Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Numer [+18]
#31
*~*~*

 
Wpisała kod, który przekazał jej w ostatniej wiadomości. Nawet dźwięki wydawane przez panel dostępu do pokoju brzmiały inaczej, niż się przyzwyczaiła. Dwie kondygnacje niżej wszystko wydawało się inne. Niepokojące. Przemknęła przez recepcję jak złodziejka, z kapturem nasuniętym głęboko na oczy. Włosy wciśnięte pod byle jaką bluzę przywarły jej do pleców, jeansy wydawały się bezpłciowe. Nie chciała, żeby ktokolwiek ją rozpoznał. Zacisnęła palce na cienkiej kopercie, w środku znajdował się niewielki nośnik przelewowy z dużą sumą pieniędzy. Łowcom nie płacono metodami łatwymi do wykrycia. Pchnęła drzwi, kiedy trzasnął odblokowany zamek. Weszła do standardowego pokoju hotelowego numer 333. Podeszwy adidasów skrzypnęły na podłodze korytarza.
Po prawej stronie stała prosta szafa, za nią wąskie lustro. Po lewej łazienka, przez małą szybę przesączało się światło. Słyszała szum wody dochodzący ze środka. Zamknęła za sobą drzwi. Automatycznym ruchem wysunęła włosy spod bluzy i weszła głębiej do pomieszczenia, stąpając po puchatym dywanie. Spojrzała na dwuosobowe łóżko. Po każdej stronie lampka, szafka nocna. Na szafce wyczyszczony ładownik. Podeszła bliżej, mrużąc oczy przed migającym, wściekle zielonym neonem, którego nie tłumiła zaciągnięta roleta. Przez chwilę obserwowała elementy broni rozłożonej na materacu. Nie znała się na tym, ale potrafiłaby wskazać lufę, mechanizm ryglowy i tłumik. Był absurdalnie duży, walcowaty i niepokojący. Usłyszała za sobą trzask i zesztywniała, zaciskając palce na kopercie. Miała wrażenie, że czuje na plecach gorące powietrze skumulowane do tej pory w łazience. Spojrzała na mężczyznę i przywitała się skinieniem głowy, którego nie powtórzył. To był jej pierwszy kontakt z Adrianem Grossem. Miał na sobie sortowy uniform bez numeru, najwyraźniej zapamiętała fakt, że był bardzo wysoki. Przycisnęła się do ściany gdy ją wyminął i sięgnął po opaskę leżącą na parapecie. Leżał tam jeszcze giętki pas z uchwytem na pistolety i czujnik z wytłoczonym modelem motocykla na obudowie. Trochę dalej coś wyglądającego jak plastikowy nadajnik gps. Mężczyzna założył opaskę na prawy nadgarstek, zamykając ją krótkim uciśnięciem, kliknęła jak kajdanki. Materiał z jakiego była wykonana przypominał cyberskórę, ale wyglądał na wytrzymalszy. Na spodzie znajdował się panel kodowania. Kiedy w końcu spojrzał na Roxanę, poczuła lód na lędźwiach i mocniej docisnęła plecy do zdrapanej tapety.
- Ty dla niego pracujesz  – odezwał się tak nieoczekiwanie, że znieruchomiała. Zaciągał samogłoski, jego głos wydawał się wytarty. Skinęła głową. Pomyślała, że gdyby zignorować oczy byłby przystojnym mężczyzną. Miała się długo wstydzić za tę myśl.
- Można tak powiedzieć. Realizuję pewne spektrum b…
- Czego ode mnie chcesz? – przerwał jej, nie zmieniając tonu głosu, pozycji, ani spojrzenia. Roxanie zdawało się, że był idealnie nieruchomy. Ona sama odsunęła się wreszcie od ściany, stanęła przed mężczyzną i cofnęła dwa kroki w tył. Międliła przez moment odpowiedź w ustach, po chwili uznając, że najprostsza będzie jak zwykle najlepszą.
- Dziewczyny. Nie szukaj jej dla niego. Znajdź ją dla mnie  – odpowiedziała, unosząc brodę wyżej. Zrobiło jej się lepiej, kiedy wyartykułowała cel wizyty. Próbowała poczuć się pewniej, jak interesantka i zleceniodawczyni. Zapłata za usługę, prosta transakcja, żadnych szczelin, zero miejsca na strach. Wątpliwy przypływ odwagi prysł jak bańka mydlana, kiedy mężczyzna zaczął chodzić dookoła niej. Okrążał ją, oglądał.
- Chcesz podkupić zlecenie Schindlera  – zauważył i mogła przysiąc, że usłyszała rozbawienie w jego głosie.  - Co za to dostanę? – zapytał, zbierając jej włosy i oplatając gruby kucyk wokół dłoni. Testował. Próbowała potrząsnąć głową i zakrztusiła się śliną, kiedy jej nie puścił. Znieruchomiała, napinając kark. Kolejne okrążenie.
- Zapłacę ci więcej, niż oferował Schindler – wyrzuciła z siebie na jednym wdechu i urwała równie gwałtownie, gdy stanął naprzeciwko niej. Złapał jej brodę kciukiem i palcem wskazującym, obracając w jedną i w drugą stronę.
Nie jestem lalką, sukinsynu.
Szarpnęła głową i zacisnęła pięść, zgniatając kopertę. Nośnik wbił się we wnętrze jej dłoni, wypuściła go z palców. Koperta upadła bezszelestnie na podłogę, tak jakby była całkiem nieistotna. Mężczyzna odsunął ją stopą pod łóżko. Zaszeleściła. Ten dźwięk zabrzmiał jak ostrzegawczy szept. Zauważyła, że miał na nogach wojskowe buciory. Zaczęła podejrzewać, że wcale się nie kąpał. Starała się odepchnąć od siebie wizję Grossa wypłukującego kabinę z cudzej krwi.
- Schindler też może zapłacić więcej. Zwłaszcza za ciebie, jeśli dowie się o naszym spotkaniu. Ile warta jest twoja piękna głowa?  - zapytał i podszedł znacznie bliżej, niżby sobie życzyła. Przełknęła nagromadzoną w ustach ślinę. Miała wrażenie, że produkuje jej za dużo. Oczy Łowcy pozostawały takie same. Patrzył na nią w sposób, w jaki wilk patrzy na sarnę zaplątaną we wnyki. Poczuła, że przychodząc tutaj popełniła potworny błąd. Nie odezwała się, kiedy rozpiął zamek jej bluzy. Dała sobie trzydzieści sekund na przeanalizowanie potencjalnych korzyści. Potem uniosła głowę. Jej twarz podświetlał migający neon. Napięte policzki i zaciśnięte wargi w zielonym świetle wydawały się sztywne z odrazy. Obyś była tego warta, dziewczyno.
Wydał jej polecenie. Rozebrała się pod nieruchomym spojrzeniem, wbitym w równie nieruchomą twarz. Usiłowała zniknąć. Czuła jak podnosi trzęsące się dłonie i odpina pierwszy zatrzask sortowej kamizelki. Miała wrażenie, że ogląda wszystko z boku, pozostawiając na jego pastwę opuszczone ciało. Jej/nie jej dłonie dotknęły wyżyłowanego torsu. Dotyk trwał ułamek sekundy. Gross szarpnął się w taki sposób, jakby go poparzyła. Nie zdążyła zadać pytania.
Pchnięta upadła na materac, element rozłożonej broni wbił się w mostek i pierś, szczęknęła zębami przygryzając język. Tłumik spadł z łóżka na podłogę i grzechocząc potoczył się pod ścianę.
Nie będzie po mojemu.
Poczuła szarpnięcie, chwyciła paznokciami narzutę ciągnąc ją za sobą i próbowała przełknąć krew wypełniającą policzki. Igła bólu przepruła jej podbrzusze napinając uda, gdy ciało przestało należeć tylko do niej. Miała wrażenie, że wszystkie mięśnie zbijają się w małe, piekące węzły, a coś skrajnie obcego rozrywa jej autonomię na krwawiące fragmenty. Nie przestał jeszcze długo po tym, kiedy zaczęła skamleć. 
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości