Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Między bestiami i kmieciami
#31
Cytat:Co do spraw porządkowych to z reguły nigdzie nie przenosimy starych utworów.

Sądzę, że, jeżeli autor uważa jakiś swój utwór za przestarzały, to powinno być wyraźnie zaznaczono na początku utworu, jeżeli nie da się zorganizować tego z pomocą rozmieszczenia. Inaczej dość wielu ludzi zaczyna czytać takie utwory i niepotrzebnie opracowywać uwagi.
Odpowiedz
#32
Prośba autora jest jednym z tych niezwykle rzadko występujących wyjątków.
Zaś co do obawy, że nagle tłumy rzucą się czytać stare utwory... Big Grin
Odpowiedz
#33
(27-05-2011, 12:54)kubutek28 napisał(a): Wrzucam kolejny fragment:

Tymon zbudził się późno przed południem. Poprzedniego wieczora w karczmie (przecinek) wraz z innymi mieszkańcami wioski(przecinek) świętowali po udanej i ciężkiej pracy przy budowie nowej stodoły dla jednego z wieśniaków. Biesiada była nadzwyczaj udana, toteż zwlókł się z łóżka z ogromnym bólem głowy. W ustach czuł imitację pustyni, więc wybrał się na zewnątrz, by napić się wody ze studni.
(...)
Chwycił oburącz skrzypiący koniec i zaczął ciągnąć do dołu. Chciałbym być głuchy,(myśl kursywą) pomyślał zaciskając zęby.
(...)
— Pamiętasz — przerwał ciszę Ongus —(brak spacji)jak kiedyś mówiłeś, że chciałbyś trochę pozwiedzać cokolwiek poza wioską? Nadarzyła się ku temu sposobność.
— Jak to? — Tymon nie zrozumiał Tymon.
(...)
Pomyślał, że jednak dobrze byłoby przystać na daną mu propozycję.
(...)
Tymon chciał odejść do chałupy.
— Poczekaj! — Ongus go zatrzymał go Ongus. — Najpierw chodź ze mną do wieży, chcę ci przedstawić jeszcze jednego członka wyprawy.
— O — zdziwił się chłop. — wciągłeś w swoje plany kogoś jeszcze?
— Tak właściwie… — zawahał się Ongus. — To on wciągnął mnie.
— Nie wiedziałem, że w ogóle ktoś może być ci panem! — Tymon się uśmiechnął się Tymon.
Ongus postanowił zignorować tę uwagę.

***
— Panowie, poznajcie się! — rzekł Ongus, gdy tylko wszedł z Tymonem do wieży. Tracjan natychmiast wstał od stołu, przy którym siorbał w zadumie gorącą herbatę.
— Tracjan Klemenson, do usług! — rzekł, wyciągając rękę w kierunku Tymona.
— Tymon… Też do usług — odpowiedział chłop trochę zdziwiony, odwzajemniając uścisk dłoni.
— A więc — rzekł Ongus — znacie swoje imiona, może teraz przedstaw nam plan podróży — zwrócił się do Tracjana.
— No dobrze… — odparł łowca. — Najpierw musimy dostać się do mojego domu, w którym znajduje się cały potrzebny do naszej misji ekwipunek. Później udamy się do jaskini, gdzie znajduje się obecnie nasz cel. — Mówiąc to wskazywał palcem na stole palcem prowizoryczną trasę podróży.
— Coś ogólnikowy ten plan — zauważył Tymon.
— Ach, bo właściwie wszystkiego nawet my nie wiemy — zaczął tłumaczyć Ongus. — Tym bardziej tobie nie możemy niektórych rzeczy powiedzieć, dowiesz się w swoim czasie.
Tymon posmutniał. Nie podobało mi się, że jego przyjaciel miał przed nim jakieś tajemnice.
— Dobra, to ja idę(przecinek) przyszykuję pakunki… — rzekł z zawodem, wychodząc z wieży.
(...)
— Jest mądrzejszy, niż wygląda — odpowiedział tajemniczo Ongus.
— Pozostali chłopi w wiosce nie dorównują mu intelektem do pięt, Tymon nie zna swoich możliwości. <-- połączyć by to z poprzednią wypowiedzią
(...)
 W tym momencie czekali na Tymona(kropka) — choć wiedzieli, że musi jeszcze załatwić trochę sprawunków, zaczynali się niecierpliwić.
Tu rozumiem, że jeszcze nie było dziadzia, który zostałby z dobytkiem.

BTW: rzadko piszę w papierze, tylko jeśli nie mam pod ręką laptopa
Odpowiedz
#34
Cytat:Zaś co do obawy, że nagle tłumy rzucą się czytać stare utwory...

Nawet jeśli nie tłumy, a tylko ktoś jeden, to i tak lepiej nie dezorientować człowieka.
Odpowiedz
#35
Cytat:Nawet jeśli nie tłumy, a tylko ktoś jeden, to i tak lepiej nie dezorientować człowieka.
Ja myślę, że data utworzenia wątku wiele powinna wyjaśniać. Powtórzę zaś jeszcze raz - choć to starsza wersja opowiadania, to nowszej jeszcze nigdzie nie publikowałem, więc nie wiem czy opłaca się je gdziekolwiek przenosić... Bo w takim wypadku, jak podejrzewam trzeba by przenieść wiele utworów ze wszystkich działów...
Odpowiedz
#36
Po prostu w tych utworach, gdzie nie zamierzasz poprawiać wad wskazywanych przez czytelników, napisz, proszę, o tym fakcie na początku wątku, przed tekstem utworu.

A data utworzenia wątku nic nie mówi na temat rozpatrywanej kwestii. Mogą być utwory bardzo stare, ale aktualne, a mogą być dość nowe, ale nieaktualne.
Odpowiedz
#37
(30-05-2011, 16:59)kubutek28 napisał(a): Kilkanaście minut później wszyscy umiejscowili swoje bagaże w schowku nad siedziskami służącym do tego celu. Tracjan rozdał towarzyszom po parze gogli, sam założył dodatkowo swoją skórzaną czapkę.
(...)
Wszyscy trzej zaczęli z całych sił przybierać nogami. Starał się nawet Tymon, który dopiero co poznał mechanizm działania napędu. Skrzydła leżące dotąd spokojnie na ziemi uniosły się powoli, po czym opadły gwałtownie, wzbijając wokół tuman kurzu. Trzej pasażerowie dzięki swej pracy nóg wprawiali wehikuł w coraz szybszy ruch, który tworzył jeszcze większą chmurę pyłu, aż w końcu z trudem oderwał się od ziemi. Tymon poczuł dziwne szarpnięcie i zamknął ze strachu oczy. „Bocian” wznosił się ku niebu, a jednocześnie zaczął lecieć przed siebie. Tracjan skręcił ster i ruszyli w stronę jego domu.
(wiem, ze to fantasy, lecz trudno mi zaakceptować, że pojazd z trzema ludźmi mógł oderwać się od ziemi - tak z czysto fizyczno-mechnaicznego puntu widzenia Wink )
(...)
Tymon nie zwracał uwagi na polecenia, wciąż tylko panicznie przybierał nogami, przez co maszyna wznosiła się cały czas coraz wyżej.
— Tymon, przestań! — rzucił ostro Tracjan.
Chłop w końcu usłuchał towarzysza. Całkowicie powstrzymał się od napędzania i skulił się na swoim stanowisku, dysząc głośno i sapiąc. „Bocian” zwolnił, zaczął szybować na stałej wysokości.
(...)
W wieśniaku zwyciężyła ciekawość i instynkt odkrywcy. Postanowił wychylić się z siodełka i popatrzeć w dół, jednak szybko, wzdragając się, powrócił do oglądania swoich powiek od ich wewnętrznej strony.
— Piękno bywa niebezpieczne… — westchnął Ongus, widząc poczynania przyjaciela. — Ale to piękno… — zawahał się na moment, spoglądając w dół. — Tylko wygląda groźnie.
Tymon, choć próbował zignorować słowa zachęty, również zaczął po kilku chwilach ukradkowo obserwować zmniejszony świat,
(...)
Kilka godzin później lot stał się dla pasażerów „Bociana” nużący i męczący. Zwłaszcza, że świat, który mogli wcześniej z wysoka podziwiać, skrył się pod osłoną nocy. Światło wiszącego nad nimi księżyca tylko trochę rozświetlało mrok, a elektryczność dotarła głównie do domostw w największych miastach, a takich było niewiele. (no to jestem zaskoczony, ze w Twoim świecie funkcjonuje elektryczność)
(...)
Tymon posłusznie wykona polecenie, widząc kątem oka, jak Ongus kieruje swój palec na lekko zaniepokojonego Tracjana. Był z siebie dumny — bardzo rzadko spotykał się z sytuacją, w której mag był rozeźlony na kogoś innego, niż on.
Tracjan, rozszerzając oczy ze strachu, widział w ciemności wykrzywioną twarz Ongusa i wycelowany w niego palec, który stanowił większe zagrożenie, niżby gotowa do strzału kusza, czy krasnoludzka broń palna. (widzę, że ten świat, przynajmniej z początkowych tekstów, jest bardziej zaawansowany niż z tych późniejszych)
— Ongus… Co robisz…? — zdążył cicho powiedzieć.
W pobliżu czubka palca maga zaczęła tworzyć się mała, jasnofioletowa kulka energii, która lecąc w stronę Tracjana zmieniła się w długą, wirującą strzałę świetlną.
Łowca, będąc przygotowanym na najgorsze, chwilę przed trafieniem pociskiem zamknął oczy z grymasem na twarzy.
Świdrująca powietrze strzała zderzyła się z piersią pilota „Bociana”, powodując chwilowy rozbłysk energii.
(...)
— To takie coś, dzięki czemu może widzieć w nocy tak dobrze, jak za dnia
— wyjaśnił mag. (połączyć z poprzednim wersem)
— O… — zdumiał się chłop. — A takie cuś to się trudno robi?
Ongus roześmiał się życzliwie.
— No, jeszcze trochę ci brakuje. — Mam tylko nadzieję — zniżył głos do szeptu — że nie przeszkadza mu zapalone światło jak śpi, zwłaszcza pod powiekami, bo jeszcze trochę mu to zostanie…
Tymon spojrzał Ongusowi w ledwo widoczne w ciemności oczy o obaj roześmiali się.
Tymczasem „Bocian” powoli, acz sukcesywnie opadał w dół, kręcąc się, niczym listek klonu jesienią.
— Ląduj, panie łowco, a dobrze wyceluj! — rzucił wesoło Ongus. — Ino szybko, bo już tęskno do ziemi.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości