Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kryształowy pałac - proza kwiecień 2019
#1
Star 
KRYSZTAŁOWY PAŁAC
944 c. e. u.
Zbliżała się połowa miesiąca Ajaru, a słońce już skąpało Stare Wierchy w niemiłosiernym upale. August, dla którego lekka bandarska zima była czasem wytchnienia, znów cierpiał katusze. Pewnym pocieszeniem była perspektywa zajęć terenowych, na które wkrótce miał się udać z częścią uczniów i dwoma mistrzami. Nauka wysoko w górach, wśród śniegu i lodu, zapowiadała się ekscytująco. Żałował tylko, że Vassel z nimi nie jedzie. Jednak adept został przypisany jako asystent zajęć terenowych na bagnach, gdzie udawała się inna grupa.
– Nie pakujesz się? – zapytał współlokator.
– Muszę jeszcze skończyć ten referat o transmutacji.
– Kto z mistrzów z wami jedzie?
– Pearl i ten łysy.
Wszyscy mistrzowie na zimę zapuszczali włosy, ale ten nie miał co zapuszczać.
– Kryspian. Macie szczęście. On ma kontakty w gildii kobiet z Zielonych Ostępów. W zeszłym roku zrobili zajęcia łączone.
– W górach będą z nami białogłowy?
– Czemu się dziwisz? U was nie ma kobiet-czarodziejek?
– Bywają, ale to raczej rzadkość. Choć w Cestii, z której pochodzi moja rodzina, płeć w Sztuce nie ma znaczenia.
– To u nas jest podobnie, ale są oddzielne gildie dla kobiet i mężczyzn. Dobra, nie zagaduję już. Lepiej kończ ten referat, bo wyjadą bez ciebie – rzekł adept, patrząc przez okno na dziedziniec.
– Jak to beze mnie?
– Już zbierają się pod bramą.
– Już? – W głosie półelfa słychać było przerażenie. – Przecież wyjazd jutro, czternastego Ajaru.
– Czternasty jest dzisiaj, geniuszu.
Chłopak w panice otwarł kufer, wyciągając z niego wszystkie rzeczy. Pośpiesznie pakował podręczną torbę.
– A referat? – zapytał ironicznie Vassel.
– Dokończę po powrocie – odparł całkiem poważnie August, opuszczając pokój.
 
2. Stłoczeni na wozie jechali dwa dni, aż dotarli w wyższe partie pogórza, gdzie nadal leżał śnieg. Tu przesiedli się na sanie zaprzężone w cztery konie. W międzyczasie mistrz Kryspian potwierdził plotki o udziale niewiast w zajęciach terenowych, co niezmiernie ucieszyło młodzieńców. Mistrz Pearl zaś surowo przykazał, by skupili się na nauce, a nie wdziękach uczennic. Następnego dnia dołączył do nich zaprzęg z kobiecej gildii. Dwadzieścia dziewcząt i dwie mistrzynie – Akshara i Laksa. Uczniowie ze Starych Wierchów głupkowato uśmiechali się do niewiast. Te jednak ignorowały ich, widocznie wcześniej poinstruowane przez czarodziejki, jak zachowywać się wobec nieokrzesanych młodzieńców. Boer wpadł na pomysł, by rzucać w dziewczyny śnieżkami. Przez przypadek trafił mistrzynię Laksę. Czarodziejka obejrzała się gniewnie. Coś jak niewidzialna ręka zgarnęła ogromną garść śniegu z pobocza, uniosła nad trakt i cisnęła w żartownisia, który o mało nie wypadł z sań. Dostało się też najbliżej siedzącym chłopakom ku rozbawieniu pozostałych.
 
3. Przed południem zatrzymali się w skrytej pośród górskich dolin wiosce. Tu gościniec się kończył. Wysiedli z sań, z przyjemnością rozprostowując kości po długiej podróży. Stali na szczycie stromego wzgórza. Przed nimi wyrastały dwa podobne, przecięte doliną, w której wiła się ścieżka obsiana z obu stron drewnianymi chatkami. W dół prowadziły schodki tak strome, że nawet nie było widać ich podstawy.
Młodzi uczniowie i uczennice stali w śniegu, wymieniając spojrzenia. Mistrzowie z czarodziejkami zaczęli omawiać plan zajęć w górach. To ośmieliło młodzież. Najpierw trochę niepewnie, a zaraz coraz odważniej nawiązywali rozmowy. Augusta w tym momencie bardziej od niewiast interesowało zaspokojenie głodu. Choć był tu pierwszy raz, miał silne przeświadczenie, że jest tu jakieś miejsce, w którym można zaopatrzyć się w coś do jedzenia. Udał się stromymi schodami na dół. Część młodzieży poszła w jego ślady. Razem z Boerem jako pierwsi wpadli do wbudowanej w skałę piekarni. Z przodu znajdował się sklepik, w którym piekarze sprzedawali swoje wyroby. Nie tylko chleby, ale precle, nadziewane bułki i ciasta. Różnorodność asortymentu w tej górskiej wiosce była wręcz zaskakująca. Boer przypadł do lady pierwszy. Obkupił się w wyroby każdego rodzaju. Gustek stał przed wiklinowymi koszami, nie mogąc się zdecydować na coś konkretnego. Nie zauważył, jak obok stanęła wysoka dziewczyna, o długich, czarnych włosach. Powiedziała coś do sprzedawcy. Młodego elfa poruszyła barwa jej głosu, jakby przytłumionego, ale było w nim coś intrygującego. Nagle obróciła się w jego stronę.
– Trudno się zdecydować?
– Właściwie tak. – August nie wiedział, co dalej powiedzieć. By przerwać niezręczne milczenie, w trakcie którego wpatrywał się w miłą twarz nieznajomej, zapytał: – Które są najlepsze?
Dziewczyna uprzejmie doradziła. Po zakupie wyszli na zewnątrz, mijając tłum wygłodniałych uczniów. Usiedli na ławce pod znajdującą się niedaleko karczmą, która również była wbudowana w jaskinię. Młody półelf dowiedział się, że dziewczyna ma na imię Maya i wkrótce wybiera się na nauki do kobiecej gildii. Okazało się również, że będzie brała udział w tych samych zajęciach terenowych co on, bo przybyły z nimi mistrz Pearl jest bratem męża jej ciotki.
– Skąd przyjechałaś?
– Nie przyjechałam, ja tu mieszkam.
– W tych górach?
– Popatrz tam. – Wskazała przeciwny stok. – Widzisz te domki? Ten najbardziej na lewo. Tam mieszkam.
– Czyli byłaś już w tych lodospadach, do których idziemy?
– Sporo wędrowałam po górach, choć przyznaję, że tam jeszcze nie byłam. Wiesz, w naszej wiosce jest taki przesąd, że nie wolno tam chodzić, chyba, że w towarzystwie mistrza z gildii. Kto pójdzie szukać lodospadów sam, ten nigdy nie wróci.
– I co? Naprawdę tak jest?
– Nie wiem. Nikt z miejscowych jeszcze nie próbował, ale bywali przyjezdni, co szli w góry i już nie wracali.
Dziewczyna w pewnej chwili wstała, powiedziała, że przed wyprawą musi coś jeszcze zabrać z domu i z uśmiechem na ustach udała się w stronę chatek na przeciwległym wzgórzu.
 
4. Na zbiórce mistrz Kryspian nakreślił zasady bezpieczeństwa i surowo zabronił oddzielania się od grupy. Uczniowie zostali podzieleni na dwie części. Połowa chłopców i dziewcząt pod przewodnictwem mistrza Kryspiana i mistrzyni Akshary szła na lodowiec w poszukiwaniu lodospadów. Druga część z mistrzem Pearlem i mistrzynią Laksą miała udać się w drugą stronę, do gorących źródeł. Gustek znalazł się w pierwszej grupie. Z niecierpliwością wypatrywał Mayi, która spóźniła się na zbiórkę. Wszyscy byli dobrze ubrani, aczkolwiek dzięki słonecznej i bezwietrznej pogodzie w ogóle nie odczuwało się zimna.
Wędrowali długo. Gustka bez reszty pochłaniała rozmowa z Mayą. Czasami rozmawiali w trójkę z Bardijem. On zwrócił ich uwagę na to, że mistrz Kryspian nerwowo się rozgląda. Gustek zażartował, że pewnie się zgubił. Niestety, po pewnym czasie nabrali przekonania, że to prawda. Choć starał się udawać opanowanie, jego wahania na rozstajach lodowych rozpadlin napawały niepokojem. W końcu odezwał się Kuszan:
– Czy my wiemy, dokąd idziemy?
– Oczywiście. – Kryspian obrzucił go gniewnym spojrzeniem, udając, że jest pochłonięty rozmową z mistrzynią. – Niedługo będziemy przy lodospadach.
Atmosfera robiła się coraz bardziej napięta, gdy słońce chyliło się ku zachodowi, a ich nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Mistrzowie szli przodem, wyprzedzając uczniów o kilkanaście kroków. Prowadzili ożywioną wymianę zdań zniżonymi głosami. Do nadstawiającego ucha Gustka docierały strzępy słów.
– …przecież nie jesteśmy tu pierwszy raz…
– Też czujesz śpiew?
– …ale jest jakiś inny…
Towarzyszący uczniom adept Meleth wyszedł przed grupę i zatrzymał ich gestem. Znacząco odkaszlnął. Mistrzowie zatrzymali się. Przez chwilę trwała niezręczna cisza.
– Czy powiecie nam, co się dzieje? – zapytał głośno Meleth.
– Daleko jeszcze do tych lodospadów? – rzuciła zza jego pleców jedna z uczennic.
– No wiecie – zaczął z wolna łysawy mistrz – jeszcze trochę i…
– Czy to znaczy, że się zgubiliśmy? – Adept zapytał wprost.
– Tak – przyznał Kryspian, odwracając twarz ku słońcu.
Wśród uczniów zapanowało poruszenie.
– Nie zgubiliśmy się, tylko nieco zboczyliśmy z trasy. – Mistrzyni Akshara przejęła inicjatywę. – Zrobimy teraz krótką przerwę na odpoczynek. Określimy nasze położenie i wyznaczymy trasę powrotną.
Jej słowa zabrzmiały przekonująco. Klimat zmienił się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, choć mistrzowie nie użyli wobec podopiecznych żadnego zaklęcia. Wszyscy rozsiedli się na podręcznych torbach, wyjmując jedzenie zakupione w wiosce. Rozmowy toczyły się na różne tematy. Maya wypytywała Gustka i Rasula o szczegóły z życia gildii, a chłopcy słuchali o codzienności życia w górach. Młody elf kątem oka obserwował, jak w pewnym oddaleniu mistrzowie żywo dyskutują nad mapą, raz po raz zerkając to na nią, to na pobliskie szczyty, to na słońce. Przerwa trwała dłużej niż chwilę. Słońce tuliło się do białej pierzyny pokrywającej góry. Jego dolną krawędź strzępiły pozbawione liści, nagie drzewa, rosnące gdzieniegdzie w leśnych skupiskach. Niebo zmieniło barwę na ognisto-czerwoną, a nieliczne chmurki nabrały intensywnie różowego odcieniu, zaś od strony wschodniej powoli podkradał się mrok.
 
5. Ruszyli w drogę powrotną. August nie przypominał sobie, by wcześniej mijali te same ośnieżone wzgórza i zarośla, ale przy monotonii krajobrazu i możliwości powrotu inną trasą, nie wydawało się to szczególnie niepokojące. Rozmowy przycichły, gdy słońce schowało się za szczyty, niebo pociemniało, a chłód nieprzyjemnie dawał się we znaki. Nikt jednak nie śmiał pytać mistrzów. Wyglądali na zdecydowanych i pewnych obranej drogi. Kiedy jednak wzgórza zaczęły zlewać się z ciemnym granatem nieba, dało się wyczuć rosnący niepokój. Zimne powietrze przenikało ubrania, a nogi zdawały się osiągać granice wytrzymałości.
– Nie wiem, czy dobrze idziemy – mruknął Meleth.
– Wcześniej słyszałem, jak mistrzowie mówią coś o śpiewie – szepnął konspiracyjnie Gustek – że go czują, ale nie wiem, o co chodziło.
– Jesteś pewien? – Adept utkwił wzrok w młody uczniu. – Pewnie chodziło im o śpiew karmanu.
– Śpiew karmanu? – zapytał idący obok Rasul.
– Tylko mistrzowie to wyczuwają. Śpiew karmanu to zakłócenia w energii przenikającej wszechświat.
– Coś czuję, że to nic dobrego. – Rasul pokręcił głową.
– To znaczy, że jesteśmy w miejscu znacznych zaburzeń i dysharmonii w przepływie tej energii – wyjaśnił adept.
– Myślisz, że dlatego się zgubiliśmy? – spytała Maya, włączając się do dyskusji.
– Dalej nie idę!
Obejrzeli się. Tara ostentacyjnie stanęła po łydki w śniegu.
– Ja też mam dosyć – zawtórowała jej Deya, z wyraźnym wyczerpaniem słyszalnym w głosie i widocznym na twarzy.
– No chodźcie! To już niedaleko – zachęcała mistrzyni Akshara.
– Z całym szacunkiem, o pani, ale mówiłaś to już z dziesięć razy. – Tara padła kolanami w śnieg. – Ja już nie mogę. – Ciężko wypuściła powietrze.
Szybko odezwały się kolejne głosy w podobnym tonie. Dziewczyny spierały się z mistrzynią, która o dziwo nawet nie oburzała się zuchwałością podopiecznych. Szybką wymianę zdań przerwał Meleth.
– Niech pani przyzna, że się zgubiliśmy, a wy nie wiecie, gdzie jesteśmy, ani dokąd idziemy.
Na takie ultimatum powinien dostać w twarz z otwartej dłoni albo chociaż posmakować jakiegoś niegroźnego, ale bolesnego zaklęcia, ale Akshara dała za wygraną. Schowała pociągłą twarz w dłonie i odeszła na bok, przyznając tym samym adeptowi rację.
– Coś w tym miejscu blokuje nasze umiejętności. – Mistrz Kryspian rozłożył bezradnie ręce. – Zakłócenia mocy są tak wielkie, jakbyśmy żeglowali w trakcie sztormu. Pierwszy raz w życiu spotykam się z czymś takim.
– Chyba nawet towarzystwo mistrza nie gwarantuje bezpieczeństwa w tych górach. – August szepną Mayi na ucho.
– Musimy znaleźć jakąś kryjówkę. – Meleth zdawał się nie tracić głowy. – Jest ciemno, nie wiemy gdzie jesteśmy. Wędrówka nocą nie ma sensu, zwłaszcza, że mamy tylko dwa łuczywa.
– Więc co proponujesz? – spytał Boer.
– Znajdźmy jakąś zadrzewioną dolinkę, gdzie nie będzie wiało i zaczekamy tam, aż się rozwidni, a wtedy rozeznamy się w terenie.
Głosów sprzeciwu nie było. Wkrótce znaleźli zagajnik z jednej strony ograniczony przez strome urwisko chroniące od wiatru. Chcieli rozpalić ognisko, ale nikt nie miał przy sobie krzesiwa, a najprostsze nawet umiejętności Sztuki Ognia nie działały. Wobec niepowodzenia, zbili się w grupy, by było im cieplej. Bandarczycy, nieprzywykli do takich warunków, co rusz narzekali na zimno. Wkrótce, podobnie jak wcześniej ciemność, dolinkę zaległa cisza. Młody półelf zasnął pomimo chłodu, który przestał go już cieszyć. Jego sen był ciepły i przyjemny. Zdawało mu się, że nie trwał długo. Obudził go krzyk i płacz.
– Na Mystrę! Ona nie żyje… nie żyje… zamarzła! – Tara klęczała nad skulonym ciałem Devy. Po policzkach obficie spływały jej łzy.
Było całkiem widno, ale słońce jeszcze nie wzeszło. Ci, którzy wstali wcześniej, albo trzęśli się z  zimna i nic do nich jeszcze nie docierało, albo stali jak skamieniali, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Gustek dostrzegł roztrzęsioną mistrzynię Aksharę. Siedziała skulona nad ciałem Kryspiana. Jej twarz była czerwona od łez, ale nie wydawała z siebie żadnego dźwięku. Wtedy zrozumiał, że łysawego mistrza spotkał ten sam los co Devę.
 
6. August z Mayą, Sayaną, Boerem i Rasulem brnęli zboczem wzgórza po kolana w śniegu, gdy pierwsze promienie wschodzącego, krwistoczerwonego słońca oświetliły ich spragnione ciepła ciała. Razem z nim przyszła nadzieja, że odzyskają czucie w kończynach i nie zamarzną na tym pustkowiu. Pół godziny wcześniej wybuchła kłótnia, która podzieliła grupę. Adept Meleth przejął przywództwo i wymyślił, by wracać po śladach, co nie było trudne, gdyż przez cała noc nie padał śnieg, który mógłby je zatrzeć. Maya szepnęła elfowi, że powinni udać się na południe. Z tamtego kierunku wyruszyli i tak najszybciej powinni wrócić. Słyszeli to stojący w pobliżu Rasul i Sayana. Maya wyjaśniła im, że mieszka w tych górach od urodzenia i choć w tych okolicach nigdy nie była, to rozpoznaje wierchy odległych szczytów i na tej podstawie jest przekonana, że powinni iść na południe. Rozmowę w grupie dostrzegł Meleth i zapytał o co chodzi. Maya nie przekonała adepta, który zarządził wymarsz. Młody elf nie był pewien, czy zdać się na dziewczynę i spróbować przeforsować jej koncepcję, czy iść za resztą. Wszyscy posłusznie zbierali się do drogi, co wywołało u młodzieńca nieprzyjemne uczucie nieubłaganie kurczącego się czasu na podjęcie decyzji.
– Powinniśmy iść na południe – powiedział głośno.
– To bez sensu, lepiej iść znaną trasą – zganił go Meleth. – Chcecie znowu się zgubić?
– To będzie trwało za długo. Nie przetrzymamy tu kolejnej nocy.
– Co ty bredzisz? – zbeształ go adept. – Pozostali mistrzowie na pewno już nas szukają. Wracamy po śladach. No dalej.
– My idziemy na południe – oświadczył stanowczo August.
– Oszaleliście! Nie możemy się rozdzielać!
– My idziemy z nimi. – Sayana i Rasul stanęli po stronie półelfa i miejscowej dziewczyny.
Meleth machnął ręką. Buntownicy ruszyli na południe. Boer po chwili wahania niespodziewanie pobiegł za nimi .
 
7. Pokrywa śnieżna nieco zmalała. Była to niewielka pociecha, bo i tak nie czuli już nóg. Machinalnie szli do przodu, otępiali zmęczeniem, choć w coraz mniejszym stopniu zimnem. Niedługo jednak cieszyli się zbawczą mocą słońca. Zerwał się przenikliwy wiatr, odbierając im resztki ciepła.
– Zamarzniemy na tym przeklętym pustkowiu – rzuciła Sayana, trzymając się za ramiona.
– Jak mistrz Kryspian. Dotykaliście jego ciała? Zamarzł na kość, był twardy jak głaz. – Rasulowi na samo wspomnienie zrobiło się jeszcze zimniej. – To nie jest naturalne.
– Skąd wiesz? Widziałeś już kogoś, kto zamarzł? – Boer, zazwyczaj skłonny do żartów, obrzucił go zaczepnymi pytaniami.
– A ty widziałeś? Głupi jesteś – odgryzł się Rasul.
– Sam jesteś głupi.
– Chłopaki, spokój! – uciszyła ich Sayana. – Tam się coś błyszczy.
Wychodząc zza niewielkiego pagórka, zobaczyli wielką jasność. Odruchowo przysłonili oczy. Gdy nieco przywykli, dostrzegli wielki kryształowy kształt, wyrastający wprost spod śniegu. Fronton budowli wyglądał jak wielka ciernista korona. Nad nią wyrastała wysoka bryła, wspinająca się wysoko w niebo. Słońce załamywało się na krawędziach kryształowych murów, portali, rzeźbionych galerii, łukowatych okien.
– Piękne. Co to jest? – August zwrócił się do Mayi.
– Pierwszy raz to widzę – odparła dziewczyna. – Nie wiedziałam, że coś takiego jest w tych górach.
– Może w środku się zagrzejemy? – zaproponowała Sayana.
Choć nie spodziewali się wewnątrz uzyskać pomocy, to uwolnienie od przenikliwego wiatru wydawało się wystarczającym powodem, by dostać się do środka. Nie było to trudne. Do wnętrza prowadziły obrotowe wrota z różowego kryształu. Nie mogli napatrzyć się na refleksy tańczące w rzeźbionych ścianach i stropie długiego holu. Barwy zmieniały się, pulsowały, prześlizgiwały po krawędziach i płaszczyznach. Gmach zdawał się żyć własnym życiem. Hol doprowadził ich do wysokiej na dwa piętra sali bankietowej. O ile wcześniej trudno było w budowli dostrzec ludzką rękę, to w sali stało wiele znanych im przedmiotów, choć w swojej kryształowej wersji. W przeciwieństwie do symetrii i surowego piękna holu, tu panował chaos. Powywracane krzesła, roztrzaskane stoliki, porozrzucane naczynia. Na ścianie wisiał do połowy zdarty transparent. W głębi, na podwyższeniu, stał instrument z zielonego kryształu przypominający klawesyn. Pośrodku leżał roztrzaskany żyrandol z przeźroczystych paciorków.
Uczniowie usiedli na ustawionych pod ścianą, skrzących się odcieniami żółci ławkach, zadowoleni z ucieczki przed lodowatym wiatrem. Przez chwilę zastanawiali się, czy ktoś ich tu znajdzie, czy czekać, czy lepiej po krótkiej przerwie ruszyć dalej. Im dłużej odpoczywali, tym myśl o wyjściu na zewnątrz coraz bardziej się oddalała. Na jednej ławce siedziała Sayana z przytulającymi się z obu stron Rasulem i Boerem, a na drugiej Gustek z Mayą. Wszyscy zamknęli oczy i pogrążyli się w błogim stanie wolnym od jakichkolwiek myśli, akumulując ciepło, którego wreszcie nie odbierał im wiatr. Elfa ogarnął półsen. Drzemiąc, poczuł przyjemną woń kwitnącej wiśni, jaką nieraz cieszył się wiosną w rodzinnym kraju.
– Czujecie ten zapach? – Sayana wyrwała go z letargu.
Zdał sobie sprawę, że nie jest on jedynie wytworem jego wyobraźni. Maya powoli podniosła głowę z jego ramienia. Chłopcy także się przebudzili.
– Co tak ładnie pachnie? – spytał Rasul.
– To jak zapach kwitnącej wiśni – odparł August.
– Nie, to coś innego. – Boer przymknął powieki i wziął głęboki wdech. – Nie wiem co, ale... – Zrobił pauzę, jakby smakował nową potrawę i miał wyrazić jakąś opinię na jej temat.
– Nie wiem, co to jest, ale jest bardzo przyjemne. – Na twarzy Sayany zagościł radosny uśmiech.
Siedzieli tak dłuższą chwilę, upajając się tym zmysłowym zapachem. W pewnym momencie sala pogrążyła się w mroku, gdy ciężkie chmury nagle odcięły dopływ słonecznego światła. Zaraz potem napełniła się dziwnym blaskiem, rozmywającym się na granicy przedmiotów. Uczniowie z zaciekawieniem wstali, rozglądając się wokoło. Kryształowy żyrandol lekko zadrżał, jakby dotknięty delikatnym powiewem wiatru. Małe paciorki, które leżały wokół niego, zaczęły sunąć po ziemi i wskakiwać w miejsca, z których wybiło je wiele lat temu uderzenie o podłogę. Kompletny świecznik uniósł się, lekceważąc prawo grawitacji i jak za dawnych lat zawisł pod stropem. Potłuczone stoły wracały do dawnych kształtów. Wielki transparent podźwignął się i dumnie rozprostował na ścianie. Dopiero teraz widać było, że ma czerwony kolor i zdobi go napis z białych znaków. Salę bankietową wypełniły dziwne smugi światła, które po chwili nabrały ludzkich kształtów. Oczom uczniów ukazało się dworskie przyjęcie. Szlachcice w dziwnych strojach z wywiniętymi kołnierzami i rękawami pili wino, śmiali się i tańczyli. Towarzyszyły im damy odziane w jaskrawe suknie. Maestro wydobywał z klawesynu wesołą melodię. Uczestnicy zabawy zdawali się nie zauważać Bandarczyków, jakby w jednym miejscu spotkały się dwa równoległe wszechświaty. August miał wrażenie, jakby jego serce przestało bić. Czy zamarzłem w tamtej dolince ubiegłej nocy, a to wizje jakie mają ludzie w drodze do zaświatów? Wesołe przyjęcie nie trwało długo. Radosne głosy umilkły. Ludzie zaczęli się rozglądać, nagle wybuchła panika. Muzyka klawesynu ucichła. Zastąpiły ją histeryczne krzyki i brzęk tłuczonego kryształu. Obecni rzucili się do chaotycznej ucieczki gonieni przez odcięte ludzkie dłonie biegające po podłodze. Gruba matrona wywróciła się, miażdżąc szklany stolik, który rozpadł się na setki kawałków. Jakiś mężczyzna z obłędem w oczach dusił młodą kobietę kilka stolików dalej. Inny w obłąkańczym szale wymachiwał naokoło nożem, raniąc każdego, kto znalazł się w jego zasięgu. Serce Gustka zaczęło bić jak oszalałe. Zdał sobie sprawę, że jednak żyje. Stojący obok Boer rzucił się na podłogę. Tarzał się w epileptycznych konwulsjach.
– Zabierzcie je ze mnie! Zabierzcie! – Wyglądał jakby opędzał się od tysięcy niewidzialnych mrówek albo os.
Gustek chwycił Maye za rękę i pobiegli w stronę wyjścia. Rasul i Sayana ruszyli za nimi. Niestety obrotowe drzwi zacięły się.
– Co teraz?
– W tamtej sali były jakieś przejścia w głąb. – Elf przypomniał sobie dwie ciemne wnęki na końcu komnaty.
– Oszalałeś? – Syana narysowała dłonią okrąg na skroni. – Nie wracam tam.
Hol pociemniał. Kryształowe ściany migotały, wydając z siebie przeraźliwe dźwięki. Przebiegł po nich jakiś cień; coś jak bestia zamknięta w krysztale. Można było odnieść wrażenie, że pomieszczenie zaczyna się zapadać.
– Dobra, wracajmy. – Przerażona Sayana szybko zmieniła zdanie.
Najszybciej jak się da, chcieli przebiec salę bankietową do jednego z niewielkich portali w przeciwległej ścianie. Gdy Gustek z Mayą biegli środkiem, urwał się żyrandol i zaraz za ich plecami roztrzaskał z hukiem. Elf ciągnięty przez dziewczynę obejrzał się, ale nie zobaczył pozostałych towarzyszy. Gdy odwrócił głowę, było już za późno. W niskim przejściu uderzył czołem o nadproże. Upadając, stracił przytomność.
 
8. Otworzył oczy. Szarość powoli przybrała postać kamiennego sklepienia. Migała na nim żółtawa poświata świecy, której jednak nie miał w polu widzenia. Po chwili zdał sobie sprawę z otaczającej go, absolutnej ciszy. Czyżby ogłuchł? Po dłuższej chwili usłyszał cichy szmer. Gdy stał się wyraźniejszy, zdał sobie sprawę, że to krew w jego tętnicach. Żył, choć nie czuł swojego ciała. Skrzypienie drzwi zdało się grzmotem. Odgłos kroków. Stanęły nad nim dwie postacie. W słabym świetle rozpoznał rodziców. Matka opierała głowę na piersi ojca. Policzki miała zapadnięte, oczy podkrążone. Dłoń przyciskała do ust. Wzrok tkwił nieruchomo w jego twarzy.
– Jak to się mogło stać? – zapytała przez łzy. – Dlaczego mój chłopiec?
Ojciec położył dłoń na jej skroni.
– Nie wiem Leticio, nie wiem, ale teraz musimy go pochować.
Pochować!? Ja żyję! Mamo, ja żyję! – krzyczał w sobie, ale żaden dźwięk nie dobył się z nieruchomych ust.
Rodzicielka zaniosła się płaczem. Ojciec wyprowadził ją z komnaty. Skrzypienie drzwi. Skupił całą siłę woli na przebudzeniu nieruchomego ciała. Ja żyję! Nie dam się pogrzebać żywcem! Wibrujące uczucie w klatce piersiowej rozlało się po żebrach. Miał wrażenie, że mostek mu się zapada. Wydychał powietrze, nie mogąc zaczerpnąć kolejnego wdechu. Nagle odzyskał czucie w całym ciele. Zerwał się z katafalku na równe nogi. Głęboko wciągnął powietrze. Dopadł wrót okrągłego pomieszczenia, chcąc dogonić rodziców. W następnej komnacie zatrzymał się nagle, jakby ograniczyła go niewidzialna bariera. Podłogę wyściełał puszysty dywan. Przez mozaikę z jednorożcem do środka wpadało dzienne światło. Pośrodku siedziała dwójka dzieci. Bawiły się wyrzeźbionymi w drewnie zwierzątkami. August rozpoznał w nich młodsze rodzeństwo. Brat odwrócił głowę w jego stronę.
– Mark, pobaw się z nami. – Wyciągnął rączkę.
Mały Lamberth zawsze używał zdrobnionej formy jego drugiego imienia. Rozczulony August usiadł z bratem i siostrą. Na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech. Beztroska zabawa trwała tylko chwilę. Do pomieszczenia weszły piastunki. Zabrały rodzeństwo i wyszły bez słowa. Zaskoczony młodzieniec nie protestował. W portalu, gdzie zniknęły, pojawił się ojciec. Twarz miał nad wyraz poważną, wręcz surową.
– Nigdy więcej ich nie zobaczysz – powiedział głosem tak oschłym, że chłopaka aż przeszły ciarki.
– Dlaczego ojcze?
– Nie zrozumiesz tego, nie jesteś pełnej krwi elfem.
– Chce być taki jak ty. – August czuł, jak do oczu napływają mu łzy.
– Nigdy nie będziesz jak ja. Nie jesteś godny nosić nazwiska Rollin. – Bezduszne słowa ojca sprawiały mu ból.
– Ależ ojcze! – Zalał się łzami, padając przed rodzicielem na kolana. – Jesteś niesprawiedliwy – wyszeptał.
– Jesteś słaby. – W głosie Eryka słychać było odrazę. – Słabi nie zasługują na sprawiedliwość.
– Nie będę jak ty. – Gustek przetarł oczy i przeciągnął rękawem po nosie. – Osiągnę więcej niż ty! – Podniósł głowę, wręcz bezczelnie patrząc na ojca. –  Sprawię, że nazwisko Rollin będzie znane i otaczane szacunkiem!
Nieoczekiwanie na twarzy elfickiego rycerza pojawił się nieznaczny uśmiech.
– Może coś jeszcze z ciebie będzie – rzekł, kiwając głową. Odwrócił się i znikną w ciemnym przejściu. Zamknęły się za nim drzwi.
– Ojcze! – Gustek poderwał się z ziemi i dopadł klamki.
W kolejny pomieszczeniu nie było Eryka. Długą kryptę oświetlały pochodnie ukryte we wnękach. Pośrodku stał katafalk tonący w kwiatach. Na nim leżało ciało. Nie widział wyraźnie, ale przeszedł go dreszcz. Odpychał od siebie pojawiającą się na krańcach świadomości myśl, że to ktoś z rodziny. Podszedł bliżej. Widok ponownie przesłoniły mu łzy. Na katafalku leżało ciało matki. Zastygłe rysy nie pozostawiały wątpliwości. Słone krople spływały mu po gardle.
– Dlaczego? – Opuszkami palców delikatnie pogładził matczyny policzek. – Moja matulu. Moja biedna matulu.
Niczego nie obawiał się tak bardzo, jak śmierci ukochanej rodzicielki. Zdał sobie z tego sprawę, gdy na świecie pojawiła się młodsza siostra. Leticia o mało nie przypłaciła porodu życiem. August wolał wtedy sam umrzeć wcześniej, niż być świadkiem jej śmierci. Teraz ona nie żyła, a on nawet nie miał okazji się z nią pożegnać. Przykląkł oparty ramionami o zimny kamień. Spuścił głowę, zanosząc się płaczem. Słone strumienie wiły się po policzkach, obficie zraszając posadzkę. Nie zdawał sobie sprawy, jak długo spędził w takiej pozie. Wypłakał chyba wszystkie łzy. Wytarł twarz. Powoli wstał. „Pokolenie przychodzi, pokolenie odchodzi” – przypomniał sobie słowa starego nauczyciela. Świadomość naturalności tego cyklu nie pomagała w radzeniu sobie ze stratą. Postanowił jak najlepiej zapamiętać matkę, taką jaką byłą w istocie: ciepłą, czułą, troskliwą. Przez głowę przebiegło mu wiele radosnych chwil jakie z nią spędził. Świadomość, że to już przeszłość, ukuła go w serce. Odegnał jednak łzy.
– Nigdy nie zapomnę twojej dobroci – rzekł cicho, składając na czole rodzicielki pocałunek.
Nagle poczuł silne szarpnięcie. Upadł na plecy. Obrazy zawirowały. Przed oczami tańczyły szare drobinki, w uszach słyszał jakby szum przelewającej się wody. Dopiero po chwili odzyskał poczucie równowagi. Podniósł głowę. Na czole czuł odciśnięty twardy kamień.  Po policzku ściekała mu ślina. Otarł twarz rękawem. Uniósł się na łokciach, rozejrzał wokół. Kryształowe ściany pulsowały niepokojącymi sekwencjami barw. Na posadzce leżały nieruchome ciała towarzyszy. Tylko Boerem nadal wstrząsały drgawki. Po chwili dostrzegł skuloną postać siedzącą pod ścianą. Chłopak obejmował kolana i rytmicznie kiwał się w przód i w tył. August z wysiłkiem wstał. Czuł ból wszystkich mięśni, jakby cały dzień przepracował w cegielni, do której kiedyś wysłał go ojciec. W siedzącej postaci rozpoznał Rasula. Chłopak nie odpowiadał na pytania półelfa. Gdy położył mu rękę na ramieniu odsunął się gwałtownie, obrzucając go obłąkanym spojrzeniem i przyjął poprzednią pozę. Gustek podszedł do dziewczyn. Leżały spokojnie, choć po ich twarzach przebiegały różne grymasy strachu i obrzydzenia. Złapał Boera za nogi i przeciągnął go przez hol aż do obrotowych drzwi. Trochę natrudził się, by wypchnąć go na zewnątrz. Wbił mu palce w ramiona i energicznie potrząsnął.
– Boer! Boer! Słyszysz mnie? Obudź się! No już!
Chłopak nagle odzyskał świadomość.
– Nie! Nie! – wrzeszczał, wierzgając nogami. – Zostaw mnie! Nie dotykaj!
August próbował go obezwładnić, ale ręce chłopaka mu się wymykały. W końcu z impetem go zdzielił. Boer zarył twarzą w śnieg. Przestał wierzgać. Zaraz podniósł się, rozglądając nieco nieprzytomnie. Popatrzył na Augusta.
– Słyszysz mnie? – spytał elf.
– Ta – odparł, nadal jakby zawieszony. Wytarł twarz. – Gdzie? Co? – Obejrzał się, a gdy jego wzrok natrafił na kryształową ścianę odskoczył jak oparzony.
– Musimy pomóc innym.
– Nie wrócę tam! – Boer nagle otrzeźwiał. – Nie! To miejsce jest przeklęte! Widziałem tam chore rzeczy!
– Rasul, Sayana i Maya tam zostali. Musimy ich wyciągnąć. – Półelf świdrował towarzysza wzrokiem, jakby miało to pomóc w przezwyciężeniu jego oporu.
– Nie ma mowy! Ja tam nie wracam.
– Odzyskałeś świadomość tylko dlatego, że cię stamtąd wyciągnąłem. – W głosie półelfa słychać było irytację.
Boer jednak w żadne sposób nie dał się przekonać. August sam wrócił do środka i po kolei wyciągnął dziewczyny. Zgrywus poczuwał się do opieki nad koleżankami i gdy towarzysz wrócił po ostatniego ucznia, pomógł im w odzyskaniu świadomości. Rasul w końcu dał się wyprowadzić Augustowi, choć szedł za nim bezwolnie z obłędem w oczach. Gdy wyszli przed pałac, dziewczyny siedziały w kucki, dochodząc do siebie.
– To złe miejsce. – Maya z trudem wstała. – Chodźmy stąd jak najdalej.
Pomogła podnieść się Sayanie. August przekazał Rasula Boerowi. Ruszyli przed siebie, nie zastanawiając się na początku dokąd idą. Chcieli jak najbardziej oddalić się od kryształowego pałacu.
 
9. August nie był pewien, jak długo maszerowali w ciszy. Tylko Rasul pojękiwał, idąc prowadzony za rękę przez Boera. W pewnym momencie, nad zagajnikiem nagich drzew, dostrzegli słup dymu. Skręcili w tamtą stronę. Niedługo ukazała im się chatka skryta w niewielkiej dolinie. Z komina unosił się dym. Znak, że znaleźli kogoś, kto mógłby im pomóc. Nim zdążyli zastukać, drzwi otwarły się. Stanął w nich gospodarz, dzierżący długą laskę.
– Precz łachudry! To pustelnia a nie jarmark! – krzyknął niepozorny staruszek z długą, siwą brodą. – Nie potrzebuję tu żadnych…  – przerwał na chwilę, by przyjrzeć się intruzom – młokosów. Co wy w ogóle tu robicie? – Prześlizgnął po nich wzrokiem, zatrzymując się na Rasulu. Zamilkł na chwilę. Uczniowie nie mieli odwagi się odezwać. – Byliście w krysztale?
Gustek pokiwał głową.
– Chodźcie, chodźcie do środka. – Staruszek nieoczekiwanie zaprosił ich szerokim gestem. – Ogrzejecie się nieco.
Z wdzięcznością skorzystali z zaproszenia. W środku nie było dużo miejsca, ale wszyscy zdołali usiąść. Gospodarz dołożył do pieca i poczęstował ich gorącą wodą i pajdą chleba. August próbował podzielić się jadłem z Rasulem, ale ten dopiero po chwili złapał kromkę i jakby machinalnie odgryzł kawałek. Żuł go długo, bezmyślnie wpatrując się w ogień.
– Jemu już nie da się pomóc – stwierdził staruszek.
– Skąd pan wie? – zapytała Maya.
– Dziewuszko, widziałem już takie przypadki.
– Był pan w kryształowym pałacu?
– Kryształowy pałac? To pałac lęków, przeklęte miejsce – odparł pustelnik, biorąc łyk gorącej wody. – Rzadko kto stamtąd wraca, a niewielu jest na tyle głupich, by się tam pchać. Byli tacy, co wracali, ale pozbawieni zmysłów, szaleńcy. To złe miejsce.
– Mieszkam w Śnieżnym Potoku, ale nigdy wcześniej nie słyszałam o tym.
– Śnieżny Potok? No, to daleko was poniosło. Mało kto pamięta dawne dzieje, a starzy o tym gadać nie chcą, bo i nie ma o czym.
– Skąd się ten pałac wziął? – Gustek utkwił wzrok w gospodarzu.
– Lata temu zniknął wraz z jego mieszkańcami za sprawą eksperymentu nadwornego czarodzieja. Tak gadał człek, co w tej chatce mieszkał, gdy ja byłem w waszym wieku. Podobno pałac był w innych wymiarach. Nie wiadomo, co ze sobą przywlókł. Pojawia się z powrotem od czasu do czasu.
– Pomoże nam pan? – Sayana otrząsnęła się z odrętwienia.
– Podprowadzę was do traktu. Dalej musicie radzić sobie sami.
 
10. Pod wieczór wrócili do wioski. Ich powrotu wypatrywali uczniowie, którzy poszli do gorących źródeł. Okazało się, że dzień wcześniej na poszukiwania ich grupy wyruszył mistrz Pearl i mistrzyni Laksa. August obawiał się o los ich i uczniów pod wodzą Meletha, którzy obrali inną drogę. Ani on, ani jego towarzysze nie powiedzieli pozostałym o kryształowym pałacu. Nie rozmawiali o tym nawet między sobą. Nikt nie chciał opowiadać o tym, co widział w środku. Dwa dni później z wyprawy ratunkowej powrócili Pearl i Laksa. Nikogo nie odnaleźli, a sami wyglądali na przygaszonych. Zadowolili się zdawkową relacją ocalałych uczniów, sami mając w pamięci śpiew karmanu, który na lodowcu omal nie doprowadził ich do szaleństwa. Uczniów odesłali do gildii, zaś sami czekali jeszcze decem w Śnieżnym Potoku. Jednak nikt z grupy Meletha nigdy nie powrócił. August, podobnie jak towarzysze, wracał do Starych Wierchów wyciszony, świadom, że nigdy już nie będzie taki jak dawniej.
Odpowiedz
#2
(03-04-2019, 12:11)Gunnar napisał(a):
Wszyscy mistrzowie na zimę zapuszczali włosy, ale ten nie miał co zapuszczać.
Big Grin Dobre.

(03-04-2019, 12:11)Gunnar napisał(a):
By przerwać niezręczne milczenie, w trakcie którego wpatrywał się w miłą twarz nieznajomej, zapytał: – Które są najlepsze?

– Nie przyjechałam, ja tu mieszkam.
Zabrakło końcówek.

(03-04-2019, 12:11)Gunnar napisał(a):
Słońce tuliło się do białej pierzyny pokrywającej góry. Jego dolną krawędź strzępiły pozbawione liści, nagie drzewa, rosnące gdzieniegdzie w leśnych skupiskach. Niebo zmieniło barwę na ognisto-czerwoną, a nieliczne chmurki nabrały intensywnie różowego odcieniu, zaś od strony wschodniej powoli podkradał się mrok.
Świetny, klimatyczny opis.

(03-04-2019, 12:11)Gunnar napisał(a):
– Na Mystrę! Ona nie żyje… nie żyje… zamarzła!

Wtedy zrozumiał, że łysawego mistrza spotkał ten sam los co Devę.
No tego się nie spodziewałam....mocne.

(03-04-2019, 12:11)Gunnar napisał(a):
Zdał sobie sprawę, że jednak żyję.
Nadprogramowa końcówka.

(03-04-2019, 12:11)Gunnar napisał(a):
Po chwili zdał sobie sprawę z otaczającej go, absolutnej ciszy.
Dodałabym tu przecinek.

(03-04-2019, 12:11)Gunnar napisał(a):
Nieoczekiwanie na twarzy elfickiego rycerza pojawił się nieznaczny uśmiech.

– Może coś jeszcze z ciebie będzie – rzekł, nieznacznie kiwając głową.
Bliskie powtórzenie.

(03-04-2019, 12:11)Gunnar napisał(a):
Spuścił głowę, zachodząc się płaczem.
Zanosząc się?

(03-04-2019, 12:11)Gunnar napisał(a):
August próbował go obezwładnić, ale ręce chłopaka mu się wymykały. W końcu z impetem zdzielił go po pysku.
To określenie nie pasuje mi do poprzedniej powagi sytuacji. Za szybko ją rozdmuchuje.

(03-04-2019, 12:11)Gunnar napisał(a):
– Ta – odparł, nadal jakby zawieszony.
Podzieliłabym tu przecinkiem.

(03-04-2019, 12:11)Gunnar napisał(a):
Gospodarz dołożył do pieca(...)

Poczułam dreszcz na koniec tego opowiadania. Jest mniej brutalne, niż "Eliksir", ale myślę, że znacznie mocniej mną tąpnęło. Pałac lęków - podoba mi się ten motyw. Wizje, natręctwa, których człowiek obawia się najbardziej. Kojarzy mi się z utworem Nikone - "Hotel". Lęki, których doświadcza Gustek są bardzo...naturalne. Strach przed śmiercią matki, strach przed zawodem ojca i brakiem akceptacji z jego strony. Można się łatwo utożsamić, a to dodaje realizmu postaci.

Świetne opisy lokacji. Zwroty akcji w idealnych miejscach, jako Czytelnik nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Celnie przecinasz poetyckie opisy i "kolonijny" klimat nieoczekiwaną tragedią.

Więc August jest bratem Lambertha, kolejnym z rodu Rollinów. Podoba mi się, jak Twoje opowiadania zataczają kręgi odnoszące się do "Szeptu Gromu". Chętnie poczytam więcej  Smile

Pozdrawiam Smile
Odpowiedz
#3
(25-04-2019, 10:59)Eiszeit napisał(a):
Poczułam dreszcz na koniec tego opowiadania. Jest mniej brutalne, niż "Eliksir", ale myślę, że znacznie mocniej mną tąpnęło. Pałac lęków - podoba mi się ten motyw. Wizje, natręctwa, których człowiek obawia się najbardziej. Kojarzy mi się z utworem Nikone - "Hotel". Lęki, których doświadcza Gustek są bardzo...naturalne. Strach przed śmiercią matki, strach przed zawodem ojca i brakiem akceptacji z jego strony. Można się łatwo utożsamić, a to dodaje realizmu postaci. 
Dzięki. Pewną odległą inspiracją był dla mnie film "Niezgoda" gdzie bohaterowie walczą z własnymi lękami. Tam były to lęki, które można było widowiskowo wykorzystać w filmie akcji, ja postawiłem na te naturalne (może z wyjątkiem pochowania żywcem, co nie jest powszechnym lękiem).
Cieszę się, że Ci się to spodobało.

Rap to nie moje rewiry ale muza zacna i tekst naprawdę ma klimat. Rzeczywiście pasuje do pałacu lęków. Dzięki, że go zapodałaś.
Coś w podobnym stylu: Rymoplastykon feat Mc Mona - "Obudź mnie" (słuchałem w trakcie pisania tego opowiadania - więc można uznać za soundtrack do "Kryształowego pałacu")
A propozycja od mojej żony (choć muzycznie bardziej "optymistyczna"): vienio feat. skubas - lubię to miasto 


(25-04-2019, 10:59)Eiszeit napisał(a): Więc August jest bratem Lambertha, kolejnym z rodu Rollinów. Podoba mi się, jak Twoje opowiadania zataczają kręgi odnoszące się do "Szeptu Gromu". Chętnie poczytam więcej  Smile
Tu się należy z mojej strony wyjaśnienie, bo nieco zamieszałem z tożsamością głównej postaci. 
Otóż August to nie kto inny jak sam przyszły Sędzia Rollin w wieku młodzieńczym.
Rodzice nadali mu imiona August Marcus. Jako nastolatek, i później, nie lubił swojego pierwszego imienia (co jest zaznaczone na początku "Lekcji pokory"). Tu w wizji młodszy Lamberth zwraca się do niego zdrobnieniem jego drugiego imienia "Marcus". Z czasem sam przyszły Sędzia przestawił swoje imiona i odtąd występował już jako "Marcus August Rollin D'aragon".
Tak więc Eryk Rollin i Leticia D'aragon mieli trójkę dzieci: Marcus August, Lamberth i córka Irmina (to  imię robocze, bo jak na razie jej postać nie występuje nigdzie za wyjątkiem sceny w tym opowiadaniu, gdzie nie jest wymieniona z imienia).

Dziękuję za wyłapanie literówek i powtórzeń. Wszystkie Twoje sugestie wykorzystałem nanosząc poprawki.

Pozdrawiam Smile
Odpowiedz
#4
(25-04-2019, 16:07)Gunnar napisał(a): Rap to nie moje rewiry ale muza zacna i tekst naprawdę ma klimat. Rzeczywiście pasuje do pałacu lęków. Dzięki, że go zapodałaś.
Coś w podobnym stylu: Rymoplastykon feat Mc Mona - "Obudź mnie" (słuchałem w trakcie pisania tego opowiadania - więc można uznać za soundtrack do "Kryształowego pałacu")
A propozycja od mojej żony (choć muzycznie bardziej "optymistyczna"): vienio feat. skubas - lubię to miasto
Przesłuchałam, pasuje idealnie Big Grin Druga propozycja też ciekawa. 

(25-04-2019, 16:07)Gunnar napisał(a): Tu się należy z mojej strony wyjaśnienie, bo nieco zamieszałem z tożsamością głównej postaci. 
Otóż August to nie kto inny jak sam przyszły Sędzia Rollin w wieku młodzieńczym.
Rodzice nadali mu imiona August Marcus. Jako nastolatek, i później, nie lubił swojego pierwszego imienia (co jest zaznaczone na początku "Lekcji pokory"). Tu w wizji młodszy Lamberth zwraca się do niego zdrobnieniem jego drugiego imienia "Marcus". Z czasem sam przyszły Sędzia przestawił swoje imiona i odtąd występował już jako "Marcus August Rollin D'aragon".
Tak więc Eryk Rollin i Leticia D'aragon mieli trójkę dzieci: Marcus August, Lamberth i córka Irmina (to  imię robocze, bo jak na razie jej postać nie występuje nigdzie za wyjątkiem sceny w tym opowiadaniu, gdzie nie jest wymieniona z imienia).
O, to teraz wszystko stało się jeszcze ciekawsze Smile Na pewno wrócę do tego opowiadania jeszcze raz, z tą wiedzą. Dzięki Wink
Odpowiedz
#5
Cytat:Gustek stał przed wiklinowymi koszami
Heh, dopiero po chwili załapałem, że to zdrobnienie od AugustSmile

Może się czepiam, ale jak już zwróciłem trochę uwagi na to imię, to stwierdzam, że mi nie pasuje do elfa... Od razu kojarzy się z człowiekiem, najlepiej rasy jakiejś imperialnejSmile

Cytat:By przerwać niezręczne milczenie, w trakcie którego wpatrywał się w miłą twarz nieznajomej, zapytał: – Które są najlepsze?
Tu mi brakuje odpowiedzi tej dziewczyny... Mimo, że zaraz wychodzą ze sklepu, to to "przełamanie milczenia", moim zdaniem, powinno mieć jakiś wyraźny odzew, w tym konkretnym momencie.


Cytat:Młody pól-elf
A nie raczej elf polny? (tak się zgrywam, literówkaTongue)


Cytat:August nie przypominał sobie, by wcześniej mijali te same ośnieżone wzgórza i zarośla
Sądzę, że to słówko niepotrzebne, skoro to (prawdopodobnie) nie były te same wzgórza i zarośla.


Cytat:Boer po chwili wahania niespodziewanie za nimi pobiegł.
Zmieniłbym szyk na: "Boer po chwili wahania niespodziewanie pobiegł za nimi."


Cytat:Na jednej ławce siedziała Sayana z przytulającymi się z obu stron Rasulem i Boerem, a na drugiej Gustek z Mayą.
Literówka


Cytat:Inny w obłąkańczym szale wymachiwał naokoło nożem, raniąc każdego, kto znalazł się w jego zasięgu.

...chyba...

Cytat:Pośrodku siedziała dwójka dzieci. Bawili się wyrzeźbionymi w drewnie zwierzątkami.
Skoro dzieci to bawiły.


Cytat:Nigdy nie zapomnę twojej dobroci – rzekł cicho, składając na czole rodzicielki pocałunek.
Zabrakło spacji.


No, muszę przyznać, zaczynało się niepozornie dość, ale później ładnie dowaliłeśBig Grin.

Nic nie poradzę na to, że:
1. Jak zacząłem czytać o pierwszej śmierci, to przypomniał mi się "Eliksir", pomyślałem: "No to koniec, pewnie zginie większość, co tam poszli, może poza jedną czy dwiema osobami". Cóż, AŻ TAK jednak źle im nie poszłoTongue. Gdzieś przy którymś moim opowiadaniu, przypomniało mi się też, pisałeś, że uśmiercasz swoich bohaterów dość często... No i, powiedzmy, trochę się niektórych rzeczy spodziewałem Wink. Co nie zmienia faktu że fabularnie tekst podobający sięSmile
2. Skojarzyłem Twój tekst jeszcze z czymś innym... Jakiś duży budynek w śnieżnej pustelni, zima, bohaterowie mają zwidy z udziałem jakiegoś bankietu... No zaraz "Lśnienie" mi przyszło do głowy... Oprócz tego, znów przypomniała mi się jedna ze scen z "Legendy Drizzta" - czy momentami wręcz, sposób prowadzenia akcji. Pamiętam, było tak, że Drizzt z innymi bohaterami "wpadli" w pułapkę ilithidów, tam też pozbawili ich świadomości, w jakiś sposób "zahipnotyzowali" (wiązało się to też z jedną z najobrzydliwszych scen, moim zdaniem, jakie miałem okazję poznać pośród czytanych książek...). No i, przez chwileczkę, skojarzyła mi się "Kraina lodu"Wink

Ciekawe opowiadanie z lat młodzieńczych bohatera. Być może, osobiście, skróciłbym trochę, tu i tam, we fragmentach rozwijających akcję, ewentualnie coś zmienił (również wspomniane przeze mnie momenty). Ale może po prostu przemawia przeze mnie niechęć do czytania opisówBig Grin. Bo jak już zaczęła się akcja, taki niepokój, błądzenie, to już zaangażowałem się bardziej. 

I chyba tyle, pozdrawiamSmile
Odpowiedz
#6
(01-05-2019, 02:51)kubutek28 napisał(a):
Cytat:Gustek stał przed wiklinowymi koszami
Heh, dopiero po chwili załapałem, że to zdrobnienie od AugustSmile

Może się czepiam, ale jak już zwróciłem trochę uwagi na to imię, to stwierdzam, że mi nie pasuje do elfa... Od razu kojarzy się z człowiekiem, najlepiej rasy jakiejś imperialnejSmile
To rodzice wybierają imię, a jak wiesz rodziców się nie wybiera Big Grin
A rodziców miał z dwóch różnych ras: ojciec był elfem a matka była kobietą ludzkiej rasy.

(01-05-2019, 02:51)kubutek28 napisał(a):
Cytat:By przerwać niezręczne milczenie, w trakcie którego wpatrywał się w miłą twarz nieznajomej, zapytał: – Które są najlepsze?
Tu mi brakuje odpowiedzi tej dziewczyny... Mimo, że zaraz wychodzą ze sklepu, to to "przełamanie milczenia", moim zdaniem, powinno mieć jakiś wyraźny odzew, w tym konkretnym momencie.
Być może dobrze byłoby zaznaczyć, że się jednak odezwała.
Dodam: "Dziewczyna uprzejmie doradziła" - bo nie chce mi się konkretyzować dialogu przy wybieraniu pieczywa Big Grin

(01-05-2019, 02:51)kubutek28 napisał(a): No, muszę przyznać, zaczynało się niepozornie dość, ale później ładnie dowaliłeśBig Grin.
No wiem Big Grin

(01-05-2019, 02:51)kubutek28 napisał(a): Nic nie poradzę na to, że:
1. Jak zacząłem czytać o pierwszej śmierci, to przypomniał mi się "Eliksir", pomyślałem: "No to koniec, pewnie zginie większość, co tam poszli, może poza jedną czy dwiema osobami". Cóż, AŻ TAK jednak źle im nie poszłoTongue. Gdzieś przy którymś moim opowiadaniu, przypomniało mi się też, pisałeś, że uśmiercasz swoich bohaterów dość często... No i, powiedzmy, trochę się niektórych rzeczy spodziewałem Wink. Co nie zmienia faktu że fabularnie tekst podobający sięSmile
2. Skojarzyłem Twój tekst jeszcze z czymś innym... Jakiś duży budynek w śnieżnej pustelni, zima, bohaterowie mają zwidy z udziałem jakiegoś bankietu... No zaraz "Lśnienie" mi przyszło do głowy... Oprócz tego, znów przypomniała mi się jedna ze scen z "Legendy Drizzta" - czy momentami wręcz, sposób prowadzenia akcji. Pamiętam, było tak, że Drizzt z innymi bohaterami "wpadli" w pułapkę ilithidów, tam też pozbawili ich świadomości, w jakiś sposób "zahipnotyzowali" (wiązało się to też z jedną z najobrzydliwszych scen, moim zdaniem, jakie miałem okazję poznać pośród czytanych książek...). No i, przez chwileczkę, skojarzyła mi się "Kraina lodu"Wink
Dzięki za pozytywną opinię Smile
"Lśnienia" nie oglądałem, za to pewien wpływ na mnie miały takie filmy jak "Ghost Ship" "Event Horizon" i "Niezgodna"
Zaś jako ciekawostkę dodam, że kanwą opowiadani był zakręcony sen, który przyśnił mi się kilka lat temu. Tylko sen był współczesny (zamiast pałacu wieżowiec w amerykańskim stylu, a zamiast zajęć terenowych gildii magów - studencka wycieczka Wink )

(01-05-2019, 02:51)kubutek28 napisał(a): Ciekawe opowiadanie z lat młodzieńczych bohatera. Być może, osobiście, skróciłbym trochę, tu i tam, we fragmentach rozwijających akcję, ewentualnie coś zmienił (również wspomniane przeze mnie momenty). Ale może po prostu przemawia przeze mnie niechęć do czytania opisówBig Grin. Bo jak już zaczęła się akcja, taki niepokój, błądzenie, to już zaangażowałem się bardziej. 
Skracałem, skracałem Wink
Choć finalnie i tak uważam, że wstępne części powinny być mniejsze procentowo wobec tych z rozwinięciem, ale już nie dostrzegałem, co by można było jeszcze wyciąć, nie czyniąc szkody fabule.

Dzięki za przeczytanie, wszystkie opinie i uwagi Smile
Pozdrawiam
Odpowiedz
#7
Witaj.
W 3 części jest zdanie. "To ośmieliło młodzież. Najpierw trochę niepewnie, a zaraz coraz śmielej nawiązywali rozmowy." Ośmieliło - śmielej, blisko podobne wyrazy.
W tej samej części dalej wykryłem błąd logiczny moim zdaniem. Chłopak i dziewczyna poznali się dopiero, a ona pokazała mu dom w którym mieszka, praktycznie się nie znali. Motyw błądzenia, z początku przeszkadzało mi, że nie mają kompasu i mapy, a jeszcze była tam miejscowa i opiekunowie. Ostatecznie myślę, że to jednak dobre rozwiązanie, ukazuje uzależnienie się od magii, oraz kompletną bezradność, gdy ta zawali.
Bardzo podobały mi się opisy, szczególnie przyrody, dało się wczuć w górskie klimaty. A jeszcze bardziej imiona i nazwy. Bardzo ważna rzecz dla fantasy. Był twist ze śmiercią bohaterów, ale też nie zrobił odpowiedniego wrażenia, bo tych postaci nie znałem, podejrzewam, że jest to większa część jakiejś większej opowieści. Bardzo fajnie podbudowywałeś napięcie, po panice z zagubieniem, aż po te niepokojące aluzje. Nasłuchiwali jakiś pieśni, nienaturalnie zamarznięte ciała, jakaś tajemnica wokół lodospadów, bardzo ciekawy byłem czym to jest.
Za to nie podobało mi się przejście z 7 części do 8, jakiś chaos i pośpiech się wkradł. Rozumiem, że ten opuszczony budynek był jakby główną atrakcją opowiadania, ale ja czytałem w przeświadczeniu, że te halucynacje to jakaś dygresja i czytałem w pośpiechu żeby tylko się skończyło i powrócił główny wątek. Dlatego lepiej moim zdaniem by było gdyby spotkali kogoś, kto wiedziałby o przeklętym miejscu i rzucił jakąś aluzje. Po wszystkim spotkali pustelnika i jego przerażenie pomogłoby w budowaniu napięcia przed wejściem.
Pomimo małych minusów, opowiadanie bardzo mi się podobało, fajny mroźny klimat. A jeśli chodzi o skojarzenia, grupka studentów zagubiona w górach, śnieg i mróz, nadnaturalne zjawiska i złowieszcza tajemnica, to jak z tą historią na Przełęczy Diatłowa.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
#8
Oto najlepszy, według naszych użytkowników, utwór prozatorski kwietnia 2019 roku.

Serdeczne dziękuję wszystkim osobom, które głosowały na "Kryształowy pałac"
Odpowiedz
#9
(19-05-2019, 15:01)Ahab napisał(a): Witaj.
W 3 części jest zdanie. "To ośmieliło młodzież. Najpierw trochę niepewnie, a zaraz coraz śmielej nawiązywali rozmowy." Ośmieliło - śmielej, blisko podobne wyrazy.
Tak, zmienię na "odważniej"


(19-05-2019, 15:01)Ahab napisał(a): W tej samej części dalej wykryłem błąd logiczny moim zdaniem. Chłopak i dziewczyna poznali się dopiero, a ona pokazała mu dom w którym mieszka, praktycznie się nie znali. 
Jeśli już to błąd dziewczyny w zbytniej otwartości/zaufaniu do nowo poznanego chłopaka Wink
Ale jak widać intuicja jej nie okłamała Wink

(19-05-2019, 15:01)Ahab napisał(a): Bardzo podobały mi się opisy, szczególnie przyrody, dało się wczuć w górskie klimaty. A jeszcze bardziej imiona i nazwy. Bardzo ważna rzecz dla fantasy.
A dzięki. Przy imionach postaci drugoplanowych posiłkowałem się listą imion hinduskich i wybrałem kilka, które najbardziej mi się spodobały.

(19-05-2019, 15:01)Ahab napisał(a):  Nasłuchiwali jakiś pieśni, nienaturalnie zamarznięte ciała, jakaś tajemnica wokół lodospadów, bardzo ciekawy byłem czym to jest. 
Za to nie podobało mi się przejście z 7 części do 8, jakiś chaos i pośpiech się wkradł. Rozumiem, że ten opuszczony budynek był jakby główną atrakcją opowiadania, ale ja czytałem w przeświadczeniu, że te halucynacje to jakaś dygresja i czytałem w pośpiechu żeby tylko się skończyło i powrócił główny wątek. Dlatego lepiej moim zdaniem by było gdyby spotkali kogoś, kto wiedziałby o przeklętym miejscu i rzucił jakąś aluzje. 
Fabularnie coś posobnego było w przedostatnich GW - bohaterowie pół filmu szukają przemytnika i gdy już trafiają do "karczmy" i widza go z daleka, zostają wyrzuceni i nigdy więcej go nie spotykają. Tu bohaterowie nie dotarli nigdy do celu podróży a pojawienie się kryształowego pałacu miało być totalnym zaskoczeniem.

(19-05-2019, 15:01)Ahab napisał(a): Pomimo małych minusów, opowiadanie bardzo mi się podobało, fajny mroźny klimat. A jeśli chodzi o skojarzenia, grupka studentów zagubiona w górach, śnieg i mróz, nadnaturalne zjawiska i złowieszcza tajemnica, to jak z tą historią na Przełęczy Diatłowa.
Pozdrawiam.
Dziękuję bardzo za pozytywną opinię Smile
pozdrawiam Smile
Odpowiedz
#10
Gratuluję i pozdrawiam[Obrazek: smile.gif]
- żeby sędzia nie zaznał radości w sądzeniu -



Odpowiedz
#11
Gratuluję teżSmile
Odpowiedz
#12
Dziękuję bardzo <kłaniam się nisko> Smile
Odpowiedz
#13
Gratulacje dla kwietniowego zwycięzcy od przegranego Smile
Odpowiedz
#14
Bardzo fajnie, że opowiadanie wygrało. Było konkretne. Gratuluje i pozdrawiam.
Odpowiedz
#15
Serdecznie dziękuję Smile
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości