Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Fałszywy Świt
#1
Witajcie.

"Fałszywy Świt" to kontynuacja powieści Szept Gromu. Akcja rozpoczyna się niecałe dwa miesiące po upadku rebelii. 
Życzę miłej lektury.

Pozdrawiam Serdecznie
Bazyli Tarnawski

SPIS TREŚCI

Prolog
Mapa Świata
ROZDZIAŁ I – RHYNNYJSKI TROP
ROZDZIAŁ II – ŁASKA KRÓLA
ROZDZIAŁ III – JARE ŚWIĘTO
ROZDZIAŁ IV – ŻYWIOŁAK WODY I BŁYSZCZĄCA KOSZULA
ROZDZIAŁ V – OJCIEC I SYN
ROZDZIAŁ VI – WALKIRIA
ROZDZIAŁ VII – NADCHODZĘ JAK TĘCZA
ROZDZIAŁ VIII – Z POPIOŁÓW
ROZDZIAŁ IX – NIEBO PŁONIE BEZ KOŃCA
ROZDZIAŁ X – KRĘTE ŚCIEŻKI NEMERII
ROZDZIAŁ XI – WRÓG U BRAM
ROZDZIAŁ XII – ROZDZIOBIĄ NAS KRUKI
ROZDZIAŁ XIII – FAŁSZYWY ŚWIT
ROZDZIAŁ XIV – SREBRNOWŁOSY
ROZDZIAŁ XV – DO KRESU NOCY
ROZDZIAŁ XVI – COFANIE CZASU
ROZDZIAŁ XVII – I NOCY JUŻ NIE BĘDZIE
ROZDZIAŁ XVIII – OSTATNIA WOLA
ROZDZIAŁ XIX – MORDERCY I TRUCICIELE
ROZDZIAŁ XX – CIENIE TYRHOLD
ROZDZIAŁ XXI – STRAŻNIK TAJEMNICY
ROZDZIAŁ XXII – KLUCZOWA DECYZJA
ROZDZIAŁ XXIII – BURSZTYNOWE WYBRZEŻE
ROZDZIAŁ XXIV – SZTUKA PIĄTEGO ŻYWIOŁU
ROZDZIAŁ XXV – KORONA ALBO SZTYLET część 1/2
ROZDZIAŁ XXV – KORONA ALBO SZTYLET część 2/2
ROZDZIAŁ XXVI – MÓWIĄCE GÓRY
ROZDZIAŁ XXVII – UMYKAJĄCA PRZESZŁOŚĆ
ROZDZIAŁ XXVIII – PORYWY SERCA
ROZDZIAŁ XXIX – ŁAKNĄC SPRAWIEDLIWOŚCI
ROZDZIAŁ XXX – ZMIENNOŚĆ CIENIA
ROZDZIAŁ XXXI – W BLASKU CHWAŁY
ROZDZIAŁ XXXII – NA GRZBIECIE TAJEMNICY
ROZDZIAŁ XXXIII – KULT CIENIA
ROZDZIAŁ XXXIV – IGRASZKI LOSU
ROZDZIAŁ XXXV – ZŁOTA KLATKA część 1/2
ROZDZIAŁ XXXV – ZŁOTA KLATKA część 2/2
ROZDZIAŁ XXXVI – ŚCIEŻKI SPRAWIEDLIWOŚCI
ROZDZIAŁ XXXVII – NIEBEZPIECZNE ZWIĄZKI
ROZDZIAŁ XXXVIII – W NIEWOLI SZALEŃSTWA
ROZDZIAŁ XXXIX – GNIEW MIASTA
ROZDZIAŁ XL – ZMIERZCH PAJĄKÓW część 1/2
Odpowiedz
#2
FAŁSZYWY ŚWIT

Bazyli Tarnawski


Wraz z końcem jesieni rebelia sobowtórniaka, który podszywał się pod Sędziego Rollina, została zdławiona. Przez zimę Beresteczko powoli leczyło rany zadane przez bunt, w którym wziął udział następca tronu, książę Roland. Stary król Conorius zamknął się w swoich komnatach, rozgoryczony postawą syna. Nie przyjmował poselstw ani gości. Wieść niosła, że jeszcze bardziej od zdrady syna strapiony był śmiercią ukochanej córki. Realne rządy przejął Palatyn Holden. Na rebelii zyskał również Lord Straży – Augusto D’aragon. Jego służba przyjęła miano Żelaznej Pięści, która miała zmiażdżyć każdego, kto odważy się podnieść rękę na monarchię. Fakt, że jednym z przywódców rewolty był sobowtórniak, stał się powszechnie znany. Wielu zachodziło w głowę, co stało się z prawdziwym Sędzią Rollinem, którego kreatura udawała. Choć życie w mieście wracało do normy, czuć było w powietrzu nowy konflikt. Było niemal pewne, że zarządzający graniczną prowincją lord Raven wspierał buntowników. Pod błahym pretekstem odmówił stawienia się w stolicy. To oznaczało, że zima jedynie odroczyła moment wybuchu nowej wojny.
Odpowiedz
#3
[Obrazek: Likaria-n_qsaxspq.jpg]
Odpowiedz
#4
ROZDZIAŁ I – RHYNNYJSKI TROP
29 Tahsas 999 c. e. u.
Zimno wciskało się do karety wszystkimi szczelinami. Choć okienka i drzwiczki poutykane były kawałkami materiału, to i tak przenikliwy chłód znajdował ścieżki, by muskać dłonie i twarze podróżnych. Christian patrzył na jej śpiące oblicze. Policzki zaczerwienione pocałunkiem zimy dodawały jej piękna. Spod futrzanej czapy wydostawały się, jak kaskady wodospadu, kosmyki kasztanowych włosów. Nieustannie drżał o jej zdrowie. Kochał ją mocno. Jak mocno, przekonał się sam, gdy został poinformowany o jej śmierci. Niedowierzanie, smutek, płacz. Tak, płakał. Wiele dni. Do chwili, gdy jego mistrz, zdjęty litością, wyjawił mu prawdę. To był najszczęśliwszy dzień w jego życiu. Musiał przysiąc, że nikomu nie zdradzi tajemnicy. Przysięgał najżarliwiej jak potrafił. Nie miał nawet żalu do Wilka o zatajenia przed nim prawdy. Uznał to za spełnienie modlitw z prośbą o cofnięcie czasu, które każdego dnia zanosił do Pana Światła. Ona żyła i to było najważniejsze. Nic innego na świecie nie liczyło się bardziej od tego faktu. 
Lorelei przebudziła się. Przez chwilę spoglądała nieprzytomnie przed siebie.
– Długo spałam?
– Szczerze mówiąc, nie wiem – odparł Lord Poltar, siedzący naprzeciwko. – Ale jeszcze dziś powinniśmy dotrzeć do Kir. Tam już czeka na nas statek.
– Mój teść będzie zaskoczony. Nie rozumiem, dlaczego nie powiadomiono ambasadora Rhynn.
– Ja też nie, ale tak postanowił twój ojciec i Palatyn. Im mniej osób wie o naszej wyprawie, tym lepiej.
– Utrzymanie tajemnicy nie było łatwe – rzekł siedzący obok księżniczki Samotny Wilk, wspominając półtora miesiąca leczenia jej w tajnej komnacie udostępnionej przez Palatyna.[1]
– Sądzisz, że lord Raven chciałby nas powstrzymać? – zapytała księżniczka.
– To on kazał cię truć. Jeśli był do tego zdolny, chcąc uniemożliwić sojusz z Rhynn, to nie cofnąłby się przed atakiem na królewski orszak.
– Zwłaszcza, gdy odmówił stawienia się przed królewskim majestatem, by odnieść się do ciążących na nim zarzutów. I te jego śmieszne wymówki[2]– dodał lord Deemar.
– Jeśli na wiosnę wybuchnie wojna, łączność z Rhynn będzie praktycznie niemożliwa, dlatego jeśli masz wyjść za księcia Christo, musimy dotrzeć tam teraz.
– Tak – zamyśliła się – za dwa dni nowy rok.
– Jak dobrze pójdzie, zawitamy w Rhynn pierwszego Zizan – dodał Deemar.
Śpiąca na kolanach księżniczki Strzałka przebudziła się i położyła łebek na dłoni swej pani. Palatyn był przeciwny jej udziałowi w wyprawie. Deemar i Soteriusz też to odradzali, ale Lorelei się uparła.[3]Stwierdziła, że nie rozstanie się z najwierniejszym przyjacielem. Tylko ona nie mogła jej zdradzić. W końcu mężczyźni ustąpili.
– Nie jestem pewien… – Wilk zawiesił głos, gdy naszła go nieoczekiwana myśl.
– Tak, mistrzu? – zapytał Christian.
– Wydaje mi się, choć muszę to stwierdzić po fakcie, że twoja śmierć była elementem proroctw – zwrócił się do księżniczki.
– Jak to? – zdziwiła się królewska córka.
– Kiedyś przez przypadek wpadł mi w ręce zaginiony poemat Zubina. Zaraz po słowach odnoszących się do buntu na Złotej Górze były takie wersy;
 
Niegodziwe ostrze przebije zgubnych losów wybrańca
Zaś jad unieruchomi źrenicę jego pięknej damy
 
– Mojego wybrańca? Czy coś grozi Christo? – Słowa Wilka poruszyły księżniczkę.
– Nie. Nie wiem, nie to miałem na myśli – zapewnił szybko profesor. – Po prostu słowa o jadzie mi się skojarzyły, jako że zielarka truła cię wężowym jadem.
– Ale księżniczka przeżyła – włączył się Christian – więc albo proroctwo się nie spełniło, albo jej nie dotyczy.
– Tak, masz rację Christianie. Błędne skojarzenie. – Wilk z niewyraźnym uśmiechem skierowanym do księżniczki wycofał się z refleksji. Ta nie miała za złe mędrcowi, choć jej twarz wyrażała budzące się oburzenie. Nie na Soteriusza jednak, ale na osobę o której wspomniał; zielarkę Halishię.
– Niech bogowie ukarzą ją za tę zdradę. – Pokręciła głową.
– Tamtego dnia żałowała… – zaczął Wilk.
– Ale nie żałowała, gdy karmiła mnie trucizną. Była taka miła. Truła mnie w tym samym czasie, gdy dzieliłyśmy się spostrzeżeniami o poezji! W życiu nikt mnie tak nie zawiódł.
– Ale na końcu cię ratowała, a podanie śmiertelnej dawki było skutkiem pomyłki – przypomniał Wilk.
– Biedna Brissa. – Lorelei westchnęła. – Myślała, że mnie zabiła i do czego to doprowadziło? To co spotkało Brissę, to też wina zielarki.
– Nie da się zaprzeczyć – przyznał starzec. – Nie wiesz, co czułem tamtego wieczoru. – Profesor utkwił wzrok w ścianie karocy. – Razem z zielarką i Galiną walczyliśmy o twoje życie – opowiadał, jakby mówił sam do siebie. – Wszystko było dobrze i wtedy wciągnęłaś ciężko powietrze, a twoja głowa opadła bezwładnie. – Zrobił dłuższą pauzę. Jego oblicze wyglądało tak, jakby zaraz miały się na nim pojawić łzy. – Zaskoczył mnie ciężki świst w twoich płucach, bo myślałem, że już wyzionęłaś ducha. Z Galiną robiliśmy wszystko…
Zamilkł. Lorelei położyła rękę na dłoni starca. Ten dopiero po chwili zareagował, obracając głowę w jej stronę.
– Uratowaliście mi życie i zawsze będę wam za to wdzięczna.
Na twarzy mędrca pojawił się uśmiech. Strzałka przewróciła się na plecy, odsłaniając białą kryzę pod pyskiem i jasne futro na brzuchu. Lorelei poprawiła się na swoim miejscu. Musiała przyznać, że mieszczańskie ubrania nie są zbyt wygodne. Udawali kupców, zmierzających do Rhynn, więc wszyscy byli przyodziani w kupiecko-mieszczańskie szaty. Księżniczka nie mogła zabrać ani służącej, ani damy dworu, ani choćby jednej pięknej sukni. Nawet prezent zaręczynowy od księcia – perłowy naszyjnik z kamieniem łotrzyków – miał zostać przywieziony na wiosnę przez damy z jej fraucymeru. Z trudem wytargowała zabranie Strzałki. Dopiero w Rhynn, lord Deemar miał zakupić suknię, w której będzie mogła zostać przedstawiona na królewskim dworze. Lorelei pomyślała, że będzie to śmiesznie wyglądało. Rhynn nie wie o tym, że ona żyje. A może nie dotarła tam wieść o jej śmierci? Kruki. Chyba wiedzą. Jakkolwiek, nawet gdyby spodziewali się likaryjskiej księżniczki, oczekiwaliby bogatego orszaku, dam dworu, rycerzy na koniach i skrzyń z kosztownościami, a ona przybędzie sama z ambasadorem, starym nauczycielem, młodym przyjacielem robiącym za pomocnika kupców i szpiegiem Palatyna przebranym za woźnicę. A tak, Lord Poltar wspominał o tym, że gdy wsiądziemy bezpiecznie na statek, wyśle kruka do Rhynn. Będą mieli kilka godzin na przygotowanie się do przyjęcia narzeczonej następcy tronu. Miała tylko nadzieję, że jeśli do Rhynn dotarła wiadomość o jej śmierci, to król Aristo nie wybrał jeszcze dla syna nowej narzeczonej.
– Lordzie Poltar, powiedz mi; skoro oficjalnie umarłam, to czy odbył się mój pogrzeb?
– Z tym właśnie mieliśmy problem. Twoje ocalenie miało zostać tajemnicą, ale nie mogliśmy pozwolić sobie na czynienie pośmiewiska z bogów, organizując fałszywy pogrzeb. Ogłosiliśmy, że ojciec opłakuje twoją śmierć, i że zostałaś pochowana w krypcie na zamku. Oczywiście wzbudziło to pewne zdumienie. Król też od rewolty nie przyjmował żadnych gości, ani zagranicznych poselstw, by nie słuchać wyrazów żalu po twoim odejściu. Ale już niedługo to będzie trwało. Gdy postawimy stopy w rhynnyjskim porcie, Stirigos ogłosi, że księżniczka Lorelei żyje i niedługo poślubi następcę tronu Rhynn.
– Ciekawe, jak Palatyn wytłumaczy to ludowi Beresteczka. – Wilk zastanawiał się głośno.
– O profesorze. Palatyn na pewno coś wymyśli.
– Z pewnością – przyznał z przekąsem uczony.
– Po rebelii krąży tak wiele… – Lord Poltar zamilkł, gdy usłyszeli pukanie. Wóz zaczął zwalniać. Po chwili stanął.
– Dlaczego się zatrzymaliśmy? – Pytanie księżniczki zostało bez odpowiedzi.
Pukanie woźnicy było umówionym znakiem zagrożenia.
– Zostańcie w środku. Wiecie, co robić. – Ambasador zwrócił się do Lorelei i Christiana. – My z profesorem wyjdziemy na zewnątrz i zobaczymy, co się dzieje.
Mężczyźni wysiedli, zamykając za sobą drzwi karocy. Pojazd stał w białych koleinach. Wszystko do granic horyzontu pokrywał śnieg, zlewający się z mlecznobiałym niebem. Wiał chłodny wiatr, unoszący w powietrze białe drobinki. Tę jasność zakłócały tylko pojedyncze, nagie drzewa. Trakt był zagrodzony drewnianą belką, koło której stała grupa zbrojnych. Ich dowódca dosiadał gniadego ogiera. Podjechał do wozu, gdyż zatrzymali się w większej odległości.
– Kim jesteście? – zapytał mężczyzn stojących w śniegu.
– Likaryjskimi kupcami zmierzającymi do Rhynn – odparł Deemar.
– Kupcami, tak? Czym handlujecie? – Gdy powiedzieli, że tkaninami, jeździec nie wyglądał na przekonanego. – Nie widzę żadnych materiałów. A skoro ich nie macie, to co wieziecie do Rhynn?
– Złoto, mój panie. Zamierzamy tam zakupić drogie tkaniny i sprowadzić je do Likarii.
– I nic nie ukrywacie? – dopytywał zbrojny. Deemar zaprzeczył ruchem głowy. – Więc nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli zajrzę do waszego wozu?
– Oczywiście, choć w środku nie ma nic ciekawego. Tylko nasz pomocnik.
– Chętnie go poznam. – Mężczyzna uśmiechnął się, zsiadając z konia.
– Proszę. – Lord Poltar otworzył drzwiczki karety. Wiatr wpychał do środka płatki śniegu. Mężczyzna dostrzegł siedzącego na ławce młodego chłopaka w mieszczańskim stroju. Wnętrze wyłożone było ciepłymi tkaninami.
– Wysiadaj chłopcze, no już – ponaglił zbrojny. Młodzieniec stanął koło Wilka. Nogi zapadły mu się w śniegu. – Jak masz na imię?
– Christian.
– Christian – powtórzył najemnik. Popatrzył gdzieś w dal ponad głową chłopaka. Spojrzał raz jeszcze do karety, lustrując jej wnętrze. – Dobrze, możecie jechać – zezwolił.
„Kupcy” pokłonili się i wsiedli do środka. Żołnierze przestawili drąg i zaprzęg powoli ruszył dalej. Odczekawszy dłuższą chwilę, Wilk zastukał w ściankę karety. Ta powoli uchyliła się.
– Już jest bezpiecznie Lorelei, możesz wyjść.
Księżniczce trochę zajęło wygramolenie się ze skrytki.
– Myślałam, że się uduszę. Ręka mi zdrętwiała, ale Strzałka była bardzo grzeczna.
– To był dobry pomysł – pochwalił nieobecnego Palatyna Deemar, choć miesiąc zajęło przerabianie karety, by powstał schowek, mogący pomieścić dorosłą osobę.
– Kto to był? – zapytał Christian.
– Podejrzewam, że ludzie Ravena. Jesteśmy niedaleko jego ziem.
– Myślisz mistrzu, że o nas wiedzą?
– Raven miał na Stirigos wielu agentów. Niektórzy mogli się nie ujawnić.
– Chyba gdyby wiedzieli o naszej wyprawie nie poszłoby nam tak łatwo.
– O, mój uczniu, to jeszcze nie koniec. Cały czas jesteśmy blisko Gniazda Kruka. Dopóki nie wsiądziemy na statek w Kir, musimy być niezwykle ostrożni.
 
2. Christian wrócił do środka. Mimo, że trwało to tylko chwilkę, wszyscy zniecierpliwieni patrzyli, aż zamknie drzwi.
– Minęliśmy już obelisk. Armennon mówi, że jesteśmy blisko Kir.
Reszta podróżnych tylko pokiwała głowami. Jechali chwilę w ciszy, gdy usłyszeli pukanie dochodzące od strony woźnicy. Wilk popatrzył na Lorelei.
– Znowu?
Tym razem wysiadł tylko Christian. Dogonili ich jeźdźcy, ci z barykady, choć na czele jechał inny człowiek. Dojeżdżając, gestykulowali, jakby ich dowódca upewniał się, że to o ten wóz chodzi. Zatrzymali się przy chłopaku.
– Kim jesteście? – zapytał dowódca jeźdźców, którego twarz zdobiła podłużna blizna.
– Kupcami, mój panie.
– Jesteś kupcem? – Mężczyzn zmarszczył krzaczaste brwi.
– Pomocnikiem kupców – sprecyzował Christian.
– Więc pokaż mi swoich panów.
Chłopak otwarł drzwiczki karocy. Soteriusz i Deemar wysiedli. Z nieba obficie padał śnieg.
– Czym możemy służyć? – zaczął Wilk. – Nie mamy nic na sprzedaż, bo dopiero jedziemy zakupić towary.
– Daruj sobie dziadku – odparł dowódca jeźdźców. – Jesteście kupcami, tak? – zwrócił się do Deemara.
– Kupcami z Beresteczka – odparł zagadnięty, strzepując biały puch z ramienia.
– Kłamiesz, Lordzie Poltar. To, że nie masz na ręku doberlota nie znaczy, że nie można cię rozpoznać.
– Coś długo wam zajęło skojarzenie – rzekł profesor.
– Dowódca barykady nie miał rozeznania, ale gdy opowiedział mi o waszym zaprzęgu, od razu wiedziałem, że nie jesteście kupcami.
– Skoro już wiesz kim jestem, czego chcesz? – odparł lord Deemar, który w osiłku rozpoznał Chloridiosa, dowódcę książęcej gwardii.
– Chcę waszego ładunku, Lordzie Poltar.
– Możemy ci dać skrzynię ze złotem, bo nic więcej nie mamy, ale obrabowywanie ambasadora na królewskim trakcie to najszybsza droga do spotkania z katem.
– Lordzie Poltar, nie interesuje mnie wasze złoto. – Chloridios, uśmiechając się, pokręcił głową. – Kto mówi o okradaniu? Chcemy wam udzielić gościny w Gnieździe Kruka, wam wszystkim – powiedział z naciskiem.
– Dziękujemy za gościnę, ale jesteśmy w podroży i musimy dziś dotrzeć do Kir.
– Cóż, może nie wyraziłem się jasno. Udzielimy wam gościny, czy tego będziecie chcieli czy nie. – Chloridios zsiadł z konia. – Poza tym najpierw chciałbym obejrzeć wasz ładunek.
Deemar zszedł mu z drogi. Mężczyzna otwarł drzwiczki. Zaczął zdzierać materiały z obicia i wyrzucać je na zewnątrz, potem ostukiwał ściany. Znalazł skrytkę. Jego oczom ukazała się zgięta w pół księżniczka, tuląca do piersi psa.
– Chodź, pani. – Podał jej rękę. – To chyba niezbyt wygodny sposób podróżowania.
Lorelei, nie korzystając z jego pomocy, wyszła ze schowka. Stanęła obok Lorda Poltara.
– Wsiadajcie do karety – polecił Chloridios. – Odeskortujemy was do zamku gospodarza tych ziem.
– Jak wspominaliśmy, jesteśmy radzi z zaproszenia, ale zmierzamy w przeciwnym kierunku. – Ambasador nie dawał za wygraną.
– Lordzie Deemar, nie utrudniaj tego. Mojemu panu zależy, by wszystko odbyło się godnie i w sposób nie ujmujący majestatu księżniczki, ale jeśli po dobroci nie skorzystacie z naszej gościny to zabierzemy was siłą. – Najemnik potarł wierchem dłoni szeroką szczękę, pokrytą kilkudniowym zarostem.
Lorelei zastanawiała się, dlaczego jej brat przysłał tego człowieka. Chce udaremnić sojusz z Rhynn? Nigdy nie był jego zwolennikiem, ale wydawało się, że zaakceptował jej chęć poślubienia Christo. Z drugiej strony mogłaby przemówić Rolandowi do rozsądku, gdyby się spotkali. Była pewna, że brat nie mógłby jej skrzywdzić.
– Chyba nie mamy wyboru, mój panie – odezwał się milczący dotąd woźnica.
– Słuchajcie waszego sługi, gdyż rozsądnie prawi – rzekł z uznaniem Chloridios.
Wilk popatrzył na Armennona.
– Istotnie – przyznał. – Pani, wracaj do pojazdu. – Rzekł do Lorelei, pomagając jej wsiąść.
Księżniczka znalazła się w środku. Wilk zamiast wejść za nią, sięgnął po laskę, która leżała na podłodze.
– Zapominałeś czegoś? – zapytał Chloridios.
Profesor rzucił tylko szybkie spojrzenie woźnicy.
– Tak, mojej laski – to mówiąc, znienacka wziął zamach. Chloridios zdążył się uchylić. Woźnica dobył skrytej pod siedzeniem sędziowskiej kuszy. Nim jeźdźcy towarzyszący Chloridiosowi zdołali się połapać w sytuacji, dosięgły ich bełty. Osiłek dobył miecza, wyprowadzając zamach. Wilk uniknął cięcia, obracając się plecami do przeciwnika. Trzymając laskę oburącz, wyprowadził mocny cios, przy obrocie uderzając go w skroń. Wojownik upadł twarzą w śnieg. Profesor uniósł kostur, ale Chloridios nawet nie drgnął. Z jego skroni dobywała się krew, barwiąc śnieg na rubinowo. Profesor popatrzył dalej. Na ziemi obok wierzchowców leżeli pozostali zbrojni ugodzeni bełtami przez Armennona.
– Christian do środka, musimy jak najszybciej dostać się do Kir – polecił Deemar.
– Zaczekajcie – wstrzymał ich Soteriusz. – Zapada zmierzch. I tak dziś nie wypłyniemy z Kir. Jeśli ludzie Ravena znajdą ciała, będą nas ścigać.
– I tak będą nas ścigać – stwierdził bez cienia wątpliwości ambasador.
– Im później dowiedzą się, co tu zaszło, tym więcej będziemy mieć czasu.
– Co chcesz zrobić?
Wilk z Lordem Poltarem i Christianem odciągnęli ciała za pobliski pagórek tak, by nie były widoczne z traku. Następnie ukryli je w śniegu. Konie przywiązali do wozu, gdyż pozostawione wolno, mogły zdradzić los ich właścicieli. Padał śnieg, więc do rana nie powinno być już żadnych śladów po walce, ani ciągnięciu ciał. Lorelei wolała nie pytać, czemu tak długo ich nie było. Domyślała się, ale nie chciała o tym rozmawiać. Wyraziła tylko przekonanie, że zdołałaby namówić Rolanda, by odesłał ich do Rhynn. Towarzysze zgodnie odparli, że nie mogą ryzykować. Resztę drogi przemierzyli w ciszy. Gdy dotarli do Kir, było już ciemno.
Podczas gdy pozostali towarzysze podróży układali się do snu w miejskiej gospodzie, Lord Poltar odwiedził burmistrza i polecił zamknąć bramy miasta do czasu, aż wsiądą na statek. Ten nie do końca rozumiał o co chodzi, ale nie oponował wobec królewskiego ambasadora.
30 Tahsas 999 c. e. u.
3. Zanim Lorelei wstała, Wilk i Deemar udali się do portu na spotkanie z rezydentem Palatyna, który wynajął dla nich statek. Był z nim kapitan, ale nie miał dobrych wieści.
– Czekaliśmy na was, ale mróz się wzmagał i wczoraj jezioro pokryło się lodem aż do skały Pękatej Rybitwy. Wszystkie statki są unieruchomione. – Wskazał rząd okrętów zimujących w kiryjskim porcie.
– Jeśli wczoraj, to warstwa lodu nie jest gruba. – Wilk cisnął z nabrzeża niewielkim kamieniem. Bryła strzaskała lód i pogrążyła się w mroźnych odmętach. – Widzicie?
– Tak, ale pomimo tego, nie mogę narażać podróżnych i statku – rzekł brodaty żeglarz.
– Można byłoby się przebić – kontynuował profesor, spoglądając na wody jeziora.
– To szaleństwo, staruszku. – Kapitan popatrzył na Lorda Poltara, ale ten nie wyglądał, jakby podzielał jego zdanie. – Chyba nie wiecie nic o żeglowaniu. Drewno nie ma szans z lodem.
– Dobrze zapłaciliśmy za twe usługi – odparł Deemar.
– Zapłaciliście i czekałem na was zgodnie z umową. Ale teraz nie popłynę przez was do Rhynn, więc zatrzymam waszą zapłatę jako rekompensatę. Jeśli chcecie tam dotrzeć, musicie to zrobić lądem.
– Zapłacimy podwójnie, gdy dopłyniemy do Rhynn – obiecał dyplomata.
– Zgoda. – Marynarz się uśmiechnął. – Więc widzimy się na wiosnę.
– Kapitanie, musimy wypłynąć teraz – rzekł z naciskiem Deemar, świdrując żeglarza wzrokiem. Ten pokręcił głową.
– Naprawdę oszaleliście. Nie zamierzam narażać statku, bo grupa niecierpliwych i na dodatek spóźnialskich kupców, chce się dostać do Rhynn. Ja jestem kapitanem i to mój statek. Ja decyduję. I decyduję, że mój statek nigdzie nie popłynie przed nastaniem wiosny.
Odwrócił się i ruszył w stronę przybrzeżnych tawern.
– Nie jesteśmy kupcami, kapitanie – krzyknął za nim Deemar. – Jestem Lord Poltar, ambasador króla Conoriusa. – Wilk morski zatrzymał się. Choć byli na nabrzeżu sami, Deemar podszedł do żeglarza, by nie podnosić głosu. Profesor i rezydent Palatyna podążyli za nim. – Musimy jak najszybciej dostać się do Rhynn. To sprawa państwowej wagi. Jeśli się nie zgodzisz, mam prawo zarekwirować twój okręt. I na pewno znajdę w portowych tawernach dość szalonych i odważnych wilków morskich, którzy poprowadzą tę łajbę do Rhynn.
Chwilę stali w milczeniu. Ciszę przerwał kapitan:
– Oferta podwójnej zapłaty, gdy dotrzemy na miejsce, jest nadal aktualna?
Marynarze, kamieniami uwiązanymi do lin, porozbijali lód wokół statku. Następnie wsiedli do łódek i wiosłami wybili korytarz, chcąc wyprowadzić okręt z portu. Zajęło to cały dzień. Wieczorem wypłynęli za skałę Pękatej Rybitwy. Pomimo nalegań, kapitan odmówił żeglowania nocą. Zakotwiczyli więc niedaleko wybrzeża. Kilku marynarzy czuwało przez całą noc. Obawiano się, że mróz znów skuje wody jeziora i uniemożliwi dalszą podróż. Istotnie, pocałunek zimy spoił ze sobą kry na drodze, którą wczoraj wyrąbali, ale nie dosięgnął zakotwiczonego statku. Rankiem, pierwszego Zizan roku tysięcznego, podnieśli kotwicę i ruszyli do stolicy niegdysiejszego imperium.
 
4. Powracająca świadomość szybko została zaatakowana przejmującym uczuciem chłodu. Gorsze dopiero miało nadejść. Był świadom, ale oprócz zimna nie czuł nic. Nie mógł się ruszyć, nie czuł własnego ciała. Dopiero po chwili do jego głowy wróciły obrazy. Nagie drzewa, dziadek z laską a potem ciemność. Zobaczył siebie z góry. Swoje ciało w śniegu nasiąkającym krwią. Unosił się do krainy bogów. Zaraz sam przekona się, co jest po śmierci. Nie zobaczył krainy zmarłych, ani niebiańskich łąk. Ogarnęło go uczucie pustki. Czyżby znalazł się w otchłani, o której opowiadali amiriańscy kaznodzieje? Skazany na wieczność w chłodzie i nicości? Nie przewidywał, nie chciał dla siebie takiego końca. Pracująca świadomość w dziwny sposób rozgrzewała go, choć chłód czuł coraz dotkliwiej. Czuł. Czy w otchłani czuje się takie narastające zimno? Czuł je w ciele. Wtedy zdał sobie sprawę, że nie umarł. Pojawiło się coś nowego. Ból. Ogromny ból, jak niewidzialna ręka, zgniatał mu czaszkę. Tak, niewątpliwie posiadał cielesną głowę, która niemiłosiernie bolała. Spróbował nią poruszyć. Nadal znajdował się w kokonie ciemności, zimna i bólu, ale wiedział, że żyje. Ruszył ramieniem, wyciągnął przed siebie zgrabiałą dłoń. Zebrał całą siłę i wybił ją ponad śnieżny sarkofag, robiąc miejsce przy twarzy. Zaciągnął się mroźnym powietrzem. Kuło w płuca jak setki drobnych igieł. Wygrzebał się ze śnieżnego grobu. Otwarł oczy. Niebo jaśniało, ale dookoła była tylko biel. Przytknął dłoń do czoła. Na wykrzywionych zimnem placach została krew. Oto był w otchłani. Umarł, ale powstał. Poległ, ale odrodził się. On – Chloridios Niezniszczalny.
 
5. Poranek w esseńskim porcie był spokojny. Przygotowane do zimowania sylwetki okrętów, pokrywały się warstwą śniegu. Tylko na jednym uwijali się marynarze. Statek do Torverey miał lada chwila udać się w ostatni w tym sezonie rejs. Uszkodzenie kadłuba zmusiło go do prawie miesięcznego postoju w porcie, ale kapitan bardzo chciał wracać do głównej metropolii Ligi Morskiej.
– Żeglowanie o tej porze niesie wielkie ryzyko – rzekł Likarius otulony grubym płaszczem, stojąc na portowym nabrzeżu.
– Na szczęście jest spokojnie, więc trzymając się wybrzeża i z pomyślnymi wiatrami w kilka dni będę w domu – odparł Mesterchenes.
– Pogoda może zmienić się z godziny na godzinę – zauważył Hadragan, obejmując ramiona.
– To prawda mój przyjacielu. Módl się więc do Peruna o pomyślność dla mnie.
– Pomodlę się w intencji waszego statku.
– Doceniam wielki lordzie, że osobiście fatygowałeś się, by mnie pożegnać. – Rzeźbiarz zwrócił się do Likariusa.
– W zimie nie dzieje się nic ciekawego, więc wypłynięcie okrętu pierwszego Zizan to ciekawostka w Essen. – Oddech starca zamarzał na jego siwej brodzie.
– Niezręcznie było mi nadużywać twojej gościnności.
– Wcale jej nie nadużywałeś drogi artysto. – Lord Galilei się uśmiechnął. – A miniatury, które dla mnie zrobiłeś, są więcej warte niż całe jadło i wino przez ciebie spożyte.
– Jesteś wielce łaskawy. – Rzeźbiarz się ukłonił. – Nie zapomnę nadmienić o twej szczodrości burmistrzowi Al-Salidi.
– Na pewno burmistrz ucieszy się z odzyskania tak wielkiego talentu. Niech sprzyjają ci pomyślne wiatry.
– Niech ci błogosławi Arvena, mój panie.
– Żegnaj przyjacielu. – Hadragan uściskał rzeźbiarza. – Wsiadaj, bo popłyną bez ciebie.
Mesterchenes raz jeszcze ukłonił się lordowi Galilei i nieśpiesznie pomaszerował na trap. Likarius zawracając do karety, zagadnął stolarza.
– Hadraganie, przyjmiesz zaproszenie na grzane wino?
Wkrótce, w blasku kominka, wielki lord Galilei popijał grzane wino w towarzystwie skromnego cieśli. Likarius udzielił hojnego wsparcia grupie rzemieślników pod przewodnictwem Hadragana, która przybyła do Essen. Polubił stolarza, a fakt, że był on mężem Halishii i przebywał w więzieniu Sędziego Rollina, czynił z niego intrygującą postać. Z przejęciem słuchał opowieści o uwięzieniu, potężnych kuszach i uwolnieniu przez Czarnego Rycerza. W Essen z napięciem obserwowano rewolucję w Beresteczku i z ulgą przyjęto jej upadek. Przełomem jesieni i zimy wyobraźnię mieszkańców rozpalały coraz to nowe plotki docierające ze stolicy; o sobowtórniakach, śmierci księżniczki, masowych aresztowaniach urzędników i spiskowców.
– Hadraganie, czy miałeś jakieś wieści od swej żony?
– Nic nowego. Sąsiedzi mówili, że niedługo przed rebelią wyjechała z jakimś mężczyzną. Lordzie, czy wiesz coś więcej? – Hadragan badawczo spoglądał na twarz rozmówcy.
– Mój przyjaciel w ostatnim liście wspominał o kobiecie imieniem Halishia. Mniemam, że chodzi o twą małżonkę. – Stolarz wpatrzył się w oblicze Likariusa wyczekującym wzrokiem. – Niestety, Hadraganie. Jakby to ująć? Z tego, co pisał mój przyjaciel, a był on blisko tych wydarzeń i w słowach jego mogę pokładać ufność to… Halishia była zamieszana w śmierć księżniczki. – Likarius wiedział, że będzie mu ciężko w to uwierzyć. – Podobno podawała Lorelei truciznę.
– To do niej całkiem niepodobne – rzekł rzemieślnik, spuszczając wzrok.
– I mi w to ciężko uwierzyć. Znam twoją żonę dłużej niż ciebie. Nie raz po nią posyłałem, gdy niedomagały moje dzieci.
– Naprawdę sądzisz panie, że mogła posunąć się do takich rzeczy?
– Hadraganie, nie było mnie tam, nie wiem. – Lord Galilei pokręcił głową. – Mogę cię jedynie zapewnić, że to nie plotki, a me źródło jest godne zaufania. Zastanawiałem się, czy ci o tym powiedzieć, ale wiem, że bardzo trapisz się jej zaginięciem. – Likarius chwilę milczał. – Cóż to uczyniłem? Tylko dodałem do twego strapienia. – Dłoń gospodarza zastygła na pucharze z winem, a on sam wpatrywał się w ogień.
– Nie wyrzucaj sobie tego lordzie – odparł już silniejszym głosem Hadragan. – Musi być jakieś… albo… – Zamyślił się dłuższą chwilę. – Wiem teraz, że nas oboje wciągnął ten sam wir. Jeśli mnie porwano, bym budował broń dla Sędziego, czy tego tam podszywającego się pod niego sobowtórniaka… dla księcia Rolanda, to Halishia też mogła być zmuszana do robienia rzeczy, których nie chciała.
– Tak. Tak zapewne było Hadraganie. Wybacz, że mącę twój pokój.
– Pokój odebrano mi w dniu porwania i do dziś do mnie nie powrócił. Mam nadzieje, że kiedyś wróci… razem z moją żoną.
1 Zizan 1000 c. e. u.
6. Pasażerowie z pode łba patrzyli na delegację, świadomi, że to ci ludzie winni byli ich postojowi w Kir. Wielu straciło nadzieję na dotarcie do Rhynn. Niektórzy kupcy usiłowali przekonać kapitana do wypłynięcia bez nich, ale rezydujący w mieście człowiek Palatyna dopilnował, by tak się nie stało. Część postanowiła przespać rejs. Nie był to wielki statek, więc kajut nie wystarczyło dla wszystkich.
Pod pokładem, w dużym pomieszczeniu, na ławkach i beczkach siedzieli pasażerowie. Niektórzy cicho rozmawiali, inni ucinali sobie drzemkę. W jednym kącie czterech niziołków grało w karty. Lorelei z obstawą zaszyła się w przeciwległym zakamarku. Obok Samotnego Wilka, na wolnym kawałku ławki, usiadł elficki kupiec.
– Nie przeszkadzam? – zwrócił się do mędrca. Profesor zaprzeczył ruchem głowy. – To dobrze, że w końcu wypłynęliśmy. Moja podróż handlowa była bardzo długa. Cieszę się, że wracam do domu. – Profesor przytaknął bez entuzjazmu. Nie miał ochoty wdawać się w kurtuazyjne rozmowy z przypadkowymi ludźmi. – Ach przepraszam. Jak zwykle zapominam. Jestem Kyrre, kupiec z Rhynn – przedstawił się.
– Soteriusz, profesor – odburknął mędrzec, zastanawiając się, dlaczego ten natrętny, wesoły elf akurat jego obrał za cel swoich towarzyskich zapędów, zamiast podręczyć kogoś innego.
– Miło poznać. A jaką nauką się pan zajmuje?
– Wszelkimi naukami.
– Dobrze spotkać osobę starannie wykształconą. Co pana do mojej ojczyzny sprowadza?
Profesor spojrzał na pozostałych. Lorelei drzemała. Lord Poltar siedział z wzrokiem wbitym w podłogę, a schowany w cieniu Christian zdawał się nadstawiać ucha na ich konwersację.
– Misja wagi państwowej.
– Och, oczywiście. Tak wykształcona osoba musi mieć ważny powód, by opuszczać mury uczelni. Jest pan profesorem Uniwersytetu w Beresteczku? – Wilk kiwnął głową. – A czy w swych badaniach natknął się pan może na Amirianaję?
– Natknąłem.
– I co pan o niej sądzi?
– Ciekawa pozycja. – Mędrzec westchnął. – Jednak praktyka amirianitów jest od niej daleka.
Elf pierwszy raz od początku rozmowy nieco się strapił.
– To prawda, że jej ideały są trudne w realizacji, ale ich wprowadzanie w czyn daje szczęście i pomaga kroczyć właściwą ścieżką.
– Nie wydaje mi się, by wielu z was kroczyło tą właściwą ścieżką. – Samotny Wilk nie miał ochoty na dalszą rozmowę i nieuprzejmością postanowił zbyć rozmówce.
– Mistrzu, ale wielu likaryjczyków też nie kroczy właściwą ścieżką – odezwał się milczący dotąd Christian. Nachylił się tak, że jego twarz znalazła się w kręgu światła.
Profesor popatrzył na niego, marszcząc brwi.
– Tak, niewielu ludzi niezależnie od ich religii, rasy czy narodowości zachowuje się przyzwoicie – musiał przyznać starzec.
– Młodzieńcze, słusznie… – Kyrre zawiesił głos. – Chyba już kiedyś się spotkaliśmy?
– Tak, na trakcie między Essen a Beresteczkiem. Podróżowałeś na zachód – przypomniał chłopak, który szybko rozpoznał kupca.
– Ach tak! – Kyrre się uśmiechnął. – Podróżowałeś z przyjacielem, takim czarnowłosym.
– Z Arkusem.
– Tak. Pamiętam, że rozmawialiśmy o historii Rhynn i naszego zbawiciela. Dobrze spotkać znajomą twarz. Powiedz mi…
– Christian – podpowiedział chłopak.
– Christianie. Powiedz mi, Christianie, czy rozmyślałeś o Zbawicielu od naszej rozmowy?
– Szczerze mówiąc, dużo się działo w Beresteczku od tamtego czasu. Rebelia…
– A tak, rebelia księcia Rolanda. Przykre wydarzenie.
– A tobie jak poszły interesy w Likarii? – zapytał Christian.
– Dobrze, dziękuję. Nad wyraz. To jedna z owocniejszych wypraw w ostatnich latach, mimo licznych niepokojów w krainach.
Elf po chwili powrócił do tematów religijnych, próbując wyciągnąć od Wilka jakieś bardziej szczegółowe stanowisko wobec świętej księgi. W końcu profesor skusił się na filozoficzną wymianę zdań, byleby gadatliwy kupiec nie wracał do spraw politycznych. W trójkę z Christianem rozmawiali przez większość drogi do Rhynn. Lorelei trochę drzemała, trochę rozmyślała. Znała człowieka, który chciał ich sprowadzić do Gniazda Kruka, dowódcę książęcej straży. To by oznaczało, że Roland jest u Ravena. W myślach wzdychała nad losem brata. Rozmawiała z ojcem. Wiedziała, że Conorius wybaczyłby synowi ten akt nieposłuszeństwa. Prosiła bogów, by Roland ukorzył się przed ojcem i przyjął jego wyciągniętą dłoń.
 
7. Księżniczkę wraz z towarzyszami zakwaterowano w rezydencji należącej do rodziny królewskiej, gdzie zwykle goszczono najważniejsze zagraniczne poselstwa. Decem od przybycia, miała miejsce pierwsza oficjalna audiencja i obiad wydany na część gości przez króla Aristo Bystrookiego. Księżniczka miała możliwość krótko porozmawiać z narzeczonym. Rhynnyjczycy byli zaskoczeni skromnością poselstwa, ale w prywatnych rozmowach Lord Poltar wyjaśnił królowi okoliczności opuszczenia przez nich Likarii. Aristo złożył pewne mgliste obietnice wsparcia Conoriusa na wypadek buntu wasali. Postanowiono, że przygotowania do ślubu potrwają dwa decemy, a odbędzie się on pierwszego dnia miesiąca Sekintar.[4]Samotny Wilk, chcąc nie chcąc, też musiał się udzielać, choć nie w smak mu było branie udziału w dyskusjach na temat koloru dodatków do sukni panny młodej, czy przystrajania rhynnyjskiej katedry. Christian za to angażował się w przygotowania z radością. Dzięki temu mógł odwiedzić wiele miejsc w mieście, obcować z krawcami, kapłanami, dworskimi kucharzami, skrybami i wieloma innymi osobami. I mimo, że był dla wszystkich tych osób poganinem, to traktowano go z szacunkiem należnym szlachetnie urodzonemu ambasadorowi zaprzyjaźnionego kraju. Ani księżniczka, ani Lord Poltar, ani Samotny Wilk nie zamierzali wyprowadzać ich z błędu. Christian zaś był niezmiernie szczęśliwy mogąc spędzać dużo czasu z Lorelei. Szybko stał się wręcz jej rzecznikiem, mającym decydujący głos w wielu szczegółowych sprawach, jako najlepiej znający gusta i upodobania panny młodej. Teraz naprawdę czuł, że jest jej przyjacielem.
1 Sekintar
8. Pełna przepychu ceremonia zaślubin, odpowiednia do chwały majestatu króla Aristo, odbyła się w rhynnyjskiej archikatedrze według amiriańskich zwyczajów, odprawiona przez samego Wielkiego Patriarchę Bassanisa II. Panna młoda przyodziała mlecznobiałą suknię ze srebrzystymi aplikacjami. Gorset opinający talię uszyto z pomarszczonego materiału przetykanego srebrną nicią, dół sukni oraz krótką kamizelkę z grubszego, białego jedwabiu, zaś z cieńszego materiału długie szerokie rękawy, przechodzące w zwężające się, trójkątne wykończenia, sięgające niemal ziemi. Uroczystość rozpoczęła się w rezydencji, gdzie gościła Lorelei. Pod budynek, w towarzystwie druhów, zajechał książę Christo na białym koniu. Na dziedzińcu, w imieniu króla Conoriusa, Lord Poltar udzielił błogosławieństwa pannie młodej, po czym wprowadził ją do zdobnej, odkrytej karety, zaprzężonej w cztery siwe konie. Pojazd ruszył do katedry. Obok jechał Christo, a z tyłu jego towarzysze oraz osoby ze świty panny młodej. Świątynia była już wypełniona zaproszonymi gośćmi. Lorelei pod ołtarz odprowadził pełniący honory Deemar, symbolicznie przekazując ją do rhynnyjskiej rodziny królewskiej. Obrzędy w archikatedrze obejmowały śpiewy i modły. Przyszli małżonkowie złożyli przysięgę wierności. Patriarcha recytując tradycyjne formuły, włożył na palce młodych złote pierścienie, a ich ręce związał złoto-niebieską szarfą. Od tego momentu oficjalnie stali się małżonkami. Następnie młodą parę pobłogosławił król Aristo. Teraz orszak weselny mógł udać się na zamek Tyrhold,[5]gdzie odbyła się wystawna uczta połączona ze śpiewami i tańcami. Zanim zaproszono gości do stołu, miało miejsce ceremonialne wręczanie prezentów. Państwo młodzi usiedli na specjalnym podwyższeniu wyściełanym skórą niedźwiedzia, zaś goście podchodzili kolejno, składając u ich stóp podarki. Trochę to trwało. Lorelei zgłodniała. Z przejęcia nic dziś nie jadła. Najbardziej obawiała się amiriańskich obrzędów w katedrze, choć wiedziała przecież jak będą wyglądały krok po kroku. Teraz emocje opadły i zaczęła odczuwać głód. Nie mogła się już doczekać, gdy kolejka gości się skończy i rozpocznie się uczta.
 
Księżniczka zamieszkała na zamku, a razem z nią jej dotychczasowi opiekunowie. Nie mogli wrócić do domu, przynajmniej nie przed tym, jak wyjaśni się sprawa z lojalnością lorda Ravena. Z braku własnych dam, przydzielono Lorelei kilka amirianitek z dobrych szlacheckich domów. Mimo to księżniczka wolała przebywać w towarzystwie przyjaciół, w czasie, gdy książę Christo był zajęty sprawami państwowymi. Lord Poltar, który studiował w Rhynn, opowiadał jej o amirianiźmie i rhynnyjskiej kulturze. Z Christianem grała w Rextigatix, a z Samotnym Wilkiem rozmawiała na tematy z różnych dziedzin wiedzy. Mimo to brakowało jej jakiejś bratniej, damskiej duszy, takiej, jak kiedyś Halishia. Tak, małżeństwo było cudowne. Książę Christo posiadał więcej zalet niż się spodziewała. Wspomnienia niedawnej rebelii zblakły. Lorelei czuła się naprawdę szczęśliwa, choć w chwilach zadumy troskała się losem starszego brata. 

[1]O tym, że księżniczka przeżyła wiedziało tylko sześć osób – Król, Palatyn, Samotny Wilk, Lord Poltar, Galina i Christian.
[2]Król Conorius zażądał od lorda Ravena natychmiastowego stawienia się w stolicy i wytłumaczenia z oskarżeń o wspieranie rebelii. Ten wymawiając się zdrowiem odpowiedział za pośrednictwem królewskiej poczty, że przybędzie do Beresteczka na wiosnę.
[3]Sam lord Deemar musiał z żalem rozstać się ze swoim doberlotem, który pozostał w Beresteczku. Profesor Soteriusz zaś poprosił Minchiosa, by w trakcie jego nieobecności karmił jego simurga.
[4]Sekintar – drugi miesiąc w kalendarzu taugijskim odpowiadający mniej więcej miesiącowi luty w kalendarzu słowiańskim.
[5]Tyrhold – twierdza położona nad brzegiem Jeziora Króla Portiusa w sąsiedztwie miasta Rhynn. Siedziba rhynnyjskiej dynastii.
Odpowiedz
#5
Jak już pisałem, nie zgłębiam tego tomu. Ale chcę napisać propozycję co do udoskonalenia mapy: warto zaznaczyć ocean w taki sam sposób, jak jeziora; lub w nieco inny sposób, ale żeby było bardzo rozpoznawalne, że to jest woda.
Odpowiedz
#6
Jeśli kiedyś będzie powstawać nowa wersja, to zapewne tak zrobię.
Odpowiedz
#7
(07-12-2019, 17:35)Gunnar napisał(a): Ona żyła i to było najważniejsze. Nic innego na świecie nie liczyło się bardziej od tego faktu.
Uuuuu... cieszę się, a jednocześnie czekam na wiarygodne wyjaśnienie JAK Wink
 
(07-12-2019, 17:35)Gunnar napisał(a): – Szczerze mówiąc, nie wiem – odparł Lord Poltar(przecinek) siedzący naprzeciwko.

– Ja też nie, ale tak postanowił twój ojciec i Palatyn. Im mniej osób wie o naszej wyprawie(przecinek) tym lepiej.

(07-12-2019, 17:35)Gunnar napisał(a): Strzałka przewróciła się na plecy, odsłaniając białą kryzę pod pyskiem i jasne futro na brzuchu.

(07-12-2019, 17:35)Gunnar napisał(a): Dopiero w Rhynn(przecinek) lord Deemar miał zakupić suknię, w której będzie mogła zostać przedstawiona na królewskim dworze.

(07-12-2019, 17:35)Gunnar napisał(a): Jakkolwiek, nawet gdyby spodziewali się likaryjskiej księżniczki, oczekiwaliby bogatego orszaku, dam dworu, rycerzy na koniach i skrzyń z kosztownościami, a ona przybędzie sama z ambasadorem, starym nauczycielem, młodym przyjacielem robiącym za pomocnika kupców i szpiegiem Palatyna(przecinek) przebranym za woźnicę.

(07-12-2019, 17:35)Gunnar napisał(a): – Kłamiesz(przecinek) Lordzie Poltar. To, że nie masz na ręku doberlota nie znaczy, że nie można cię rozpoznać.

– Chodź(przecinek) pani. – Podał jej rękę. – To chyba niezbyt wygodny sposób podróżowania.

Na ziemi obok wierzchowców leżeli pozostali zbrojni(przecinek) ugodzeni bełtami przez Armennona.

(07-12-2019, 17:35)Gunnar napisał(a): Bryła strzaskała lód i pogrążyła się w mroźnych odmętach. – Widzicie?

(07-12-2019, 17:35)Gunnar napisał(a): – To szaleństwo, staruszku. – Kapitan popatrzył na Lorda Poltara, ale ten nie wyglądał, jakby podzielał jego zdanie. –  Chyba nie wiecie nic o żeglowaniu.
Nadliczbowa spacja.

(07-12-2019, 17:35)Gunnar napisał(a): Przygotowane do zimowania sylwetki okrętów(przecinek) pokrywały się warstwą śniegu.

(07-12-2019, 17:35)Gunnar napisał(a): Samotny Wilk(przecinek) chcąc nie chcąc(przecinek) też musiał się udzielać, choć nie w smak mu było branie udziału w dyskusjach na temat koloru dodatków do sukni panny młodej, czy przystrajania rhynnyjskiej katedry.

(07-12-2019, 17:35)Gunnar napisał(a): Gorset opinający talię uszyto z pomarszczonego materiału przetykanego srebrną nicią, dół sukni oraz krótką kamizelkę z grubszego, białego jedwabiu, zaś z cieńszego materiału długie szerokie rękawy, przechodzące w zwężające się(przecinek) trójkątne wykończenia(przecinek) sięgające niemal ziemi.Policzki zaczerwienione pocałunkiem zimy dodawały jej piękna.

(07-12-2019, 17:35)Gunnar napisał(a): Z braku własnych dam(przecinek) przydzielono Lorelei kilka amirianitek z dobrych szlacheckich domów.

(07-12-2019, 17:35)Gunnar napisał(a): Mimo to brakowało jej jakiejś bratniej, damskiej duszy, takiej(przecinek?) jak kiedyś Halishia.

Spodziewałam się kontynuacji bardziej na Święta, ale pozytywnie mnie zaskoczyłeś Big Grin Cieszę się, że mogłam wrócić do tej powieści. Styl, postaci, wydarzenia, ze wszystkim jestem na świeżo i czułam się tak, jakbym zanurzała się w coś, do dobrze znam i co lubię.

Bardzo czekam na wyjaśnienie, co stało się z Lorelei. Jak doszło do tego, że przeżyła. Cały rozdział jest oparty o wydarzenia z nią związane, ale myślę, że stanowi to dobry most. Coś się kończy, coś się zaczyna, księżniczka weszła w nowe życie, w nowe państwo. Fundament do budowania nowej historii Wink 

W pewien sposób szkoda mi Christiana. Nie do końca wierzę, że kocha ją miłością czysto przyjacielską.

Chloridios... mam wrażenie, że będą z nim mieli jeszcze sporo problemów. Z jakiegoś powodu pozwoliłeś mu żyć Wink 

Czekam na dalsze rozdziały i cieszę się, że ta przygoda zaczęła się na nowo Big Grin Zatęskniłam za Sędzią...

Pozdrawiam   Smile
Odpowiedz
#8
Aha, znów zaskoczyłeś czytelników zmartwychwstaniem pozytywnego bohatera. Smile Trochę dziwnie wygląda, że aż w innym tomie, czyli formalnie w innym utworze. Ale to nie bardzo dziwne; np. Doyle robił analogicznie z Holmesem. Smile

Przyszedł mi na myśl jeszcze jeden wątek do dalszego wyjaśniania: powinno być zbadane prawdopodobne zabójstwo w tamtym północnym kraju, opisane na początku I tomu.
Odpowiedz
#9
(09-12-2019, 16:25)Eiszeit napisał(a): Spodziewałam się kontynuacji bardziej na Święta, ale pozytywnie mnie zaskoczyłeś Big Grin Cieszę się, że mogłam wrócić do tej powieści. Styl, postaci, wydarzenia, ze wszystkim jestem na świeżo i czułam się tak, jakbym zanurzała się w coś, do dobrze znam i co lubię.
Sam się zaskoczyłem. Myślałem, że zrobię sobie dłuższy urlop, ale zbyt mnie ciągnęło do książki Wink


(09-12-2019, 16:25)Eiszeit napisał(a): Bardzo czekam na wyjaśnienie, co stało się z Lorelei. Jak doszło do tego, że przeżyła. Cały rozdział jest oparty o wydarzenia z nią związane, ale myślę, że stanowi to dobry most. Coś się kończy, coś się zaczyna, księżniczka weszła w nowe życie, w nowe państwo. Fundament do budowania nowej historii Wink 
Nigdzie nie napisałem, że Lorelei umarła Big Grin
Opisałem to tak, by silnie zasugerować czytelnika; wciągnęła powietrze, głowa jej opadła, bezwładna dłoń, przekonanie otoczenia, że właśnie odeszła i w tym momencie urywam narrację. Chwilę później stało się to, co wspomina Wilk w rozmowie z księżniczką:

"– Wszystko było dobrze i wtedy wciągnęłaś ciężko powietrze, a twoja głowa opadła bezwładnie. – Zrobił dłuższą pauzę. Jego oblicze wyglądało tak, jakby zaraz miały się na nim pojawić łzy. – Zaskoczył mnie ciężki świst w twoich płucach, bo myślałem, że już wyzionęłaś ducha. "

Dlatego też, po tej scenie, do końca pierwszego tomu nie pojawił się już nikt, kto brał udział w tym wydarzeniu, oprócz Halishii, która opuściła komnatę przekonana, że zabiła Lorelei.
Nie wiem, jak to wygląda z medycznego punktu widzenia, czy taka utrata przytomności w połączeniu z chwilowym bezdechem jest uzasadniona.
Muszę też przyznać, że pierwotnie Lorelei miała umrzeć "na amen". Spotkało się to ze zdecydowanym sprzeciwem pierwszych czytelników-recenzentów z grona rodziny Big Grin
Uległem i nie żałuję, bo stało się to zaczątkiem ciekawych, a niekiedy dramatycznych przygód, jakie czekają Lorelei w nowym miejscu i które będą się działy równolegle z dalszymi wydarzeniami w Likarii.

Ogólnie wyznaję zasadę, że jeśli napiszę wprost, że ktoś nie żyje, to tak jest i ktoś taki nie ma prawa "zmartwychwstać". Myślę, że jest to uczciwe wobec czytelnika. Co innego wywołać takie wrażenie, wzmocnione tym, że inni bohaterowie też tak pomyśleli Wink

(09-12-2019, 16:25)Eiszeit napisał(a): W pewien sposób szkoda mi Christiana. Nie do końca wierzę, że kocha ją miłością czysto przyjacielską. 
Może w naszych czasach wydaje się to dziwne, ale w etosie rycerskim średniowiecza rzeczywiście było coś takiego - miłość do damy, której nie można lub nie zamierza się poślubić, mająca dodawać motywacji w walce etc.

(09-12-2019, 16:25)Eiszeit napisał(a): Chloridios... mam wrażenie, że będą z nim mieli jeszcze sporo problemów. Z jakiegoś powodu pozwoliłeś mu żyć Wink 
O, tak. Chloridios jeszcze nie skończył kariery. Jest zbyt ważną postacią, by zginąć w przydrożnej potyczce Wink

Cieszę się, że nasza podróż trwa. Dziękuję za wszystkie wskazówki. Z ogromnej większości skorzystałem. Jeszcze tylko nie mogę się przekonać do przecinków we wszystkich przypadkach wyrażeń z imiesłowami.

Pozdrawiam Serdecznie Smile
Odpowiedz
#10
(09-12-2019, 20:49)D.M. napisał(a): Aha, znów zaskoczyłeś czytelników zmartwychwstaniem pozytywnego bohatera. Smile Trochę dziwnie wygląda, że aż w innym tomie, czyli formalnie w innym utworze. Ale to nie bardzo dziwne; np. Doyle robił analogicznie z Holmesem. Smile

Przyszedł mi na myśl jeszcze jeden wątek do dalszego wyjaśniania: powinno być zbadane prawdopodobne zabójstwo w tamtym północnym kraju, opisane na początku I tomu.

To było zdarzenie w tle, mające zawiązać akcję. Jak wiele śmierci w czasach bez CSI i kryminalistyki zostanie niewyjaśnione, choć bohaterowie domyślali się, że był to mord polityczny na zlecenie Inkwizycji, która zyskała na tym morderstwie, bo jej przedstawiciel został nowym prokonsulem.
Odpowiedz
#11
Cytat:Dlatego też, po tej scenie, do końca pierwszego tomu nie pojawił się już nikt, kto brał udział w tym wydarzeniu, oprócz Halishii, która opuściła komnatę przekonana, że zabiła Lorelei.

Jeszcze pojawiła się ta, która niby popełniła samobójstwo. Ale znów, nie napisałeś wprost, że ona nie żyje. Smile

Cytat:Jak wiele śmierci w czasach bez CSI i kryminalistyki zostanie niewyjaśnione, choć bohaterowie domyślali się, że był to mord polityczny na zlecenie Inkwizycji, która zyskała na tym morderstwie, bo jej przedstawiciel został nowym prokonsulem.

Teraz już zrozumialej. Wcześniej nie docierała do mnie taka konkretna hipoteza.
Odpowiedz
#12
[Obrazek: Suknia-sl_qarwhae.jpg]

A tak wyglądała suknia ślubna Lorelei Smile
Odpowiedz
#13
(09-12-2019, 22:33)Gunnar napisał(a): Nigdzie nie napisałem, że Lorelei umarła Big Grin
Opisałem to tak, by silnie zasugerować czytelnika; wciągnęła powietrze, głowa jej opadła, bezwładna dłoń, przekonanie otoczenia, że właśnie odeszła i w tym momencie urywam narrację. Chwilę później stało się to, co wspomina Wilk w rozmowie z księżniczką:

"– Wszystko było dobrze i wtedy wciągnęłaś ciężko powietrze, a twoja głowa opadła bezwładnie. – Zrobił dłuższą pauzę. Jego oblicze wyglądało tak, jakby zaraz miały się na nim pojawić łzy. – Zaskoczył mnie ciężki świst w twoich płucach, bo myślałem, że już wyzionęłaś ducha. "

Dlatego też, po tej scenie, do końca pierwszego tomu nie pojawił się już nikt, kto brał udział w tym wydarzeniu, oprócz Halishii, która opuściła komnatę przekonana, że zabiła Lorelei.
Nie wiem, jak to wygląda z medycznego punktu widzenia, czy taka utrata przytomności w połączeniu z chwilowym bezdechem jest uzasadniona.
Muszę też przyznać, że pierwotnie Lorelei miała umrzeć "na amen". Spotkało się to ze zdecydowanym sprzeciwem pierwszych czytelników-recenzentów z grona rodziny Big Grin
Uległem i nie żałuję, bo stało się to zaczątkiem ciekawych, a niekiedy dramatycznych przygód, jakie czekają Lorelei w nowym miejscu i które będą się działy równolegle z dalszymi wydarzeniami w Likarii.

Ogólnie wyznaję zasadę, że jeśli napiszę wprost, że ktoś nie żyje, to tak jest i ktoś taki nie ma prawa "zmartwychwstać". Myślę, że jest to uczciwe wobec czytelnika. Co innego wywołać takie wrażenie, wzmocnione tym, że inni bohaterowie też tak pomyśleli Wink
Trochę brzmi jak manipulacja... Big Grin Ale trzeba przyznać, że faktycznie nie napisałeś, że umarła. Postaci twierdziły, że umarła. Sprawdziło się, bo byłam przekonana, że uśmierciłeś bohaterkę. Nie, że narzekam. Chętnie przeczytam o jej dalszych przygodach Big Grin
Zastanawiam się jednak, kiedy faktycznie zdecydujesz się odebrać Czytelnikom pozytywnego bohatera. Roland podejrzewam, że już raczej nie wróci, ale z nim związane są też dość ambiwalentne odczucia, nie stricte pozytywne, u mnie, oczywiście.

A kieca bardzo ładna Wink
Odpowiedz
#14
(10-12-2019, 20:50)Eiszeit napisał(a): Zastanawiam się jednak, kiedy faktycznie zdecydujesz się odebrać Czytelnikom pozytywnego bohatera. Roland podejrzewam, że już raczej nie wróci, ale z nim związane są też dość ambiwalentne odczucia, nie stricte pozytywne, u mnie, oczywiście.

W II tomie będą miały miejsce odejścia pozytywnych postaci, choć oczywiście nie mogę zdradzić kogo Wink
Roland definitywnie nie żyje, choć też było mi szkoda tej postaci, bo nie był z natury zły, lecz zmanipulowany i wpadł w sidła swojej słabości - ambicji. Zdecydowanie przyjąłby wyciągniętą rękę ojca, który chciał mu wybaczyć bunt. Niestety złe postacie uniemożliwiły mu "nawrócenie".

A tak z innej beczki: Jak tam prace nad II częścią "Numeru"? Smile
Odpowiedz
#15
Mam jeszcze pewną ogólną myśl. Technicznie traktujemy tomy jako osobne utwory, ale to dość formalna umowna zasada. Faktycznie piszesz kilkutomową powieść. Jednak, skoro tomy są w osobnych wątkach, to dobrze byłoby troszczyć się o to, żeby czytelnikowi nie było trudno zaczynać od jakiegokolwiek tomu. Czy przemyśliwałeś tę kwestię? Jak sądzisz, jeżeli ktoś nie czytał I tomu, a zacznie czytać II, to czy łatwo mu będzie się zorientować?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości