<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Forum Literackie Inkaustus - Wszystkie działy]]></title>
		<link>http://www.via-appia.pl/</link>
		<description><![CDATA[Forum Literackie Inkaustus - http://www.via-appia.pl]]></description>
		<pubDate>Wed, 08 Feb 2012 10:46:34 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[?]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat---8088</link>
			<pubDate>Wed, 08 Feb 2012 05:44:43 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat---8088</guid>
			<description><![CDATA[czy znajdzie się taki ktoś <br />
kto opisze koniec świat<br />
czy znajdzie się taki gość<br />
co opisze swoją śmierć<br />
<br />
takie pytanie to bzdura<br />
poważniejsze są<br />
<br />
czy znajdzie się taki ktoś<br />
<br />
kto zrozumie życie<br />
zauważy skowronka<br />
wydeptaną ścieżkę<br />
i zieleń nadrzecznych traw <br />
<br />
czy znajdzie się taki ktoś<br />
<br />
kto złotem pola obsypie<br />
wodę zamaluje na niebiesko<br />
uwikła gniazdo<br />
<br />
a życie przeżyje w miłości nie trwoniąc słów]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[czy znajdzie się taki ktoś <br />
kto opisze koniec świat<br />
czy znajdzie się taki gość<br />
co opisze swoją śmierć<br />
<br />
takie pytanie to bzdura<br />
poważniejsze są<br />
<br />
czy znajdzie się taki ktoś<br />
<br />
kto zrozumie życie<br />
zauważy skowronka<br />
wydeptaną ścieżkę<br />
i zieleń nadrzecznych traw <br />
<br />
czy znajdzie się taki ktoś<br />
<br />
kto złotem pola obsypie<br />
wodę zamaluje na niebiesko<br />
uwikła gniazdo<br />
<br />
a życie przeżyje w miłości nie trwoniąc słów]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Błądząca przechadzka]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-b%C5%82%C4%85dz%C4%85ca-przechadzka</link>
			<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 22:43:24 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-b%C5%82%C4%85dz%C4%85ca-przechadzka</guid>
			<description><![CDATA[spadłem z dna<br />
na dno samo<br />
w nieposkromionym kochaniu<br />
zła<br />
<br />
moralnością<br />
szyby wymyłem <br />
mam to gdzieś<br />
zasypiam<br />
<br />
dobro moje<br />
pachniesz czosnkiem<br />
i smakujesz nim<br />
powstaje<br />
<br />
byłem na dnie zła<br />
sążnistym krokiem<br />
do dobra zaglądam<br />
pozostaję]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[spadłem z dna<br />
na dno samo<br />
w nieposkromionym kochaniu<br />
zła<br />
<br />
moralnością<br />
szyby wymyłem <br />
mam to gdzieś<br />
zasypiam<br />
<br />
dobro moje<br />
pachniesz czosnkiem<br />
i smakujesz nim<br />
powstaje<br />
<br />
byłem na dnie zła<br />
sążnistym krokiem<br />
do dobra zaglądam<br />
pozostaję]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[prawa]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-prawa</link>
			<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 21:04:29 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-prawa</guid>
			<description><![CDATA[zasypany arkuszami<br />
liczę słowa biurokracji<br />
formalnie ustanowionej<br />
materialnie zagmatwanej<br />
wielopoziomowej<br />
mającej piętra<br />
strukturalnie naturalnej<br />
lepiącej się sokiem lipy<br />
czesanej w wałkach przepisów<br />
ocalonej jedynie<br />
przez luki jurysdykcji<br />
by każdy podmiot<br />
mógł wciąż na coś liczyć]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[zasypany arkuszami<br />
liczę słowa biurokracji<br />
formalnie ustanowionej<br />
materialnie zagmatwanej<br />
wielopoziomowej<br />
mającej piętra<br />
strukturalnie naturalnej<br />
lepiącej się sokiem lipy<br />
czesanej w wałkach przepisów<br />
ocalonej jedynie<br />
przez luki jurysdykcji<br />
by każdy podmiot<br />
mógł wciąż na coś liczyć]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Co myślę ~]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-co-my%C5%9Bl%C4%99</link>
			<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 20:21:41 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-co-my%C5%9Bl%C4%99</guid>
			<description><![CDATA[Znów się wali świat na głowę!<br />
W niepamięć rozsądną odsyła rozmowę.<br />
Wrzuca w nikły kąt odmienne<br />
jego twórcze myśli zmienne.<br />
Zostawia tylko przepaść niezmierzoną<br />
w sekundy pustego życia przeliczoną.<br />
<br />
Poddanie się to przyzwyczajenie,<br />
rutyną się staje -nicnierobienie.<br />
W nałóg zamienia się tylko niechciany<br />
przez twoje serce biernie odrzucany.<br />
<br />
Tu mija życie człowieka,<br />
a czas niewzruszony ucieka.<br />
Więc dzisiaj poszukaj pod osłoną nocy<br />
logiki ukrytej w ciemnej stronie mocy.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Znów się wali świat na głowę!<br />
W niepamięć rozsądną odsyła rozmowę.<br />
Wrzuca w nikły kąt odmienne<br />
jego twórcze myśli zmienne.<br />
Zostawia tylko przepaść niezmierzoną<br />
w sekundy pustego życia przeliczoną.<br />
<br />
Poddanie się to przyzwyczajenie,<br />
rutyną się staje -nicnierobienie.<br />
W nałóg zamienia się tylko niechciany<br />
przez twoje serce biernie odrzucany.<br />
<br />
Tu mija życie człowieka,<br />
a czas niewzruszony ucieka.<br />
Więc dzisiaj poszukaj pod osłoną nocy<br />
logiki ukrytej w ciemnej stronie mocy.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Oceń]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-oce%C5%84</link>
			<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 09:34:27 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-oce%C5%84</guid>
			<description><![CDATA[Nie oceniaj mnie po koślawej gębie.<br />
To świat tak na mnie dziala.<br />
Ani po ubraniach,<br />
zbyt dobrze pamiętajacych stare, dobre czasy<br />
<br />
Od lat idę jedną drogą,<br />
a wyborów dokonuję<br />
niemal na chybił, często nie trafił.<br />
<br />
Uczę się.<br />
<br />
Każdego ranka<br />
coraz cięższe brzemię,<br />
coraz słodsze życie.<br />
<br />
Oceń po historii, bo każda<br />
ma swojego głupca do opowiedzenia.<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;">7.2.2012</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nie oceniaj mnie po koślawej gębie.<br />
To świat tak na mnie dziala.<br />
Ani po ubraniach,<br />
zbyt dobrze pamiętajacych stare, dobre czasy<br />
<br />
Od lat idę jedną drogą,<br />
a wyborów dokonuję<br />
niemal na chybił, często nie trafił.<br />
<br />
Uczę się.<br />
<br />
Każdego ranka<br />
coraz cięższe brzemię,<br />
coraz słodsze życie.<br />
<br />
Oceń po historii, bo każda<br />
ma swojego głupca do opowiedzenia.<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;">7.2.2012</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Toczymy się]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-toczymy-si%C4%99</link>
			<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 07:40:38 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-toczymy-si%C4%99</guid>
			<description><![CDATA[koło się kołem toczy<br />
w około i na około<br />
a życie koślawo<br />
i obija sobie boki<br />
<br />
ktoś zawołał<br />
Jezu Nazareński<br />
Chryste panie<br />
Boże miłosierny<br />
<br />
dusza pęka w piekle<br />
dnia codziennego<br />
a ty szukasz chleba<br />
powszedniego <br />
<br />
z modlitwą w gębie<br />
przed obrazem cudu    <br />
powoli dociera <br />
wstajesz zawiedziony     <br />
<br />
tak stojąc przed panem<br />
z różańcem na szyi <br />
walisz w te paciory<br />
i mówisz do głuchego<br />
     <br />
cukru sobie nie żałować do herbaty łyżeczka]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[koło się kołem toczy<br />
w około i na około<br />
a życie koślawo<br />
i obija sobie boki<br />
<br />
ktoś zawołał<br />
Jezu Nazareński<br />
Chryste panie<br />
Boże miłosierny<br />
<br />
dusza pęka w piekle<br />
dnia codziennego<br />
a ty szukasz chleba<br />
powszedniego <br />
<br />
z modlitwą w gębie<br />
przed obrazem cudu    <br />
powoli dociera <br />
wstajesz zawiedziony     <br />
<br />
tak stojąc przed panem<br />
z różańcem na szyi <br />
walisz w te paciory<br />
i mówisz do głuchego<br />
     <br />
cukru sobie nie żałować do herbaty łyżeczka]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[taki tam kawałek o ciągłym udawaniu kogoś]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-taki-tam-kawa%C5%82ek-o-ci%C4%85g%C5%82ym-udawaniu-kogo%C5%9B</link>
			<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 07:06:55 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-taki-tam-kawa%C5%82ek-o-ci%C4%85g%C5%82ym-udawaniu-kogo%C5%9B</guid>
			<description><![CDATA[<a href="http://www.youtube.com/watch?v=bZB1feLRYC8" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=bZB1feLRYC8</a><br />
nie mój ale znajomego, moim zdaniem niezłe]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<a href="http://www.youtube.com/watch?v=bZB1feLRYC8" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=bZB1feLRYC8</a><br />
nie mój ale znajomego, moim zdaniem niezłe]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Rana]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-rana</link>
			<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 23:20:17 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-rana</guid>
			<description><![CDATA[Podniosłem głowę,<br />
żeby spojrzeć na horyznot<br />
niebiańskich chmur.<br />
<br />
Powiedziałem tylko przekrwionym<br />
miękkim, ciepłym mięsem i<br />
żelaźnie chłodną duszą,<br />
że boli.<br />
<br />
Spojrzałeś z powagą<br />
mówiąc, że wątpisz.<br />
Ja też chyba zwątpiłem.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Podniosłem głowę,<br />
żeby spojrzeć na horyznot<br />
niebiańskich chmur.<br />
<br />
Powiedziałem tylko przekrwionym<br />
miękkim, ciepłym mięsem i<br />
żelaźnie chłodną duszą,<br />
że boli.<br />
<br />
Spojrzałeś z powagą<br />
mówiąc, że wątpisz.<br />
Ja też chyba zwątpiłem.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[hel]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-hel</link>
			<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 23:05:09 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-hel</guid>
			<description><![CDATA[gdy nabieramy powietrza w płuca<br />
w naszym ciele znajduje się 1 gram helu<br />
- ta cząstka nas samych<br />
leci w niebo]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[gdy nabieramy powietrza w płuca<br />
w naszym ciele znajduje się 1 gram helu<br />
- ta cząstka nas samych<br />
leci w niebo]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Rozmiar "L" marności]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-rozmiar-l-marno%C5%9Bci</link>
			<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 22:15:42 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-rozmiar-l-marno%C5%9Bci</guid>
			<description><![CDATA[Spalam się, nieświadomie<br />
A może jednak o tym wiem?<br />
Lubię zapach popiołu <br />
Nienawidząc go, jednocześnie <br />
<br />
I sypię na głowę, <br />
Owego  popiołu kilogramy<br />
Ale po co?<br />
To nic nie da.<br />
<br />
Więc podążam na palcach<br />
Do swego sumienia<br />
Zapytam, <br />
o wolę istnienia.<br />
<br />
Życie,<br />
Półnuta?<br />
Z kropką czy bez?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Spalam się, nieświadomie<br />
A może jednak o tym wiem?<br />
Lubię zapach popiołu <br />
Nienawidząc go, jednocześnie <br />
<br />
I sypię na głowę, <br />
Owego  popiołu kilogramy<br />
Ale po co?<br />
To nic nie da.<br />
<br />
Więc podążam na palcach<br />
Do swego sumienia<br />
Zapytam, <br />
o wolę istnienia.<br />
<br />
Życie,<br />
Półnuta?<br />
Z kropką czy bez?]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Keileene[Warhammer 40000]]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-keileene-warhammer-40000</link>
			<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 22:00:28 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-keileene-warhammer-40000</guid>
			<description><![CDATA[<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Wśród dendroidów podtopionych szlamem, śmierdzących siarką i octem, ku niebu wznosił się potężny fronton starożytnej budowli. Tworzyły go dwa pylony oraz osłonięte łukami o roślinnej ornamentyce wejście w kształcie klejnotu duszy między nimi. Wyższych pięter nie było dokładnie widać - zasłaniały je gęste, oblepione oleistą substancją, korony dendroidów. Również górne części łuków, wysokich, zbudowanych na eldarską modłę, były skryte za gęstwiną, nie można było więc dostrzec, czy tworzą jakieś sklepienie, czy nie. Kiedyś stało ich więcej. Tworzyły rząd, który znaczył alejkę prowadzącą do budowli, lecz surowe warunki panujące na planecie odcisnęły na nich piętno, zostawiając je w ruinie.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Grupa odzianych na czarno podróżników kroczyła dawną alejką. Systematycznie przeprawiali się przez barykady ze zwalonych kawałów Upiorytu korzeni dendroidów i kruszonych płyt brukowych. Poruszali się ostrożnie, choć z rosnącym zaciekawieniem. Prowadziła kobieta. Miała szczupłą sylwetkę, poruszała się z gracją i pewnością ruchów i niosła najmniej bagażu - jedynym jej obciążeniem był zestaw podtrzymywania życia niesiony na plecach, obłożony antygrawami. W ponurym, czerwonawym półmroku jaki panował w gęstym lesie można było dostrzec krótko przystrzyżoną, chłopięcą fryzurę, ciekawskie, łakome niemal, spojrzenie oraz tatuaże wymykające się spod kołnierzyka kombinezonu. Zatrzymała się przy jednym z łuków, dla którego czas był łaskawszy i dotknęła powierzchni. Nie zareagowała. Muzyka Piewców Upiorytu musiała rozbrzmiewać w tej części uniwersum całe wieki temu. Dotyk był jednak znajomy. Powierzchnia idealnie gładka, bez najmniejszej chropowatości. Ciepła w dotyku. Przypominałaby styropian, gdyby nie była twarda jak marmur. Najciekawsze było jednak to, że była nieskazitelnie czysta. Wszystko wokół: dendroidy, woda, naga ziemia i cała roślinność, były pokryte czerwonym nalotem, jedynie upiorytowe łuki zachwycały nieskalaną bielą. Kiedy badała starożytny relikt dogonili ją dwaj agenci: Ulryk - gwardzista, swój chłop, sól cadiańskiej ziemi oraz Erazm - skryba przydzielony jej w ostatniej chwili przez górę. Przyszedł człapiąc swoim zwyczajem i ciągnąc przydługawą i trochę już postrzępioną szatę po podmokłej ziemi. Od razu zainteresował się eldarskimi konstrukcjami, jednak szybko się zniechęcił, nie znalazłszy w nich niczego, co mógłby połączyć z własną wiedzą.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Oni wszystko budują takie czyste, Pani Keleene? - Zapytał.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- To zależy - odparła dziewczyna powoli, próbując odłupać kawałek czekanem. Bezskutecznie. - To Upioryt. Piewca może nadać mu dowolną strukturę. Ogranicza go tylko wyobraźnia i talent.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Wszystkie te budynki i rzeźby zostały stworzone przez jednego piewcę? - Zapytał skryba, przyglądając się Keleene jak przykłada do ściany arkusz elektroniczny i zbiera dane.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Możliwe, ale nie jesteśmy w stanie odczytać imienia autora. Piewcy zapisują wiele informacji na swoich kompozycjach. Również swoje imiona, ale w języku zrozumiałym tylko dla psioników. Zapisanym w myślach, nie w literach, choć obleczone w kamień. <br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Kiedy symbole, wykresy i modele zniknęły z błyszczącej powierzchni arkusza, dziewczyna zwinęła go i, wracając na ścieżkę, schowała do małej tuby prytroczonej do pasa.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Potrafi je pani odczytać?<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Na razie nie. Ten upioryt w ogóle nic nie "mówi". Musimy sprawdzić, czy działa któraś z tutejszych bram osnowy. Bez nich energia psioniczna nie może przenikać do upiorytu.<br />
<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Kiedy Erazm i Keleene, zwolniwszy marsz, pogrążyli się w rozmowie, Ulryk wyprzedził ich o kilka długości chimery. Pierwszy zobaczył Świątynię. Nie wiedział, czy to rzeczywiście była Świątynia, ale skojarzenia nasuwały się same. Jego wewnętrzny głos, który odzywał się rzadko, ale zawsze wtedy kiedy pracował dla Pani Keleene, podpowiadał mu piękne słowa, którymi mógłby opisać widok Świątyni w liście do swojej Grety. Gdyby tylko nie zewnętrzny głos - cenzora... Choć w jednym Ulryk przyznałby cenzorowi rację - człowiek nie czuje się komfortowo w takich miejscach. Co dobre dla Eldara, nie musi być dobre dla człowieka, ot cała prawda.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Rozmowy za nim ucichły. Przez chwilę wszyscy wpatrywali się w fasadę budynku. Każdy kształt wyglądał tak, jakby nikt go jeszcze nigdy nie wymyślił, żaden wzór zdawał się nie mieć swojego odpowiednika w niczym co kiedykolwiek widzieli.<br />
Keleene sprawdziła dwa razy wszystkie przyrządy: żadnego promieniowania, ruchu, pola elektromagnetycznego... <br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Przez te kilka lat kiedy organizowała wyprawę zastanawiała się jakie może być wejście. Czy będzie konwencjonalną "dziurą w ścianie", zwyczajną framugą, do których przyzwyczajeni są ludzie w każdym zakątku galaktyki? Czy może będzie to wyrwa w czasoprzestrzeni, drzwi do innego wymiaru? Źródła podawały że starożytni Eldarzy często przenosili tam swoje domostwa, gmachy, a nawet całe miasta. Przenikanie między dwoma światami nie stanowiło dla nich problemu. <br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Dlatego też rozmiarów budynku nie sposób przewidzieć. Mógł być zarówno wyryty w skalnym płaskowyżu, z którego wyrastała upiorytowa fasada, jak i przebywać w innym wymiarze, pozostawiając frontowej ścianie rolę ozdoby, dowodu kunsztu budowniczego. A jeśli przejście jest nieaktywne już od mileniów? Może wyłączono je po eksterminacji planety niemal siedem wieków temu?<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Jeśli pani chce ja mogę wejść pierwszy - z zamyślenia wyrwał ją Ulryk. - Bo tak sobie myślę: pani się naczytała tyle o tych eldarskich inżynierach, o ich pułapkach co wysyłają każdą komórkę człowieka w inny wymiar, to Pani już nie wie jak wejść, żeby się nie dać wysłać. A ja - niewiele wiem, to nie będę się przejmował. Oczywiście nie mówię, że pani się boi, co to to nie...<br />
Keleene nie potrafiła powstrzymać śmiechu. Erazm chyba też nie mógł się zdecydować, czy propozycja Ulryka go bawi, czy też powinien również się jakoś podlizać.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Chodź Ulryku. Ale za mną.<br />
Zrobiła krok naprzód. Grawitacja została na swoim miejscu.<br />
<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Korytarz był wąski. Mogło nim przejść nie więcej niż dwoje ludzi obok siebie. Wysokie ściany były z białego upiorytu, a sufit ginął w ciemnościach - nie sięgała tam niebieska poświata wytwarzana przez serwolatarnię. Szli tak, bardzo ostrożnie, nie wiedząc czego mogą się spodziewać, przez jakieś pięćdziesiąt kroków (jak policzył Erazm). Nagle ściany się skończyły, a kroki zaczęło nieść echo. Stopa Keleene trafiła na nierówność. Spojrzała w dół i ujrzała wypukłość, jakby jajo, wyrastające z podłogi. Rozejrzała się i na granicy widoczności ujrzała kolejną wypukłość, lecz większą. Podeszła bliżej i okazało się, że jest to eldarski hełm, jakby stopiony z upiorytową posadzką. Dość nietypowy, bo stanowił od spodu idealne jajo bez żadnych otworów na oczy, czy najdrobniejszej sugestii przyrządów sensorycznych. Keleene chciała rzucić się na niego z arkuszem elektronicznym, ale niemal wpadła na kolejny obiekt - taki sam, tylko wtopiony o pół metra wyżej. Ominęła jeszcze kilka co raz to większych obiektów i ujrzała kompletny posąg żołnierza. Zrozumiała, że patrzyła na oddział podczas marszu w dół schodów. Jednak któryś z wojowników musiał zignorować fakt, że schody się skończyły i poprowadził swoich towarzyszy pod ziemię, gładko się z nią stapiając. Całe ich ciała pokrywała zbroja. Nie można więc było powiedzieć, czy rzeźby przedstawiały żywych, czy jakieś konstrukty. Każdy z nich niósł opartą o ramię halabardę. Ich ostrza przypominały eldarskie shurikeny - bryłki upiorytu zaprojektowane, by ranić. Keleene wolała nawet nie próbować ich ostrości.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Ale numer, nie? - Zapytał Erazm wyrywając Keleene z zamyślenia. - Co mówią skany?<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- To ten sam upioryt co na zewnątrz. Raczej nie utną ci głowy. <br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Może w górze schodów dowiemy się skąd wychodzi ta ostatnia gwardia?<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Sprawdźmy. Chcesz się ścigać?<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Jestem pewien, że protokoły mówią coś o nieściganiu się na schodach starożytnych eldarskich świątyni.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Jeśli nie mówiły, to powinny. Strome schody, w absolutnej ciemności i nieznanym zupełnie miejscu, nie dawały poczucia bezpieczeństwa. Erazm naliczył koniec po czterdziestu stopniach. Przetrzeń, która rozciągała się u szczytu zdawała się być ograniczona tylko od dołu, kwadratową platformą zdobioną mapą gwiezdną. Keleene złapała serwolatarnię, przeprogramowała ją, a urządzenie pofrunęło kilka metrów w górę i sfotografowało mapę. Uwagę Keileene przykuł jakiś obiekt, który dostrzegła w błysku flesza. Kiedy podeszła bliżej dostrzegła smukłą upiorytową kolumnę z dwoma spłaszczonymi stelami o zaokrąglonych kształtach po bokach. Całość przypominała ramiona i smukłą szyję, jakby wycięte z popiersia pięknej dziewczyny. Między stelami, niczym brylant w naszyjniku, spoczywał klejnot duszy wielkości człowieka. Miała nadzieję, że to nie sen, że to wszystko dzieje się naprawdę. Drżącymi rękami przyłożyła do klejnotu arkusz elektroniczny. Skany ujawniły to czego szukała. Nie było czasu do stracenia. Musiała go jak najszybciej wydostać na orbitę.<br />
<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Jak to nie możecie nas zabrać? - Keileene usłyszała swój krzyk, kiedy holograficzny trupioblady grubas w skali jeden do dziesięciu zaczął się przed nią tłumaczyć. Z trudem powstrzymała tyradę gróźb i wyzwisk.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Na pokładzie doszło do buntu i obalenia dotychczasowego reakcyjnego i ideologicznie nieuprawomocnionego kierownictwa. Zgodnie z protokołem 8473A/89 Kodeksu Astronawigacyjnego oraz prawem korporacyjnym firmy Gottlieb &amp; Merkel jako nowy zarząd jednostki floty handlowej „Helga” HG1041 jesteśmy zobowiązani do powiadomienia władz imperialnych o zmianie statusu własności jednostki i złożenia oferty pierwokupu jednostki korporacji matce. Do czasu otrzymania odpowiedzi firmy musimy powstrzymać się od wszelkich działań. – wyrecytował grubas.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Nie możecie nas po prostu zabrać na górę?<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>-To byłoby naruszenie obowiązujących zasad i groziłoby uznaniem nas za Element Podejrzany. Nie chcemy narażać załogi na oskarżenia o herezje.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>-A jeśli wam rozkażę? Jestem członkiem Inkwizycji. Przyda się wam ważny, wiarygodny świadek na potwierdzenie historii o waszej heroicznej walce w obronie pionierskiej jednostki handlowej Imperium przed zakusami plugawych kultystów.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>-Rzeczywiście, nie ukrywam że liczymy na jak najwierniejsze oddanie sytuacji zastanej przez panią w odpowiednim oświadczeniu. Jednak nie ulega wątpliwości, że Pani ranga nie daje mocy znoszenia Imperialnych procedur, prosimy więc o wyrozumiałość. W tej chwili możemy zapewnić pani i jej agentom jedynie warunki do przeżycia na powierzchni planety.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Keleene miała świadomość, że nie wygra z biurokratyczną machiną Imperium, przynajmniej zanim dodrapie się do rangi Inkwizytora. Odwróciła się i spojrzała na słońce zachodzące nad czerwoną dżunglą, uciekające przed głęboką zielenią nocnego nieba. Było bezchmurne, więc szmaragdową mgławicę było widać bardzo wyraźnie.<br />
-Powiadomcie  nas jak tylko astropata coś przechwyci – rzuciła przez ramię. Zrezygnowała z negocjacji. Nauczyła się traktować imperialne procedury jak zwyczajne siły natury. Tylko szaleniec złożeczy w kierunku deszczu, tupie ze złości po trzęsieniu ziemi. Takie rzeczy po prostu się zdarzają bez niczyjej złej woli i czasem krzyżują plany. Podobnie jest z biurokracją.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Rozbili obóz bezpośrednio przed wejściem do Świątyni. Erazm pracował w środku dokonując bardziej szczegółowych analiz, a Ulryk próbował znaleźć jakieś wejście na płaskowyż. Keleene wykorzystała chwilę samotności na przyjrzenie się swojemu znalezisku z bliska. Sarkofag, wyprowadzony bezproblemowo ze Świątyni, spoczywał na grawimacie. Nie był bogato zdobiony, zresztą niewiele eldarskich dzieł jest. Był wielkości około dwóch metrów, osadzony w upiorytowym mocowaniu. W środku, zatopione niczym motyl w bursztynie, jeśli wierzyć skanom, spoczywało ciało. Przewrotny pomysł, pomyślała Keleene, uczynić duszę zaklętą w klejnocie grobowcem dla ciała, a nie odwrotnie, jak czynią to ludzie... Z zamyślenia wyrwało ją nagłe poruszenie wewnątrz klejnotu. Zdała sobie sprawę, że dotyka go gołymi rękami. Chmura drobin spowijająca wnętrze klejnotu zaczęła się poruszać, odsłaniając jego wnętrze. To co wydawało się być pyłem zawieszonym w krystalicznej strukturze, wirowało teraz i usuwało się sprzed wzroku Keleene. Oparła się i pochyliła żeby lepiej się przyjrzeć. W chwili kiedy ostatie kryształki już już miały zniknąć z pola widzenia, powłoka klejnotu ustąpiła, a Keleene osunęła się w czerwoną otchłań.<br />
<br />
c.d.n.<br />
<br />
Co myślicie?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Wśród dendroidów podtopionych szlamem, śmierdzących siarką i octem, ku niebu wznosił się potężny fronton starożytnej budowli. Tworzyły go dwa pylony oraz osłonięte łukami o roślinnej ornamentyce wejście w kształcie klejnotu duszy między nimi. Wyższych pięter nie było dokładnie widać - zasłaniały je gęste, oblepione oleistą substancją, korony dendroidów. Również górne części łuków, wysokich, zbudowanych na eldarską modłę, były skryte za gęstwiną, nie można było więc dostrzec, czy tworzą jakieś sklepienie, czy nie. Kiedyś stało ich więcej. Tworzyły rząd, który znaczył alejkę prowadzącą do budowli, lecz surowe warunki panujące na planecie odcisnęły na nich piętno, zostawiając je w ruinie.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Grupa odzianych na czarno podróżników kroczyła dawną alejką. Systematycznie przeprawiali się przez barykady ze zwalonych kawałów Upiorytu korzeni dendroidów i kruszonych płyt brukowych. Poruszali się ostrożnie, choć z rosnącym zaciekawieniem. Prowadziła kobieta. Miała szczupłą sylwetkę, poruszała się z gracją i pewnością ruchów i niosła najmniej bagażu - jedynym jej obciążeniem był zestaw podtrzymywania życia niesiony na plecach, obłożony antygrawami. W ponurym, czerwonawym półmroku jaki panował w gęstym lesie można było dostrzec krótko przystrzyżoną, chłopięcą fryzurę, ciekawskie, łakome niemal, spojrzenie oraz tatuaże wymykające się spod kołnierzyka kombinezonu. Zatrzymała się przy jednym z łuków, dla którego czas był łaskawszy i dotknęła powierzchni. Nie zareagowała. Muzyka Piewców Upiorytu musiała rozbrzmiewać w tej części uniwersum całe wieki temu. Dotyk był jednak znajomy. Powierzchnia idealnie gładka, bez najmniejszej chropowatości. Ciepła w dotyku. Przypominałaby styropian, gdyby nie była twarda jak marmur. Najciekawsze było jednak to, że była nieskazitelnie czysta. Wszystko wokół: dendroidy, woda, naga ziemia i cała roślinność, były pokryte czerwonym nalotem, jedynie upiorytowe łuki zachwycały nieskalaną bielą. Kiedy badała starożytny relikt dogonili ją dwaj agenci: Ulryk - gwardzista, swój chłop, sól cadiańskiej ziemi oraz Erazm - skryba przydzielony jej w ostatniej chwili przez górę. Przyszedł człapiąc swoim zwyczajem i ciągnąc przydługawą i trochę już postrzępioną szatę po podmokłej ziemi. Od razu zainteresował się eldarskimi konstrukcjami, jednak szybko się zniechęcił, nie znalazłszy w nich niczego, co mógłby połączyć z własną wiedzą.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Oni wszystko budują takie czyste, Pani Keleene? - Zapytał.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- To zależy - odparła dziewczyna powoli, próbując odłupać kawałek czekanem. Bezskutecznie. - To Upioryt. Piewca może nadać mu dowolną strukturę. Ogranicza go tylko wyobraźnia i talent.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Wszystkie te budynki i rzeźby zostały stworzone przez jednego piewcę? - Zapytał skryba, przyglądając się Keleene jak przykłada do ściany arkusz elektroniczny i zbiera dane.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Możliwe, ale nie jesteśmy w stanie odczytać imienia autora. Piewcy zapisują wiele informacji na swoich kompozycjach. Również swoje imiona, ale w języku zrozumiałym tylko dla psioników. Zapisanym w myślach, nie w literach, choć obleczone w kamień. <br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Kiedy symbole, wykresy i modele zniknęły z błyszczącej powierzchni arkusza, dziewczyna zwinęła go i, wracając na ścieżkę, schowała do małej tuby prytroczonej do pasa.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Potrafi je pani odczytać?<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Na razie nie. Ten upioryt w ogóle nic nie "mówi". Musimy sprawdzić, czy działa któraś z tutejszych bram osnowy. Bez nich energia psioniczna nie może przenikać do upiorytu.<br />
<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Kiedy Erazm i Keleene, zwolniwszy marsz, pogrążyli się w rozmowie, Ulryk wyprzedził ich o kilka długości chimery. Pierwszy zobaczył Świątynię. Nie wiedział, czy to rzeczywiście była Świątynia, ale skojarzenia nasuwały się same. Jego wewnętrzny głos, który odzywał się rzadko, ale zawsze wtedy kiedy pracował dla Pani Keleene, podpowiadał mu piękne słowa, którymi mógłby opisać widok Świątyni w liście do swojej Grety. Gdyby tylko nie zewnętrzny głos - cenzora... Choć w jednym Ulryk przyznałby cenzorowi rację - człowiek nie czuje się komfortowo w takich miejscach. Co dobre dla Eldara, nie musi być dobre dla człowieka, ot cała prawda.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Rozmowy za nim ucichły. Przez chwilę wszyscy wpatrywali się w fasadę budynku. Każdy kształt wyglądał tak, jakby nikt go jeszcze nigdy nie wymyślił, żaden wzór zdawał się nie mieć swojego odpowiednika w niczym co kiedykolwiek widzieli.<br />
Keleene sprawdziła dwa razy wszystkie przyrządy: żadnego promieniowania, ruchu, pola elektromagnetycznego... <br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Przez te kilka lat kiedy organizowała wyprawę zastanawiała się jakie może być wejście. Czy będzie konwencjonalną "dziurą w ścianie", zwyczajną framugą, do których przyzwyczajeni są ludzie w każdym zakątku galaktyki? Czy może będzie to wyrwa w czasoprzestrzeni, drzwi do innego wymiaru? Źródła podawały że starożytni Eldarzy często przenosili tam swoje domostwa, gmachy, a nawet całe miasta. Przenikanie między dwoma światami nie stanowiło dla nich problemu. <br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Dlatego też rozmiarów budynku nie sposób przewidzieć. Mógł być zarówno wyryty w skalnym płaskowyżu, z którego wyrastała upiorytowa fasada, jak i przebywać w innym wymiarze, pozostawiając frontowej ścianie rolę ozdoby, dowodu kunsztu budowniczego. A jeśli przejście jest nieaktywne już od mileniów? Może wyłączono je po eksterminacji planety niemal siedem wieków temu?<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Jeśli pani chce ja mogę wejść pierwszy - z zamyślenia wyrwał ją Ulryk. - Bo tak sobie myślę: pani się naczytała tyle o tych eldarskich inżynierach, o ich pułapkach co wysyłają każdą komórkę człowieka w inny wymiar, to Pani już nie wie jak wejść, żeby się nie dać wysłać. A ja - niewiele wiem, to nie będę się przejmował. Oczywiście nie mówię, że pani się boi, co to to nie...<br />
Keleene nie potrafiła powstrzymać śmiechu. Erazm chyba też nie mógł się zdecydować, czy propozycja Ulryka go bawi, czy też powinien również się jakoś podlizać.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Chodź Ulryku. Ale za mną.<br />
Zrobiła krok naprzód. Grawitacja została na swoim miejscu.<br />
<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Korytarz był wąski. Mogło nim przejść nie więcej niż dwoje ludzi obok siebie. Wysokie ściany były z białego upiorytu, a sufit ginął w ciemnościach - nie sięgała tam niebieska poświata wytwarzana przez serwolatarnię. Szli tak, bardzo ostrożnie, nie wiedząc czego mogą się spodziewać, przez jakieś pięćdziesiąt kroków (jak policzył Erazm). Nagle ściany się skończyły, a kroki zaczęło nieść echo. Stopa Keleene trafiła na nierówność. Spojrzała w dół i ujrzała wypukłość, jakby jajo, wyrastające z podłogi. Rozejrzała się i na granicy widoczności ujrzała kolejną wypukłość, lecz większą. Podeszła bliżej i okazało się, że jest to eldarski hełm, jakby stopiony z upiorytową posadzką. Dość nietypowy, bo stanowił od spodu idealne jajo bez żadnych otworów na oczy, czy najdrobniejszej sugestii przyrządów sensorycznych. Keleene chciała rzucić się na niego z arkuszem elektronicznym, ale niemal wpadła na kolejny obiekt - taki sam, tylko wtopiony o pół metra wyżej. Ominęła jeszcze kilka co raz to większych obiektów i ujrzała kompletny posąg żołnierza. Zrozumiała, że patrzyła na oddział podczas marszu w dół schodów. Jednak któryś z wojowników musiał zignorować fakt, że schody się skończyły i poprowadził swoich towarzyszy pod ziemię, gładko się z nią stapiając. Całe ich ciała pokrywała zbroja. Nie można więc było powiedzieć, czy rzeźby przedstawiały żywych, czy jakieś konstrukty. Każdy z nich niósł opartą o ramię halabardę. Ich ostrza przypominały eldarskie shurikeny - bryłki upiorytu zaprojektowane, by ranić. Keleene wolała nawet nie próbować ich ostrości.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Ale numer, nie? - Zapytał Erazm wyrywając Keleene z zamyślenia. - Co mówią skany?<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- To ten sam upioryt co na zewnątrz. Raczej nie utną ci głowy. <br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Może w górze schodów dowiemy się skąd wychodzi ta ostatnia gwardia?<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Sprawdźmy. Chcesz się ścigać?<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Jestem pewien, że protokoły mówią coś o nieściganiu się na schodach starożytnych eldarskich świątyni.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Jeśli nie mówiły, to powinny. Strome schody, w absolutnej ciemności i nieznanym zupełnie miejscu, nie dawały poczucia bezpieczeństwa. Erazm naliczył koniec po czterdziestu stopniach. Przetrzeń, która rozciągała się u szczytu zdawała się być ograniczona tylko od dołu, kwadratową platformą zdobioną mapą gwiezdną. Keleene złapała serwolatarnię, przeprogramowała ją, a urządzenie pofrunęło kilka metrów w górę i sfotografowało mapę. Uwagę Keileene przykuł jakiś obiekt, który dostrzegła w błysku flesza. Kiedy podeszła bliżej dostrzegła smukłą upiorytową kolumnę z dwoma spłaszczonymi stelami o zaokrąglonych kształtach po bokach. Całość przypominała ramiona i smukłą szyję, jakby wycięte z popiersia pięknej dziewczyny. Między stelami, niczym brylant w naszyjniku, spoczywał klejnot duszy wielkości człowieka. Miała nadzieję, że to nie sen, że to wszystko dzieje się naprawdę. Drżącymi rękami przyłożyła do klejnotu arkusz elektroniczny. Skany ujawniły to czego szukała. Nie było czasu do stracenia. Musiała go jak najszybciej wydostać na orbitę.<br />
<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Jak to nie możecie nas zabrać? - Keileene usłyszała swój krzyk, kiedy holograficzny trupioblady grubas w skali jeden do dziesięciu zaczął się przed nią tłumaczyć. Z trudem powstrzymała tyradę gróźb i wyzwisk.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Na pokładzie doszło do buntu i obalenia dotychczasowego reakcyjnego i ideologicznie nieuprawomocnionego kierownictwa. Zgodnie z protokołem 8473A/89 Kodeksu Astronawigacyjnego oraz prawem korporacyjnym firmy Gottlieb &amp; Merkel jako nowy zarząd jednostki floty handlowej „Helga” HG1041 jesteśmy zobowiązani do powiadomienia władz imperialnych o zmianie statusu własności jednostki i złożenia oferty pierwokupu jednostki korporacji matce. Do czasu otrzymania odpowiedzi firmy musimy powstrzymać się od wszelkich działań. – wyrecytował grubas.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>- Nie możecie nas po prostu zabrać na górę?<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>-To byłoby naruszenie obowiązujących zasad i groziłoby uznaniem nas za Element Podejrzany. Nie chcemy narażać załogi na oskarżenia o herezje.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>-A jeśli wam rozkażę? Jestem członkiem Inkwizycji. Przyda się wam ważny, wiarygodny świadek na potwierdzenie historii o waszej heroicznej walce w obronie pionierskiej jednostki handlowej Imperium przed zakusami plugawych kultystów.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>-Rzeczywiście, nie ukrywam że liczymy na jak najwierniejsze oddanie sytuacji zastanej przez panią w odpowiednim oświadczeniu. Jednak nie ulega wątpliwości, że Pani ranga nie daje mocy znoszenia Imperialnych procedur, prosimy więc o wyrozumiałość. W tej chwili możemy zapewnić pani i jej agentom jedynie warunki do przeżycia na powierzchni planety.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Keleene miała świadomość, że nie wygra z biurokratyczną machiną Imperium, przynajmniej zanim dodrapie się do rangi Inkwizytora. Odwróciła się i spojrzała na słońce zachodzące nad czerwoną dżunglą, uciekające przed głęboką zielenią nocnego nieba. Było bezchmurne, więc szmaragdową mgławicę było widać bardzo wyraźnie.<br />
-Powiadomcie  nas jak tylko astropata coś przechwyci – rzuciła przez ramię. Zrezygnowała z negocjacji. Nauczyła się traktować imperialne procedury jak zwyczajne siły natury. Tylko szaleniec złożeczy w kierunku deszczu, tupie ze złości po trzęsieniu ziemi. Takie rzeczy po prostu się zdarzają bez niczyjej złej woli i czasem krzyżują plany. Podobnie jest z biurokracją.<br />
<span style="color: #FFFFFF;">WWW</span>Rozbili obóz bezpośrednio przed wejściem do Świątyni. Erazm pracował w środku dokonując bardziej szczegółowych analiz, a Ulryk próbował znaleźć jakieś wejście na płaskowyż. Keleene wykorzystała chwilę samotności na przyjrzenie się swojemu znalezisku z bliska. Sarkofag, wyprowadzony bezproblemowo ze Świątyni, spoczywał na grawimacie. Nie był bogato zdobiony, zresztą niewiele eldarskich dzieł jest. Był wielkości około dwóch metrów, osadzony w upiorytowym mocowaniu. W środku, zatopione niczym motyl w bursztynie, jeśli wierzyć skanom, spoczywało ciało. Przewrotny pomysł, pomyślała Keleene, uczynić duszę zaklętą w klejnocie grobowcem dla ciała, a nie odwrotnie, jak czynią to ludzie... Z zamyślenia wyrwało ją nagłe poruszenie wewnątrz klejnotu. Zdała sobie sprawę, że dotyka go gołymi rękami. Chmura drobin spowijająca wnętrze klejnotu zaczęła się poruszać, odsłaniając jego wnętrze. To co wydawało się być pyłem zawieszonym w krystalicznej strukturze, wirowało teraz i usuwało się sprzed wzroku Keleene. Oparła się i pochyliła żeby lepiej się przyjrzeć. W chwili kiedy ostatie kryształki już już miały zniknąć z pola widzenia, powłoka klejnotu ustąpiła, a Keleene osunęła się w czerwoną otchłań.<br />
<br />
c.d.n.<br />
<br />
Co myślicie?]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Aun Rel [Warhammer 40000]]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-aun-rel-warhammer-40000</link>
			<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 21:56:10 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-aun-rel-warhammer-40000</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-size: xx-large;"><div style="text-align: center;">Aun Rel</div></span><br />
<br />
<span style="color: #FFFFE0;">WWW</span>Aun Rel zrobił krok naprzód i znalazł się nad brzegiem górskiego jeziora. „Znam to miejsce”, pomyślał. Pochylił się nad taflą, by zobaczyć swoje odbicie, nie zobaczył jednak niczego, prócz lekko falujących refleksów górskich szczytów i wierzchołków sosen. Spojrzał w górę, lecz zwierciadło podążyło tam za jego wzrokiem. Zaczęło się uwypuklać, zlewając się do punktu na wysokości jego twarzy i przybierając owalny kształt - lustrzaną maskę. To, co przed chwilą było górskim krajobrazem, przybrało postać szczupłego młodzieńca ubranego w błazeńskie szaty, zasłoniętego maską ze zwierciadła z naciągniętym na głowę kapturem w pstrokatą szachownicę. Jegomość nie przywitał się, tylko odwrócił się na pięcie i zerwał do biegu. Aun pobiegł za nim. Eldar dopiero teraz zauważył, że spowija ich kompletna nicość, pozbawiona nawet ciemności, a świat jaki w rzeczywistości go otacza wyłania się dopiero z mgieł czasu i przestrzeni.  Biegnąc, z każdą chwilą był co raz bliżej chłopaka. Z eteru wokół niego zaczęły wynurzać się korytarze, podłoże stawało się co raz twardsze, a odgłosy jego kroków donośniejsze, bardziej metaliczne. Gdy już prawie dogonił Arlekina, dotarła do niego obecność ludzkich umysłów przepełnionych codziennymi troskami. Rozpoznał je od razu – żołnierze, inżynierowie, biurokraci, jak w imperialnych bazach, ale również mechanicy i nawigatorzy. W końcu dogonił chłopaka i zetknął się z nim.<br />
<span style="color: #FFFFE0;">WWW</span>Ich umysły stały się jednym. Aun Rel, Arcyprorok Światostatku Lugganath, stał się tożsamy z nim, Widzącym Poprzez Cienie. Poczuł niezwykłą lekkość. Wyczuwał w ludzkich umysłach, że porusza się szybciej niż informacja o jego przybyciu. Jego taniec znaczyły trupy przyozdobione zastygłymi w spazmach bólu obliczami. Gotująca się pod wpływem Pocałunku Arlekina krew rozsadzała żyły i wypełniała powietrze metalicznym posmakiem. Arcyprorok-Widzący oddalił część swego umysłu od ciała i sięgnął nim poprzez pokłady, przyglądając się Mon-Keigh. Zatrzymał się przy tym, którego imię powtarzało się częściej niż pozostałych: Magos Daimos Usuludebe. Mężczyzna dobijał już 70-tki i przeglądał najważniejszy raport w swojej karierze. Czytał: „Obiekt zamrożono w ciekłym helu korzystając z działa próżniowego wysokiej mocy. Zachować wszelkie procedury ostrożności. Wzrost temperatury wewnątrz kurtyny termalnej powyżej dwóch kelwinów spowoduje rozpoczęcie reakcji łańcuchowej. Doradza się zastosowanie protokołu 62: Chronić Za Wszelką Cenę. Obiekt posiada Pieczęć Bezwarunkowej Asekuracji Ordo Xenos”. Magos spojrzał na serwoczaszkę oblepioną żółtymi kartkami samoprzylepnymi. Jedna z nich stale przyprawiała go o ból głowy. Asystent Kapłana Maszyny statku wyskrobał na niej niedbałym pismem: „Dalej macie jakieś dziury w pierwszej warstwie kadłuba! Każ coś z tym zrobić, albo jakiś pijany ogryn przydzwoni szczęką o ścianę i zafunduje wam zero bezwzględne!”. Nad nią kartka z jego własnym pismem: „Wiem! Teraz też mam zero bezwzględne, ale na stanie. Od miesiąca nie mogę się doprosić chłopaków z hutniczego jednej płyty adamantium!”. Zdawał sobie sprawę w jakim znajduje się położeniu. Był to ten lekko irytujący okres eksploatacji imperialnego krążownika, kiedy wszystko działa jak należy, póki ktoś nie spowoduje totalnej katastrofy, a potem ktoś inny nie powie „a nie mówiłem?”. Oczywiście zakładając, że będzie jeszcze żył.<br />
<span style="color: #FFFFE0;">WWW</span>- Mistrzu! – z rozmyślań wyrwał Magosa głos żołnierza, który ledwo stał prosto i ciężko dyszał, jakby goniło go stu demonów – mamy intruza.<br />
<span style="color: #FFFFE0;">WWW</span>Arcyprorok rozluźnił swój umysł i na powrót zjednał się z Widzącym Cienie. Wpadł do centrum sterowania z szybkością i delikatnością wiatru, po czym zdmuchnął dwóch techników niczym płatki umierającego kwiatu. W tej chwili cały okręt postawiony był już na nogi. Hala pod centrum sterowania zapełniała się szturmowcami. Palce Aun Rela uderzały w klawisze panelu sterowania tak jak krople deszczu wpadają do oceanu na jego ojczystej planecie. Każda z nich wzbudza falę, która niesie się co raz dalej i dalej, zderza się z innymi, a po wielu milach wędrówki wywołuje tsunami. Tak samo jego działania zmieniały bieg historii, która została przed nim odkryta. Która już nigdy nie nastąpi. Rzut oka na monitor statusu: temperatura Obiektu spada w zastraszającym tempie. Zaczęło się...  <br />
<span style="color: #FFFFE0;">WWW</span>Spoglądając niewidzącym okiem dostrzegł szyki gwardzistów burzone przez ślizgającą się po pokładzie wielotonową bryłę lodu. Korzystając z zamieszania wyskoczył z kabiny sterowania i w najwyższym punkcie lotu wyrzucił mały obiekt w kierunku ściany. Przeraźliwy mróz promieniujący z sublimującej bryły ustąpił na ułamek sekundy fali gorąca kiedy eksplodowała meltabomba. Jednak zaraz potem ciepło, powietrze, ludzie, maszyny oraz dźwięk zostały wessane przez próżnię. Bryła gwiezdnego lodu sunęła majestatycznie w kierunku próżniowej paszczy kosmosu. Doskoczył do niej. Zapamiętał przeraźliwe zimno i krew krzepnącą w żyłach.<br />
<span style="color: #FFFFE0;">WWW</span>W końcu poczuł ciepło. Stopniowo zwiększało swoją moc, niczym pierwsze promienie wschodzcej gwiazdy. Opór powietrza. Jego stopy zaczynały płonąć przebijając atmosferę, tymczasem wciąż był przymarznięty plecami do wielkiego bloku ciekłego helu. Gdy zdołał oderwać głowę, spojrzał w dół – powierzchnia planety, spokojna i majestatyczna, zbliżała się z każdą chwilą. Czuł jak tuż za nim rozbudza się uśpiony duch. Sprawiał, że nie tylko ciało ogarniał ogień. Przenikał jego umysł i duszę, natchnął szaleńczą furią i odwagą. W końcu wyłamał się z lodowej pułapki i odepchnął, nie potrafiwszy znieść napływu gorąca. Kiedy się odwrócił ujrzał płonącą ogniem bliźniaczych słońc kulę magmy pędzącą wprost na ziemię niczym zwiastun końca świata. Chciał zapamiętać tą chwilę i ten widok, lecz blask raził zmęczone oczy. Odwrócił wzrok w kierunku otchłani kosmosu, jak odwraca się po zbyt długim wpatrywaniu w ognisko nocą. To nie koniec walki. Wysoko majaczyły świetliste smugi kapsuł desantowych. „Na mnie już czas” usłyszał głos Aun Rela Widzący, kiedy rozdzielili swoje umysły. Odwrócił swój wzrok jasnowidza, by nie przejmować się już losem Arlekina, odegrał już swoją rolę. Szósty zmysł już zasnął, a pięć pozostałych budziło się dopiero do życia. Czuł nimi co raz wyraźniej: delikatne przeciążenia grawitacji, pełne powagi głosy eldarów, psioniczna energia buzująca w powietrzu. „Jedziemy na wojnę, zgodnie z planem”, pomyślał Arcyprorok Aun Rel.<br />
<br />
Co myślicie?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-size: xx-large;"><div style="text-align: center;">Aun Rel</div></span><br />
<br />
<span style="color: #FFFFE0;">WWW</span>Aun Rel zrobił krok naprzód i znalazł się nad brzegiem górskiego jeziora. „Znam to miejsce”, pomyślał. Pochylił się nad taflą, by zobaczyć swoje odbicie, nie zobaczył jednak niczego, prócz lekko falujących refleksów górskich szczytów i wierzchołków sosen. Spojrzał w górę, lecz zwierciadło podążyło tam za jego wzrokiem. Zaczęło się uwypuklać, zlewając się do punktu na wysokości jego twarzy i przybierając owalny kształt - lustrzaną maskę. To, co przed chwilą było górskim krajobrazem, przybrało postać szczupłego młodzieńca ubranego w błazeńskie szaty, zasłoniętego maską ze zwierciadła z naciągniętym na głowę kapturem w pstrokatą szachownicę. Jegomość nie przywitał się, tylko odwrócił się na pięcie i zerwał do biegu. Aun pobiegł za nim. Eldar dopiero teraz zauważył, że spowija ich kompletna nicość, pozbawiona nawet ciemności, a świat jaki w rzeczywistości go otacza wyłania się dopiero z mgieł czasu i przestrzeni.  Biegnąc, z każdą chwilą był co raz bliżej chłopaka. Z eteru wokół niego zaczęły wynurzać się korytarze, podłoże stawało się co raz twardsze, a odgłosy jego kroków donośniejsze, bardziej metaliczne. Gdy już prawie dogonił Arlekina, dotarła do niego obecność ludzkich umysłów przepełnionych codziennymi troskami. Rozpoznał je od razu – żołnierze, inżynierowie, biurokraci, jak w imperialnych bazach, ale również mechanicy i nawigatorzy. W końcu dogonił chłopaka i zetknął się z nim.<br />
<span style="color: #FFFFE0;">WWW</span>Ich umysły stały się jednym. Aun Rel, Arcyprorok Światostatku Lugganath, stał się tożsamy z nim, Widzącym Poprzez Cienie. Poczuł niezwykłą lekkość. Wyczuwał w ludzkich umysłach, że porusza się szybciej niż informacja o jego przybyciu. Jego taniec znaczyły trupy przyozdobione zastygłymi w spazmach bólu obliczami. Gotująca się pod wpływem Pocałunku Arlekina krew rozsadzała żyły i wypełniała powietrze metalicznym posmakiem. Arcyprorok-Widzący oddalił część swego umysłu od ciała i sięgnął nim poprzez pokłady, przyglądając się Mon-Keigh. Zatrzymał się przy tym, którego imię powtarzało się częściej niż pozostałych: Magos Daimos Usuludebe. Mężczyzna dobijał już 70-tki i przeglądał najważniejszy raport w swojej karierze. Czytał: „Obiekt zamrożono w ciekłym helu korzystając z działa próżniowego wysokiej mocy. Zachować wszelkie procedury ostrożności. Wzrost temperatury wewnątrz kurtyny termalnej powyżej dwóch kelwinów spowoduje rozpoczęcie reakcji łańcuchowej. Doradza się zastosowanie protokołu 62: Chronić Za Wszelką Cenę. Obiekt posiada Pieczęć Bezwarunkowej Asekuracji Ordo Xenos”. Magos spojrzał na serwoczaszkę oblepioną żółtymi kartkami samoprzylepnymi. Jedna z nich stale przyprawiała go o ból głowy. Asystent Kapłana Maszyny statku wyskrobał na niej niedbałym pismem: „Dalej macie jakieś dziury w pierwszej warstwie kadłuba! Każ coś z tym zrobić, albo jakiś pijany ogryn przydzwoni szczęką o ścianę i zafunduje wam zero bezwzględne!”. Nad nią kartka z jego własnym pismem: „Wiem! Teraz też mam zero bezwzględne, ale na stanie. Od miesiąca nie mogę się doprosić chłopaków z hutniczego jednej płyty adamantium!”. Zdawał sobie sprawę w jakim znajduje się położeniu. Był to ten lekko irytujący okres eksploatacji imperialnego krążownika, kiedy wszystko działa jak należy, póki ktoś nie spowoduje totalnej katastrofy, a potem ktoś inny nie powie „a nie mówiłem?”. Oczywiście zakładając, że będzie jeszcze żył.<br />
<span style="color: #FFFFE0;">WWW</span>- Mistrzu! – z rozmyślań wyrwał Magosa głos żołnierza, który ledwo stał prosto i ciężko dyszał, jakby goniło go stu demonów – mamy intruza.<br />
<span style="color: #FFFFE0;">WWW</span>Arcyprorok rozluźnił swój umysł i na powrót zjednał się z Widzącym Cienie. Wpadł do centrum sterowania z szybkością i delikatnością wiatru, po czym zdmuchnął dwóch techników niczym płatki umierającego kwiatu. W tej chwili cały okręt postawiony był już na nogi. Hala pod centrum sterowania zapełniała się szturmowcami. Palce Aun Rela uderzały w klawisze panelu sterowania tak jak krople deszczu wpadają do oceanu na jego ojczystej planecie. Każda z nich wzbudza falę, która niesie się co raz dalej i dalej, zderza się z innymi, a po wielu milach wędrówki wywołuje tsunami. Tak samo jego działania zmieniały bieg historii, która została przed nim odkryta. Która już nigdy nie nastąpi. Rzut oka na monitor statusu: temperatura Obiektu spada w zastraszającym tempie. Zaczęło się...  <br />
<span style="color: #FFFFE0;">WWW</span>Spoglądając niewidzącym okiem dostrzegł szyki gwardzistów burzone przez ślizgającą się po pokładzie wielotonową bryłę lodu. Korzystając z zamieszania wyskoczył z kabiny sterowania i w najwyższym punkcie lotu wyrzucił mały obiekt w kierunku ściany. Przeraźliwy mróz promieniujący z sublimującej bryły ustąpił na ułamek sekundy fali gorąca kiedy eksplodowała meltabomba. Jednak zaraz potem ciepło, powietrze, ludzie, maszyny oraz dźwięk zostały wessane przez próżnię. Bryła gwiezdnego lodu sunęła majestatycznie w kierunku próżniowej paszczy kosmosu. Doskoczył do niej. Zapamiętał przeraźliwe zimno i krew krzepnącą w żyłach.<br />
<span style="color: #FFFFE0;">WWW</span>W końcu poczuł ciepło. Stopniowo zwiększało swoją moc, niczym pierwsze promienie wschodzcej gwiazdy. Opór powietrza. Jego stopy zaczynały płonąć przebijając atmosferę, tymczasem wciąż był przymarznięty plecami do wielkiego bloku ciekłego helu. Gdy zdołał oderwać głowę, spojrzał w dół – powierzchnia planety, spokojna i majestatyczna, zbliżała się z każdą chwilą. Czuł jak tuż za nim rozbudza się uśpiony duch. Sprawiał, że nie tylko ciało ogarniał ogień. Przenikał jego umysł i duszę, natchnął szaleńczą furią i odwagą. W końcu wyłamał się z lodowej pułapki i odepchnął, nie potrafiwszy znieść napływu gorąca. Kiedy się odwrócił ujrzał płonącą ogniem bliźniaczych słońc kulę magmy pędzącą wprost na ziemię niczym zwiastun końca świata. Chciał zapamiętać tą chwilę i ten widok, lecz blask raził zmęczone oczy. Odwrócił wzrok w kierunku otchłani kosmosu, jak odwraca się po zbyt długim wpatrywaniu w ognisko nocą. To nie koniec walki. Wysoko majaczyły świetliste smugi kapsuł desantowych. „Na mnie już czas” usłyszał głos Aun Rela Widzący, kiedy rozdzielili swoje umysły. Odwrócił swój wzrok jasnowidza, by nie przejmować się już losem Arlekina, odegrał już swoją rolę. Szósty zmysł już zasnął, a pięć pozostałych budziło się dopiero do życia. Czuł nimi co raz wyraźniej: delikatne przeciążenia grawitacji, pełne powagi głosy eldarów, psioniczna energia buzująca w powietrzu. „Jedziemy na wojnę, zgodnie z planem”, pomyślał Arcyprorok Aun Rel.<br />
<br />
Co myślicie?]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Z pamiętnika domowego kota]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-z-pami%C4%99tnika-domowego-kota</link>
			<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 21:46:17 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-z-pami%C4%99tnika-domowego-kota</guid>
			<description><![CDATA[Przewietrzone futerko, błyszcząca, zaczesana z włosem sierść, świeżo wylizane białe skarpetki. Mucha nie siada, dosłownie i w przenośni. Maksymalne sprężenie, pierś do przodu i…grzeczniutki spacer po pokoju, połaszenie się, w końcu broń ostateczna i niezawodna- głębokie spojrzenie w oczy gościa. Ćwiczenie tej umiejętności rozpoczęło się zaraz po obejrzeniu drugiej części „Shreka”, kiedy to czworonożny bohater pokazał jak skutecznie osiągnąć każdy cel. Świat zwierząt i ludzi nic się w tej kwestii nie różnią- grunt to umieć się sprzedać. Udaje się! Biorą! Zaczyna się wieczna zabawa, głaskanie i pyszne obiadki!<br />
         Przekraczam raźnie próg nowego domu. Zaraz za drzwiami widzę przygotowaną dla mnie kuwetę. Radość opada. Miednica o średnicy 20 centymetrów. Miseczka. Dowiaduję się, że to okres przejściowy. Dam radę. Przymierzam się, pełna koncentracja. Prawa tylnia łapa trochę w lewo, przednia lewa centymetr w przód dla utrzymania równowagi i… -„Jaki on słodki! Zobacz, zobacz!”-…słyszę nagle za plecami. Chyba żart. Odwracam niechętnie głowę. Nowi właściciele rozpływają się nad widokiem próbującego zaspokoić fizjologiczne, niezbyt estetyczne w zapachu i wyglądzie potrzeby kota. Przerażeniem napawa mnie myśl, że ludzie to istoty inteligentniejsze ode mnie. Przynajmniej według badań. Nagle dostrzegam czerwoną kropkę. Pan wychodzi z propozycją zabawy. Wybaczam wcześniejsze faux pas i rzucam się w pogoń za czerwonym punktem. Prawo lewo prawo lewo prawo lewo. I dookoła. I jeszcze raz. I skok na ścianę. Po 15 minutach przyglądam się spod łóżka wołowince, którą jadłem na śniadanie. Nie wygląda już tak apetycznie. Czerwony ze złości Pan wyzywa mnie od zarzygańców. Mam nadzieję, że mnie nie odda. W końcu kocha się na dobre i złe.<br />
         Dziś wizyta u weterynarza. Jestem przerażony, ale jednocześnie dumny. Powszechnie wiadomo, że mężczyźni boją się dentysty. Weterynarz, dentysta- co za różnica. Męski strach przed lekarzem sprawia, że czuję się co najmniej jak tygrys. Idzie lekarka. Niezła babka- blondyna o pięknych, dużych…oczach. Właścicielka wnosi mnie do gabinetu. Upokarzające. Prężę się próbując zachować pysk. „Ale ma ładne jajeczka!”- zachwyca się nagle pani doktor. Przypomina mi, że jestem 6-miesięcznym kotkiem. Na dziś potygrysowane.  <br />
        Z dnia na dzień zainteresowanie moją obecnością słabnie. Nikt się ze mną nie bawi. Zdesperowany decyduję się na własną łapę pobiegać trochę po domu. Dla utrzymania formy. Cieszę się i dziwię równocześnie, że ignorująca mnie ostatnio Pani towarzyszy mi od pierwszego biegu. Prowadzę wytrwale cały trening. Skok na parapet, slalom między kwiatkami, nur do kosza na śmieci i szybka przekąska w biegu.  Pani nie nadąża. Kiedy podczas kolejnego treningu zostaję złapany i zamknięty w kontenerze, dociera do mnie, że cel biegów właścicielki był zupełnie inny niż mój. Bywa.<br />
        Nudzi mi się. Właściciele coraz bardziej zajęci, zabiegani. Niby mnie widują, ale jestem prawie pewien, że biorą mnie za bardziej zaawansowane stadium jednej z wielu kupek kurzu, jakie zgromadziły się w mieszkaniu. Taką co już chodzi i miauczy. Wiem, poliżę sobie stopy. Po kilku minutach dostrzegam w kącie nową, kuszącą zabawkę. Idę w stronę efektownej palmy i…spotykając złowieszcze spojrzenie Pani odbijam w lewo. Spryciarz ze mnie. Odczekuję chwilę i ponownie próbuję. Kolejne wymowne spojrzenie właścicielki zmusza mnie do namiętnego wąchania śmierdzącej rośliny. Że niby miłośnik przyrody ze mnie. Pani nie daje się nabrać i znów trafiam za kratki. Resztę dnia spędzam w kontenerze.<br />
       W głowie kłębi mi się tysiące myśli. Ludzie chcą, żeby czworonożny wybraniec był ładną, żywą zabawką, która siedzi grzecznie w kącie i dobrze wygląda. Kiedy okazuje się, że pupil nie pasuje do tego obrazka, przestaje być pupilem. Proste. Zwierzak ma robić to, co chcą właściciele. I tylko wtedy, kiedy mają na to ochotę. Skandal! Nie dam zrobić z siebie tamagoczi! Omijam kuwetę z ostentacyjnym miauknięciem i przyjmuję odpowiednią pozycję nad nowym butem właścicielki. Pewny swoich racji, olewam wszystko.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Przewietrzone futerko, błyszcząca, zaczesana z włosem sierść, świeżo wylizane białe skarpetki. Mucha nie siada, dosłownie i w przenośni. Maksymalne sprężenie, pierś do przodu i…grzeczniutki spacer po pokoju, połaszenie się, w końcu broń ostateczna i niezawodna- głębokie spojrzenie w oczy gościa. Ćwiczenie tej umiejętności rozpoczęło się zaraz po obejrzeniu drugiej części „Shreka”, kiedy to czworonożny bohater pokazał jak skutecznie osiągnąć każdy cel. Świat zwierząt i ludzi nic się w tej kwestii nie różnią- grunt to umieć się sprzedać. Udaje się! Biorą! Zaczyna się wieczna zabawa, głaskanie i pyszne obiadki!<br />
         Przekraczam raźnie próg nowego domu. Zaraz za drzwiami widzę przygotowaną dla mnie kuwetę. Radość opada. Miednica o średnicy 20 centymetrów. Miseczka. Dowiaduję się, że to okres przejściowy. Dam radę. Przymierzam się, pełna koncentracja. Prawa tylnia łapa trochę w lewo, przednia lewa centymetr w przód dla utrzymania równowagi i… -„Jaki on słodki! Zobacz, zobacz!”-…słyszę nagle za plecami. Chyba żart. Odwracam niechętnie głowę. Nowi właściciele rozpływają się nad widokiem próbującego zaspokoić fizjologiczne, niezbyt estetyczne w zapachu i wyglądzie potrzeby kota. Przerażeniem napawa mnie myśl, że ludzie to istoty inteligentniejsze ode mnie. Przynajmniej według badań. Nagle dostrzegam czerwoną kropkę. Pan wychodzi z propozycją zabawy. Wybaczam wcześniejsze faux pas i rzucam się w pogoń za czerwonym punktem. Prawo lewo prawo lewo prawo lewo. I dookoła. I jeszcze raz. I skok na ścianę. Po 15 minutach przyglądam się spod łóżka wołowince, którą jadłem na śniadanie. Nie wygląda już tak apetycznie. Czerwony ze złości Pan wyzywa mnie od zarzygańców. Mam nadzieję, że mnie nie odda. W końcu kocha się na dobre i złe.<br />
         Dziś wizyta u weterynarza. Jestem przerażony, ale jednocześnie dumny. Powszechnie wiadomo, że mężczyźni boją się dentysty. Weterynarz, dentysta- co za różnica. Męski strach przed lekarzem sprawia, że czuję się co najmniej jak tygrys. Idzie lekarka. Niezła babka- blondyna o pięknych, dużych…oczach. Właścicielka wnosi mnie do gabinetu. Upokarzające. Prężę się próbując zachować pysk. „Ale ma ładne jajeczka!”- zachwyca się nagle pani doktor. Przypomina mi, że jestem 6-miesięcznym kotkiem. Na dziś potygrysowane.  <br />
        Z dnia na dzień zainteresowanie moją obecnością słabnie. Nikt się ze mną nie bawi. Zdesperowany decyduję się na własną łapę pobiegać trochę po domu. Dla utrzymania formy. Cieszę się i dziwię równocześnie, że ignorująca mnie ostatnio Pani towarzyszy mi od pierwszego biegu. Prowadzę wytrwale cały trening. Skok na parapet, slalom między kwiatkami, nur do kosza na śmieci i szybka przekąska w biegu.  Pani nie nadąża. Kiedy podczas kolejnego treningu zostaję złapany i zamknięty w kontenerze, dociera do mnie, że cel biegów właścicielki był zupełnie inny niż mój. Bywa.<br />
        Nudzi mi się. Właściciele coraz bardziej zajęci, zabiegani. Niby mnie widują, ale jestem prawie pewien, że biorą mnie za bardziej zaawansowane stadium jednej z wielu kupek kurzu, jakie zgromadziły się w mieszkaniu. Taką co już chodzi i miauczy. Wiem, poliżę sobie stopy. Po kilku minutach dostrzegam w kącie nową, kuszącą zabawkę. Idę w stronę efektownej palmy i…spotykając złowieszcze spojrzenie Pani odbijam w lewo. Spryciarz ze mnie. Odczekuję chwilę i ponownie próbuję. Kolejne wymowne spojrzenie właścicielki zmusza mnie do namiętnego wąchania śmierdzącej rośliny. Że niby miłośnik przyrody ze mnie. Pani nie daje się nabrać i znów trafiam za kratki. Resztę dnia spędzam w kontenerze.<br />
       W głowie kłębi mi się tysiące myśli. Ludzie chcą, żeby czworonożny wybraniec był ładną, żywą zabawką, która siedzi grzecznie w kącie i dobrze wygląda. Kiedy okazuje się, że pupil nie pasuje do tego obrazka, przestaje być pupilem. Proste. Zwierzak ma robić to, co chcą właściciele. I tylko wtedy, kiedy mają na to ochotę. Skandal! Nie dam zrobić z siebie tamagoczi! Omijam kuwetę z ostentacyjnym miauknięciem i przyjmuję odpowiednią pozycję nad nowym butem właścicielki. Pewny swoich racji, olewam wszystko.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Cześć Stary,]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-cze%C5%9B%C4%87-stary</link>
			<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 21:15:01 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-cze%C5%9B%C4%87-stary</guid>
			<description><![CDATA[Cześć Stary,<br />
Kłujesz mnie w oczy<br />
Jadem cholernym<br />
On zabrudził mi pościel<br />
I twarz.<br />
<br />
Cześć stary,<br />
Znów do mnie przybywasz<br />
Na palcach, po cichu<br />
 jak kat do ofiary<br />
podchodzisz.<br />
<br />
Cześć stary,<br />
Będziemy rozmawiać<br />
O nowej lodówce<br />
O kwiatach i mięsie <br />
Nie wytrzymam. <br />
<br />
Żegnaj przyjacielu,<br />
Zatracony w tym świecie<br />
Pod pościelą mamony<br />
W Swoim myśleniu<br />
Zapętlony.<br />
<br />
I racz zobaczyć<br />
Że od urodzenia<br />
Na Twoich oczach<br />
Soczewki błękitne<br />
Przyklejone.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Cześć Stary,<br />
Kłujesz mnie w oczy<br />
Jadem cholernym<br />
On zabrudził mi pościel<br />
I twarz.<br />
<br />
Cześć stary,<br />
Znów do mnie przybywasz<br />
Na palcach, po cichu<br />
 jak kat do ofiary<br />
podchodzisz.<br />
<br />
Cześć stary,<br />
Będziemy rozmawiać<br />
O nowej lodówce<br />
O kwiatach i mięsie <br />
Nie wytrzymam. <br />
<br />
Żegnaj przyjacielu,<br />
Zatracony w tym świecie<br />
Pod pościelą mamony<br />
W Swoim myśleniu<br />
Zapętlony.<br />
<br />
I racz zobaczyć<br />
Że od urodzenia<br />
Na Twoich oczach<br />
Soczewki błękitne<br />
Przyklejone.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Kiedy „nie ma lipy” należy się „stejk”!]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-kiedy-%E2%80%9Enie-ma-lipy%E2%80%9D-nale%C5%BCy-si%C4%99-%E2%80%9Estejk%E2%80%9D</link>
			<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 20:20:39 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-kiedy-%E2%80%9Enie-ma-lipy%E2%80%9D-nale%C5%BCy-si%C4%99-%E2%80%9Estejk%E2%80%9D</guid>
			<description><![CDATA[Pewność siebie, siła i jeszcze raz pewność siebie. Drapieżność w oczach, zwierzęca mowa ciała. Komunikacja werbalna ograniczona do minimum znanych słów. W tym kilku przekleństw. Pierwotność pociąga… Troglodyta XXI wieku to obiekt westchnień wielu posiadających wysublimowany gust kobiet. Mała, lecz ze względów użyteczności zupełnie wystarczająca główka, opięta koszulka, jakiś mięsień, do którego można się przytulić. Popyt napędza podaż. Żeby więc „nie było lipy” mentorem po świecie mięśni staje się Hardcorowy Koksu. Ze względu na formę przekazu, swój program kieruje do ściśle określonej grupy. Ona, pomimo specyficznej składni, braku tajemniczej koniugacji, deklinacji i pozbawionych sensu komentarzy, wszystko kuma. I słucha niczym biblii. Imponującej budowy kulturysta pręży do kamery odpowiednie partie ciała i tłumaczy co zrobić, aby dojść do podobnego wyglądu, równocześnie zajadając się „stejkami”. Kilka milionów odsłon na Youtubie świadczy, że zwolenników mięsnego smakołyku jest wielu. Wprawdzie brak im zapału budowania mięśni, ale „stejka” by się wciągnęło. I zaimponowało paru laskom. Podpatrują więc mimikę kulturysty, sposoby prężenia się, powtarzają najbardziej korzystne pozycje. Szlifują też ojczysty język. <br />
	Mężczyzna ćwiczy przed lustrem, potem na siłowni. Zawsze ok. 17:20. Wprawdzie właśnie wtedy jest największy tłok i trudno znaleźć wolne urządzenie, ale nie o to chodzi. Najważniejsze to pojawić się na sali ćwiczeń w porze lansu i mieć się komu zaprezentować. A że to priorytet wszystkich zapalonych kulturystów,  tłok zaczyna się już na recepcji. Osobniki stojące w kolejce wyglądają jakby wyszły spod ksera. Oni: napinający w ogromnym skupieniu ukryte głęboko w środku gdzieś mięśnie, próbujący wciągnąć opadniętą do poziomu brzucha pierś bohaterską, szukający rozbieganym wzrokiem pierwszych zdobyczy… One: na tracących pomału stabilność jaskrawych szpileczkach, w sylwestrowym makijażu i tipsach, którymi próbują utrzymać uciekający karnet. Do tego wszystkie są czymś strasznie zdziwione. A nie, to jednak tylko fryzura, która zdaje się dość mocno ściąga im oczy w tył głowy… Co jakiś czas dochodzi do przepychanek. Każdemu się przecież śpieszy. Szybkość obsłużenia zdaje się być wprost proporcjonalna do aspiracji posiadania mięśni i siły ściągnięcia wspomnianych kucyków. <br />
Po odstaniu „swojego” jeden z mężczyzn wychodzi w końcu na salę ćwiczeń. Posuwa się ruchem wolnym, falującym, pamiętając o delikatnej pracy bioder… Chód niczym z wybiegu, choć bliżej mu do tego z lokalnego zoo niż paryskiego. Dla zwiększenia efektu przyjmuje pozycję „na tragarza”, czyli z podniesionymi ramionami, odstającymi znacznie od ciała, pod którymi niesie wyimaginowane telewizory. Jednak nie tam żadne płaskie! Takie porządne, z kineskopem! Wszystkiemu towarzyszy intensywne obracanie głową, by nie przegapić żadnej oznaki podziwu. Mężczyzna kołuje od kilkunastu minut po sali siłowni. Jakby co najmniej znaczył teren. Jemu natomiast zależy, by dokładnie, z każdej strony się pokazać. Tak jak Koksu potrafi! Wprawdzie różni się wciąż od idola posturą, jednak pewnością siebie już dawno go powalił. Poza tym stawia na strój. Obcisła koszulka, opinająca jedyny póki co mięsień-piwny i zbyt wysoko podciągnięte krótkie spodenki skutecznie ściągają uwagę obecnych na siłowni. Mężczyzna wybiera w końcu jedno z urządzeń. Obciążenie niewielkie, ale „lipy nie ma”. Z daleka nie widać. Pręży się, ciągnie, jego twarz zmienia gwałtownie kolory, zaciska zęby. Zwraca uwagę grupy dziewczyn, od godziny przeglądających się mimochodem w jednym z luster, przy którym równie mimochodem od dłuższego czasu tłoczą się pozostałe kobiety. Zarzucają długimi kucykami, prostują się, wciągają brzuchy. Aż dech zapiera, choć na razie głównie im samym. W końcu zwracają uwagę mężczyzny, który przy swoim ukrytym, pięciokilowym obciążeniu pręży się do czerwoności. Koksu byłby z niego dumny! Mężczyzna kończy dopiero wtedy, gdy zalewający mu oczy pot utrudnia widzenie. Zmieniając urządzenie dba jednak o utrzymanie zainteresowania i „puszcza oczko” w kierunku adoratorek. Dziewczyny ściągają mocniej luzujące się kucyki i wypełniają salę słodkim, piskliwym chichotem. Mężczyzna siada na kolejnej maszynie i uzależnia częstotliwość ćwiczeń od rzucanych w jego kierunku spojrzeń. Macha kilka razy i odpoczywa. Światło żarówki odbija się od jego błyszczącej glacy, a on sam w  świetle pseudoreflektora czuje się jak gwiazda. W końcu obok maszyny pojawia się kobieta - jedna z nielicznych, przychodzących poćwiczyć. Zniecierpliwiona bezruchem mężczyzny informuje, że chciałaby skorzystać. Jej zachowanie zostaje odebrane jako ewidentny podryw. Jak inaczej może myśleć takie niekwestionowane ciacho!?! W odpowiedzi więc mężczyzna rzuca powitalne „hej lala” i rozpoczyna ćwiczenie. Napina się, przyspiesza przy każdym powtórzeniu, niebezpiecznie czerwienieje. Kobieta odchodzi zrezygnowana. Mężczyzna jest pewien, że nie wytrzymuje ona psychicznie widoku tak idealnie prężonych mięśni… Sam nie wie, czy dałby radę. <br />
Mięśnie to przecież potęga! Biceps, triceps, żelazne uda. To jest to! Nawet te urojone, budowane siłą woli. Reszty dopełnia przecież to „coś” w oczach, czynna znajomość „subkulturowego” języka, osiągnięcie imponującego poziomu intelektualnego, zwanego przez zazdrośników - depresją. Dotarcie na wyżyny kulturystki i idącej za nią atrakcyjności potwierdza zainteresowanie najlepszych lasek w mieście. A one się nie mylą. Z daleka dostrzegają imponujące mięśnie i tę naturalną, pociągającą pierwotność… Wieczorem mężczyzna po raz kolejny pręży się więc dumnie przed lustrem i włącza swój telewizyjny, życiowy przewodnik: „Będziemy pakować dzisiaj łapy. Na razie zimne (…).Tylko bajceps działa.(…) Robimy bajceps, bo innych mięśni nie potrzebujemy. Ani plecy się ruszać ani nic”… Pochłanianiu każdego słowa towarzyszy wciąganie pysznego „stejka”. Nawet dwóch, bo co jak co, ale przecież lipy dziś na pewno nie było…<br />
<hr />
Taka refleksja z siłowni...<img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Pewność siebie, siła i jeszcze raz pewność siebie. Drapieżność w oczach, zwierzęca mowa ciała. Komunikacja werbalna ograniczona do minimum znanych słów. W tym kilku przekleństw. Pierwotność pociąga… Troglodyta XXI wieku to obiekt westchnień wielu posiadających wysublimowany gust kobiet. Mała, lecz ze względów użyteczności zupełnie wystarczająca główka, opięta koszulka, jakiś mięsień, do którego można się przytulić. Popyt napędza podaż. Żeby więc „nie było lipy” mentorem po świecie mięśni staje się Hardcorowy Koksu. Ze względu na formę przekazu, swój program kieruje do ściśle określonej grupy. Ona, pomimo specyficznej składni, braku tajemniczej koniugacji, deklinacji i pozbawionych sensu komentarzy, wszystko kuma. I słucha niczym biblii. Imponującej budowy kulturysta pręży do kamery odpowiednie partie ciała i tłumaczy co zrobić, aby dojść do podobnego wyglądu, równocześnie zajadając się „stejkami”. Kilka milionów odsłon na Youtubie świadczy, że zwolenników mięsnego smakołyku jest wielu. Wprawdzie brak im zapału budowania mięśni, ale „stejka” by się wciągnęło. I zaimponowało paru laskom. Podpatrują więc mimikę kulturysty, sposoby prężenia się, powtarzają najbardziej korzystne pozycje. Szlifują też ojczysty język. <br />
	Mężczyzna ćwiczy przed lustrem, potem na siłowni. Zawsze ok. 17:20. Wprawdzie właśnie wtedy jest największy tłok i trudno znaleźć wolne urządzenie, ale nie o to chodzi. Najważniejsze to pojawić się na sali ćwiczeń w porze lansu i mieć się komu zaprezentować. A że to priorytet wszystkich zapalonych kulturystów,  tłok zaczyna się już na recepcji. Osobniki stojące w kolejce wyglądają jakby wyszły spod ksera. Oni: napinający w ogromnym skupieniu ukryte głęboko w środku gdzieś mięśnie, próbujący wciągnąć opadniętą do poziomu brzucha pierś bohaterską, szukający rozbieganym wzrokiem pierwszych zdobyczy… One: na tracących pomału stabilność jaskrawych szpileczkach, w sylwestrowym makijażu i tipsach, którymi próbują utrzymać uciekający karnet. Do tego wszystkie są czymś strasznie zdziwione. A nie, to jednak tylko fryzura, która zdaje się dość mocno ściąga im oczy w tył głowy… Co jakiś czas dochodzi do przepychanek. Każdemu się przecież śpieszy. Szybkość obsłużenia zdaje się być wprost proporcjonalna do aspiracji posiadania mięśni i siły ściągnięcia wspomnianych kucyków. <br />
Po odstaniu „swojego” jeden z mężczyzn wychodzi w końcu na salę ćwiczeń. Posuwa się ruchem wolnym, falującym, pamiętając o delikatnej pracy bioder… Chód niczym z wybiegu, choć bliżej mu do tego z lokalnego zoo niż paryskiego. Dla zwiększenia efektu przyjmuje pozycję „na tragarza”, czyli z podniesionymi ramionami, odstającymi znacznie od ciała, pod którymi niesie wyimaginowane telewizory. Jednak nie tam żadne płaskie! Takie porządne, z kineskopem! Wszystkiemu towarzyszy intensywne obracanie głową, by nie przegapić żadnej oznaki podziwu. Mężczyzna kołuje od kilkunastu minut po sali siłowni. Jakby co najmniej znaczył teren. Jemu natomiast zależy, by dokładnie, z każdej strony się pokazać. Tak jak Koksu potrafi! Wprawdzie różni się wciąż od idola posturą, jednak pewnością siebie już dawno go powalił. Poza tym stawia na strój. Obcisła koszulka, opinająca jedyny póki co mięsień-piwny i zbyt wysoko podciągnięte krótkie spodenki skutecznie ściągają uwagę obecnych na siłowni. Mężczyzna wybiera w końcu jedno z urządzeń. Obciążenie niewielkie, ale „lipy nie ma”. Z daleka nie widać. Pręży się, ciągnie, jego twarz zmienia gwałtownie kolory, zaciska zęby. Zwraca uwagę grupy dziewczyn, od godziny przeglądających się mimochodem w jednym z luster, przy którym równie mimochodem od dłuższego czasu tłoczą się pozostałe kobiety. Zarzucają długimi kucykami, prostują się, wciągają brzuchy. Aż dech zapiera, choć na razie głównie im samym. W końcu zwracają uwagę mężczyzny, który przy swoim ukrytym, pięciokilowym obciążeniu pręży się do czerwoności. Koksu byłby z niego dumny! Mężczyzna kończy dopiero wtedy, gdy zalewający mu oczy pot utrudnia widzenie. Zmieniając urządzenie dba jednak o utrzymanie zainteresowania i „puszcza oczko” w kierunku adoratorek. Dziewczyny ściągają mocniej luzujące się kucyki i wypełniają salę słodkim, piskliwym chichotem. Mężczyzna siada na kolejnej maszynie i uzależnia częstotliwość ćwiczeń od rzucanych w jego kierunku spojrzeń. Macha kilka razy i odpoczywa. Światło żarówki odbija się od jego błyszczącej glacy, a on sam w  świetle pseudoreflektora czuje się jak gwiazda. W końcu obok maszyny pojawia się kobieta - jedna z nielicznych, przychodzących poćwiczyć. Zniecierpliwiona bezruchem mężczyzny informuje, że chciałaby skorzystać. Jej zachowanie zostaje odebrane jako ewidentny podryw. Jak inaczej może myśleć takie niekwestionowane ciacho!?! W odpowiedzi więc mężczyzna rzuca powitalne „hej lala” i rozpoczyna ćwiczenie. Napina się, przyspiesza przy każdym powtórzeniu, niebezpiecznie czerwienieje. Kobieta odchodzi zrezygnowana. Mężczyzna jest pewien, że nie wytrzymuje ona psychicznie widoku tak idealnie prężonych mięśni… Sam nie wie, czy dałby radę. <br />
Mięśnie to przecież potęga! Biceps, triceps, żelazne uda. To jest to! Nawet te urojone, budowane siłą woli. Reszty dopełnia przecież to „coś” w oczach, czynna znajomość „subkulturowego” języka, osiągnięcie imponującego poziomu intelektualnego, zwanego przez zazdrośników - depresją. Dotarcie na wyżyny kulturystki i idącej za nią atrakcyjności potwierdza zainteresowanie najlepszych lasek w mieście. A one się nie mylą. Z daleka dostrzegają imponujące mięśnie i tę naturalną, pociągającą pierwotność… Wieczorem mężczyzna po raz kolejny pręży się więc dumnie przed lustrem i włącza swój telewizyjny, życiowy przewodnik: „Będziemy pakować dzisiaj łapy. Na razie zimne (…).Tylko bajceps działa.(…) Robimy bajceps, bo innych mięśni nie potrzebujemy. Ani plecy się ruszać ani nic”… Pochłanianiu każdego słowa towarzyszy wciąganie pysznego „stejka”. Nawet dwóch, bo co jak co, ale przecież lipy dziś na pewno nie było…<br />
<hr />
Taka refleksja z siłowni...<img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Kołysanka dla A.]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-ko%C5%82ysanka-dla-a</link>
			<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 18:23:27 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-ko%C5%82ysanka-dla-a</guid>
			<description><![CDATA[Nakryj się kołdrą po same uszy<br />
Zmęczone oczy zmruż<br />
Zapomnij szybko o wszystkich troskach<br />
Niech je przykryje kurz<br />
<br />
Przyłóż swą głowę ciężką od zmartwień<br />
Do chmurki miękkich piór<br />
Zanurz się w studni życzeń i marzeń<br />
I rozbij lęku mur<br />
<br />
Przebądź swą drogę pod tęczy łukiem<br />
W nocnej koszuli snu<br />
Rozbij w puch ciemność, pokonaj smoka<br />
Zdobądź przyjaciół stu<br />
<br />
Staną zegary, zgasną latarnie<br />
Ucichnie czarny tren<br />
Byś mogła skarbie z subtelnych nici<br />
Utkać przepiękny sen<br />
<br />
Niech piękny uśmiech gdzieś się zabłąka<br />
Gdy wpłyniesz w senną toń<br />
Śpij snem spokojnym, bo w mojej dłoni<br />
ukryta Twoja dłoń]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nakryj się kołdrą po same uszy<br />
Zmęczone oczy zmruż<br />
Zapomnij szybko o wszystkich troskach<br />
Niech je przykryje kurz<br />
<br />
Przyłóż swą głowę ciężką od zmartwień<br />
Do chmurki miękkich piór<br />
Zanurz się w studni życzeń i marzeń<br />
I rozbij lęku mur<br />
<br />
Przebądź swą drogę pod tęczy łukiem<br />
W nocnej koszuli snu<br />
Rozbij w puch ciemność, pokonaj smoka<br />
Zdobądź przyjaciół stu<br />
<br />
Staną zegary, zgasną latarnie<br />
Ucichnie czarny tren<br />
Byś mogła skarbie z subtelnych nici<br />
Utkać przepiękny sen<br />
<br />
Niech piękny uśmiech gdzieś się zabłąka<br />
Gdy wpłyniesz w senną toń<br />
Śpij snem spokojnym, bo w mojej dłoni<br />
ukryta Twoja dłoń]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wystawi cię do wiatru]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-wystawi-ci%C4%99-do-wiatru</link>
			<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 17:14:09 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-wystawi-ci%C4%99-do-wiatru</guid>
			<description><![CDATA[wariatka w sukience ze słońca<br />
wciąż tańczy <br />
a podmuch jej tańca poraża<br />
myśli wyrywa <br />
śmieszna i taka szalona<br />
spotkasz ją<br />
każdy spotyka jakąś szurniętą<br />
<br />
kiedyś na wyobraźni cień tupała<br />
dziś słucha choć z miną buntu <br />
do wiatru twarz wystawia <br />
a ten wyje <br />
zanosi się od śmiechu<br />
zmyślając jej partyturę<br />
<br />
aż splączą się jej włosy w biały skręt <br />
taką to już na stos <br />
za dużo najadła się blekotu i głośno gada<br />
falowanie jakieś odbiera <br />
wciąż pisze nuty tych fal <br />
i szczypie złą aurę<br />
<br />
za głośne szaleństwo<br />
taką na stos]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[wariatka w sukience ze słońca<br />
wciąż tańczy <br />
a podmuch jej tańca poraża<br />
myśli wyrywa <br />
śmieszna i taka szalona<br />
spotkasz ją<br />
każdy spotyka jakąś szurniętą<br />
<br />
kiedyś na wyobraźni cień tupała<br />
dziś słucha choć z miną buntu <br />
do wiatru twarz wystawia <br />
a ten wyje <br />
zanosi się od śmiechu<br />
zmyślając jej partyturę<br />
<br />
aż splączą się jej włosy w biały skręt <br />
taką to już na stos <br />
za dużo najadła się blekotu i głośno gada<br />
falowanie jakieś odbiera <br />
wciąż pisze nuty tych fal <br />
i szczypie złą aurę<br />
<br />
za głośne szaleństwo<br />
taką na stos]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[cuchnę już czas]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-cuchn%C4%99-ju%C5%BC-czas</link>
			<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 15:44:02 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-cuchn%C4%99-ju%C5%BC-czas</guid>
			<description><![CDATA[zmęczony<br />
spacerem życia<br />
usiadłem na skarpie <br />
w około pachniało wilgocią<br />
jakby coś się zepsuło<br />
<br />
zgniło po deszczu lat<br />
i ja <br />
cuchnę wiekiem<br />
<br />
a skórka jak papirus żółta]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[zmęczony<br />
spacerem życia<br />
usiadłem na skarpie <br />
w około pachniało wilgocią<br />
jakby coś się zepsuło<br />
<br />
zgniło po deszczu lat<br />
i ja <br />
cuchnę wiekiem<br />
<br />
a skórka jak papirus żółta]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[dzisiaj nie chciałem się dobrze bawić]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-dzisiaj-nie-chcia%C5%82em-si%C4%99-dobrze-bawi%C4%87</link>
			<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 01:41:48 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-dzisiaj-nie-chcia%C5%82em-si%C4%99-dobrze-bawi%C4%87</guid>
			<description><![CDATA[każda kawa smakuje tak samo<br />
zmuszasz nią serce do ociężałego bicia<br />
przekrwione oczy jeszcze na chwilę<br />
odsłaniasz spod powiek<br />
<br />
schowałeś uczucia<br />
w najbardziej sekretną kieszeń<br />
<br />
teraz szukasz miejsca <br />
na rażące światło gwiazd<br />
ciężki zapach trawy<br />
spokojną czerń nocy<br />
<br />
myślisz intensywnie<br />
o tym wszystkim co bez znaczenia<br />
na nieokreślone potem<br />
przekładasz trudne odpowiedzi<br />
<br />
na zębach tworzy się lekki osad<br />
z nieprzespanych nocy<br />
<br />
<div style="text-align: right;">05.02.12</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[każda kawa smakuje tak samo<br />
zmuszasz nią serce do ociężałego bicia<br />
przekrwione oczy jeszcze na chwilę<br />
odsłaniasz spod powiek<br />
<br />
schowałeś uczucia<br />
w najbardziej sekretną kieszeń<br />
<br />
teraz szukasz miejsca <br />
na rażące światło gwiazd<br />
ciężki zapach trawy<br />
spokojną czerń nocy<br />
<br />
myślisz intensywnie<br />
o tym wszystkim co bez znaczenia<br />
na nieokreślone potem<br />
przekładasz trudne odpowiedzi<br />
<br />
na zębach tworzy się lekki osad<br />
z nieprzespanych nocy<br />
<br />
<div style="text-align: right;">05.02.12</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[krótka rozprawa na temat egzystencjalizmu]]></title>
			<link>http://www.via-appia.pl/temat-kr%C3%B3tka-rozprawa-na-temat-egzystencjalizmu</link>
			<pubDate>Sun, 05 Feb 2012 21:18:33 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.via-appia.pl/temat-kr%C3%B3tka-rozprawa-na-temat-egzystencjalizmu</guid>
			<description><![CDATA[jestem bohaterem tragicznym<br />
a to jest moje absurdalne zwycięstwo<br />
nad przemysłem literackim <br />
<br />
jest przecież tyle nieprzeczytanych wierszy<br />
a każdy kolejny<br />
zwiększa dystans pomiędzy mną <br />
a końcem <br />
<br />
jest wpół do dwunastej<br />
w czasie kiedy wymyślam pointę<br />
spod pras wychodzą setki innych]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[jestem bohaterem tragicznym<br />
a to jest moje absurdalne zwycięstwo<br />
nad przemysłem literackim <br />
<br />
jest przecież tyle nieprzeczytanych wierszy<br />
a każdy kolejny<br />
zwiększa dystans pomiędzy mną <br />
a końcem <br />
<br />
jest wpół do dwunastej<br />
w czasie kiedy wymyślam pointę<br />
spod pras wychodzą setki innych]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>
