Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Władca os - proza Wrzesień 2018
#1
Star 
- Ależ świat jest wielki! - myślał mały Per, wychylając się z okna.
To był Dzień Pierwszych Razów: podróż poza rodzinną wieś, jazda pociągiem, tumult miasta, sam bez mamy i taty.  Po prostu: pierwszy dzień w Trollhättan. Nowe życie.
- Ależ świat jest wielki! - wykrzyknął mały Per - Patrz, wujku!
Ale wujek Mats nie podzielał entuzjazmu chłopca.
- Złaź natychmiast z okna! - zakomenderował - i idź umyć ręce.

Mały Per był grzecznym chłopcem. Kiedy wujek Mats przejął nad nim opiekę, Per postanowił, że będzie starał się ze wszystkich sił, żeby wujek się na niego nie gniewał.
- Od teraz jestem twoim tatusiem i mamusią - oświadczył wujek, zabierając Pera na stację kolejową zaraz po pogrzebie  - więc masz mnie słuchać i robić wszystko, co ci każę. Bo inaczej będę musiał oddać cię do sierocińca.

Wujek często wspominał o sierocińcu, szczególnie, kiedy Per zapomniał przed snem umyć uszy i szyję, zsikał się w łóżko albo przewrócił się i zrobił dziurę w spodenkach. Za każdym razem wujek bardzo się denerwował i mówił, że będzie musiał go oddać. Per bardzo wtedy przepraszał, płakał, klękał przed wujkiem i solennie obiecywał, że już nigdy, przenigdy, nie zrobi nic złego. Jednak, jak na złość, Per był niezdarą. Ciągle coś mu wypadało z rąk, potykał się o wszystko i bezustannie wpadał na meble albo spadał ze schodów. Wujek musiał więc często go karcić, co robił z niechęcią, bo z natury był człowiekiem łagodnym.
Per najbardziej na świecie bał się trafić do sierocińca. Nawet różne dziwne, nieprzyjemne rzeczy, które robił mu wujek, nie były tak straszne, jak sierociniec. W jego opowieściach było to miejsce gorsze od więzienia, w którego ciemnych piwnicach przetrzymywano o głodzie i chłodzie krnąbrne dzieci.

- Święty ten nasz Mats... - szeptały między sobą kobiety, kiedy po niedzielnym nabożeństwie wychodził, prowadząc chłopca pod ramię - Cudzym bachorem się zaopiekował, poświęcając własne szczęście. Taki piękny mężczyzna i bez kobiety! - wzdychały, spoglądając ukradkiem na szerokie, muskularne  plecy wujka Matsa. Ale wujek Mats nie zwracał na nie uwagi. Całą swoją energię poświęcał na wychowanie małego chłopca, nad którym opiekę mu powierzono.

Mimo że wujek poświęcał mu wiele uwagi, Per czuł się samotny. Tęsknił za rówieśnikami, ale Mats nie pozwalał mu bawić się z chłopcami z sąsiedztwa, twierdząc, że nauczyliby go złych nawyków.
Per z utęsknieniem czekał, aż skończą się wakacje i pójdzie do szkoły. Niestety, nadzieje na zawarcie szkolnych znajomości okazały się płonne. Nikt nie chciał zadawać się z nowym. Stronili od niego, a nawet po cichu drwili, że jest sierotą.
Jego jedynym kolegą był Niels, który także w tym roku dołączył do klasy. 

Pewnego dnia chłopcy siedzieli na boisku w czasie długiej przerwy, przeżuwając przygotowaną przez mamę Nielsa  zapiekankę ziemniaczaną z cebulą i sardelą. Niespodziewanie Niels przerwał ciszę.
- Zdradzę ci swój sekret, jeśli przysięgniesz, że nigdy, ale to nigdy, nikomu na świecie go nie zdradzisz.
Kiedy Per skwapliwie przysiągł, powołując się na najwyższe wartości, Niels zaprowadził go do starego kasztanowca rosnącego przy parkanie.
- Patrz teraz - powiedział, a następnie zbliżył twarz do drzewa i coś wyszeptał. Potem przyłożył dłoń do pnia. Zdumiony Per zobaczył, jak rękę przyjaciela zaczyna pokrywać czarna, falująca substancja. Kiedy się dobrze przyjrzał, zobaczył wielkie, leśne mrówki. Całe mrowie!
- Jeny... - Aż jęknął z podziwu. - Nie boisz się?
- Nie. Jestem Władcą Mrówek.
Per parsknął śmiechem. 
- Jak to "władcą mrówek" Co to znaczy?
Niels opowiedział Perowi, jak spotkał Czarodzieja i otrzymał od niego Dar. Per słuchał z zapartym tchem, a kiedy opowieść przyjaciela dobiegła końca, zaczął go błagać, by go zaprowadził do Czarodzieja.
Z początku Niels nie chciał nawet o tym słyszeć. W końcu jednak się zgodził.
Po lekcjach, zamiast iść prosto do domu, chłopcy poszli na rynek. W jednej z bram na schodkach siedział skrzypek. Jego gra była przejmująca, smutna i niepokojąca zarazem. Miała w sobie coś, co zarazem przyciągało i odpychało.
Na widok chłopców mężczyzna przerwał grę. Podniósł kaptur, odsłaniając twarz. W przeraźliwie bladej twarzy jarzyły się czerwone oczy. Per aż sapnął ze zdumienia. Albinos zmarszczył surowo brwi, ale po chwili uśmiechnął się.
Wstał i odłożył skrzypce. Był to osobnik niezwykle wysoki i chudy, ubrany w długi, luźny czarny płaszcz. 
- Witaj Niels - powiedział Czarodziej. - Widzę, że przyprowadziłeś przyjaciela? Co was sprowadza, chłopcy?
- Ja... ja... Przyszedłem, bo bardzo, bardzo chcę otrzymać Dar! - odważył się Per. - Ja bardzo proszę... Ja chcę być władcą tak jak Niels... Bardzo proszę... Panie Czarodzieju...
Mężczyzna podszedł bliżej i patrząc chłopcu prosto w oczy, zapytał:
- Naprawdę tego właśnie chcesz? Chłopcze, taki dar to nie tylko przywilej, ale głównie obowiązek. Jesteś gotów na przyjęcie takiej odpowiedzialności?
- Tak, tak, tak! Chcę być władcą!
- Wydaje mi się jednak, że nie jesteś na to gotowy.
- Jestem, panie Czarodzieju, naprawdę, naprawdę!
- Dobrze. W takim razie ofiaruję ci Dar. Ale jeśli nie będziesz o niego dbać, stanie się coś bardzo, bardzo strasznego. I pamiętaj, że nie wolno ci nikomu o tym mówić. Rozumiesz?
- Nie powiem nikomu, Panie Czarodzieju. I przysięgam dbać o Dar...
Mężczyzna położył dłonie na głowie chłopca. Per poczuł się nieswojo i bardzo źle, jak wtedy, gdy wujek Mats brał go na kolana po powrocie z wieczornych spotkań z kolegami w gospodzie.
Uczucie było obrzydliwe, ale wkrótce minęło. Czarodziej powiedział uroczyście: Per, od teraz jesteś Władcą Os. Pamiętaj, że to jest dar na całe życie. Jeśli sprzeniewierzysz się swoim obowiązkom, zapłacisz najwyższą cenę. Umrzesz, chłopcze.
Mróz przeszedł Perowi po plecach, ale zuchwale spojrzał Czarodziejowi w oczy.
- Nigdy nie umrę - powiedział, wytrzymując straszne spojrzenie.
- Dobrze, w takim razie Władco Os, bacz by twoim rabom nic się nie stało, a one odpłacą ci tym samym.

Od tamtej pory życie Pera zmieniło się na lepsze. Stał się pewny siebie i towarzyski. Każdą wolną chwilę spędzał w parkach, ogródkach sąsiadów, sadach. Szukał gniazd os, doglądał je, ratował, jeśli były zagrożone. Odpłacały mu oddaniem i lojalnością. Wskazywały drogę do najsłodszych malin i najokazalszych winogron, wszczynały alarm, gdy ktoś chciał go skrzywdzić, a kiedy był smutny, bzyczały serenady i kołysanki do snu. Lubił, gdy siadały mu na odkrytych ramionach, gdy opalał się nad strumieniem, łagodnie pieszcząc go czułkami. A kiedy tworzyły zabawne powietrzne girlandy, wirując z dzikim bzyczeniem, śmiał się do rozpuku.

Przyszły jesienne słoty, chłód i wilgoć zaczęły mocno dokuczać. Per przygotował na poddaszu wygodne lokum dla os, by mogły w cieple przezimować. Pewnego dnia zachorował i przez kilka dni nie chodził do szkoły. Osy zlatywały do jego pokoju i dokazywały, tak jak letnią porą, ciesząc chłopca swoimi beztroskimi figlami. Pewnego dnia Per zasnął mocno i nie usłyszał, jak do domu wrócił wujek Mats. Tego dnia Mats pokłócił się z brygadzistą i rzucił robotę. Był mocno nabuzowany i szukał pretekstu do wyładowania emocji.
Kiedy zobaczył osy, tworzące szemrzący kobierzec na pościeli siostrzeńca, biurku i dywaniku koło łóżka, wpadł w szał. 
- Ty bezmyślny, niewdzięczny gówniarzu! Ty pasożycie! - Krzyczał, okładając osy zwiniętą w rulon gazetą "Svenska Dagblet". - Ty tu się byczysz, kiedy ja ciężko pracuję, a osy nam się w domu lęgną?
Nim Per rozbudził się na dobre, wujek Mats wybił ponad połowę os, które jeszcze niedawno bzyczały dla chłopca kołysanki. I kontynuował hekatombę.
Per, osłabiony gorączką, nie był w stanie nic zrobić. Krzyczał tylko i prosił. Bez skutku. W końcu już tylko płakał, zakrywając oczy.
Kiedy wreszcie wujek Mats się zmęczył i zaległ na podłodze, wśród owadzich truchełek, Per odważył się wstać z łóżka. Trawiony gorączką nie od razu zrozumiał, co właśnie się stało.
Dookoła leżały zmasakrowane odwłoki jego rabów. Na biurku dostrzegł Królową. Jeszcze żyła, poruszając konwulsyjnie odnóżami.
Przybliżył do niej twarz i spojrzał w jej oczy.
Były czerwone.
Resztką sił, która tliła się w jej owadzim ciele, wysunęła żądło i wbiła je prosto we wpatrującą się w nią gałkę oczną.
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#2
A to ci zakończenie - wiem, nie będzie cofania i zmiany. To nie koncert życzeńa, a  już na pewno opowiadanie o moim szkolnym koledze z ksywką Pszczoła. Z jego nasienia wyczerwiały się tylko robotnice. Aż pięć i chyba żadna nie mieszkała w hotelu robotniczym imienia Adama MIckiewicza, raczej imienia kolejnego narzeczonego.

Z tej symboliki /os czy Ozz/ być może szło wycisnąć więcej. Nie wiem. Pewnie dlatego, że czuję się jak doświadczalna mucha z kawału o Ruskim uczonym, która po wyrwaniu ostaniej nogi straciła słuch i przez to przestała reagować na komendę
- Mucha padumaj, idi.

Ale konkurencja choćby dla braci Grimm jest i to ciekawa.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Przygody Koziołka Matołka i Madame Bovary to rożne baran buc.
Odpowiedz
#3
Ehże, Mirando. Wreszcie jakaś ciepła, jasna historia wśród tych, które czytałem. W dodatku wdzięcznie, zgrabnie opowiedziana (nie licząc paru potknięć technicznych) a tu coś takiego na zakończenie. Nie takiego zaskoczenia bym oczekiwał. Huh
Odpowiedz
#4
Toście mnie Panowie zaskoczyli. Miranda chciała po cichutku przemknąć z osami, a tu niespodzianka.

Grain, noż mi sprawiłeś wielką przyjemność skojarzeniem z Władcą Oz... Nie sądziłam, nie spodziewałam się, nie doceniłam erudycji, oczytania, żyłki detektywistycznej... Faktycznie, Oz to prawidłowe trafienie, w samą dziesiątkę. Dzięki za czytanie i komentarz naprowadzający... Nie podołałam, nie uniosłam tematu do końca, pewnie za wcześnie wtryniłam na portal. Ale nic straconego. Ta baśń wciąż we mnie żyje, ewoluuje.
W ogóle dziwna sprawa z tą narracją. Przyśniła mi się od początku do końca, a moją rolą było tylko spisanie jej i ubranie w odpowiednią formę.
Z zakończeniami mam zawsze problem. I tu nie było inaczej...
Cóż, może dziś mi się przyśni?

Monsieur Kotkovsky, bardzo dziękuję. Za życzliwe i karcące uwagi. A może masz jakieś sugestie co do zakończenia?
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#5
Tak jak wszystkie orgazmy można uznać za nie byłe - tak ani się nie waż zmieniać zmieniać nabrzmialej końcówki, dna oka.

 Dopóki będzie żyć choćby jedna pszczoła - ludzie /człowiek/ będą mogli mieć swoje mżonki i marzenia. Alegorie.

Nie zartuję. Może to jest tak jak w przypadku gościa kilkakrotnie użądloneg w penisa, a jego kobieta mówi;

Po co lekarz, taki ma być, szkoda ze zejdzie.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Przygody Koziołka Matołka i Madame Bovary to rożne baran buc.
Odpowiedz
#6
No cóż. Faktycznie przypomina bajki braci Grimm. Oni także mieli w nich paskudne zakończenia. Nie mniej fajnie wpisałaś się w konwencję baśniową. Ciekawe zwierzątko sobie wybrałaś. Osy - w sumie zwierzaki typowo negatywne, a Tobie nawet udało się je nieco upozytywnić. Przeczytałem z przyjemnością. No może dzieciakowi (gdybym miał) na dobranoc bym nie przeczytał, ale co tam. Chyba masz tam w pobliżu same niegrzeczne dzieci Wink.

Tak na marginesie zastanawiam się, czy baśń jako taka nie ma "na sztywno" przypisanego obowiązku dobrego zakończenia, a przynajmniej zwycięstwa dobra nad złem? Jeśli się mylę proszę, poprawcie.
corp by Gorzki.

[Obrazek: Piecz1.jpg]
Odpowiedz
#7
(19-09-2018, 23:29)Miranda Calle napisał(a):
 pogrzebie  - więc masz mnie słuchać i
nadliczbowa spacja

(19-09-2018, 23:29)Miranda Calle napisał(a):
 Wujek musiał więc często go karcić, co robił z niechęcią, bo z natury był człowiekiem łagodnym.
Łagodny z natury? takie zachowanie i straszenie sierocińcem to raczej świadczy o tym, że przyjął dzieciaka z obowiązku i zależało mu tylko na tym, by swoją obecnością mu nie przeszkadzał w dotychczasowym życiu. Może to nie błąd, ale mi tu jakoś ta łagodność wrodzona się gryzie z postacią.

(19-09-2018, 23:29)Miranda Calle napisał(a):
Nikt nie chciał zadawać się z nowym. Stronili od niego, a nawet po cichu drwili, że jest sierotą.
Jego jedynym kolegą był Niels, który także w tym roku dołączył do klasy. 
Dobrze jest nie używać kwantyfikatorów ogólnych, zwłaszcza następne zdanie temu przeczy. Może "większość" albo "prawie wszyscy"?

(19-09-2018, 23:29)Miranda Calle napisał(a):
- Dobrze. W takim razie ofiaruję ci Dar. Ale jeśli nie będziesz o niego dbać, stanie się coś bardzo, bardzo strasznego. I pamiętaj, że nie wolno ci nikomu o tym mówić. Rozumiesz?
Wiem, że to bajka, ale Niels też pewnie coś takiego obiecał, a potem wygadał się koledze z klasy. Czarodziej nie powinien być o to wkurzony?

(19-09-2018, 23:29)Miranda Calle napisał(a):
Nim Per rozbudził się na dobre, wujek Mats wybił ponad połowę os, które jeszcze niedawno bzyczały dla chłopca kołysanki. I kontynuował hekatombę.
Może połączyć to w jedno zdanie? Bo zaczynające się od "I" tak jakoś dziwnie 

(19-09-2018, 23:29)Miranda Calle napisał(a):
Przybliżył do niej twarz i spojrzał w jej oczy.
Były czerwone.
Resztką sił, która tliła się w jej owadzim ciele, wysunęła żądło i wbiła je prosto we wpatrującą się w nią gałkę oczną.
Jeśli takie rzeczy Ci się śnią to zaczynam się bać Big Grin

Bajak raczej nie dla dzieci, choć faktycznie te oryginalne braci Grim były brutalne.
Tekst ogólnie napisany dobrze. W większości łagodna historia choć między wierszami pojawia się "prawdziwa" Miranda (podejrzane zachowania wujka) - ale to już pewnie takie zboczenie zawodowe Wink

Jak napisał Gorzki, typowe dla baśni jest zwycięstwo dobra, ukaranie zła, przekazanie jakiejś prawdy moralnej.
Odpowiedz
#8
Mirando: może po prostu niech go użądli w rękę. Nie będzie tak dramatycznie, bo może zwyczajnie nie jest to potrzebne? Tak czy siak zakończenie traktuję jako ostrzeżenie dla Pera nie zaś realizację przestrogi czarodzieja. Bo nawet od tego nie umiera się - raczej. Bo przecież nawet w ost. scenie Per okazał troskę o owady? A że nie udało mu się ich obronić to in. rzecz. Inaczej odebrałbym to chyba jako pewną niesprawiedliwość - ze str. stworzeń. Dzięki raz jeszcze za historię w jasnych barwach - widzę tutaj słoneczną żółcień i biel. Mam nadzieję Mirando że nie będzie to tylko wyjątek w twoim dorobku.


Cytat:Tak na marginesie zastanawiam się, czy baśń jako taka nie ma "na sztywno" przypisanego obowiązku dobrego zakończenia, a przynajmniej zwycięstwa dobra nad złem? Jeśli się mylę proszę, poprawcie.

Gorzki, ma czy nie ma sądzę że nie warto łamać tego "schematu" - nie za dużo wokół "w realu" tego drugiego? Smile
Odpowiedz
#9
Grain, Monsieur Kotkovsky. W kwestii końcówki. Pierwszego z Panów informacja ucieszy, drugiego zmartwi. Zmiany nie będzie. Po przemyśleniach uznałam, że ta końcówka najbardziej pasuje do mojego stylu i samopoczucia.

Gunnar, zawsze niezawodny - dziękuję. Większość Twoich uwag słuszna, pozmieniam zgodnie z Twoimi sugestiami. Ale nie doceniłeś ironii, którą podszyta jest ta historia - dlatego wujek jest "człowiekiem łagodnym", choć robi swojemu podopiecznemu "dziwne, nieprzyjemne rzeczy".

Gorzki, cieszę się, że Ci się spodobało. Mimo braku happy endu.
Co do obowiązku dobrego zakończenia... Uważam, że nie ma takiego obowiązku. Ważne, by zło zostało ukarane, a dobro zwyciężyło. Nie zawsze to się jednak wiąże ze szczęśliwym zakończeniem.

Dzięki wszystkim za czytanie i komentowanie.
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#10
Cóż: wolnoć Mirandzie
       we własnej werandzie. Wink
To była tylko sugestia "of kors" Samopoczucie może być bodźcem i inspiratorem, ale też chyba nie można na nim gł. "jechać" i polegać. Smile
Odpowiedz
#11
I właśnie z takimi puentami bajki powinny czytać dzieci, choćby po to żeby nie dawać wiary szczęśliwym zakończeniom i, a może szczególnie łagodnym wujkom...
Odpowiedz
#12
Tradycyjnie skupię się na stylu i języku.  Smile Wiemy, że masz dobry warsztat, więc będę czepiał się praktycznie wszystkiego.  Tongue


Cytat:To był Dzień Pierwszych Razów: podróż poza rodzinną wieś, jazda pociągiem, tumult miasta, sam bez mamy i taty.  Po prostu: pierwszy dzień w Trollhättan.
Moim zdaniem to jest za mała przestrzeń, aby używać dwóch dwukropków (uważam ten znak interpunkcyjny za niestandardowy i charakterystyczny).


Cytat:- Złaź natychmiast z okna! - zakomenderował - i idź umyć ręce.
Dla mnie - zbyt poważne słowo na baśń.


Cytat:Całą swoją energię poświęcał na wychowanie małego chłopca, nad którym opiekę mu powierzono.
To zdanie to taki potworek w stylu Yody.  Tongue


Cytat:Jego gra była przejmująca, smutna i niepokojąca zarazem. Miała w sobie coś, co zarazem przyciągało i odpychało.
Powtórzenie.


Cytat:Szukał gniazd os, doglądał je, ratował, jeśli były zagrożone. Odpłacały mu oddaniem i lojalnością.
Dopisałbym przed "odpłacały" słowo "owady". Bo dzieją się dziwne rzeczy z podmiotem. Oczywiście wiadomo, o co chodzi narratorowi, ale z czysto gramatycznego punktu widzenia nie wiem, czy chodzi o osy, czy o gniazda.  Wink


Cytat:Od tamtej pory życie Pera zmieniło się na lepsze. Stał się pewny siebie i towarzyski. Każdą wolną chwilę spędzał w parkach, ogródkach sąsiadów, sadach. Szukał gniazd os, doglądał je, ratował, jeśli były zagrożone. Odpłacały mu oddaniem i lojalnością. Wskazywały drogę do najsłodszych malin i najokazalszych winogron, wszczynały alarm, gdy ktoś chciał go skrzywdzić, a kiedy był smutny, bzyczały serenady i kołysanki do snu. Lubił, gdy siadały mu na odkrytych ramionach, gdy opalał się nad strumieniem, łagodnie pieszcząc go czułkami. A kiedy tworzyły zabawne powietrzne girlandy, wirując z dzikim bzyczeniem, śmiał się do rozpuku.
Obiektywnie to nie jest dużo zaimków, zgoda. Dla mnie jednak za dużo.  Tongue Dwóch pierwszych można się śmiało pozbyć i pewnie stąd moje wrażenie.


Cytat:Lubił, gdy siadały mu na odkrytych ramionach, gdy opalał się nad strumieniem, łagodnie pieszcząc go czułkami.
Zakręcone zdanie, w którym podmiot wyprawia cuda.


Cytat:Pewnego dnia zachorował i przez kilka dni nie chodził do szkoły. Osy zlatywały do jego pokoju i dokazywały, tak jak letnią porą, ciesząc chłopca swoimi beztroskimi figlami. Pewnego dnia Per zasnął mocno i nie usłyszał, jak do domu wrócił wujek Mats. Tego dnia Mats pokłócił się z brygadzistą i rzucił robotę. Był mocno nabuzowany i szukał pretekstu do wyładowania emocji.
Brzydkie powtórzenia i uważam je za niepotrzebne (nawet jeżeli są celowe). Co do samego zwrotu "pewnego dnia" - zgoda, że pasuje do baśni, ale pasuje też do słabego wypracowania.  Sad
Podoba mi się nagła zmiana tonu przy słowach "rzucił robotę". Na tyle, że grzeczne "szukał pretekstu do wyładowania emocji" zamieniłbym na coś dosadniejszego, w stylu - "szukał okazji, żeby się dojebać". Wtedy ta zmiana tonu byłaby konsekwentna. No i ja lubię wulgaryzmy.  Tongue


Cytat:Nim Per rozbudził się na dobre, wujek Mats wybił ponad połowę os, które jeszcze niedawno bzyczały dla chłopca kołysanki. I kontynuował hekatombę.
Przeszedłbym obok tego słowa obojętnie, jednak tekst jest stylizowany na baśń... i wtedy mi się nie zgadza.

Cytat:Per, osłabiony gorączką, nie był w stanie nic zrobić. Krzyczał tylko i prosił. Bez skutku. W końcu już tylko płakał, zakrywając oczy.
Kiedy wreszcie wujek Mats się zmęczył i zaległ na podłodze, wśród owadzich truchełek, Per odważył się wstać z łóżka. Trawiony gorączką nie od razu zrozumiał, co właśnie się stało.
Powtórzenie + uprościłbym pierwsze zdanie, czyli: "Osłabiony gorączką Per nie był w stanie nic zrobić". Bo co do przecinków, jednak jestem zdania, że powinno ich być jak najmniej. Czasami wprowadzają niepotrzebne zamieszanie tam, gdzie go wcale nie potrzeba.


Cytat:Przybliżył do niej twarz i spojrzał w jej oczy.
Były czerwone.
Resztką sił, która tliła się w jej owadzim ciele, wysunęła żądło i wbiła je prosto we wpatrującą się w nią gałkę oczną.
Mirando, nie psuj zakończenia w taki sposób. Trzech z tych pięciu zaimków spokojnie może nie być, bez żadnej szkody dla tekstu i bez szukania synonimów. A myślę, że pierwszy i ostatni akapit to takie magiczne miejsca, gdzie nie można sobie pozwolić na żadne błędy.

Jestem szczegółowy w kwestiach językowych, ale uwierz mi, że swoje teksty trzepię jeszcze bezwzględniej.  Wink Jednak w przypadku tej baśni (i to bez wchodzenia w szczegóły), muszę stwierdzić, że językowo jest to niedopracowany tekst. Umknęło Ci kilka bardzo widocznych powtórzeń. Może wrzuciłaś opowiadanie za szybko i nie dałaś mu odleżeć?  Undecided Sam często mam ochotę zapomnieć o tych radach odnośnie "leżakowania". Z perspektywy wydaje mi się, że pochopna publikacja jest zawsze niedobra - niezależnie od doświadczenia, warsztatu itd. Spaliłem kilka opowiadań w Internecie w ten sposób.

Fabularnie...
- nie za bardzo rozumiem, jak się mają zaznaczone przez Ciebie preferencje wujka do całości tekstu. Bywam ostatnio mało spostrzegawczy, ale tutaj nie widzę żadnego związku.
- baśń narzuca pewną formę, za pomocą której ciężko nakreślić wyraziste postaci. Nigdy nie pisałem w tej konwencji, jednak wydaje mi się, że mimo wszystko istnieje możliwość stworzenia baśni z "żywymi" bohaterami (nie przypomnę sobie żadnego przykładu, jednak tak mi podpowiada wrodzony optymizm, heh). Per, Mats, Niels i Czarodziej są dla mnie niestety "papierowi".
- zupełnie zgubiłem morał, który płynie z tej baśni. Czyli nie ma go lub jest tak prosty, że nawet go nie zauważyłem. Szkoda, bo to chyba w tym wszystkim najważniejsze.
- dla mnie zakończenie jest za mało drastyczne (no ale to ja, a ja lubię "na ostro").
- pomysł z tym, że dzieciaki są władcami owadów jest zbyt prosty. W gruncie rzeczy nie można mu nic zarzucić, ale aż prosi się o rozbudowanie i przedstawienie w dokładniejszy, może trochę bardziej pogmatwany sposób. O ile zwykle doradzam prostotę w narracji, o tyle fabuła i ogólnie "pomysły" muszą być jak najbardziej zakręcone i niecodzienne. Bo to się podoba ludziom, tak?  Big Grin Cool 

Wyszedł długi post pełen marudzenia, ale mam nadzieję, że Ci pomogłem, Mirando, i że którakolwiek z tych dywagacji na coś się Tobie przyda. Tym razem jestem rozczarowany lekturą, ale tak to już jest, że nie zawsze wychodzi. Baśnie to dziwna forma i myślę, że zasługuje ona na naprawdę dużo namysłu - bo czasami przecież to te najprostsze historie niosą największą głębię przekazu. Myślę, że nie poradziłbym sobie z tym gatunkiem lepiej i gratuluję Ci odwagi, bo napisanie dobrej baśni to wbrew pozorom bardzo trudne zadanie.

Pozdrówka!  Angel
Odpowiedz
#13
Hanzo, strasznie Ci dziękuję za tak wnikliwą analizę i szczegółowe uwagi. Zgadzam się w całej rozciągłości i przyznaję się, że rzeczywiście, tekst nie odleżakował.
Bardzo mi pomogłeś, Hanzo. Oczywiście skorzystam z Twoich uwag, bo na pewno wrócę do tego tekstu. Polubiłam go, choć przyszedł tak niespodziewanie we śnie.
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#14
Oto najlepszy, według naszych użytkowników, utwór prozatorski września 2018 roku.

Serdeczne gratulacje Smile

5 gwiazdeczek wędruje do mnie dla autorki Wink
Odpowiedz
#15
Ok, to ja już tak się wypowiem, ale pokonkursowo...
Nie podoba mi się ta baśń. Ale nie w tym sensie, że zła, fabularnie, czy warsztatowo, ale, po prostu, mierziło mnie jak czytałem. Sądzę, że ta baśń to raczej taka metafora, ale bardziej negatywna (antybaśń, if u will)...
Mierziło mnie to, jak mało to dziecko miało mocy sprawczej, a niewątpliwie chciało więcej... Nawet otrzymawszy moc, okazało się, że to tylko powłoka, obrazek mocy, łatwo ją zniszczyć, nawet staranie się niewiele daje, jednym zdarzeniem (nawet jeśli był to błąd popełniony przez bohatera, no ale choroby jakoś nie potrafię postrzegać jako błędu) można obrócić wszystko w proch.
Ten wujek też mi się nie spodobał, od pierwszego momentu jak się pojawił niemal. On też miał swój obrazek emitowany na zewnątrz, ale tego nie udało się nikomu złamać. Może kiedyś, ale szkoda już popełniona - chłopiec umarł. Pewnie ktoś teraz stwierdzi, że małego strawiła gorączka, albo nawet, że bohaterski wujek próbował uratować go przed zagrożeniem - rojem os - ale, niestety, pomimo ogromu starań, nie powiodło się.
Ten brak poczucia mocy sprawczej jest tym bardziej dotkliwy, że ja sam, jako osoba dorosła, uważam że taką posiadam. Ale, niestety - może to właśnie powód całej frustracji - jako dziecko jej nie miałem. Też miałem parę sytuacji, gdzie w moich obecnych wyobrażeniach przeszłości przecież dało się coś zrobić, no ale, w tym sęk - nie dało się.

I może dlatego to całe NIEPODOBANIE SIĘ, cały mój powyższy potok - ta baśń to metafora życia, metafora prawdy (dotkliwa ta prawda, ale prawda, nieprawdaż?), więc, mimo iż mi się w pewien sposób nie podoba, to jednak jest dobra, to znakomite ukazanie niemocy niewinnego (tak myślę) dziecka wobec całego ch***stwa tego świata w postaci wujka. Nie ukrywam, zresztą chyba nie byłbym w stanie - przez niego właśnie najbardziej mnie mierziło.

A tak BTW, odbiegając od tematu na drugi koniec świata - czy osadzenie akcji w takich skandynawskich klimatach ma jakieś większe znaczenie? Czy jest np. jakieś podanie o królu os/mrówek?

PozdrawiamSmile
Lis
Władza
Powrót dziadów
Nie martwcie się, Tymon żyje, ma się dobrzeSmile
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości