitacyjne z nefrytem) Wink


Próbuje się postawić na miejscu Klemensa, co bym zrobił. Co do zakończenia współpracy i zwolnień - badania zapewne pochłaniały sporo pieniędzy, ale kontynuowanie ich na nowych "obiektach" na własną rękę, by jak się uda przedstawić rządowi nowy produkt, byłoby jakimś rozwiązaniem.


(15-05-2019, 11:34)Eiszeit napisał(a):
Dwadzieścia sześć lat badań pozostawiało(wariant - zmiana formy na niedokonaną) więcej znaków zapytania niż odpowiedzi, ale etap do którego dotarli dało się jeszcze odwzorować. Szczególnie, że dysponowali wzorcowym rezultatem. Drugi Obiekt był stanowczo bardziej dopracowany od pierwszego. Klemens nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, co będzie, kiedy dotrą do punktu, w którym przerwali. Obiekt Wzorcowy mógł spaść do rangi testowego. Nie miał zamiaru go o tym informować. 

Bliskie powtórzenie.

Tu trochę nie ogarnąłem. Federica była obiektem wzorcowym, czy drugim? I kogo miał o tym nie informować? Samego drugiego obiektu, czy syna z którym miał się zaraz spotkać?

(15-05-2019, 11:34)Eiszeit napisał(a):
Usiadł, obserwując jak czarna teczka wysuwa się z regału, płynnie przemieszcza po pokoju i układa na blacie, naprzeciwko Troiana. Mężczyzna przesunął ją dwoma palcami w stronę ojca. Klemens nie skomentował. Nauczył się doceniać te drobne prezentacje dopiero w momencie, kiedy zyskał pewność, że młody Schindler całkowicie panuje nad umiejętnościami. Robił to prawie instynktownie. Zaszczepiona natura powoli stawała się tą autentyczną. 

No, dowaliłaś Big Grin Moce jak Jedi Wink

Niezłe zaskoczenie. Ale eksperymentowanie na własnym dziecku... no ten Klemens naprawdę nie ma litości.
Czyli to Troian jest tym obiektem wzorcowym? Ma wszystkie "bojowe" zdolności - czy był tylko wzorcem zaimplementowania pewnych rozwiązań a pierwszą jednostką bojową miała być Federica?


(15-05-2019, 11:34)Eiszeit napisał(a):
- Wolałbym, żebyś nie imponował jej prezentacją swoich umiejętności – powiedział i zmarszczył brwi, słysząc stłumioną odpowiedź rozchodzącą się echem wewnątrz głowy. 

Oczywiście. To byłoby nielogiczne i bezzasadne.
Wrócił na swoje miejsce, przyglądając się zamkniętym drzwiom gabinetu. 

Telepatia. Mocne. Smile

(15-05-2019, 11:34)Eiszeit napisał(a):
 Włosy upięte w wysoki kucyk przelały się przez jej prawe ramię.
(...)
Było wysoce prawdopodobnym, że (nadmierna spacja) prowadził go ktoś inny.
(...)
 Kiedy ją o to spytał(przecinek) powiedziała o pasji i rozwoju.


 Z jakiegoś powodu Enklawa nienawidziła kobiety równie mocno, co pożądliwie.
może: Z jakiegoś powodu Enklawa darzyła kobietę nienawiścią w równie mocnym stopniu co pożądaniem.


- Czy ta kolacja nie zaszkodziłaby pani wizerunkowi, pani Gosslin? Dziennikarze nie byliby na tyle nielogiczni, żeby odpuścić sobie taki temat – zauważył. Nie potrafił rozszyfrować lekkiego uniesienia kącików jej warg. 
- Nie zaszkodziłaby. Zapraszam pana do siebie, z dala od dziennikarzy – odpowiedziała, skubiąc mankiet fartucha. Z czasem Troian miał się przekonać, że robiła to w każdej sytuacji stresowej. Uniósł brew zaintrygowany tym, co powiedziała. 
- Czy to nie jest niestosowna propozycja? – zapytał dość prowokacyjnie
- To chyba zależy od pańskich oczekiwań – skontrowała, a on uznał, że w tym wyjaśnieniu jest sporo racji. 
Przyjął zaproszenie.
Fajny, błyskotliwy dialog, spodobał mi się Smile


Badania trwają od 26 lat a Troina ma 25. Coś mi się zdaje, że nie został poczęty naturalnie. A może Federica jest jego siostrą? Wink
Teraz też staje się oczywiste dlaczego Troian jest szefem idealnym. Z takimi umiejętnościami... Smile

Cały czas potrafisz zaskakiwać nowymi faktami, co czyni lekturę nieprzerwanie interesującą. Jestem ciekaw, co będzie dalej.
No i ciekawi mnie co z Adrianem. Pewnie zaszył się gdzieś, liżąc rany i obmyślając zemstę.

Pozdrawiam Smile
Odpowiedz
(15-05-2019, 18:25)Gunnar napisał(a): Próbuje się postawić na miejscu Klemensa, co bym zrobił. Co do zakończenia współpracy i zwolnień - badania zapewne pochłaniały sporo pieniędzy, ale kontynuowanie ich na nowych "obiektach" na własną rękę, by jak się uda przedstawić rządowi nowy produkt, byłoby jakimś rozwiązaniem.
Jedno jest pewne - będzie kombinował Big Grin

(15-05-2019, 18:25)Gunnar napisał(a): Tu trochę nie ogarnąłem. Federica była obiektem wzorcowym, czy drugim? I kogo miał o tym nie informować? Samego drugiego obiektu, czy syna z którym miał się zaraz spotkać?


Czyli to Troian jest tym obiektem wzorcowym? Ma wszystkie "bojowe" zdolności - czy był tylko wzorcem zaimplementowania pewnych rozwiązań a pierwszą jednostką bojową miała być Federica?
Troian jest idealny Wink Posiada pełne spektrum umiejętności - telepatia, przenoszenie przedmiotów (nigdy nie widziałam SW, ale oddaję rację, że może się kojarzyć Big Grin ), modelowanie przepływu prądu w neuronach i w urządzeniach. Jest Wzorcowy. Ale każdy Obiekt Wzorcowy wymaga testowego Wink Niestety padło na Fredericę.

"Obiekt Wzorcowy mógł spaść do rangi testowego. Nie miał zamiaru go o tym informować." Tworzenie nowego Obiektu wymagałoby nowego materiału testowego, kiedy dojdą do momentu, w którym nowicjusz przerasta poprzednika. To na pewno nie byłaby informacja, którą Troian powinien usłyszeć. A na co się Klemens zdecyduje, to już inna para kaloszy Big Grin Syna traktuje bardziej jak efekt pracy, niż dziecko.  

(15-05-2019, 18:25)Gunnar napisał(a): Fajny, błyskotliwy dialog, spodobał mi się [Obrazek: smile.gif]
Dzięki, mam wrażenie, że ich relacja jest zasobna w takie dialogi Wink

(15-05-2019, 18:25)Gunnar napisał(a): Badania trwają od 26 lat a Troina ma 25. Coś mi się zdaje, że nie został poczęty naturalnie. A może Federica jest jego siostrą? [Obrazek: wink.gif]
Teraz też staje się oczywiste dlaczego Troian jest szefem idealnym. Z takimi umiejętnościami... [Obrazek: smile.gif]


No i ciekawi mnie co z Adrianem. Pewnie zaszył się gdzieś, liżąc rany i obmyślając zemstę.
Ciekawe tropy...

(15-05-2019, 18:25)Gunnar napisał(a): Xeragen - ta nazwa od początku wydawała mi się znajoma. Dziś przypomniałem sobie, że istnieje firma Ceragem (łóżka rehabilitacyjne z nefrytem) [Obrazek: wink.gif]
Równie ciekawe skojarzenie Big Grin


Wprowadziłam większość proponowanych zmian. Nie zmieniałam trybu na niedokonany, bo moim zdaniem wrażenie nieodwracalności lepiej pokazuje stan psychiczny Klemensa. Z kolei inne zdania wiele zyskały na Twoich propozycjach, dziękuję Smile 

Pozdrawiam Smile
Odpowiedz
Frederica głowiła się nad kodem. Otrzymała niecodzienne zlecenie i zatraciła się bez reszty, wykorzystując strzępki czasu pomiędzy badaniami. Powoli zaczynała rozumieć charakterystyczne dla M-0 zawieszenia i spychanie na bok rzeczywistości. Frustrowały ją drobne potknięcia i okrężne drogi, jakimi musiała dochodzić do rozwiązań. Sięgnęła po kubek kawy i upiła łyk, nie odrywając wzroku od poziomego ciągu znaków. Postanowiła oddać projekt do weryfikacji Mikaela najdalej za dwa dni. Pomagał jej rozwiązywać problemy i przekazywał wiedzę, której nie otrzymałaby na żadnym z kursów. Minęło sześć dni od czasu, kiedy zamieszkała w przedsiębiorstwie, przy czym od pięciu pozostawali w ciągłym kontakcie. Łączyli się przez zabezpieczoną Sieć na prywatnym serwerze mężczyzny i rozmawiali, mając przed sobą projekcję drugiej strony. Frederica czuła coś dziwnie przyjemnego, oglądając białe ściany jego pracowni. Przeszperała materiały na temat map emocjonalnych i znalazła termin nostalgia. Uznała, że pasował.
Zamrugała, słysząc dźwięk telefonu. Zerknęła na wyświetlacz i mimowolnie drgnęła. Dzwoniące przypomnienie ściągnęło ją do tu i teraz, oznajmiając, że przyszedł czas na pierwszą próbę. Dziewczyna podskórnie wcale o tym nie zapomniała. Raczej próbowała zepchnąć tę świadomość i zminimalizować związany z nią stres. Odeszła od biurka i przedarła się przez porzuconą stertę drogich ubrań. Cały wczorajszy wieczór spędziły na wybieraniu odpowiedniej kreacji dla Roxany, w której miała zaprezentować się młodemu Schindlerowi. Zaplanowana kolacja wypadała za dwa dni. Frederica czuła coś dziwnego na myśl o tym, że mężczyzna będzie tak blisko, prawie za ścianą. Nie potrafiła pozbyć się wrogiego nastawienia i była zaniepokojona niejasnym uśmiechem Roxany, który pojawiał się za każdym razem, kiedy o nim mówiła.
Stanęła przed dużym lustrem i oceniła, że wygląda całkiem schludnie i estetycznie. Z początkowo nieznanych sobie powodów zaczęła zwracać większą uwagę na prezencję w obecności kobiety. Całkiem analitycznie i obiektywnie zauważyła, że albinoska jest świadomie piękna i zdaje się to wykorzystywać jako atut. W nielicznych sytuacjach, kiedy mogła obserwować ją na tle innych ludzi widziała to subtelne i ulotne wyróżnianie. Delikatnie wibrującą wyższość i wpływ na inne jednostki, zwłaszcza płci męskiej. Przez chwilę miała poczucie, że też chciałaby tak potrafić, ale rezygnacja przyszła dość szybko. Frederica nie potrafiła ocenić, od czego powinna zacząć. Chwilowo próbowała eksperymentować ze strojem, ale we wszystkim co wybrała czuła się śmiesznie i mało autentycznie. Później przyszedł czas na inne aspekty. Pierwsze cztery próby pomalowania paznokci okazały się katastrofą, ale powoli się uczyła. Sprawiało jej to nawet dziwną radość. Korzystając z sugestii Roxany zaczęła testować niektóre kosmetyki na wyposażeniu łazienki. Fascynowało ją to, w jakim stopniu zmieniała się jej skóra. Zrozumiała, że ma pełną kontrolę nad swoją fizycznością, którą do tej pory ignorowała.
Wyszła i zakodowała drzwi do apartamentu, którego nadal nie potrafiła nazwać swoim. Przemknęła korytarzem do windy i zjechała na dół, na piętro poniżej podziemnego parkingu. Zapoznawała się z przedsiębiorstwem powoli i ostrożnie, próbując nie rzucać w oczy dziewczętom, a zwłaszcza Maud. Kobieta wodziła za nią szczurzymi oczyma i unosiła dumnie głowę, wydymając z dezaprobatą wargi. Czując jej nastawienie dziewczyna nie miała ochoty na żadne interakcje. Sektorem, który omijała szerokim łukiem były sale odnowy biologicznej. Po pierwsze dlatego, że zawsze było tam pełno dziewcząt, a po drugie dlatego, że nie wiedziała czego ma tam szukać. W zamian za to zaczęła intensywnie korzystać ze strefy aktywnego wypoczynku. Zauważyła, że po krótkiej sesji wysiłkowej lepiej jej się myślało. Później odkryła bufet i owocowe koktajle w kilkudziesięciu wersjach smakowych. Codziennie próbowała innego i nie potrafiła się zdecydować, który smakuje jej najbardziej. Piąta kondygnacja miała do zaoferowania zupełnie inny rodzaj pożywienia. Frederica po raz pierwszy spróbowała prawdziwego mięsa i nie umiała zapomnieć jego smaku. Mimo wszystko najczęściej odwiedzanym przez nią miejscem było laboratorium.  Nie otrzymała kodu dostępu. Anonsowała się, wpisując identyfikator na panelu, a Roxana rozkodowywała jej drzwi. Za nimi zaczynała się ciężka praca. W ciągu pięciu dni dziewczyna otrzymała przekrojową listę informacji dotyczących stanu zdrowia, kondycji poszczególnych układów i zmian jakim poddano jej organizm. Dowiedziała się, że nie została ulepszona w cybernetyczny sposób. Wszystkie zmiany jakich dokonano zostały przeprowadzone farmakologicznie. Wiedziała także, że nie zastosowano manipulacji genowej i że przyszła na świat metodą in-vitro. Zaczęto na nią wpływać w ciągu kilku pierwszych miesięcy życia płodowego. Nie udało się precyzyjnie ocenić, co konkretnie obejmowały dodatnie zmiany, poza wyraźnie odmiennym układem neurologicznym i naturalnie podwyższoną temperaturą ciała. W zamian za to bardzo klarownie udało się ocenić negatywny wpływ na resztę ustroju. Frederica nie miesiączkowała, jej układ dokrewny działał w wypaczony sposób. Najprawdopodobniej próbowano wywoływać cykle lekami, ale ostatecznie Obiekt stracił możliwość rozmnażania się. Dziewczyna była jałowa. Jej postura czternastolatki, prawie chłopięce biodra i bardzo drobne piersi były efektem farmakologicznego zatrzymania natury. Roxanie wydawało się to przerażające i okrutne. Frederica podchodziła do tematu bardziej pragmatycznie. Nie czuła się zdolna do wychowania dziecka więc pozbawienie jej możliwości macierzyństwa uznała za korzystne. Nieco inaczej wyglądała sprawa z ogólnie pojętą seksualnością, której rozwój też został zaburzony. Kiedy Roxana po raz pierwszy zapytała o charakter relacji z Mikaelem, dziewczyna początkowo nie wiedziała do czego zmierza ta rozmowa. Dopiero po sformułowaniu być ze sobą jak kobieta z mężczyzną, poczuła ukłucie wstydu i protest gnieżdżący się w żołądku. Nigdy nie spojrzała na M-0 w ten sposób i wiedziała, że on również tak na nią nie patrzył. W ich relacji nagość była ignorowana, a jakiekolwiek napięcie nie istniało. Przez kilka tygodni sypiali ze sobą w jednym łóżku, nie przysuwając się do siebie chociażby o milimetr. Kilka godzin później, kiedy w samotności znalazła przestrzeń do przemyślenia tego aspektu dotarła do wniosku, że ten pozornie nieprzystępny obszar ją ciekawi, jednocześnie niejasno przerażając.
Weszła do laboratorium i usłyszała mechaniczny komunikat, że ma kierować się do komórki C7. Poszła na pamięć, omijając rzędy zamkniętych pomieszczeń. Znalazła Roxanę w gabinecie, pochyloną nad podświetlonym blatem. Cielsko Suze kładło się tłustym konturem na spodzie mebla, wijąc w spazmach, kiedy kobieta przeprowadzała procedurę pobierania jadu. Wściekły gad toczył wokół czarnymi paciorkami oczu, próbując bezskutecznie wgryźć się w ściankę próbki. Roxana podniosła wzrok na dziewczynę, powitała ją skinieniem głowy i docisnęła mocniej gadzi łeb. Otrzymała co chciała, odsunęła naczynie od rozchylonego pyska i wsunęła je do mechanicznego sortownika. Urządzenie zawibrowało i rozpoczęło pracę, pakując materiał w zabezpieczony próbnik. Gotowa fiolka z odpowiednim opisem zajęła miejsce obok innych. Wyróżniała się czerwonym kolorem korka zabezpieczającego. Roxana poluzowała ucisk, ignorując wściekły syk i napięty kołnierz, okrążyła blat i podeszła do Fredericy. Dotknęła policzkiem jej policzka, co jak zwykle wtrąciło dziewczynę w konsternację.
- Jesteś gotowa? –  Przyglądała się jej twarzy, czekając, aż Suze przepełznie do terrarium. Wiedziała, że każda wizyta w laboratorium była sytuacją potencjalnie stresową. Pierwsze próby zbadania Fredericy zakończyły się wdrożeniem kompleksowej procedury uspokajającej. Kobieta obawiała się co będzie, kiedy powracająca pamięć zacznie generować nieprzyjemne obrazy.
- Nie. Opowiedz mi jeszcze raz jak to przebiegnie – poprosiła dziewczyna, ze standardową obawą obserwując kobrę pnącą się po ramieniu kobiety. Dostała gwarancję, że Suze jej nie ukąsi, ale nie czuła się zbyt pewnie. Zwłaszcza po tym jak zobaczyła, z jaką zapalczywością potrafiła kąsać Roxanę. Później zorientowała się, że była to część pewnej symbiozy między nimi, coś w rodzaju standardowego rytuału. Odporność na trucizny wykazywana przez kobietę fascynowała ją i niepokoiła w równych proporcjach. Tak samo jak dziwnie matowe błyski w oczach. W tych krótkich momentach jej spojrzenie przypominało zimne, paciorkowate oczy węża.
- Przede wszystkim podam ci środek uspokajający. Procedura wymaga wkłucia. – Roxana zaprosiła ją gestem do kolejnego pomieszczenia. W tym także Frederica już była i podobało jej się najmniej ze wszystkich. Wysoka prycza laboratoryjna wzbudzała przykre skojarzenia. Ostre światło lamp na suficie potęgowało to wrażenie. Kobieta wskazała jej leżankę, a sama zaczęła przygotowywać stanowisko. Dziewczyna jak zwykle analizowała urządzenie stojące w centralnej części pomieszczenia. Przypominało sieć rureczek, kojarzącą się z układem limfatycznym. Od czasu do czasu widziała substancje przepływające w środku, generowane przez dwie stacje zasilające. Każda z nich była podpięta do osobnej tablicy, na której nieustannie zmieniały się dane. Dziewczyna nie rozumiała, co oznaczają symbole i czego dotyczą wartości procentowe, ale bardzo wyraźnie rozumiała różnicę między stacjami. Jedna z nich produkowała i wydzielała surowicę, druga dozowała trucizny. Efektem pracy układu był metabolit. Środek, dzięki któremu mogła odzyskać pamięć. Zastanawiała się jak wiele czasu Roxana poświęciła na opracowanie tej metody. I dlaczego Rząd nie dał jej pozwolenia na prowadzenie badań. Pewnie by o to zapytała, ale aktualnie większą uwagę poświęcała rozdrapywaniu przedramienia. Kobieta podeszła do niej i kazała położyć pod język płaską tabletkę. Frederica wykonała polecenie, wiedząc co nastąpi za mniej niż kwadrans. Rozluźni się do tego stopnia, że igła przestanie ją przerażać. Roxana wróciła do przygotowywania próbki.
- Pierwsza blokada neuronalna puści w przeciągu kilku godzin. Mimo to, wspomnienia zaczną się generować dopiero po upływie trzech tygodni. Nie będą zaczytywały się w formie chronologicznej, nie potrafię przewidzieć okresu i źródła ich pochodzenia. Początkowo możesz nie potrafić połączyć ich w całość. Nie chciałabym, żebyś była rozczarowana. Możemy potrzebować od czterech do siedmiu prób, w zależności od tego, jak będzie reagował twój organizm – powiedziała, dezynfekując dół łokciowy dziewczyny. – Możesz odczuwać mdłości, zawroty głowy. Powinnaś przygotować się na mocny atak migrenowy, niekiedy do stopnia utraty przytomności. Mogą wystąpić zaburzenia łaknienia i problemy z koncentracją. Dolegliwości bólowe będziemy likwidować na bieżąco, na inne postaramy się znaleźć metodę wspólnie. Połóż się proszę – dodała, obserwując jak głowa Fredericy przestaje zachowywać pion. Dziewczyna osunęła się na leżankę i posłusznie wyciągnęła ramię. Jej twarz drgnęła, kiedy kobieta wykonała wkłucie, ale paniczna reakcja zniknęła zagrzebana pod działaniem medykamentu. Całość nie trwała pełnych sześciu sekund. Poczuła dziwne ciepło i zamrugała, starając się zlikwidować mroczki przed oczyma. Kiedy odzyskała ostrość widzenia spróbowała zlokalizować Roxanę.
- To już? – zapytała.
- Już. – Kobieta podeszła do leżanki, wycierając mokre ręce. Przysunęła wysoki stołek laboratoryjny i przysiadła na nim, tuż przy głowie dziewczyny. Położyła jej chłodną dłoń na skroni. – Sama próba to tylko kilka sekund, wstęp. Cała reszta procesu dopiero się zaczęła. W zależności od tego jak wiele wspomnień odzyskasz i w oparciu o to, jak będzie reagował ustrój, przygotuję kolejny metabolit. Zamknij oczy, światło może cię drażnić – poleciła i przez moment w milczeniu przyglądała się napiętej twarzy.
Spędziły w laboratorium następne dwie godziny. Kiedy zaczął się atak migrenowy Frederica była już w swoim pokoju, zwinięta na łóżku w pulsującą ogniskową bólu, z kolorowym szalikiem wokół głowy. Otumaniona silnymi lekami próbowała zasnąć. Nie miała pojęcia, że wraz z pierwszą dawką wspomnień rozpocznie się dla niej okres bezsenności.
 
*~*~*
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości