Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Lekcja pokory - proza Styczeń 2019
#1
Star 
To poprawiona wersja pojedynkowego opowiadania sprzed 1,5 roku. Miłej lektury Wink

LEKCJA POKORY 
943 rok c. e. u.
Z nieba lał się żar. August z mieszanymi uczuciami patrzył na gmach Gildii Magów w miasteczku Stare Wierchy we wschodnim Bandarze. Ponad mur otaczający dziedziniec, wzbijały się smukłe kamienne wieże zakończone spadzistymi dachami. Przyglądał się szarym basztom, zadając sobie pytanie: Dlaczego ojciec wysłał mnie na nauki tutaj, a nie do jakiejś placówki w rodzinnej Cestii?
Nie znalazłszy odpowiedzi, wszedł główną bramą, wpuszczony przez odźwiernego, któremu pokazał zaproszenie do gildii, o jakie wystarał się dla niego rodziciel. Zameldował się u administratora, który wręczył mu pakiet pościeli, zaprowadził do pokoju i poinstruował o podstawowych zasadach panujących na terenie gildii.
Został sam. Obejrzał skromnie urządzoną komnatę, chwilę patrzył przez okno na pełen uczniów dziedziniec. Zdjął z łóżka torbę podróżną i sam na nim zaległ. Spoglądał w strop, analizując sprzeczne uczucia dotyczące tego miejsca. Chciał się uczyć, ale nie tak daleko od domu. Gildie były tu inaczej zorganizowane niż w jego rodzinnym kraju. Centralną władzę sprawowała Wieża z Kości Słoniowej, której podlegały placówki terenowe. W gildii rządziła rada mistrzów, którym przewodził wielki mistrz, co roku wybierany rotacyjnie z jej grona. Ścieżka awansu prowadziła od ucznia, przez adepta po mistrza. Jak to dokładnie wyglądało, tego ojciec mu nie wyjaśnił. Jako szesnastolatek, był na samym początku magicznej drogi.
Do pokoju z rozmachem wszedł młody mężczyzna o nieco ciemniejszej karnacji. Głowę miał gładko ogoloną. Oczy skrzyły się tym samym blaskiem co uśmiech. Wracał z wykładu, podczas którego asystował mistrzowi. To zawsze dodawało mu skrzydeł. Przez ułamek chwili zdziwił się obecnością chłopaka w swoim pokoju. Przyjrzał się szczupłemu przybyszowi.
– Kim jesteś?
– Jestem…
– Nowy współlokator? – Przerwał mu. – Coś woźny wspominał.
– Tak. Jestem elfem z Cestii, mam na imię August.
– August? To takie mało elfickie imię.
– Rodzice mnie tak urządzili.
– Ja jestem adept Vassel. Nie martw się Gustek. Mogę tak do ciebie mówić? – Nie czekając na zgodę chłopaka ciągnął dalej. – Jeden z moich mistrzów w Frey miał na imię Filodendron, ale nikt się z niego nie śmiał. Nie śmiał się śmiać – zażartował, ale nie widząc rozbawienia na twarzy rozmówcy spoważniał. – Idziesz do golibrody?
– A muszę?
– Jak pewnie zauważyłeś, tu wszyscy golą głowę ze względu na upały. Chyba, że ci to nie przeszkadza. Za trzy dni jest oficjalne rozpoczęcie roku, więc dobrze byś wyglądał jak reszta.
– Właściwie to…
– Podręcznik bestiologii? – Vassel zauważył obok elfa książkę, którą ten wyjął z zamiarem czytania, zanim pogrążył się w rozmyślaniach.
– Tak, to moja ulubiona dziedzina.
– Żartujesz? Moja też! – ucieszył się Vassel. – Wiedziałeś, że kazakadiany lubią zakładać nory w pobliżu jaskini żarłaków? Dzięki temu… – Resztę popołudnia i sporą cześć wieczoru przegadali o bestiologii. Dopiero głód zmusił ich do wizyty na stołówce. W trakcie posiłku i po powrocie do pokoju kontynuowali temat. Dopiero, gdy wszelkie odgłosy w gildii ucichły, Vassel uświadomił sobie, że powinien się tej nocy dobrze wyspać.
– Rano muszę się stawić przed radą mistrzów. Mają ogłosić decyzje o nadaniu mi statusu adepta.
– Ale mówiłeś, że już jesteś adeptem. – August był nieco zdezorientowany.
– Tak, od sześciu lat. Ale miesiąc temu się tu przeprowadziłem, więc jestem tu nowy jak ty. – Bandarczyk się uśmiechnął. – Procedura jest taka, że jak się przeprowadzasz do innej gildii, to miejscowa rada na podstawie referencji z poprzedniej decyduje, czy możesz w nowym miejscu być adeptem.
– Masz dużą wiedzę, na pewno dostałeś dobre referencje. – Domyślał się elf.
– W Frey zawsze byłem chwalony za postępy w sztuce. Nie znam co prawda treści zalakowanej opinii, którą ze sobą przywiozłem, ale mój mentor, mistrz Xarlax, powiedział mi między wierszami, że dostałem świetne referencje. Nawet zasugerował, że wystarczające do tego, by zostać mistrzem.
– To może od razu nim zostaniesz.
– Eee, nie. Do mistrza mi jeszcze sporo brakuje – odparł Vassel z udawaną skromnością.
– Ale mogliby? – dopytywał elf.
– Tak, choć nie nastawiam się na to. Gdybym został w swoim mieście, to pewnie niedługo dostałbym ten tytuł. Tu będę musiał sobie zaskarbić zaufanie miejscowej rady. No dobra, czas iść spać. Dobrej nocy Gustek.
Młody elf usiłował zasnąć, ale duchota była nie do zniesienia, nawet pomimo otwartego okna i grubych murów. Przewracał się z boku na bok. W pewnej chwili usłyszał, że jego współlokator usiadł na łóżku. Obrócił się w jego stronę.
– Strasznie się wiercisz – powiedział adept z wyrzutem.
– Nie mogę zasnąć.
Vassel patrząc zaspanymi oczami, zaczął wykonywać dziwne gesty dłońmi. Nagle pomiędzy jego palcami pojawiło się niebieskawe światło. Po chwili zniknęło, a w ręku adepta został przeźroczysty przedmiot.
– Masz, to sopel lodu. Oczywiście to nie zwykły lód. – Podał przedmiot chłopakowi. – Będzie stopniowo uwalniał zimno przez kilka godzin. Połóż go na stoliku nocnym. Pozwoli ci zasnąć.
August był zadowolony z prezentu. Powietrze nad jego łóżkiem stało się przyjemnie rześkie. Zasypiał z myślą, że musi poprosić towarzysza, by nauczył go tego zaklęcia.

2. Vassel w napięciu oczekiwał na decyzję. Zazwyczaj była to formalność. Nie obawiał się wyniku. Serce w jego piersi łomotało z innego powodu. Nie chciał się nastawiać na taką możliwość, ale istniała szansa, że referencje wystarczą, by od razu otrzymał tytuł mistrza. Choć przez skromność, niezwykle cenioną wśród bandarskich magów, nie śmiał zbyt intensywnie rozmyślać o dostąpieniu takiego zaszczytu.
Wrota otwarły się. Odźwierny zaprosił go do środka. Członkowie rady przyjaźnie go przywitali, życzliwie pozwalając usiąść.
– Cieszymy się, że dołączyłeś do gildii w naszym mieście, młodzieńcze – przemówił wielki mistrz Hovind. – Posiadasz liczne talenty. Nie tylko tak napisali twoi nauczyciele z Frey, ale sami je obserwowaliśmy przez ostatni miesiąc. Jak wiesz, decyzja, co do stopnia adepta po przeprowadzce nie jest automatyczna. Bierzemy pod uwagę treść opinii i to, co widzieliśmy odkąd u nas jesteś. Zwróciliśmy się także o mądrość do Mystry, by podjąć najlepszą decyzję. Pod wpływem jej ducha zdecydowaliśmy nie nadawać ci tytułu adepta w naszej gildii. Pomimo licznych zdolności zaniedbałeś szkołę umysłu, o czym też wspomniano w referencjach. Wierzymy, że nadrobisz te zaległości i za kilka miesięcy ponownie rozważymy twoje kwalifikacje na adepta. Niech Mystra będzie z tobą.
Zaskoczony Vassel wstał i z wymuszonym uśmiechem pokłonił się członkom rady. Wyszedł bez słowa. Dopiero w drodze do pokoju dotarło do niego to, co usłyszał od mistrza Hovinda. Zaniedbałem szkołę umysłu? To fakt, że skupiłem się na innych aspektach, ale dzięki temu poczyniłem w nich większe postępy. Z powodu takiej błahostki odmówili mi tytułu adepta? Wystarczyło, by któryś z mistrzów mi o tym powiedział, a tu ani słowa – tylko mnie chwalili. A ja naiwny spodziewałem się, że zrobią mnie mistrzem! Jak Mystra mogła im podsunąć tak niesprawiedliwą decyzję?
Wszedł do pokoju. Zaległ na sienniku. Nie miał na nic ochoty. Rada pozbawiła go najcenniejszego, co posiadał – życiowego celu. Nigdy nie słyszał, by z tak błahego powodu pozbawiono kogoś tytułu. Zresztą nie o sam tytuł chodziło. Jako nie-adept nie będzie mógł nauczać początkujących, nie będzie mógł asystować przy nasączaniu przedmiotów mocą Mystry, ani kopiować gimmuarów. Będzie… nikim! Cofnęli mnie do magicznej kołyski!
Gdyby to widział jego mentor, gdyby wiedział jaka niesprawiedliwość spotkała jego ucznia! Po co w ogóle wyjeżdżałem? Na zmianę pomstował na krzywdę i ubolewał nad swym losem. Jednak decyzja ta został podjęta pod wpływem Mystry. Starszyzna popełniła błąd, czy to sama bogini go odrzuciła? Ta druga myśl była bardziej przerażająca. Żaden adept nie ma prawa podważać decyzji rady. Czy to oznacza, że mieli rację? Może nie jest wolą Mystry, bym zajmował się magią? Jeśli tak, to z boginią się nie dyskutuje.
Słońce niknęło już za horyzontem, gdy do pokoju wszedł August.
– Witaj Vassel. Już wróciłeś? I jak tam decyzja rady?
– Źle – wystękał zagadnięty.
– Jak to źle?
Vassel odezwał się po dłuższej chwili. Chciał zostać sam, ale równocześnie pragnął podzielić się z kimś targającymi nim wątpliwościami. Dlaczego nie z młodym elfem? August w skupieniu wysłuchał egzystencjalnych żalów współlokatora.
– Nie obrażaj się na boginię za błędy ludzi. – Odezwał się, gdy Vassel skończył mówić. – To ludzie popełniają błędy i wyrządzają krzywdę, a nie Mystra, nawet jeśli jej służą. Mystra skoryguje ich w swoim czasie. Pamiętaj, że ślubowałeś służyć Mystrze, a nie mistrzom gildii.
– Tak, pewnie masz rację – odparł ze smutkiem były adept.
Vassel przekręcił się na drugi bok i szybko zasnął. August zapomniał poprosić go o sopel lodu. Zresztą biedak był tak przybity decyzją rady, że nie chciał mu zawracać głowy swoim błahym problemem z dusznym powietrzem. Tym razem jego wiercenie się nie przeszkadzało współlokatorowi. Spał jak kamień. Młody elf podciągnął biała szatę nocną, by się trochę schłodzić, albo przynajmniej nie pocić. Nie rozumiał, czemu uczniom kazano spać w czymś takim, dodając do tego jeszcze szlafmyce. Przecież tak to sobie można mózg ugotować! Jego nocne nakrycie głowy leżało rzucone niedbale obok łóżka. Nie rozumiał, dlaczego Bandarczycy, w dzień chodzący zazwyczaj tylko w spódniczkach i sandałach, na noc się tak odziewają. Zimno im? Najchętniej spałby nago, ale mając współlokatora taka swoboda nie wchodziła w grę. W rodzinnych, górzystych stronach coś takiego nawet na myśl by mu nie przyszło, ale tu warunki były doprawdy ekstremalne. W gęstym powietrzu rozeszły się przytłumione odgłosy. Najwyraźniej dochodziły z korytarza. August postanowił to sprawdzić. I tak nie uda mi się zasnąć. Wstał, nawet nie uważając, by jego kroki nie skłaniały starych klepek do wydawania przeraźliwych jęków. Obejrzał się tylko na współlokatora, który spał jak zabity. W tej chwili mu zazdrościł. Wyszedł na korytarz, trzymając w ręku szlafmycę. Kilka zapalonych lamp przełamywało nocny mrok. Po kamiennej posadzce spacerowali uczniowie w białych strojach. Nikt mu nie mówił, że panują tu takie zwyczaje.
– Przepraszam, jestem tu nowy – zagadnął przechodzącego obok. – Czy…
Uczeń poczłapał dalej, całkowicie go ignorując. Półelf ogarnął wzrokiem większą grupę młodzieńców. Chodzili powoli w różnych kierunkach, czasami odbijając się od ścian, ale nie od siebie nawzajem. W ich ruchach było coś nienaturalnego. Oczy mieli otwarte, ale wzrok był nieobecny. Klucząc pomiędzy nimi, poszedł w stronę sal wykładowych. Za załomem korytarza ujrzał dorosłego mężczyznę w brązowej spódniczce i sandałach. Na plecach miał kilka tatuaży – na karku symbol Mystry, łańcuch opatrzności wzdłuż kręgosłupa, a na łopatce czarnego pająka. Trzymał za ramię jednego z uczniów. Drugą ręką rozwierał mu powiekę, wypatrując czegoś w źrenicy. Po chwili puścił go, pozwalając iść dalej. Odwrócił się do wnęki po prawej.
– Udało się wybudzić wszystkich, których potrzebujemy, ale ten Vassel nadal opiera się naszej mocy.
– A ten nowy? – zapytał niski głos dochodzący z wnęki.
– Zapomniałem o nim. Jeśli jest słaby, to powinno udać się za pierwszym razem. Zaraz go sprawdzę.
August nagle zdał sobie sprawę, że mówią o nim. Włosy zjeżyły mu się na przedramionach. Odwrócił się i udając bezwolnego ucznia wrócił do siebie. Wskoczył do łóżka i naciągnął na siebie koc. Mimo upału drżał z zimna. Po kilku chwilach usłyszał jak ktoś wchodzi do pokoju. Skrzypiąca podłoga zdradzała, że podchodzi do krawędzi łóżka. Chłopak wstrzymał oddech. Nastała upiorna cisza. Lęk ściskał mu powietrze w płucach i paraliżował mięśnie. Po chwili podłoga zaskrzypiała. Drzwi cicho otwarły się i zamknęły. August wypuścił powietrze. Oddychał płytko i szybko, modląc się, by ten ktoś nie wrócił.

3. Przywitał go parny poranek. Vassel, przygotowując się do zajęć, czytał notatki z poprzedniego wykładu. August zrzucił z siebie koc. Był mokry jak mysz.
– Ale miałem dziwny sen.
– Co ci się śniło? – zagadnął Vassel, raczej z grzeczności niż ciekawości.
August dostrzegł, że gdzieś uleciało jego radosne usposobienie. Na pewno nadal przeżywał wczorajszą decyzję rady.
– Korytarzami szkoły lunatykowali uczniowie. Jacyś mężczyźni z tatuażami sprawdzali ich źrenice. Uch – wzdrygnął się – to było straszne.
– Te koszmary to pewnie przez upał. Nie nawykłeś do naszego klimatu. Przepraszam, że wczoraj nie zrobiłem dla ciebie sopla. Pewnie ciężko ci było zasnąć.
– Nie, nie, w porządku. Byłeś wczoraj bardzo zmęczony. Nie chciałem cię niepokoić.
– Ta – odparł bez entuzjazmu. – Lepiej się już zbieraj, jeśli idziesz na te same zajęcia co ja.
Vassel siedział na wykładzie ze skwaszoną miną. Słowa mistrza, któremu asystował adept Meleth, biegły gdzieś obok. Zdał sobie sprawę, że nie będzie mógł już więcej asystować podczas wykładów czy zajęć w laboratorium. Roztrząsał w myślach, czy rada postąpiła sprawiedliwie. Przez ostatni miesiąc zauważył, że pewne sprawy w miejscowej gildii daleko odbiegają od zaleceń Wieży z Kości Słoniowej. Gdyby został mistrzem, mógłby w tych kwestiach naprostować radę, ale teraz jest od tego dalej niż kiedykolwiek. Obserwował nieporadność adepta. I komuś takiemu pozwala się asystować, a mnie odsuwa? Zaraz przypomniał sobie, że Meleth jest siostrzeńcem jednego z mistrzów. Czyżby nepotyzm? Szybko odrzucił tę myśl. Nepotyzm, przekupność czy oszustwo było surowo potępiane, a Wieża z Kości Słoniowej czuwała, by usuwać z czarodziejskich zastępów osobników, którzy splamiliby się takimi czynami. A jednak w tej gildii nie wszystko było tak, jak mogłoby się zdawać na pierwszy rzut oka. Wizytatorzy odwiedzali każdą gildię raz w roku na parę dni, by skontrolować jej działalność. Przez kilka dni można utrzymać piękną fasadę, za którą kryje się spróchniała rudera. Dlatego mimo kontroli mogą się tu dziać różne niechwalebne rzeczy.
Uderzyło go nagłe wrażenie, że niegodziwość wypełza z każdego zakamarka siedziby czarodziejów. Zdał sobie sprawę, że ze względu na swój cel, dotąd podświadomie ignorował wszystkie niepokojące sygnały. Grafik asystencji, z którego szybko zniknęło jego imię, nie pozostawiał wątpliwości – krewni mistrzów byli faworyzowani. Widział przecież kroniki awansów – od dawna nikt nie został tu mistrzem, a ostatni taki przypadek dotyczył syna przewodniczącego!
Powoli uświadamiał sobie, w jakie bagno wdepnął. Teraz był już pewien, że tu nigdy nie zostanie mistrzem, a nawet odzyskanie tytułu adepta jest bardzo wątpliwe. Czy Mystra nie widzi tego, co się tu wyprawia? Czy bogini mądrości jest ślepa?
Obok August skrupulatnie sporządzał notatki. Czasami rozpraszał go siedzący przed nimi uczeń, który, gdy profesor odwracał wzrok, rzucał w innych białym kulkami – owocami żywopłotu. Celował zwłaszcza w tych, który mieli na sobie koszule z szerokim kołnierzem. Część, odziana jedynie w tradycyjne spódniczki, była na razie bezpieczna. Ofiary ataków albo go ignorowały, albo odwracały się, rzucając mu gniewne spojrzenia, co zawsze rozbawiało swawolnika.
August trącił kolegę w łokieć.
– Co to za jeden?
– Boer, miejscowy zgrywus. Robi różne głupie dowcipy. Słyszałem, że w zeszłym roku puścił z dymem połowę laboratorium.
– Dlaczego go nie usuną z gildii?
– Jest pociotkiem jakiegoś ważnego maga ze stolicy – odparł szeptem Vassel.
August pokiwał głową ze zrozumieniem. Profesor odwrócił się, by napisać coś na tablicy. Elf wytężył wzrok. Mistrz odziany w brązową spódniczkę i sandały miał na plecach trzy tatuaże – symbol Mystry, łańcuch i pająka. Ślina utknęła chłopakowi w gardle, a włosy na łydkach stanęły dęba. Czy to był tylko sen? Ale jak? Nie widziałem wcześniej tego profesora. Nie mógł mi się przyśnić! Burzliwe rozmyślania przerwał koniec zajęć. Na stołówce instynktownie usiadł w kącie, daleko od innych uczniów. Dołączył do niego zrezygnowany Vassel.
– Tu dzieje się coś dziwnego – rzucił August.
– Tak – przyznał ex-adept, wzdychając. – Gdy się tak przyjrzeć tej gildii, to nie trudno wskazać przypadki nepotyzmu. Oby Mystra szybko to naprostowała.
– Tu dzieją się o wiele dziwniejsze rzeczy. Pamiętasz jak rano opowiadałem ci sen? Myślę, że to nie był sen.
Vassel potrzebował chwili, by przebić się przez gąszcz własnych rozmyślań i wrócić pamięcią do porannych słów półelfa.
– Chodzi ci o tych lunatyków na korytarzach?
– Tak. Ten mężczyzna, co sprawdzał ich oczy, miał takie same tatuaże jak profesor z dzisiejszego wykładu – wyjaśnił konspiracyjnym szeptem.
– Mistrz Teortian? To normalne, że śnią się nam rzeczy, które już widzieliśmy.
– Ale ja go wcześniej nie widziałem! – Niebieskooki elf nie rezygnował z konspiracyjnego szeptu. – To moje pierwsze zajęcia z nim.
– Może widziałeś go gdzieś wcześniej na korytarzu, przechodził obok ciebie na dziedzińcu, czy coś takiego. – Vassel bagatelizował przejęcie kompana.
Chłopak zastanowił się chwilę.
– Nie, na pewno go wcześniej nie widziałem.
– No dobra, ale co z tego zbiorowego lunatykowania wynika? – Ex-adept postanowił metodą pytań dowieść niedorzeczności tej opowieści.
– Tutaj to normalne? – August popatrzył na niego zdziwiony. – Powiedziałbym, że to działanie jakiejś potężniej siły.
Vassel pomyślał chwilę. Czy wyczułby przepływy tak potężnych mocy, które musiały mieć miejsce, jeśli to, co mówi elf jest prawdą? Tak zatracił się w bestiologii, że rzeczywiście zaniedbał magię umysłu.
– Dobra, tej nocy nie będę spał. Sprawdzimy tych twoich lunatyków.
August był lekko rozczarowany niedowierzaniem współlokatora, ale z drugiej strony z zadowoleniem przyjął jego obietnicę.
Z biegiem dnia lęk ustąpił miejsca podnieceniu. Elf nie mógł się doczekać udowodnienia starszemu koledze, że nie zmyśla.
– Idziesz spać? – Vassel z zaskoczeniem stwierdził, że Gustek przebrał się w nocną koszulę i szlafmycę.
– Musimy wyglądać jak pozostali. Przecież jak ten profesor zobaczy, że jesteśmy w dziennych strojach, to od razu nas zdemaskuje.
Vassel pokiwał tylko głową, udając zrozumienie dla słów współlokatora.
– Na twoim miejscu też bym się przebrał. Słyszałem jak ten mistrz rozmawiał z kimś innym o tobie. Że jeszcze nie udało im się ciebie… wybudzić. Wybudzić, tak. Tak nazywali to lunatykowanie.
Ex-adept był pewny, że Gustek zmyślił to na poczekaniu. Przez chwilę chciał po prostu iść spać, ale już obiecał, że to sprawdzi. Poza tym, mimo całej sympatii jaką obdarzył młodzieńca, ze względu na wspólne zainteresowania, uznał, że dobrze byłoby mu utrzeć nosa, udowadniając, że jest w błędzie.
– Dobra, przebiorę się. – Machnął ręką.

4. Północ minęła. By nie zasnąć, czytali podręczniki do astronomii. August co jakiś czas ostrożnie uchylał drzwi, sprawdzając korytarz.
– I co? Chodzą już ci twoi lunatycy? – zapytał, powstrzymując ziewanie, Vassel.
– Jeszcze nie.
– Dobra, czytam do końca rozdziału. Jak się nie pojawią, to idę spać.
Elf bardzo chciał udowodnić, że nie kłamie. Naszła go jednak myśl, że może nie każdej nocy odbywają się te spacery. A jeśli dziś mistrzowie nie będą „wybudzać” to wyjdzie na kłamcę, albo w najlepszym razie na szczeniaka, któremu sen myli się z jawą. Znów poszedł sprawdzić korytarz. Niestety był pusty. Zrezygnowany zamknął drzwi. Vassel skończył czytanie i, głośno ziewając, udał się na spoczynek. Gustek nie miał żadnych argumentów, by go powstrzymać. Ściągnął szlafmyce, w której cały czas stróżował i zaległ na posłaniu. A może to rzeczywiście był tylko koszmar? Przymknął oczy. Mimo gorąca bóstwo snu brało go w objęcia. Jego pogrążającą się w nieświadomości jaźń nagle złapał za kark jakiś przeciągły, niski dźwięk, wyszarpując z powrotem do realnego świata. Coś usiadło mu na czole. Poczuł ukłucie. Odruchowo plasnął się w twarz, ale komar zdołał umknąć. Zrobił kółko i usiadł mu na nosie. Drugi wymierzony samemu sobie policzek całkiem go obudził.
– Przeklęty komar.
Insekt zrezygnował z trzeciego ataku i poleciał szukać innej ofiary. Gustek przekręcił się na drugi bok, gdy nagle usłyszał, że coś otarło się o drzwi. Skupił słuch. Komarzyca brzęczała gdzieś pod sufitem. Po chwili usłyszał kolejne otarcie i odgłos stóp. Powoli wstał i, starając się nie skrzypieć podłogą, podszedł do drzwi. Uchylił je lekko, po czym szybko zamknął.
– Vassel. Vassel, śpisz?
Brak reakcji oznaczał twierdzącą odpowiedź na jego pytanie.
– Vassel, obudź się – szeptał – obudź się. Oni lunatykują. – Pochylił się do samego policzka współlokatora. – Vassel, wstawaj.
Na twarzy ex-adepta pojawił się grymas. Poprawił głowę na poduszce. Nie tyle słyszał słowa, co podrażniało go powietrze wydychane przez Gustka wiszącego mu nad uchem. Elf postanowił przejść do użycia siły. Położył mu dłoń na ramieniu i energicznie potrząsnął. Vassel otworzył oczy. Zmarszczył brwi. W świetle księżyca dostrzegł współlokatora kładącego palec na ustach. Wstał, cicho ziewając. Razem podeszli do drzwi.
– Coś tam chodzi – stwierdził ex-adept po chwili nasłuchu.
– Mówiłem ci.
Ostrożnie wychynęli na korytarz. Uczniowie w białych koszulach szwędali się bez celu, wiedzeni nieobecnym wzrokiem. Kiedy Vassel zastępował im drogę, zatrzymywali się. Patrzył na ich twarze bez wyrazu i oczy bez życia.
– Ciekawe, czy da się takiego obudzić – szepnął do towarzysza.
Augustowi serce przyśpieszyło. Nie planował wchodzić z lunatykami w bezpośrednie interakcje.
– O, patrz tam. Boer. Zaraz sobie porobimy żarty.
Podstawił nogę lunatykującemu zgrywusowi. Boer potknął się, ale nie upadł. Vassel zaszedł mu drogę, więc się zatrzymał. Złapał go za ramiona i mocno ścisnął. Nie wywołało to żadnej reakcji. Uszczypnął w policzek. Podobnie. Szturchnął w mostek.
– Ciekawe, czy jak bym go kopnął w… –  Nie dokończył, bo August złapał go za ramię.
– Daj mu spokój – szeptał – za załomem korytarza ktoś jest.
Dorosły mężczyzna w brązowej spódniczce chodził od ucznia do ucznia, sprawdzając źrenice. W krok za nim podążał człowiek, w którym Vassel rozpoznał wielkiego mistrza Hovinda.
– To już wszyscy?
– Nie wiem jak Vassel i ten nowy – odparł mistrz Teortian. – Zaraz sprawdzę, ale czy naprawdę potrzebujemy wszystkich? Niedobrze byłoby zwlekać.
– Racja. Dwóch w tą, czy w tamtą, nie robi różnicy. Gdy przeprowadzimy rozmnażanie, żaden żywiciel się nie oprze. A jak z mistrzami?
– Zaraz przyjdzie posłaniec.
Vassel wycofał Gustka gestem.
– Musimy wracać do pokoju – wyszeptał.
– Możemy udać lunatyków.
– Możesz chodzić jak oni, ale jak sprawdzi ci oczy, to odkryje, że udajesz.
Zawrócili w stronę pokoju, ale usłyszeli jak ktoś schodzi z wyższego piętra i nie brzmiało to jak chód lunatyka. Ukryli się w ciemnej wnęce za popiersiem założyciela gildii.
– A jest i posłaniec. – Hovind przywitał mistrza Perla. – Jak tamci?
– Przełamaliśmy kilku tej nocy. Wkrótce wszyscy będą nasi.
– Wyśmienicie. – Dobiegał głos zza załomu korytarza. – Idź jeszcze sprawdzić tych młokosów.
Zdając sobie sprawę, że mówią o nich, pośpiesznie wycofali się do pokoju i wskoczyli do łóżek. Udając śpiących przeszli test. Niezadowolony mistrz opuścił komnatę.

5. Od rana żywo debatowali o wydarzeniach ostatniej nocy.
– Ci dwaj mistrzowie to najbliżsi współpracownicy Hovinda. Co oni knują? – zastanawiał się na głos Vassel, wpatrując w dziedziniec, gdzie kilu adeptów chłodziło się w fontannie.
– To, co mówili o jakimś rozmnażaniu i łamaniu mistrzów brzmiało przerażająco – przyznał elf. – Może prowadzą jakieś nieczyste eksperymenty na uczniach i pozostałych mistrzach.
– Hovind mówił coś o żywicielach. Jakby chcieli coś rozmnażać, a… ludzie mają być żywicielami? – Formułując wniosek popatrzył na współlokatora, w którego wyrazie twarzy dostrzegł przerażenie. – Nie bój się Gustek. Musimy się dowiedzieć, co to może być. Czas odwiedzić bibliotekę i pożyczyć kilka tomów.
Do południa szukali w bestiologicznych woluminach informacji o wszelkich znanych pasożytach. Przewertowali naprawdę sporo ksiąg.
– Coś nam umyka. – Vassel oparł się o krzesło.
– Żaden z pasożytów, opisanych w księgach, nie żywi się człowiekiem. Są „zarodniki lisza”, ale to tworzy „kroczących w śmierci”, a mówiłeś, że żaden tutejszy mistrz nie trudni się nekromancją.
– Żaden bandarski mag nie zajmuje się tą dziedziną, jest zakazana – wyjaśnił Vassel.
– A jeśli mistrz Hovind praktykuje ją potajemnie? – zapytał młody elf.
Nepotyzm, kumoterstwo – tak. Ale nekromancja?
– Musi być inne wyjaśnienie. – Ex-adept pokręcił głową.
Miał coś dodać, ale skończyły się poranne zajęcia i w bibliotece pojawiało się coraz więcej uczniów.
– Poskładajmy to. – Wskazał na księgi. –  Pogadamy w pokoju.
W czytelni pojawił się mistrz Perl. Dostrzegłszy Vassela, podszedł do stolika.
– Co takiego studiujecie?
– Eee… nadrabiam magię umysłu – skłamał.
– A to dobrze – rzucił mistrz i poszedł w swoją stronę.
– Patrz, ma taki sam tatuaż jak Teortian. – August szeptem zwrócił uwagę towarzysza na plecy odchodzącego profesora.
Nie zauważył, że koło nich stanął Beor.
– No, chyba pozazdrościł wielkiemu mistrzowi Hovindowi. – Chłopak przeciągnął się, aż coś mu strzeliło w karku. – Czemu mnie tak ramiona bolą? Idę na stołówkę – rzekł sam do siebie.
August i Vassel, wychodząc z biblioteki, zaczepili woźnego. Byłego adepta interesowało, czym naukowo zajmuje się mistrz Hovind. Kaletan był najbardziej zorientowanym pracownikiem gildii, posiadającym dostęp do wszystkich pomieszczeń. Przygarbiony starzec krępej postury w luźnym zielonym płaszczyku chętnie dzielił się wiedzą, jeśli ktoś tylko zechciał słuchać. Wyjaśnił im, że wielki mistrz specjalizuje się w astronomii.
– Wiosną to nawet go kilka miesięcy nie było, bo szukał w górach jakiegoś meteorytu. Ze cztery decemy temu wrócił. Cieszył się jak dziecko ze znaleziska. – Starzec uśmiechnął się, co uwydatniło kurze łapki wokół oczu.
– A ten meteor? Gdzie go trzyma? – zapytał August, przeczesując jasne włosy.
– Widziałem go w pracowni na tyłach jego gabinetu. Ale ostatnio nie pozwala mi tam wchodzić. Pewnie zajmuje się badaniem tej skały. Może boi się, że jakiś inny mistrz, albo ja skradniemy mu jego wielkie odkrycie – odparł woźny, rozbawiony podejrzliwością profesora.
– Myślisz, że ten meteor ma coś wspólnego z lunatykami? – spytał Vassel, gdy woźny się oddalił.
– Nie dowiemy się, jeśli go nie obejrzymy. Mam pewien pomysł. Chodź ze mną – odparł August, zawracając w stronę stołówki.
W tłumie uczniów wypatrzył Boera. Chwilę śledził go wzrokiem, dopóki nie zajął miejsca. Wtedy przysiadł się do jego stolika.
– Cześć, jestem August. Słyszałem, że jesteś największym figlarzem w tej gildii.
Boer przez chwilę był zaskoczony bezpośredniością nowego, ale lubił otwartość i brak celebry. Oprócz robienia żartów, były to powody, dlaczego żadnemu mistrzowi nie przeszłoby przez myśl, by awansować go na adepta.
– Vassel ci tak powiedział? – Zapytał, patrząc na ex-adepta, który przysiadł się razem z elfem.
– Wszyscy o tym wiedzą. Robiłeś jakieś dowcipy mistrzom?
– Bo to raz.
– A wielkiemu mistrzowi?
Chłopak pokręcił przecząco głową.
– Miałbyś na tyle odwagi, żeby zrobić żart mistrzowi Hovindowi? – Elf rzucił wyzwanie.
– Phi! Dla mnie nie ma ograniczeń. Co proponujesz? – Boer uśmiechnął się przebiegle.
– Podrzucenie do jego gabinetu żaby vernusiańskiej. Tylko trzeba do tego trzech osób, bo to nie łatwe. Mogą tam być magiczne alarmy. Wchodzisz w to?
– No jasne. Terminowałem kiedyś w gildii łotrzyków, ale był ubaw. A ty Vassel też idziesz?
– Jasne, nie ma lepszej zabawy. – Z początku nie wiedział, co zamierza Gustek. Teraz spodobał mu się pomysł podpuszczenia Boera.
– No no, odkąd przestałeś być adeptem, to zrobił się z ciebie równy gość. To kiedy chcecie to zrobić?
– Możemy dzisiaj – zaproponował Vassel, przypominając sobie grafik zajęć. – Za godzinę jest narada mistrzów. Ja wezmę żabę z menażerii i spotkamy się pod gabinetem Hovinda.
– To ja biorę na siebie ewentualne zabezpieczenia – zadeklarował Boer. – Przedni pomysł z tą żabą. Będzie miesiąc wietrzył komnatę. – Cieszył się jak dziecko.  

6. Vassel przyniósł żabę w szczelnym, szklanym naczyniu. Zanurzona była w płynie Geznara, który pozwalał jej oddychać. Pod gabinetem wielkiego mistrza czekali już pozostali „spiskowcy”. Przez nikogo niezauważeni weszli do środka. Po chwili stali już pod drzwiami pracowni Hovinda.
– Dziwne – rzekł Boer, który zabrał się za rozpracowanie zabezpieczeń. – Widzicie te wyżłobienia i linkę ukrytą między deskami? To mechanizm porządnego zamka magiczno-konwencjonalnego.
– Za trudny dla ciebie? – zapytał August.
– Nie, no co ty? – Obruszył się zawadiaka. – Nie w tym rzecz. Zamek jest nieuzbrojony. Zdaje się, że żadne zabezpieczenia pracowni nie są aktywne – powiedział, uważnie przyglądając się drzwiom.
Vassel dostrzegł zamek runiczny.
– Mylę się, czy ten run też jest nieaktywny?
– Tak, Vassel, wygląda na to, że nie mam co rozbrajać.
– No to chodźmy zobaczyć te… eee… podrzucić żabę. – August nacisnął klamkę.
Pracownia wyglądała jakby stoczono w niej walkę: powywracane krzesła, stosy pergaminowych notatek bezładnie rozrzucone po podłodze. Jedna z szuflad biurka leżała strzaskana pośrodku komnaty. Z lewej stał metalowy stojak, którego koniec uformowany w dłoń, trzymał sferyczną skorupę. Obok, na pulpicie do czytania, leżały notatki.
– Nie wiedziałem, że wielki mistrz ma w swojej pracowni taki bałagan – stwierdził zgrywus. – A nas ciągle ganiają do sprzątania.
– Boer, to jest pewnie szafka na insygnia mistrzowskie i pieczęcie gildii? – Vassel zwrócił jego uwagę na schowane w ścianie, misternie rzeźbione drzwiczki z symbolem Mystry.
– Nie inaczej.
– Masz – rzekł, podając mu słój. – Włóż tam żabę. Jak Hovind po naradzie będzie chował insygnia, to znajdzie naszą niespodziankę.
– Boski pomysł – docenił Boer, odbierając płaza.
– Tylko delikatnie z nią, żeby nie wystrzeliła teraz.
Znalazłszy mu zajęcie, razem z Augustem zajęli się oględzinami skorupy meteorytu.
– Średnica dwadzieścia cztery cale, powierzchnia chropowata… ble, ble, ble… w środku czarne i wypukłe wzory. – Vassel czytał na głos notatki sporządzone przez profesora.
– Ale przecież są wklęsłe i szare – zauważył August.
Ex-adept uważnie im się przyjrzał.
– Nie przypominają ci czegoś?
– Wyglądają jak puste przestrzenie po pająkach – odparł elf. – Myślisz o tym samym co ja?
– Gustek, jeśli mamy racje, to jesteśmy w koziej du…
– Zrobione – przerwał im uradowany Boer.
– Dobra, zmywajmy się, zanim mistrz wróci. – August rzucił starszemu koledze porozumiewawcze spojrzenie.
Siedzieli w bibliotece do wieczora, aż nie wygonił ich kustosz. Poszukiwania były męczące, ale udało im się niepostrzeżenie wynieść wolumin zawierający pożądane przez nich informacje.
– Tej księgi nie można pożyczyć do pokoju?
– Widzisz znak V w sygnaturze? – Vassel wskazał palcem. – Tylko do korzystania na miejscu.
– Trudna sprawa z tymi meteorytowymi organizmami. Z tego, co tu jest napisane wynika, że nie da się ich pozbyć przy pomocy Sztuki. – Młody półelf pilnie studiował antyczne zapiski.
– Może się da. Tylko tak rzadko trafiają do naszego świata, że nikt nie opracował jeszcze sposobu.
– Wybacz Vassel, ale wątpię, by nam się udało – odparł kwaśno August. – Autor tej księgi pisze, że przez te pasożyty niemalże upadło państwo sternidzkie, gdy zagnieździły się wśród dworzan i rodziny królewskiej. Pierwsze znajdują żywicieli, przejmując nad nimi kontrolę, potem się rozmnażają.
– To właśnie chcą zrobić mistrzowie, to znaczy te potwory, które nimi zawładnęły – poprawił się Vassel.
– To co zrobimy?
– A jak sobie poradzili w tamtym państwie? Pokaż.
Obaj zagłębili się w lekturze.
– Spalili żywcem zainfekowanych, łącznie z członkami rodziny królewskiej – przeczytał na głos August.
– Super – odparł sarkastycznie Vassel, podchodząc do okna.
Mimo, iż nawykł od dzieciństwa do upałów, teraz ciężko oddychał. Czy powinien wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności? Czy to misja od Mystry? Utrata pozycji adepta pozwoliła mu dostrzegać więcej. Czy powinien w nocy spalić gildię? Pozbawi przy okazji życia wielu niewinnych, ale ocali Bandar. Nikt mu nie uwierzy, że ratował ojczyznę. Świadectwo małoletniego półelfa z zagranicy nikogo nie przekona. Okrzykną go mordercą i zapewne pozbawią życia. Nagle poczuł, że urodził się, by ponieść taki ciężar. Jeśli tak jest wola Mystry, przyjmę na siebie to brzemię – pomyślał, patrząc na pusty dziedziniec skąpany w ognistym świetle zmierzchu.
– Autor postuluje przeprowadzenie testu na zainfekowanych. – Ze wzniosłych myśli wyrwał go głos współlokatora. – Takiego jak w przypadku zmiennokształtnych. Choć to dwie odmienne sprawy to spekuluje, że tak można byłoby odróżnić zarażonych od zdrowych. Jeśli testowany osobnik jest sterowany przez obcy organizm, mają wystąpić drgawki i konwulsje, podobnie jak w wypadku zmiennokształtnych.
– Co to za test?
– Osoba testowana musi wypić miarkę koziego mleka.
Gdyby udało się zdemaskować zarażonych mistrzów na oczach innych czarodziejów i uczniów, nie musiałbym ich palić żywcem i przyjmować piętna mordercy – pomyślał Vassel.
– Tylko jak skłonić mistrza Hovinda, Teortiana i Perla do wypicia koziego mleka? I skąd, u licha, weźmiemy kozie mleko?
– Kozie mleko kupimy w miasteczku. A co do nakłonienia mistrzów, by je wypili, mam już pewien pomysł. – August uśmiechnął się przebiegle.

7. Rano na stołówce dosiadł się do nich Boer. Minę miał zawiedzioną.
– Chyba nam numer nie wyszedł. Żaden mistrz nie grzmiał, nikt nic nie wie o naszej akcji. Vassel, na pewno przyniosłeś właściwą żabę?
– Na pewno. Może Hovind nie zaglądał do pracowni? Ale mam z Gustkiem lepszy pomysł i to taki, który wszyscy zauważą. Dzisiaj jest oficjalne rozpoczęcie roku. To nadęta ceremonia. Chciałbyś z nami ją rozruszać?
– Jak? – Oczy Boera rozbłysły. – Dawaj.
Aula wypełniała się powoli. Na uroczystym rozpoczęciu roku miało być około sto pięćdziesiąt osób. Uczniowie nosili odświętne białe stroje, przewiązane niebieskim sznurem. Adepci sznury mieli czerwone. Vassel pożyczył niebieski z pralni. Swój sznur, przywieziony z rodzinnego miasta, musiał z żalem zostawić w pokoju. Obok niego siedział August, w napięciu oczekujący rezultatu ich przygotowań. Boer strasznie się wiercił. Nie mógł się doczekać, gdy podczas oficjalnej ceremonii mistrzowie będą zbiorowo kasłać ku uciesze zebranych. Po śniadaniu zakradł się do kuchni i dodał do napoju mistrzów miksturę przygotowaną przez młodego elfa. Grono miagów weszło na aulę razem. Zasiedli na podium za dębowym stołem, na którym stały złote puchary. Po przydługawymi i nudnym wystąpieniu Hovinda rozpoczęła się ceremonia na cześć Mystry. Mistrzowie powstali, błogosławiąc uczniów. Teraz przyszła kolej na uroczysty toast. Podczaszy z wielkiego dzbana ponalewał mikstury do kielichów. Mistrzowie złapali puchary i opróżnili je do dna. Boer kiwał się w przód i w tył, nie mogąc się doczekać ich reakcji. Magowie ponownie usiedli. Kolejne przemówienie wygłosił kwestor gildii. Boer znowu był zawiedziony.
– Na pewno dodałeś tego środka do mleka? – szepnął do Augusta. Miał wrażenie, że to on został przez elfa wkręcony, by cieszył się jak dziecko, a oni mogli się śmiać z jego naiwności. Ale po minie kompana poznał, że on też czeka na efekt działania mikstury, choć nie zdawał sobie sprawy, że nie kaszlu oczekuje.
– Już powinno działać – odparł. – Vassel, czemu nic się nie dzieje?
– Nie wiem. Może ta księga się myliła. Przecież czarodziej, który ją napisał, nie miał okazji sprawdzić swoich przypuszczeń.
– Jaki czarodziej? O co chodzi? – Boer był zdezorientowany. A jednak prawdy mi nie powiedzieli.
Hovind głośno odcharknął. Prelegent puścił ten dźwięk mimo uszu, kontynuując przemówienie. August obserwował jak wielki mistrz poci się i z coraz większym trudem trzyma krzesła.
– Coś się dzieje – szepnął do towarzyszy.
Zaraz drgawki ogarnęły także Teortiana i Perla. Pozostali czarodzieje odsunęli się zaskoczeni. Trzej mistrzowie zaczęli tarzać się po podłodze, w konwulsjach wywracając drewniany stół, który z łoskotem spadł z podwyższenia przed widownię. August i Vassel wyskoczyli z rzędu, biegnąc w kierunku podium.
– Odsuńcie się od nich! – krzyknął August. – Są zarażeni!
Czarodzieje odsunęli się jeszcze bardziej, nie wiedząc jak zareagować. Vassel wskoczył na podium. Tatuaże na plecach tarzających się mistrzów zgrubiały, nienaturalnie pulsując. Zaraz zaczęły się intensywniej ruszać, usiłując opuścić żywicieli.
– To symbioty z meteorytu! – zawołał Vassel do nadal zaskoczonych magów.
Kwestor podszedł bliżej, obserwując jak pasożyty wyskakują z ciał.
– Ogniem ich! Wypalcie je ogniem! – krzyknął.
Zdezorientowani magowie przywoływali ogniste strzały, ciskając nimi w podłogę, ale szybkie, czarne jak smoła symbioty zdołały umknąć. Z lśniących, obłych ciał wyrastało po sześć odnóży, którymi sprawnie przebierały, uciekając przed spaleniem. Zeskoczyły z podium w poszukiwaniu nowych żywicieli. Uczniowie i adepci rozbiegli się w panice. August chwycił żagiew płonącą we wnęce i rzucił się w pogoń za pasożytami. Vassel stanął na krawędzi podestu, przymknął oko i złożył dłonie w kulę. Mistrzowie niecelnie ciskali ognistymi pociskami, podpalając drewniane krzesła.
– Przestańcie! – krzyknął kwestor w obawie, że spalą gildię.
Magowie nie słuchali go, zaciekle polując na symbioty, więc rozłożył ręce i lodową ścianą odciął ich od reszty sali. Fala szronu pokryła ściany i meble białymi kryształkami. Vassel wymierzył strzał i celnie przypalił jednego pająka. W tym samym momencie w innej części auli August usmażył drugiego pochodnią. Usłyszeli przeraźliwy skowyt. Boer tarzał się po podłodze pomiędzy rzędami.
– Weźcie go ode mnie! Weźcie go ode mnie!
Trzeci symbiot wlazł mu pod skórę na łydce, usiłując się zagnieździć.
– Vassel! – krzyknął elf. – Mleko! Szybko!
Ex-adept złapał dzbanek, który choć wylądował na ziemi podczas wywrócenia stołu, zawierał jeszcze trochę mieszaniny. Popędził w stronę towarzyszy.
– Zostało jeszcze trochę – rzekł, podając naczynie elfowi.
August złapał dzbanek, siadając na Boerze okrakiem.
– Pij, to się nie zagnieździ!
Boer rzucał się jak epileptyk, więc Vassel przytrzymał mu głowę, podczas gdy August wlewał mu do gardła kozie mleko. Zawadiaka zaczął się krztusić i jeszcze bardziej trząść. Symbiot przeszedł pod skórą w stronę kostki i wyskoczył z jego ciała. Wtedy dopadła go ognista strzała. Nad chłopcami stał kwestor z nietęgą miną. Oczekiwał wyjaśnień.
August czekał na współlokatora pod drzwiami. Był ciekaw, co postanowiła w jego sprawie rada mistrzów pod przewodnictwem delegata Wieży z Kości Słoniowej. Zastanawiał się też, czy tu zostać, czy lepiej wrócić do rodzinnej Cestii. Tutejszy klimat wybitnie mu nie sprzyjał, ale znalazł tu dobrego kompana i ostatnie wydarzenia wskazywały, że wiele się tu można nauczyć.
Vassel opuścił komnatę. Zastał pod drzwiami towarzysza, którego czoło zraszały krople potu.
– I jak? – zapytał półelf.
– Nadali mi z powrotem tytuł adepta. – Vassel uśmiechnął się, a jego uśmiech i oczy skrzyły się tak, jak wtedy, gdy August go poznał.
– A widzisz? Bogini wyprostowała wszystko szybciej, niż się spodziewałeś. Gdybyś porzucił gildię zaraz po tamtej niesprawiedliwej decyzji, inaczej by się to skończyło. Nigdy nie wątp w moc Mystry.
– Nie wątpię Gustek, choć niekiedy krętymi ścieżkami nas prowadzi. Chodź. – Objął przyjaciela ramieniem. – Jeśli masz przeżyć w Bandarze, muszę cię nauczyć kilku zaklęć z magii lodu.
Odpowiedz
#2
Hmm, fajne, żartobliwe opowiadanie z magicznego Universum.
Zastanawiam się, czy fakt, że jest pojedynkowe i pojawiło się ponownie dzisiaj, ma coś wspólnego z moim ogłoszeniem pojedynkowym.
No i ten tytuł - Lekcja pokory.

Zły Wilk nie robi nic bez powodu.
W kwestii pokory, to jestem gotów na przegraną.

A Ciebie Gunnarze potrzebuję do oficjalnego ogłoszenia konkursu.
Na wszelki wypadek zrobię sobie zapas koziej maślanki, ponieważ na Żuławach, poniżej poziomu morza, znalazłem ślady meteorytu.
Spalił się w atmosferze i przy zetknięciu z depresją.
Ale to niewątpliwie był pozaziemski kamień filozoficzny.
Nawet echa śladów mogą być magicznie groźne.
Gdzie tu jest najbliższa kozia farma?

Alchemik
Kłamstwo wymaga wiary, aby zaistnieć. Uwierzę w każde pod warunkiem, że mi się spodoba.
J.E.S.

***
Jak być mądrym.. .?
Ukrywać swoją głupotę!
G.B. Shaw
Lub okazywać ją w niewielkich dawkach, kiedy się tego po tobie spodziewają.
J.E.S.

[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#3
(26-01-2019, 21:58)Alchemik napisał(a): Hmm, fajne, żartobliwe opowiadanie z magicznego Universum.
Zastanawiam się, czy fakt, że jest pojedynkowe i pojawiło się ponownie dzisiaj, ma coś wspólnego z moim ogłoszeniem pojedynkowym.
No i ten tytuł - Lekcja pokory.
Czysty przypadek Wink

Dzięki za odwiedziny.
Ogłoszenie na głównej już zamieściłem
Mam nadzieję, że będzie sporo chętnych.
Może sam się przyłączę Wink
Odpowiedz
#4
Magiczna historia. Wciągająca i konsekwentnie poprowadzona fabuła. Poważniejszych usterek nie dostrzegłam. Gratuluję lekkiego pióra Gunnar Smile
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#5
(09-02-2019, 13:29)Miranda Calle napisał(a): Magiczna historia. Wciągająca i konsekwentnie poprowadzona fabuła. Poważniejszych usterek nie dostrzegłam. Gratuluję lekkiego pióra Gunnar Smile

Dziękuję bardzo, cieszę się, że lektura sprawiła przyjemność Smile
Odpowiedz
#6
Dziękuję wszystkim osobom, które wskazały "Lekcję pokory" w głosowaniu.
Nisko się kłaniam Smile
Odpowiedz
#7
(26-01-2019, 20:49)Gunnar napisał(a): August z mieszanymi uczuciami patrzył na gamach Gildii Magów w miasteczku Stare Wierchy we wschodnim Bandarze.
Gmach?

Cytat:Choć przez skromności, niezwykle cenioną wśród bandarskich magów, nie śmiał zbyt intensywnie rozmyślać o dostąpieniu takiego zaszczytu.
Tutaj miało być chyba skromność?

Cytat:Cofnęli mnie do magicznej kołyski!
Fajna metafora Smile

Cytat:Tym razem jego wiercenie nie przeszkadzało współlokatorowi.
W kontekście wykonywania ruchu sugerowałabym wiercenie się. Samo wiercenie kojarzy się z remontem.

Cytat:Pewien ciężko ci było zasnąć.
Pewnie?

Cytat:- Udało się wybrudzić wszystkich, których potrzebujemy, ale ten Vassel nadal opiera się naszej mocy.
Podejrzewam, że miało być wybudzić.

Cytat:Niezadowolony mistrza opuścił komnatę.
Cytat:- Hovind mówił coś o żywicielach. Jakby chcieli coś rozmnażać, a… ludzie mają być żywicielami?
Cytat:Przygarbiony starzec krępej postury w luźnym zielonym płaszczyku chętnie dzielił się wiedzą, jeśli ktoś tylko zechciał słuchać.
Od razu skojarzył mi się z Michenem z Final Fantasy X Big Grin

Cytat:(...)powiedział, uważnie przyglądając się drzwiom.
Cytat:(...)docenił Boer, odbierając płaza.
Cytat:Poszukiwania były męczące, ale udało im się niepostrzeżenie wynieść wolumin zawierający poszukiwane przez nich informacje.

Fajne tempo tekstu, przyjemnie mi się czytało. Ciekawa historia, dobrze określeni bohaterowie - podobały mi się imiona, podziwiam za taki zasób Big Grin Cieszę się, że Vassel nie został na końcu mistrzem, zakończenie byłoby wtedy zbyt oczywiste i hm, nie wiem, cukierkowe? Obrazowa scena końcowa - chociaż nie mam nic przeciwko pająko-podobnym, poczułam dreszcz obrzydzenia na myśl, że właziły pod skórę.
Czemu akurat kozie mleko? Ma jakieś specjalne magiczne właściwości?
Odpowiedz
#8
Dzięki za wyłapanie literówek i brakujących przecinków. Poprawki już naniosłem.

(03-04-2019, 14:21)Eiszeit napisał(a): Fajne tempo tekstu, przyjemnie mi się czytało. Ciekawa historia, dobrze określeni bohaterowie - podobały mi się imiona, podziwiam za taki zasób Big Grin 
Mam specjalny bank imion a część wymyślam na bieżąco Wink

(03-04-2019, 14:21)Eiszeit napisał(a):  Cieszę się, że Vassel nie został na końcu mistrzem, zakończenie byłoby wtedy zbyt oczywiste i hm, nie wiem, cukierkowe? Obrazowa scena końcowa - chociaż nie mam nic przeciwko pająko-podobnym, poczułam dreszcz obrzydzenia na myśl, że właziły pod skórę. 
Bardzo miło mi to słyszeć Smile

(03-04-2019, 14:21)Eiszeit napisał(a): Czemu akurat kozie mleko? Ma jakieś specjalne magiczne właściwości?

Magicznych właściwości nie ma, ale samo z siebie szkodzi zmiennokształtnym, tak na płaszczyźnie czysto biologicznej - wywołuje silną reakcję alergiczną. Tak to sobie obmyśliłem Wink
Pierwowzór takiego konceptu był w serialu "Dark sky" (lata 60-te + kosmici) - tam obcy zagnieżdżali się w człowieku przejmując nad nim kontrolę - testem było picie mleka (albo serwatki, dokładnie już nie pamiętam). Ja zmodyfikowałem to na kozie mleko, jako, że jest rzadsze a i osobiście hoduję takie zwierzaki Wink
Odpowiedz
#9
(03-04-2019, 18:05)Gunnar napisał(a): Magicznych właściwości nie ma, ale samo z siebie szkodzi zmiennokształtnym, tak na płaszczyźnie czysto biologicznej - wywołuje silną reakcję alergiczną. Tak to sobie obmyśliłem Wink
Pierwowzór takiego konceptu był w serialu "Dark sky" (lata 60-te + kosmici) - tam obcy zagnieżdżali się w człowieku przejmując nad nim kontrolę - testem było picie mleka (albo serwatki, dokładnie już nie pamiętam). Ja zmodyfikowałem to na kozie mleko, jako, że jest rzadsze a i osobiście hoduję takie zwierzaki Wink
Dzięki za wyjaśnienie - pomysł logiczny i oryginalny Smile Hodowla wydaje mi się równie ciekawa co niecodzienna, jeszcze nie spotkałam zajmującej się tym osoby Big Grin
Będę nadrabiała opowiadania równolegle z Szeptem, tu i tu czeka na mnie kawał dobrej twórczości.

Pozdrawiam Smile
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości