Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Przeżeranie
#1
Chłopiec nie był do końca normalny, uwielbiał nurzać się w oceanie absurdu. Dawał temu wyraz w swych dziwnych nawykach oraz z lubością realizując nietypowe projekty.
Ostatnio posiadł makabryczną kolekcję. Ludzkie narządy rozrodcze, zastygłe w różnych pozycjach, wzniośle wisiały na ścianach jego domostwa, upiększając je.
Nikogo nie dziwiło, gdy w Noc Walpurgii wyszedł z domu ozdobiony w swe "zawieszki", które przybił sobie gwoździami do czaszki. Swojego własnego członka trzymał w zębach, pozwalając odpadać skrzepłej krwi. Odciął go sobie tego poranka ogrodowymi nożycami.
Po krótkich poszukiwaniach dotarł wreszcie do czarnego, lśniącego sedesu. Emanował on mocą, której śladem chłopiec spacerował.
Jak tylko na nim spoczął, budynki w mieście kruszyły się, zastępowane przez gigantyczne genitalia istot pozaziemskich. Były to w istocie wylęgarnie, dzięki którym chłopiec mógł być świadkiem pięknych, niecodziennych zajść.
Nad nim, w przestworzach nocy fruwały grube, oślizgłe węgorze-humanoidy. Zdawały się nie poświęcać uwagi wrzeszczącym ludziom... Urzeczywistniały lot wewnątrz ludzkich ciał, bez końca wślizgując się przez usta w akcie wycieńczającego gwałtu.
Satysfakcja rosła... w miarę jak chłopczyk uświadamiał sobie, że jest sprawcą tych wydarzeń.
Przeżerały jego mózgowie jednak ślepe ślimaki bez skorup. Wyżerając to, co uznały za najsmaczniejsze.
Chłopiec oddał się procesowi aktywnej i nieprzerwanej defekacji, wydalając z organizmu genitalia swych podniebnych ofiar.
Ślepe ślimaki drążyły coraz głębiej ścieżki wewnątrz chłopca. Przebijały się ostatecznie przez jego skórę od środka i z czarnym rozbryzgiem śluzu wydostawały się na zewnątrz.
Z rozkoszą przebiły się przez jego oczy i jęły konsekwentnie żerować na przybitych do głowy genitaliach.
"Tego szukałyśmy..." - pomyślały ze spełnieniem ślimaki.
Proces trwał dopóty, dopóki nie pękło serce chłopca. Ślimaki jednak nadal degustowały pożywkę z jego twarzy.
Minęły bodaj wieki, prawdziwie godzinami będące. Ucichło zupełnie, gdyż trupy głosem nie dysponują. W miasteczku przeżył tylko chłopiec. Wszystkie zmory schowały się w jego wyleczonym sercu.
Uśmiech zawitał na jego twarzy, a w umyśle doświadczenie niepojmowalnego.
Proces, któremu oddał się w Noc Walpurgii, umiał tylko nazwać.
Przeżeranie.
Jedząc arbuza nie zdawałem sobie sprawy, że to robię i kiedy już się zorientowałem, zauważyłem, że pożeram rafę kolorową na dnie oceanu.
Odpowiedz
#2
Co najbardziej ujmuje mnie w Twojej prozie? Przede wszystkim odwaga.

Myślę, że w pewnym sensie rozminąłeś się z właściwą temu stylowi epoką. XVIII i XIX wiek... Co prawda, nie mamy tu nawiedzonych zamków i duchów wychodzących z lustra ani sobowtórów czyhających w ciemnym zaułku, ale... Klimat jest.

Bardzo obrzydliwe, realistyczne opisy, a do tego ten odjazdowy koncept... Przypomina mi trochę historię Eda Geina. Jeśli nie znasz gościa, poczytaj sobie koniecznie. Bardzo inspirująca Smile

Wrócę tu jeszcze.
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#3
Przeczytałem ze dwa akapity, ale to zdecydowanie nie moje klimaty.
Ja tu artyzmu nie widzę.
W drugim zdaniu powinno być dawał zamiast oddawał.
Nie moją bajka, przykro mi.
Odpowiedz
#4
Oj, klimaty zdecydowanie moje. Przypominają mi lektury spod kołdry, czytane przy latarce Smile
Dam 3/5, bo wiem, że możesz jeszcze bardziej mnie zaskoczyć i rozsmakować.
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#5
Zdecydowana katastrofa obliczona jedynie na epatowanie turpizmem.
Mógł jeszcze posplatać sobie żyły i na nich się powiesić, a jaja to zrobić sobie na miękko z własną wątróbką.
Po co się coś takiego pisze? Taka psychodelika nadaje się tylko jako lektura na specjalne oddziały psychiatryczne.
Odpowiedz
#6
(12-03-2018, 18:56)mirek13 napisał(a): Po co się coś takiego pisze? Taka psychodelika nadaje się tylko jako lektura na specjalne oddziały psychiatryczne.

Pisze się po to, by uradować Mirandę, drogi Mirasie Tongue
A co masz przeciwko psychiatrykom?
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#7
(12-03-2018, 18:56)mirek13 napisał(a): Mógł jeszcze posplatać sobie żyły i na nich się powiesić, a jaja to zrobić sobie na miękko z własną wątróbką.
Dobre! Szkoda, że sam na to nie wpadłem  Cool
A tak serio, wiem, że nie wszyscy lubią takie klimaty... pewnie niewiele osób.
Miranda jest wyjątkiem xD
Jedząc arbuza nie zdawałem sobie sprawy, że to robię i kiedy już się zorientowałem, zauważyłem, że pożeram rafę kolorową na dnie oceanu.
Odpowiedz
#8
Pozytywne Big Grin tylko jak to zinterpretować?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości