Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Solferino 2.0 - proza Lipiec 2018
#1
Star 
Na początku świat był pustą planszą w jego głowie. Pieścił swoją wizję, dopracowywał w jak najdrobniejszych szczegółach, nim animował ją wreszcie w formie wielkiej zielonej wyspy, na północy okolonej gęstym lasem tropikalnym, a na południu masywem górskim wysokim na dwanaście mil. 
W górskich jaskiniach osiedlił nieśmiertelny ród bezpłodnych olbrzymów Mistkerle, a w środkowej części wyspy, o łagodnym klimacie i żyznej ziemi, ród Engelusów – skrzydlatych humanoidów o doskonałych proporcjach ciała i twarzy. Wyposażył je w cechy płciowe, aby mogli się rozmnażać i powierzył misję rozwijania fabuły. 
Ląd opływały wody bezdennego oceanu, zamieszkałego przez wielkie potwory morskie i człekokształtne trytony, które pilnowały, by żaden awatar nie zmultiplikował się na obrzeżach planszy. 

Pozornie świat tętnił życiem. Engelusy robiły, co do nich należało: pracowały, rozmnażały się. Ale nie podnosiły swojego poziomu. Wgrał im więc marzenia, a wtedy zaczęły korzystać ze skrzydeł. Wreszcie robiły coś dla własnej przyjemności. Dotąd podfruwały tylko, gdy było im to potrzebne do realizacji codziennych zadań.
Ponure Mistkerle wyposażył w wolną wolę i instynkt przetrwania. Było im to potrzebne do przeżycia w trudnych, górskich warunkach. Lecz wtedy przestał mieć wpływ na ich działania. Żyjące dotąd w odosobnieniu wygłodniałe olbrzymy zaczęły zapuszczać się w głąb lądu. Urządzać polowania na Engelusy. Ale i tego im było mało. Zaczęły tworzyć własne scenariusze.

Postanowił wyeliminować szkodliwy kod, wprowadzić kilka modyfikacji, a puste sektory zapełnić czymś zupełnie nowym. Nowy wzór nie wywodził się z klasycznych zasad fizyki światów, lecz z reguł sansary i wiedzy ezoterycznej. Świat miał od tej pory rozgrywać się w pętli powtarzanych sekwencji zdarzeń, bez końca samodoskonaląc swoją formułę.

***

Wiktor siedział przed komputerem, analizując długie linijki kodu i zapytania bazy danych. Pracował w wydziale śledczym jako administrator sieci. Obowiązki wypełniał bez przyjemności, chociaż z wielkim zaangażowaniem. Od dziecka interesował się systemami komputerowymi. Jako szesnastolatek stworzył swój pierwszy program szpiegowski i włamał się do szkolnego dziennika elektronicznego. Kiedy przyłapano go na wykorzystywaniu luk w systemie, potajemnie opracował aplikację omijającą zabezpieczenia, i, stopniowo ją doskonaląc, uzyskał dostęp do każdego elektronicznego urządzenia z obsługą wi-fi. 

Był zafascynowany wizją życia jako gry symulacyjnej. Po obejrzeniu „Matrixa” całkowicie opanowała go idea, że między rzeczywistością a ludzkimi zmysłami istnieje dodatkowa, nierzeczywista, warstwa. Warstwa wypełniona przez ukryty, podprogowy przekaz, którego nośnikiem są nieznane siły zewnętrzne. 
Zaczął wnikliwie studiować starożytne traktaty epistemologiczne, poszukując wskazówek, jak zrozumieć związek między rzeczywistością a możliwością jej poznania. Zapoznał się ze wszystkimi naukowymi i pseudonaukowymi teoriami dotyczącymi powstania świata czy też światów, bo nabierał coraz głębszego przekonania, że istnieje ich wiele i trwają równolegle bądź alternatywnie w innych wymiarach czasu. Zdawał sobie sprawę, że jeśli jego teoria jest prawdziwa, to wolność człowieka jest złudzeniem. 
– A co, gdybym zabawił się w Boga? – Przyszła mu do głowy szalona myśl. – A gdybym, zamiast biernie śledzić, zaczął sterować ludzkim życiem? 

Analizując luki w szyfrowaniu danych oraz algorytmy rozpoznawania mowy, przy tym mając możliwości zakładania podsłuchów, postanowił wdrożyć swój własny Matrix w życie i przekształcić je w grę, której kolejne etapy będzie reżyserował opracowany przez niego program. Nazwał go Solferino. 
Jego grupą doświadczalną byli koledzy z wydziału, sąsiedzi i rodzina – najbliższe otoczenie. Dzięki temu mógł w początkowej fazie kontrolować poprawność analizowanych przez Solferino danych.
Program w pierwszej fazie miał gromadzić i analizować dane dotyczące ludzkich cech, upodobań, poglądów, punktów widzenia, preferencji seksualnych oraz środowiska społecznego, w oparciu o wszelkie przejawy aktywności kont w Internecie oraz informacje z podsłuchiwanych rozmów telefonicznych, a docelowo – skorygować zachowania inwigilowanych w ściśle określony sposób, przy wykorzystaniu technik manipulacyjnych. 

Wiktor od dziecka był autsajderem. Najbardziej lubił spędzać czas w Internecie. W realu ludzie go denerwowali – ba! – wkurwiali nieraz tak bardzo, że w myślach tworzył scenariusze masowej eksterminacji.
Uważał, że porządek na świecie można przywrócić jedynie dzięki przeprogramowaniu ludzkiego umysłu, całkowitej inwigilacji i kontroli. Marzył o zdalnie sterowanym przez elektroniczną telepatię społeczeństwie niewolników pozbawionych potrzeb wyższych. Jego program zakładał zniesienie własności prywatnej, tożsamości narodowej, wartości rodzinnych, religii.
Miał zamiar to osiągnąć przez wywoływanie poczucia zagrożenia. Pomocne do tego było rozpowszechnianie w kanałach komunikacyjnych doniesień o nasilonych kataklizmach, obalanie dotychczasowych koncepcji archeologicznych oraz dyskredytowanie doktryn religijnych. Aby zrealizować ten plan, dołączył do kilkudziesięciu forów i grup dyskusyjnych, na których udzielał się przy pomocy Solferino pod różnymi nickami, z których każdy wyposażony był w zindywidualizowany język i osobowość, a także własny adres IP.

Wiktor spędzał całe dnie na monitorowanie poszczególnych elementów planu. Był zachwycony efektami. Solferino bez przerwy generował nowe raporty, zawierające informacje o inwigilowanych oraz zmiany ich nastawienia pod wpływem szumu informacyjnego. Wśród internautów rosło poczucie zagrożenia. O sprawie zrobiło się na tyle głośno, że zainteresowały się nią media. Eksperci międzynarodowi dyskutowali w studiach różnych stacji telewizyjnych, zastanawiając się nad tym niezwykłym fenomenem. Przeważała teoria, że jest to gra polityczna prowadzona przez kraje posiadające broń jądrową, kolejna zimna wojna. Waszyngton wszystkie te doniesienia dementował, jednak Rosja, Chiny i Korea Północna milczały. 
Wszyscy zaczęli mówić o bliskim końcu wszystkiego. Naukowcy i specjaliści wszystkich dziedzin dyskutowali w mediach o zbieżnościach przepowiedni opartych o kalendarz Majów, apokalipsę św. Jana, a nawet legendy Atlantów. Pokazywano sugestywne symulacje komputerowe, Ziemię wirującą w przeciwnym kierunku. Na ekranach telewizorów eksplodowały czerwone gwiazdy, tryskał grad meteorytów, płonęły miasta, wybuchały wulkany, płyty kontynentalne przemieszczały się gwałtownie, wypiętrzając nowe masywy górskie w miejscach, gdzie wcześniej niczego nie było, a dotychczasowe szczyty gór zapadały się, zalewane przez oceany. Dowodzono, pokazując schematy i obliczenia, że znana jest już przybliżona data. Mnożyły się teorie. Doomsday Clock tykał, pokazując nieuchronne zbliżanie się ostatecznej zagłady. 

Wiktor zacierał ręce i rozmyślał nad kolejnymi krokami. Miał mnóstwo pomysłów, na przykład użycie trójwymiarowych obrazów holograficznych oraz emitowanie dziwnych dźwięków z urządzeń elektronicznych za pomocą wi-fi.

Pewnego dnia jeden z jego awatarów został zaczepiony na portalu społecznościowym przez obcą dziewczynę. Wiktor od dawna nie angażował się osobiście w relacje z inwigilowanymi, pozostawiając całą robotę Solferino, jednak tym razem zrobił wyjątek. Julia była dokładnie w jego typie: niewysoka, apetyczna brunetka ze sporym,  zgrabnym biustem. Niezbyt inteligentna, posiadająca wiele kobiecego, matczynego ciepła i seksownego uroku. Takiej kobiety szukał całe życie. Nie cierpiał przeintelektualizowanych, zadzierających nosa babonów, przekonanych o swej nadzwyczajności i wyższości nad mężczyznami. Potrzebował kobiety, która akceptowałaby jego wady, nie robiła awantur o wypady na piwo z kumplami, akceptowała oglądanie pornoli i nie namawiała do sikania na siedząco. Przez kilka tygodni z zainteresowaniem podglądał jej życie, włamując się do jej kamerki internetowej w laptopie i smartfonie oraz przechwytując nagrania z miejskiego monitoringu. Dopiero, gdy poznał jej nawyki, postanowił wejść w bliższą relację.
Po kilku dniach rozmów dziewczyna nieśmiało wyznała, że marzy jej  się kariera pisarki i właśnie tworzy fabułę opartą o teorie spiskowe. Wiktora niezwykle to zainteresowało, więc korzystając ze swoich umiejętności, włamał się na jej komputer i odnalazł interesujący go plik. Ze zdumieniem odkrył, że Julia opisała ostatnie dwa lata jego życia, w dodatku opis wykraczał poza teraźniejszość. 

Długo zastanawiał się, co to finalnie oznaczało, wreszcie doszedł do wniosku, że ewidentnie ktoś manipuluje jego życiem. Kwestią otwartą pozostawało, czy manipulujący wiedzieli, że on dowiedział się o tym że jest manipulowany? No i jaka w tym wszystkim jest rola Julii? Chce go uprzedzić czy wręcz odwrotnie, jest aż tak bezczelna, może nawet wiedziała, ze on się włamie, może nawet celowo pisała z komputera, na którym jego fabuła życia jest napisana tak, a nie inaczej, a w rzeczywistości miałoby się wydarzyć coś innego, o czym on jednak ma nie wiedzieć? Oblał się zimnym potem. Zdał sobie sprawę, że za pomocą tych samych luk najprawdopodobniej jego zamysł został odkryty w dokładnie ten sam sposób. Idąc tym tropem przeanalizował logi, z których wynikało, że ktoś skopiował zalążek jego programu i całą dokumentację sporządzoną w kierunku realizacji tego pomysłu.
Nie wiedział, co myśleć i co robić. Co jest prawdą, co fałszem, kto pociąga za sznurki, a kto jest tylko marionetką? 


***

Plansza rozrastała się w ogromnym tempie. Wciąż dochodziły nowe poziomy, jednak od dłuższego czasu okazywały się tylko repliką poprzednich. Kiedyś lubił obserwować poczynania swoich wytworów, lecz teraz sprawiało mu to coraz mniej przyjemności. Co jakiś czas wywoływał jakąś katastrofę, żeby zatrzymać bezsensowny rozrost, jednak zawsze wszystko wracało do punktu wyjścia. Pozostawił więc sprawy własnemu biegowi. Znużony całym przedsięwzięciem nie od razu zauważył, że zaczęło się dziać coś dziwnego. Jeden z awatarów próbował przejąć kontrolę nad planszą! Z początku było to nawet dość interesujące i przez jakiś czas śledził ten wątek z zainteresowaniem. Dorzucił nawet swoje trzy grosze, choć od dawna nie ingerował w fabułę.
–  I to był właśnie mój błąd. –  Pomyślał. –  Awatary dostały za dużo swobody w dążeniu do samoświadomości.

Nie mógł dopuścić, by przejęli kontrolę nad grą.
Po raz ostatni spojrzał na to, co stworzył. I dopiero w tym momencie zrozumiał, że to nie było dobre.
Bez namysłu wyłączył zasilanie. 
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#2
Ups Big Grin
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#3
(24-07-2018, 17:51)Miranda Calle napisał(a): Ups Big Grin

Czemu, że nie ma komentarzy? Przeczytałam, tym bardziej, że tytuł mnie przyciągnął - bitwa pod Solferino.
 Podobało mi się, a więcej napiszę, jak tylko uporam się z "zadanymi mi"  czynnościami.  
Pozdrawiam z  Big Grin
nebbia
Odpowiedz
#4
Bardzo chętnie zaczekam na Twoją opinię, Nebbio - Niebbo, choćby i ruski rok Big Grin
Nie ma nic cenniejszego dla piszącego niż opinia czytelnika.
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#5
Problemem tego tekstu jest niestety to, że w zasadzie w środkowej części jest bardzo prawdopodobny. Przynajmniej jeśli chodzi o techniki manipulacji. Tak mniej więcej wygląda wojna informacyjna. Jeśli by odrzucić nadprzyrodzony początek i zakończenie, no cóż, sama prawda.

Kolejny bardzo dobry tekst pod względem fabularnym i warsztatowym. Zresztą - co ja Ci tu będę kadził Wink

Pozdrawiam serdecznie.
corp by Gorzki.

[Obrazek: Piecz1.jpg]
Odpowiedz
#6
A dziękuję, dziękuję - kadzidła nigdy dość Big Grin
Cóż, osobiście mam nadzieję, że ten tekst pozostanie w sferze s-f. Choć tak naprawdę nie wiadomo, czy nie jesteśmy tylko awatatami.
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#7
(22-07-2018, 13:01)Miranda Calle napisał(a):
Wiktor od dziecka był autsajderem. 

(...) nie robiła awantur o wypady na piwo z kumplami, 
Jeśli był autsajderem to chodził z kumplami na piwo? Big Grin

(22-07-2018, 13:01)Miranda Calle napisał(a):
 Dopiero, gdy poznał jej nawyki, postanowił wejść w bliższą relację.
Po kilku dniach rozmów dziewczyna nieśmiało wyznała, że marzy jej  się kariera pisarki i właśnie tworzy fabułę opartą o teorie spiskowe. 
W tym miejscu obstawiam, że wkręca go jego własny program Wink

(22-07-2018, 13:01)Miranda Calle napisał(a):
Ze zdumieniem odkrył, że Julia opisała ostatnie dwa lata jego życia, w dodatku opis wykraczał poza teraźniejszość. 
Motyw jak z powieści "Święto rewolucji" Protasiuka.
Czytałaś może?

(22-07-2018, 13:01)Miranda Calle napisał(a):
Chce go uprzedzić czy wręcz odwrotnie, jest aż tak bezczelna, może nawet wiedziała, ze on się włamie, 
że, i jeszcze gdzieś tam wcześniej była nadmierna spacja

Całkiem przyjemne w czytaniu s-f Smile
Jak zwykle u Mirandy, sporo pytań zostaje bez odpowiedzi, ale to dobrze - zostawia pole do popisu dla wyobraźni czytelnika.

Pozdrawiam Smile
Odpowiedz
#8
Dziękuję, Gunnar ! Faktycznie, trochę nielogicznie wypadło z tymi wypadami na piwo. Zmienię to. Dzięki za wnikliwą lekturę i wyłapanie usterek.
Nie czytałam Protasiuka, ale ponieważ mam wakacje, znajdę czas na lekturę dla przyjemności Smile
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#9
Oto najlepszy, według naszych użytkowników, utwór prozatorski lipca 2018 roku.

Serdeczne gratulacje [Obrazek: smile.gif]

5 gwiazdeczek wędruje do mnie dla autorki [Obrazek: wink.gif]
Odpowiedz
#10
Gratuluję,  Mirando. zwycięstwo zasłużone.

Serdeczności  Tongue
nebbia
Odpowiedz
#11
Dobrze się wraca na forum, kiedy pierwszy przeczytany tekst jest... Właśnie taki Smile
Gwiazdki zasłużone, dorzucam też od siebie. Jedyne, co wyjątkowo razi, to ten fragment o piwie z kumplami. Główny bohater nie wydaje się być typem, który wybrałby taki sposób spędzania wolnego czasu Big Grin

Pozdrawiam cieplutko!
The Earth without art is just eh.
Odpowiedz
#12
Dobre, kawał roboty z merytorycznymi objaśnieniami.

Kiedyś nie przebrnąłem przez Huxleya.

Było już sporo różnych maści ulepszaczy rzeczywistości, ba nawet kreatorów.

Ile jeszcze przed ludzkością, nie licząc tych doniczkowych we własnym M-2.

Mam nadzieję, że ktoś czuwa, przygląda nam się i mimo zniesmaczenia będzie dawał kolejne szanse i jeszcze nieodłączy zasilania.
Odpowiedz
#13
Przyciągnął mnie tytuł -  Solferino -  tyle skojarzeń!  

Pierwsze, z racji  tego co robię, to:
Zieleń solferino – to dziwny kolor, raczej  mający  w sobie więcej z ponurej brunatności, niż soczystej zieleni.  Nazwałabym go niepokojącym kolorem, a jak skojarzymy go z krwawą „jatką” pod Solferino (1859 r.), to raczej ponurym  kolorem zatracenia i okrucieństwa.
Swego czasu, w trattorii La Speranza  w Solferino (niewielkim, sennym miasteczku w Lombardii,  pamiętającym tę rzeż  żołnierzy włoskich, francuskich i austriackich ( można zajrzeć do znajdującego się tam Museo Risorgimentale di Solferino), zaserwowano mi zupę solferino. Trochę makabryczne, swoiste poczucie humoru i gustu, nieprawdaż? Zupa też jest koloru brunatnego, a nawet ciemnobrunatnego. Jej składniki to pomidory i cebula.   Niby nic nadzwyczajnego, jednak gdy zna się historię tego miejsca i „oceanu trupów” (kilkudziesięciu tysięcy ofiar)  oraz umierających bez pomocy (ambulanse wojskowe nie dojechały na czas), to dziwnie się robi, mieszając łyżką w  talerzu. Nie bez powodu podałam także nazwę restauracji (Nadzieja), bowiem z krwią cieknących traw Solferino wyrosła niepodległość Włoch, a także – nie mniej istotne – Czerwony Krzyż.  
I jeszcze jedno,  czy ten brunatny kolor nie nasuwa nieuchronnego skojarzenia z „brunatnymi koszulami”. Czyż nie tak?
O tej jednej z okrutniejszych bitew i jej następstwach poczytać można  w googlu  - może warto sięgnąć. Swoiście „zaowocowała” także w sztuce – całymi cyklami obrazów, by wspomnieć tylko o takich malarzach, jak Carlo Bossi, czy Adolphe Yvon.

I właśnie z takim „ładunkiem, niepokojącym i uwierającym  bagażem” przystąpiłam do lektury tekstu, będąc przekonana, że  tytuł musi odcisnąć swój istotny ślad. I rzeczywiście – nie rozczarowałam się.   Ba, nawet główny bohater, a raczej kreator – demiurg nosi imię Wiktor (czy to nie jest  nawiązanie do pierwszego władcy, od 1861 r. zjednoczonych Włoch Wiktora Emanuela II?).

Jak widzisz, Mirando,  dotrzymałam obietnicy powrotu do opowiadania, bo zawsze  warto zagłębiać się także w treści zawarte pomiędzy linijkami.

A nasza przyszłość? Realna, wirtualna – chi lo sa – jak mawiają Włosi. Nie do końca z tym się zgadzam – uważam, że MY mamy wiele do powiedzenia.

Jeszcze raz serdecznie gratuluję i pozdrawiam
nebbia
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości