Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Konsultacje literackie Gunnar-Kotkovsky
#1
Temat ten zakładam na potrzeby konsultacji literackich z Kotkovskym.
Jest to wygodniejsze niż pisanie na PW, a z toczącej się tu dyskusji, może ktoś też coś ciekawego dla siebie wyciągnie Wink

Fragment 1 rozdziału, nad którym obecnie pracujemy:

10. Słońce powoli wspinało się po bladym nieboskłonie. Okoliczne drzewa rzucały długie cienie. Poranek był rześki i dosyć chłodny jak na miesiąc Duzu.[1]Sędzia siedział na ławce przed karczmą, wystawiając ku słońcu złaknioną ciepła twarz. Ubrany był w długą, brązową kurtkę z kapturem obszytym futrem. Miał też na sobie parę podróżnych spodni w kolorze kory dębu. Na placu krzątali się żołnierze i pomocnicy karczmarza przygotowując wóz do podróży. Musieli jeszcze poczekać na Gimaldiego, który wczorajszego wieczoru nadużył wina w towarzystwie kupca z Diagdi zmierzającego na zachodnie wybrzeże. Gdy wszystko było już gotowe, kapitan Gubbaru poszedł delikatnie go popędzić, a Thovri przysiadł na ławce obok Sędziego, który z zamkniętymi oczami chłonął promienie poranka.
– Powiedz, co jest nie tak z patronem? – powiedział półgłosem nie otwierając oczu.
Słowa te zaskoczyły chłopaka. Spojrzał na seniora, ale ten się nie poruszył dalej siedząc zwrócony twarzą do słońca. Zaczął się intensywnie zastanawiać o co mu chodzi. Czy o to, że Gimaldi się wczoraj upił? Chwile biegły nieubłaganie odsuwając w czasie pytanie, a on nadal czuł w głowie pustkę. Jeszcze gorsza była świadomość, że milczy nie udzielając odpowiedzi.
– Nie do końca rozumiem Panie, co masz na myśli – odrzekł wreszcie czując dziwną ulgę.
– Może źle zadałem pytanie – zaczął z wolna Rollin nadal nie otwierając oczu. – Cóż takiego intrygowało cię w Gimaldim wczorajszego wieczoru?
Thovri poczuł jak jego serce przyśpiesza, a ciało zalewa fala ciepła. A więc został zdemaskowany, nie tylko przez obiekt jego niegrzecznego wpatrywania się.
– Wczoraj… znaczy się… bo wczoraj… – Giermek czuł jak pocą mu się dłonie.
Sędzia nagle odwrócił się i popatrzył mu prosto w oczy. Thovri zamarł jak mały chłopiec przyłapany na myszkowaniu w spiżarni.
– Co cię trapi? – powiedział z niemal ojcowskim uczuciem.
Jego ton sprawił, że Thovri poczuł ulgę. W jednej chwili spłynęło na niego uczucie spokoju. Utkwił wzrok w wydeptanej ziemi i powoli wyszeptał:
– Czy czasem… miewasz koszmary Panie? – dokończył podnosząc wzrok na seniora.
– Koszmary? – Sędzia pomyślał chwilę. Powoli wyprostował się znów wystawiając twarz do słońca. – Raczej nie. Nauczyłem się przejmować kontrolę nad snami. Czy śnił ci się koszmar? Koszmar z patronem Gimaldim?
Thovri milcząco przytaknął głową.
– Opowiedz mi go.
– Byłem w naszym obozie ale… ale nie mogłem nikogo znaleźć. Potem usłyszałem głos jakby z karety. Wołał mnie, więc poszedłem. Otworzyłem drzwiczki, a w środku… – głos ugrzązł mu w gardle.
– Był patron Gimaldi? – dokończył Rollin.
– Tak, i on był… – Thovri obejrzał się przez ramię w stronę wejścia karczmy jakby zaraz miał się w nim pojawić patron – był martwy.
– Hmm, ciekawe – odparł Sędzia i zamilkł.
– Co to może znaczyć?
– Znaczyć? – Dyplomata ożywił się. – Pewnie jakaś wróżka z podgrodzia za kilka miedziaków powiedziałaby ci co to znaczy.
– Chcesz Panie powiedzieć, że sny nic nie znaczą? – zdziwił się giermek.
– Znaczą, ale nie to, co się wielu powszechnie wydaje. Czasami mogą się w nich odbijać nasze głęboko skrywane strachy, ale nie ma w tym nic mistycznego. To tylko projekcje naszego umysłu – przesunął ręką po czole – który z naszych wspomnień, naszych marzeń, naszych obaw i uczuć tworzy obrazy, i złudne doznania.
– A prorocze sny naszych kapłanów, wróżbitów? A sny Wyroczni? – Thovriemu trudno było się pogodzić ze jego słowami.
– Jak by to powiedział amirianita, pogańskie gusła. A Wyrocznia… – Rollin prawie śmiał się przeczesując dłonią ciemne włosy – a Wyrocznia wypowiada wróżby wdychając opary zioła widzenia i zaręczam ci, że gdybyś sam się tego nawdychał, to też byś miał wizje.
Thovriego z jednej strony uspokoiły wyjaśnienia odnośnie snów, z drugiej jednak nieco zasmuciło takie lekceważenie mocy bogów. Choć wychowywali go amiriańscy mnisi, nie był przekonany do jedynej wiary. Według nich jego rodzice byli poganami skazanymi na potępienie i ta myśl najbardziej mu się nie podobała. Stał na rozdrożu wierząc zarówno w jedynego amiriańskiego Boga jak i w starych bogów. Czasem złościło go, że nie pojmuje zagmatwanego świata religii.

11. Brodami przeprawili się przez Vermissę, po czym omijając Kreonię ruszyli jej południowym brzegiem na wschód w stronę lasów Rhynn. Cztery dni po opuszczenia Nuuk podróżowali już traktem rhynnyjskim na południe. Pod wieczór rozbili obóz na niewielkiej polanie. Zapadał zmierzch, gdy kapitan ze strażnikami i kupcami raczyli się winem przy ognisku. Jeden z młodych żołdaków śpiewał sprośną, wiejską piosenkę ku uciesze podchmielonych kompanów. W pewnym momencie Gimaldi wstał i dosyć trzeźwo oznajmił, że dziękuje za towarzystwo, ale nie chce mieć drugiego pod rząd naznaczonego pragnieniem wody poranka i udaje się na spoczynek. W ślad za nim poszli cechowi kupcy. Wkrótce kapitan Gubbaru zarządził ciszę nocną. Jedynymi całkiem trzeźwymi osobami był Sędzia, który w swoim namiocie zajmował się przygotowywaniem korespondencji dyplomatycznej i młody Fulgar mający tej nocy pełnić straż. Wszelkie odgłosy na dobre ucichły. Tylko szelest liści poruszanych ciepłym wiosennym wiatrem i cykanie świerszczy dobiegały z lasu Rhynn. Marcus pogrążył się w zamyśleniu. Znów ogarnęło go to samo uczucie deja vu jakie stało się jego udziałem na chwilę przed śmiercią Prokonsula. Siedział przed biurkiem zrobionym z dwóch drewnianych klocków i naprędce wyciosanej deski. W jednej ręce trzymał niewielki nefrytowy posążek – dar Galio, w drugiej – pióro. Przed nim leżała nie zapisana karta pergaminu. Deja vu zawsze wiązało się z jakimś dziwnym, przytłumionym uczuciem podniecenia. Także z pewną trudną do zrozumienia przez niego samego satysfakcją bliską mistycznego doznania wyostrzającego zmysły. Zazwyczaj też poprawiało mu humor chyba, że wkrótce następowały jakieś niewesołe wydarzenia.
Z zamyślenia wyrwał go cichy świst. W pierwszej chwili pomyślał, że to wiatr grający w konarach jakiegoś starego drzewa. Po dłuższej chwili nie był pewien czy rzeczywiście coś słyszał, czy ten dźwięk był tylko wytworem jego umysłu. Raz jeszcze spojrzał na pergamin i gdy już miał przyłożyć do niego pióro świst powtórzył się. Wkrótce nie miał wątpliwości. Rżenie koni i okrzyki dobiegające z obozowiska upewniły go, że zostali zaatakowani. Do namiotu wpadł Thovri.
– Zdrada Panie! Zostaliśmy… – głos nagle się urwał, gdy strzała ugodziła go w szyję.
Chłopak upadł u wejścia. W słabym świetle lampy oliwnej widać było jak jego ciałem wstrząsają przedśmiertne drgawki, powietrze rzęzi w uszkodzonej krtani, a na ziemi rozlewa się ciemna plama krwi. Z zewnątrz dobiegał przeraźliwy krzyk mordowanych kupców. Sędzia dobył miecza.[2]W obozowisku zastał chaotyczną kotłowaninę. Nagle wybudzeni strażnicy usiłowali odpierać ataki zamaskowanych bandytów. Nieopodal leżał Fulgar ze strzałą w piersi. Pod wielkim dębem ciało kolejnego strażnika z długą ciętą raną od lewego ramienia aż po prawy bok. Po drugiej stronie obozu, pod namiotem Gimaldiego, Savidis i Gnadis próbowali bronić się długimi sztyletami. Z lasu dobiegał cichnący odgłos spłoszonych przez napastników koni. Jedynie Selena rzucała słaby blask na te nierówne zmagania.
Sędzia dzięki zdolności infrawizji odziedziczonej po elfickich przodkach widział w ciemności ciepło każdego przeciwnika. Pierwszym ciosem wyprowadzonym z góry uderzył w głowę bandytę odwróconego do niego tyłem. Cięcie tuż pod uchem niemalże odseparowało jego czerep od reszty ciała. Uratowało to kapitana Gubbaru, który leżał na ziemi i miał właśnie zostać przez niego dobity. Z tego uderzenia płynnie wyprowadził kolejne cięcie uderzając w gardło topornika nacierającego z prawej. Z szyi trysnęła krew srebrząc się w świetle księżyca, po czym uniesiony topór przeważył go powodując upadek. Nim jego ciało dotknęło wilgotnej darni Sędzia zatopił miecz w brzuchu bandyty nadciągającego z lewej. Na krótką chwilę w tej części pola bitwy zapanował spokój. Rollin pomógł kapitanowi wstać. Dołączyło do nich dwóch strażników, którzy nieopodal uporali się ze swoimi przeciwnikami. Stanęli do siebie plecami przygotowując się do odparcia kolejnej fali atakujących. Ubrani na czarno, zamaskowani bandyci nadciągnęli ze wszystkich stron dzierżąc w rękach miecze i topory.
Przez chwilę wydawało się, że szala zwycięstwa przechyli się na ich stronę, jednak napastników było zbyt wielu. Szyk załamał się gdy kapitan otrzymał cios toporem w głowę. Odgłos trzaskających kości czaszki zmieszał się ze szczękiem żelaza.


[1]Duzu – szósty miesiąc kalendarza taugijskiego odpowiadający mniej więcej miesiącowi czerwiec w kalendarzu słowiańskim.
[2]Zielonym Smokiem – długi elficki miecz sędziego wykonany z zielonkawego metalu wytopionego ze skały meteorytowej. W głowicy tkwi wielki szmaragd. Smukły trzon rękojeści zdobią elfickimi runy, motywy roślinne i sentencja zapisane alfabetem taugijskim. Jelec stanowią dwa anielskie skrzydła skierowane lotkami w stronę głowni i czymś na kształt ozdobnych pazurów w stronę ostrza.
Odpowiedz
#2
Bardzo dobra inicjatywa. Sam chętnie będę te prace śledził.
corp by Gorzki.

[Obrazek: Piecz1.jpg]
Odpowiedz
#3
(23-01-2018, 23:11)gorzkiblotnica napisał(a): Bardzo dobra inicjatywa. Sam chętnie będę te prace śledził.

Popieram, popieram! 
A może by tak wyodrębnić dział z konsultacjami? Sama chętnie wstawiłabym tekst do konsultacji przed ostateczną publikacją Smile
[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#4
10. Słońce powoli wspinało się (W roli "wspinacza"? Może raczej wznosiło się?) po bladym nieboskłonie. Okoliczne drzewa (Wiadomo że okoliczne. I jaki gatunek? Skoro dbasz o detale ubioru to może wartoby zadbać i o to?)) rzucały długie cienie. Poranek był rześki i dosyć chłodny jak na miesiąc Duzu. Sędzia siedział na ławce przed karczmą, wystawiając ku słońcu złaknioną ciepła twarz (Może to zdanie bez skreślonych sł. oddaje "instynktowną" chęć ogrzania się?). Ubrany był w długą, brązową kurtkę z kapturem obszytym futrem. Miał też na sobie parę podróżnych spodni w kolorze kory dębu. Aż dwa spodnie musi założyć? Zmarźluch.
I znów jak już wielekroć poprzednio bywało w tej powieści: co zrobić z opisami ubiorów (i ) tak, by forma nie przeszkadzała w odbiorze utworu jako ciekawego? Przynajmniej niektórym czytelnikom. Pokieruję się intuicją, co zresztą robię chyba w większej mierze niż na rozum kiedy oceniam. Jedno, dwa, może nawet i trzy następujące po sobie tego typu zdania jak te może nie przeszkodzą w tym. Byleby takie rozwiazania nie pojawiały się za często w trakcie lektury.

Na placu krzątali się żołnierze i pomocnicy karczmarza...
Gdyby w/w wątek umieścić w nieco in. formie inf. że  krzątali się"na placu" byłaby chyba zbędną.

A może jeszcze lepsze byłoby takie rozwiązanie:

Słońce oświetlało blady nieboskłon. Sędzia siedział na ławce (Może tutaj akurat zaostaw czytelnikowi swobodę czy na ławce, czy na składzie drewna itp. Raczej nikt nie pomyśli że na ziemii.) przed karczmą. Wystawił twarz aby ogrzać ją w pierwszym promieniu (promyku/ w jutrzence). Okrył się szczelniej długą, brązową kurtką - naciągnął kaptur obszyty futrem.
Nie wiem, czy moja wersja wiernie oddaje twój opis kurtki. Możesz sam cos zaproponować.

Nawet podróżne spodnie koloru dębowej kory nie chciały coś chronić; zaś ranek był rześki, dość chłodny, nawet jak na miesiąc Duzu. Chłonął więc z zamkniętymi oczym każdy z promieni.
Od czasu do czasu przypatrywał sie od niechcenia jak świerczyna
(Lub co tam wolałbyś) rzuca przydługi cień.
Zamiast dodać do ost. zdania "swój" by lepiej zabrzmiało dodałem "przydługi" - też winno brzmieć zgrabniej a i wierniej oddawać realia poranka. Czy można rozpocząć zdanie od "zaś"?

Jak ów zwolna, niepostrzeżenie poczyna się skracać i rzednąć w miarę jak słońce wznosi się coraz wyżej ozłacając (ocieplając) wszystko dookoła. Na krzątających się żołnierzy, pomocników karczmarza (podkarczmarzych? Nie wiem, jest takie słowo?) szykujących powóz do drogi. Zbeształ w myśli Gimaldiego. Wczoraj wieczór nadużył wina z kupcem z Diagdi zmierzającym na zachodnie wybrzeże. Przez niego musieli jeszcze poczekać. Wreszcie wszystko było gotowe. Kapitan Gubbaru poszedł delikatnie go popędzić. Thovri przysiadł na ławce obok Sędziego, który z zamkniętymi oczami chłonął promienie poranka.
A o ubiór Thovriego też już nie zadbałeś? Wink Jak widzisz uczyniłem tu małe "przemeblowanie". Dla tych, którzy nie widzieli poprzednich ocen "Szeptu...": ponoć używanie l.poj. zamiast mnogiej np. "długi cień", zamiast "długie cienie" itp. wzmacnia siłę wyrazu. czasem ciekawiej też jest gdy spójnik "i" zastąpić przecinkiem. Innym razem myślnikiem, lub średnikiem. Inne zaś zwyczajnie usunąć.

– Powiedz, co jest nie tak z patronem? – powiedział półgłosem nie otwierając oczu.
Słowa te zaskoczyły chłopaka. Spojrzał na seniora, ale ten się nie poruszył dalej siedząc zwrócony twarzą do słońca (Ten/ Ów jednak nie poruszył się). Już wiemy o tym "solarium". Wink Zaczął się intensywnie zastanawiać o co mu chodzi (O co chodzi sędziemu?! - zastanawiał sie Thovri). Czy o to, że Gimaldi się wczoraj upił? Chwile biegły nieubłaganie odsuwając w czasie pytanie, a on nadal czuł w głowie pustkę. Jeszcze gorsza była świadomość, że milczy nie udzielając odpowiedzi.
Póki co lepsze rozwiązanie nie przychodzi mi na myśl prócz usunięcia paru słów.

– Nie do końca rozumiem Panie, co masz na myśli – odrzekł wreszcie (bąknął - to może lepsze określenie bliskoznaczne? ) czując dziwną ulgę.
– Może źle zadałem pytanie – zaczął z wolna Rollin nadal nie otwierając oczu. – Cóż takiego intrygowało cię w Gimaldim wczorajszego wieczoru?
Thovri poczuł jak jego serce (A czyje inne?) przyśpiesza, a ciało zalewa fala ciepła. A więc został zdemaskowany, nie tylko przez obiekt jego niegrzecznego wpatrywania się (nie tylko przez Gimaldiego).
– Wczoraj… znaczy się… bo wczoraj… – Giermek czuł jak pocą mu się dłonie (– Wczoraj… - giermek czuł pot na dłoniach/ pot wystąpił giermkowi na dłoni - ...znaczy się… bo wczoraj… ).
Sędzia nagle odwrócił się i popatrzył mu prosto w oczy. Thovri zamarł jak mały chłopiec (malec) przyłapany na myszkowaniu w spiżarni. Niezłe porównanie - dobre. Big Grin
– Co cię trapi? – powiedział z niemal ojcowskim uczuciem.
Jego ton sprawił, że Thovri poczuł ulgę (To sprawiło iż Thovri odetchnął). W jednej chwili spłynęło na niego uczucie spokoju. Utkwił wzrok w wydeptanej ziemi i powoli wyszeptał:
– Czy czasem… miewasz koszmary Panie? – dokończył podnosząc wzrok na seniora. Jeśli Thovri uważa sędziego za autorytem to równie "godnym" jak senior mianem byłby może "mentor"?
– Koszmary? – Sędzia pomyślał chwilę. Powoli wyprostował się znów wystawiając twarz do słońca. – Raczej nie. Nauczyłem się przejmować kontrolę nad snami. Czy śnił ci się koszmar? Koszmar z patronem Gimaldim?
Thovri milcząco przytaknął głową. Łatwo o domysł że ów wówczas milczał. I że przytaknął głową a nie czym innym.
– Opowiedz mi go.
(Thovri przytaknął. Zachęcony spojrzeniem sędziego wyznał/ zaczął opowiadać/ próbował opowiedzieć historię: tu chyba zaoszczędziłbyś na wersie? )
– Byłem w naszym obozie (A czyim innym?) ale… ale nie mogłem nikogo znaleźć. Potem usłyszałem głos jakby z karety. Wołał mnie, więc (tu można podzielić zdanie) poszedłem. Otworzyłem drzwiczki, a w środku… – głos ugrzązł mu w gardle.
– Był patron Gimaldi (on/ Widziałeś go/ Ujrzałeś jego)? – dokończył Rollin.
– Tak, i on był… – Thovri obejrzał się przez ramię w stronę wejścia karczmy jakby zaraz miał się w nim pojawić patron – był martwy.
– Hmm, ciekawe – odparł Sędzia i zamilkł. (Sędzia uniósł brwi, jakby uznał opowieść za intrygującą - w domyśle że sędzia nic na to nie odrzekł)
– Co to może znaczyć? - dopytywał się chłopiec.
– Znaczyć? – Dyplomata ożywił się. – Pewnie jakaś wróżka z podgrodzia za kilka miedziaków powiedziałaby ci co to znaczy - uśmiechnął się przy tym.
– Chcesz Panie powiedzieć, że sny nic nie znaczą? – zdziwił się giermek. Czyżby sędzia żartował?!
– Znaczą, ale nie to, co się wielu powszechnie wydaje. Czasami mogą się w nich odbijać nasze głęboko skrywane strachy, ale nie ma w tym nic mistycznego. To tylko projekcje naszego umysłu (to tylko umysł płata nam figle) – przesunął ręką po czole – który z naszych wspomnień, naszych marzeń, naszych obaw i uczuć tworzy obrazy, i złudne doznania.
Po co trzykrotnie "naszych"?
(On z naszych wspomnień, marzeń, obaw, uczuć tworzy obrazy - złudne doznania - sędzia popatrzyłw dal zamyślony.
Być może w ów sposób dałbyś czytelnikowi niejednoznaczną odp. co sędzia tak naprawdę mysli o tym konkretnym śnie?)
– A prorocze sny naszych kapłanów, wróżbitów? A sny Wyroczni? – Thovriemu trudno było się pogodzić ze jego słowami.
Podobnie jak drugie z w/w pyt. Thovriego umieszczone po komentarzu narratora co do stanu jego emocji, uczuć uwypukliłoby niespokojną dociekliwość.


– Jak by to powiedział amirianita, pogańskie gusła. A Wyrocznia… – Rollin prawie śmiał się przeczesując dłonią ciemne włosy – a Wyrocznia wypowiada wróżby wdychając opary zioła widzenia i zaręczam ci, że gdybyś sam się tego nawdychał, to też byś miał wizje. Wyślij go na praktykę do Pytii. Wink
Poniżej pomyśl może o jakimś podziale zdań?
Thovriego z jednej strony uspokoiły wyjaśnienia odnośnie snów (te wyjaśnienia), z drugiej jednak nieco zasmuciło takie lekceważenie mocy bogów. Choć wychowywali go amiriańscy mnisi, nie był przekonany do jedynej wiary. Według nich jego rodzice byli poganami skazanymi na potępienie i ta myśl najbardziej mu się nie podobała. Stał na rozdrożu wierząc zarówno w jedynego amiriańskiego Boga jak i w starych bogów. Czasem złościło go, że nie pojmuje zagmatwanego świata religii.

Swoją drogą nie wiem do ilu wydawnictw wysłałeś utwór. Bo jeśli miałbyś czekać nawet rok na odpowiedź to ryzykując odmowę szkoda byłoby w razie czego zanadto poświęcać czas na oczekiwania. Znajdź więcej wydawców. Smile
Odpowiedz
#5
(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): 10. Słońce powoli wspinało się (W roli "wspinacza"? Może raczej wznosiło się?)
"Wznosiło się" jest takie oklepane. Tutaj kropla poetyki się zakradła Wink

(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): Okoliczne drzewa (Wiadomo że okoliczne. I jaki gatunek? Skoro dbasz o detale ubioru to może wartoby zadbać i o to?)) rzucały długie cienie.
Słusznie. Mogą być topole?

(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): Miał też na sobie parę podróżnych spodni w kolorze kory dębu. Aż dwa spodnie musi założyć? Zmarźluch.
https://obcyjezykpolski.pl/o-zagadkowosc...a-spodnie/
Wink

(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): I znów jak już wielekroć poprzednio bywało w tej powieści: co zrobić z opisami ubiorów (i ) tak, by forma nie przeszkadzała w odbiorze utworu jako ciekawego? Przynajmniej niektórym czytelnikom. Pokieruję się intuicją, co zresztą robię chyba w większej mierze niż na rozum kiedy oceniam. Jedno, dwa, może nawet i trzy następujące po sobie tego typu zdania jak te może nie przeszkodzą w tym. Byleby takie rozwiazania nie pojawiały się za często w trakcie lektury.
Nie wiem czy czytałeś pierwszy tom "Gry o tron". Był tam opis sukni na pół strony Big Grin
Z jednej strony uważam nakreślenia ubioru za niezbędne, z drugiej strony staram się to robić najrzadziej i najkrócej jak się da - przy wprowadzaniu postaci lub gdy ma to jakieś znaczenie. fabularne.

(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): Na krzątających się żołnierzy, pomocników karczmarza (podkarczmarzych? Nie wiem, jest takie słowo?)
Ostatnio w trakcie czytania powieści piastowskich wynotowałem sobie do używania synonim sługi - pachołek.
Oprócz tego zydel (taka ława na której siedzi książę) i gościniec na określenie drogi/traktu Wink

(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): A o ubiór Thovriego też już nie zadbałeś? Wink
Nie wszystko na raz Wink
On ma swoje "5 minut" w bodajże 13 rozdziale i jego nieodłączny wtedy artefakt - szalik Wink

(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): Chwile biegły nieubłaganie odsuwając w czasie pytanie, a on nadal czuł w głowie pustkę. Jeszcze gorsza była świadomość, że milczy nie udzielając odpowiedzi.

Póki co lepsze rozwiązanie nie przychodzi mi na myśl prócz usunięcia paru słów.
Wiem, że brzmi to łaopatologicznie, ale chodziło mi o wyraźne wyartykułowanie stanu emocjonalnego chłopaka. Chwile biegną a pytanie mistrza zostaje bez odpowiedzi, co jest źródłem narastającego psychicznego dyskomfortu.
Muszę ten opis jeszcze przemyśleć.


(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): Thovri poczuł jak jego serce (A czyje inne?) przyśpiesza, a ciało zalewa fala ciepła.
Zasadniczo słuszność, ale bez jakiegoś dookreślenia zdanie na głos brzmi kulawo. Może "poczuł jak serce mu przyśpiesza"?

(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): A więc został zdemaskowany, nie tylko przez obiekt jego niegrzecznego wpatrywania się (nie tylko przez Gimaldiego).
Przydługi synonim zastosowałem w celu uniknięcia bliskiego powtórzenia.

(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): – Czy czasem… miewasz koszmary Panie? – dokończył podnosząc wzrok na seniora. Jeśli Thovri uważa sędziego za autorytem to równie "godnym" jak senior mianem byłby może "mentor"?
"senior" jest określeniem feudalnym. "Mentor" bardziej zonacza relacje mistrz-uczeń lub protegowany. Aczkolwiek jako pewien synonim można zastosować.

(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): – Byłem w naszym obozie (A czyim innym?) ale… ale nie mogłem nikogo znaleźć.
Śnić mu się mogło cokolwiek Wink Po drugie postacie nie muszą się wypowiadać w sposób oszczędny, ani nawet poprawny, czego oczekujemy od narratora. Dlatego tam gdzie nie jest to jakimś poważnym zgrzytem, pozwalam im mówić po swojemu. Mistrz Yoda na przykład miał poważne problemy ze składnią Big Grin

(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): – Znaczą, ale nie to, co się wielu powszechnie wydaje. Czasami mogą się w nich odbijać nasze głęboko skrywane strachy, ale nie ma w tym nic mistycznego. To tylko projekcje naszego umysłu (to tylko umysł płata nam figle) – przesunął ręką po czole – który z naszych wspomnień, naszych marzeń, naszych obaw i uczuć tworzy obrazy, i złudne doznania.

Po co trzykrotnie "naszych"?
Spróbuj to przeczytać na głos. Sama treść wskazuje na powolne tempo wypowiedzi, ciepło w brzmieniu głosu i jest bardziej naturalne niż "bezduszna" wyliczanka.
Intonacje szalenie trudno oddać treścią.

(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): – A prorocze sny naszych kapłanów, wróżbitów? A sny Wyroczni? – Thovriemu trudno było się pogodzić ze jego słowami.
Podobnie jak drugie z w/w pyt. Thovriego umieszczone po komentarzu narratora co do stanu jego emocji, uczuć uwypukliłoby niespokojną dociekliwość.
Dobry pomysł.


(04-02-2018, 17:17)Kotkovsky napisał(a): Swoją drogą nie wiem do ilu wydawnictw wysłałeś utwór. Bo jeśli miałbyś czekać nawet rok na odpowiedź to ryzykując odmowę szkoda byłoby w razie czego zanadto poświęcać czas na oczekiwania. Znajdź więcej wydawców. Smile
Już przestało mi na tym zależeć:
http://www.via-appia.pl/forum/showthread...#pid146819

Dzięki za poświęcony czas i Pozdrawiam Smile
Gunnar
Odpowiedz
#6
Cytat:"Wznosiło się" jest takie oklepane. Tutaj kropla poetyki się zakradła [Obrazek: wink.gif]
Z kolei "wspinało się" brzmi za mało subtelnie i za mało wiernie oddaje opis otoczenia. Może: Słońce zwolna wychylało się (wysnuwało się/ wyłaniało się) spoza świerczyny (ścian lasu)?


Cytat:Mogą być topole?
Zabraniam!  Topole, z racji kruchości drewna zagrażają przejezdnym. A i kiepski z nich opał dla gospodarza. Wink


Cytat:Nie wiem czy czytałeś pierwszy tom "Gry o tron". Był tam opis sukni na pół strony [Obrazek: biggrin.gif]

Z jednej strony uważam nakreślenia ubioru za niezbędne, z drugiej strony staram się to robić najrzadziej i najkrócej jak się da - przy wprowadzaniu postaci lub gdy ma to jakieś znaczenie. fabularne.
Lektura nieznana. No, powiedzmy że regułą jest to, o czym wspomniałem. Ale też, z drugiej strony możliwe iż czasem można, czasem może trzeba je łamać gdy to uzasadnione. Może Martin umie zrobić to nader przekonująco? A dużo jest u niego tego typu opisów? A wspomniany opis był opisem "statycznym", tj samym opisem? A może "dynamicznym", bo przeplecionym ze słowami odnoszącymi się do jakiejś akcji?
Zwłaszcza jeśli była to szybka akcja?
Przyznam że twoje opisy osobiście podobają mi się (kolory), choć inni mogą ich tak nie tolerować. No, ale może mimo wszystko doszlifuj je tak jak proponuję.

Zresztą widzę masz słabość do odzienia a ja, na podobnej zasadzie do przyrody.
A twoje rozwiązanie, o którym wspominasz powyżej zdaje się słuszne.

Cytat:Kotkovsky napisał(a): A o ubiór Thovriego też już nie zadbałeś? [Obrazek: wink.gif]Nie wszystko na raz [Obrazek: wink.gif]

On ma swoje "5 minut" w bodajże 13 rozdziale i jego nieodłączny wtedy artefakt - szalik

Ale chyba najlepiej opis umieszczać zawsze, gdy po raz pierwszy wprowadzasz daną postać do utworu? Chyba że miałbyś ku temu naprawdę wyjątkowy powód, by tego nie czynić?  Wtedy jakoś go uzasadnij.


Cytat:Kotkovsky napisał(a): Thovri poczuł jak jego serce (A czyje inne?) przyśpiesza, a ciało zalewa fala ciepła.
Zasadniczo słuszność, ale bez jakiegoś dookreślenia zdanie na głos brzmi kulawo. Może "poczuł jak serce mu przyśpiesza"?
Przeczuwam twą słuszność. Może więc lepiej wybrzmi gdy mu zastąpimy jemu? Lub gdyby Thovriego "wywalić" do któregoś z poprzednich zdań? Zostawiając: Poczuł jak serce przyśpiesza, a ciało zalewa fala gorąca (zalewa ciepło/ pot).

Cytat:Kotkovsky napisał(a): A więc został zdemaskowany, nie tylko przez obiekt jego niegrzecznego wpatrywania się (nie tylko przez Gimaldiego).
Przydługi synonim zastosowałem w celu uniknięcia bliskiego powtórzenia.
Rozumiem, byłbym jednak tu jeszcze pokombinował. Może skrócić ten "synonim"? Może ... przez kupca (wędrownego handlarza)? "Obserwowanego"?  A może jakieś nawiązanie do postury kupca?

Cytat:Kotkovsky napisał(a):
– Byłem w naszym obozie (A czyim innym?) ale… ale nie mogłem nikogo znaleźć.
Śnić mu się mogło cokolwiek [Obrazek: wink.gif] Po drugie postacie nie muszą się wypowiadać w sposób oszczędny, ani nawet poprawny, czego oczekujemy od narratora. Dlatego tam gdzie nie jest to jakimś poważnym zgrzytem, pozwalam im mówić po swojemu. Mistrz Yoda na przykład miał poważne problemy ze składnią [Obrazek: biggrin.gif]
Racja, co do wypowiedzi unaoczniłeś to, co sam chyba przeczuwałem.

Cytat:Kotkovsky napisał(a): – Znaczą, ale nie to, co się wielu powszechnie wydaje. Czasami mogą się w nich odbijać nasze głęboko skrywane strachy, ale nie ma w tym nic mistycznego. To tylko projekcje naszego umysłu (to tylko umysł płata nam figle) – przesunął ręką po czole – który z naszych wspomnień, naszych marzeń, naszych obaw i uczuć tworzy obrazy, i złudne doznania.

Po co trzykrotnie "naszych"? Spróbuj to przeczytać na głos. Sama treść wskazuje na powolne tempo wypowiedzi, ciepło w brzmieniu głosu i jest bardziej naturalne niż "bezduszna" wyliczanka.
Intonacje szalenie trudno oddać treścią
Też możesz mieć rację, podobną do powyższej. Z drugiej strony znam trochę osobiście osobę, która wypowiada się dość oszczędnie w formie a ma wyraźnie ciepły tembr. Na pozór bez znaczenia jest to że to też osoba wykształcona jak zapewne Sędzia. Podobnie jak on cieszy się pewnym autorytetem i jest dość znana. I powiedzmy że jak on ma w sobie pewne dostojeństwo co widać w zachowaniu. Więcej: wypowiadając się czyni to tak że gdyby spróbować to spisać co rusz wyszłyby (ulubione Wink ) myślniki. Po części wynika to z tego że osoba ta ma chyba w sobie jakiś spokój, po części że jak Rollin jest osobą publiczną. I występuje, przynajmniej występowała w mediach. Może zatem ciepło głosu Sędziego mogłoby narzucać się czytającemu "samo z siebie"? To znaczy wynikać z całości opisu wzajemnych relacji Rollin - Thovri? Z tego, jaki ów jest wobec chłopaka?
Ale też spróbuję przeczytać to wg. wskazówki.

To tylko projekcje naszego umysłu (to tylko umysł płata nam figle) – (tu może wartoby wstawić  Sędzia, Rollin, lub inny synonim) przesunął ręką po czole – który...

Cytat:Kotkovsky napisał(a): Swoją drogą nie wiem do ilu wydawnictw wysłałeś utwór. Bo jeśli miałbyś czekać nawet rok na odpowiedź to ryzykując odmowę szkoda byłoby w razie czego zanadto poświęcać czas na oczekiwania. Znajdź więcej wydawców. [Obrazek: smile.gif]
Już przestało mi na tym zależeć:
http://www.via-appia.pl/forum/showthread...#pid146819
Smile
Odpowiedz
#7
(11-02-2018, 18:47)Kotkovsky napisał(a):
Cytat:"Wznosiło się" jest takie oklepane. Tutaj kropla poetyki się zakradła [Obrazek: wink.gif]
Z kolei "wspinało się" brzmi za mało subtelnie i za mało wiernie oddaje opis otoczenia. Może: Słońce zwolna wychylało się (wysnuwało się/ wyłaniało się) spoza świerczyny (ścian lasu)?
W poezji nie chodzi o wierne oddanie opisu otoczenia Wink tylko o zgrabną metaforę Wink
Takie elementy, w moim odczuciu nadają tez lekkiej "baśniowości" opisywanego świata, w końcu to fantasy.

(11-02-2018, 18:47)Kotkovsky napisał(a):
Cytat:Nie wiem czy czytałeś pierwszy tom "Gry o tron". Był tam opis sukni na pół strony [Obrazek: biggrin.gif]
Lektura nieznana. No, powiedzmy że regułą jest to, o czym wspomniałem. Ale też, z drugiej strony możliwe iż czasem można, czasem może trzeba je łamać gdy to uzasadnione. Może Martin umie zrobić to nader przekonująco? A dużo jest u niego tego typu opisów? A wspomniany opis był opisem "statycznym", tj samym opisem? A może "dynamicznym", bo przeplecionym ze słowami odnoszącymi się do jakiejś akcji?
Zwłaszcza jeśli była to szybka akcja?
Nie było tam żadnej akcji, po prostu jednolity blok tekstu.

(11-02-2018, 18:47)Kotkovsky napisał(a):
Cytat:Kotkovsky napisał(a): A o ubiór Thovriego też już nie zadbałeś? [Obrazek: wink.gif]Nie wszystko na raz [Obrazek: wink.gif]

On ma swoje "5 minut" w bodajże 13 rozdziale i jego nieodłączny wtedy artefakt - szalik

Ale chyba najlepiej opis umieszczać zawsze, gdy po raz pierwszy wprowadzasz daną postać do utworu? Chyba że miałbyś ku temu naprawdę wyjątkowy powód, by tego nie czynić?  Wtedy jakoś go uzasadnij.
Fabularnie ma się wydawać czytelnikowi, że Thovri jest postacią epizodyczną (choć jak zauważyłem "uśmiercenie" go bardzo poruszało czytelników, którzy w ciągu tego jednego rozdziału bardzo się przywiązywali do tej postaci). Jego powrót po kilkunastu rozdziałach ma być pozytywnym zaskoczeniem Smile

(11-02-2018, 18:47)Kotkovsky napisał(a):
Cytat:Kotkovsky napisał(a): Thovri poczuł jak jego serce (A czyje inne?) przyśpiesza, a ciało zalewa fala ciepła.
Zasadniczo słuszność, ale bez jakiegoś dookreślenia zdanie na głos brzmi kulawo. Może "poczuł jak serce mu przyśpiesza"?
Przeczuwam twą słuszność. Może więc lepiej wybrzmi gdy mu zastąpimy jemu? Lub gdyby Thovriego "wywalić" do któregoś z poprzednich zdań? Zostawiając: Poczuł jak serce przyśpiesza, a ciało zalewa fala gorąca (zalewa ciepło/ pot).
Tak byłoby najlepiej tylko zaraz przed jest wypowiedź jego rozmówcy, więc nie ma tych poprzednich zdań, do których można by było wywalić jego imię.

(11-02-2018, 18:47)Kotkovsky napisał(a):
Cytat:Kotkovsky napisał(a): A więc został zdemaskowany, nie tylko przez obiekt jego niegrzecznego wpatrywania się (nie tylko przez Gimaldiego).
Przydługi synonim zastosowałem w celu uniknięcia bliskiego powtórzenia.
Rozumiem, byłbym jednak tu jeszcze pokombinował. Może skrócić ten "synonim"? Może ... przez kupca (wędrownego handlarza)? "Obserwowanego"?  A może jakieś nawiązanie do postury kupca?
To w zasadzie nie synonim a peryfraza, jeśli lirycznych określeń można użyć. Ale można tak skrócić.

(11-02-2018, 18:47)Kotkovsky napisał(a): To tylko projekcje naszego umysłu (to tylko umysł płata nam figle) – (tu może wartoby wstawić  Sędzia, Rollin, lub inny synonim) przesunął ręką po czole – który...
W zasadzie można, choć z kontekstu wynika, że tylko dwie osoby rozmawiają i nie ma wątpliwości co do tożsamości osoby mówiącej tę kwestię. Kiedyś jedna czytelniczka zwróciła mi na nadmiar "Sędziów Rollinów" w pierwszym rozdziale. Policzyłem - było ich 75 Big Grin
Wziąłem więc maczetę i zrobiłem konkretną przecinkę o jakieś 2/3 schodząc do nieco ponad 20.
Odpowiedz
#8
Czytam z zainteresowaniem, bo może też wezmę się za prozę.
Napisałem parę krótkich opowiadań.
Przejście od poezji do prozy jest o tyle trudne, że wciąż cisną się jakieś metafory.
Powtórzenia to chyba zmora pisarza.
Pewne tytuły, zwroty i określenia przyklejają się do mózgu i powodują ich powtórne, nieświadome użycie.
Warto oczyszczać tekst fragmentami.
Ja mam głównie problem warsztatowy typu - używanie i zapis dialogów.
Potrzebowałbym nauczyciela.
Choćby Ciebie, Gunnarze.
Świetnie sobie radzę z bez dialogowym tekstem.
W końcu, poezja doskonale wyrabia warsztat. Pewną wirtuozerię w używaniu słów i zwrotów.

Jestem ciekaw, Gunnarze, czy planujesz wcześniej tekst. Jakiś konspekt lub punkty, które mają prowadzić.
Ja zauważyłem, że przy pisaniu prozy, to nie ja prowadzę tekst, tylko często on mnie prowadzi, wydobywając nagle rzeczy, o których wcześniej nie myślałem.
Z pewnością potrzebuję konsultacji.
Jurek
Kłamstwo wymaga wiary, aby zaistnieć. Uwierzę w każde pod warunkiem, że mi się spodoba.
J.E.S.

***
Jak być mądrym.. .?
Ukrywać swoją głupotę!
G.B. Shaw
Lub okazywać ją w niewielkich dawkach, kiedy się tego po tobie spodziewają.
J.E.S.

[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#9
(26-02-2018, 15:45)Alchemik napisał(a): Jestem ciekaw, Gunnarze, czy planujesz wcześniej tekst. Jakiś konspekt lub punkty, które mają prowadzić.
Ja zauważyłem, że przy pisaniu prozy, to nie ja prowadzę tekst, tylko często on mnie prowadzi, wydobywając nagle rzeczy, o których wcześniej nie myślałem.
Z pewnością potrzebuję konsultacji.
A to bywa różnie.
Zazwyczaj zaczyna się od pojedynczej sceny. Potem powstaje szkielet fabularny - pewien konspekt.
A czasami jest tak, że to historia przejmuje prowadzenie i czasami sam nie wiem co się za chwilę w opowiadaniu wydarzy Wink
Odpowiedz
#10
Czy to nie dziwne i wspaniałe, takie rodzenie się historii?
Czy to oznacza, że artysta nie zawsze myśli świadomie?
Historie ponad artystą.
Jest w tym coś mistycznego.
Przypuszczam jednak, że taki związek treści, historii z wola artysty możliwy jest tylko, kiedy poeta, prozaik, muzyk, plastyk,jest związany ze swoim dziełem na poziomach transcendentnych.
Nie śmiej się ze mnie, Gunnarze.
Przecież jesteś fantastą, posiadasz wyobraźnię i wiarę w inne światy.
Jako poeta mam to od dawna.

Wiesz?
Łatwiej się nazwać prozaikiem niż poetą.
Nazwanie się poetą świadczy, albo o bezkrytycznym ego grafomana, albo odpowiada prawdzie zapisanej w duszy.
Już to przerobiłem.
Nie wstydzę się nazywania siebie poetą.

Ale chciałbym, Gunnarze doskonalić warsztat dalej.
Chcę pisać prozę.
Nie dlatego że poezja mi nie wystarcza.
Proza też jest poezją.
Każdy kolejny dzień jest prozą i poezją równocześnie.

Ja to czuję.
Chciałbym się podzielić z innymi swoimi odczuciami.

Dobrze wiesz, Gunnarze, że jestem zwykłym i całkiem trzeźwym facetem.
Niezwykłość pochłaniam jednak na śniadanie.
Stanie się częścią mnie, jeżeli na nią zapracuję.

Stąd prośba o konsultacje w rzeczach wydawałoby się prostych.
Technika zapisu dialogów.

Z innej strony, technika moderowania, czyli umiejętność poruszania się w informatycznych normalkach, dla Ciebie na co dzień.
Ja chodziłem z głową w chmurach.
Teraz jako moderator muszę nauczyć się odpowiedniego klikania, żeby ruszać podporządkowanym mi systemem.
O moją inteligencję i rozumienie nie musisz się martwić.

Lekcje najlepiej na pw.
Choć wcale się nie wstydzę, takiego zapoznania w kwestiach cyfrowego moderowania rzeczywistości.
Ja dorastałem, kiedy w szkołach nie było komputerów.
O komputerach pisał Lem, którego kochałem platonicznie i próbowała je produkować jakaś polska firma pod nazwą Odra.
Kłamstwo wymaga wiary, aby zaistnieć. Uwierzę w każde pod warunkiem, że mi się spodoba.
J.E.S.

***
Jak być mądrym.. .?
Ukrywać swoją głupotę!
G.B. Shaw
Lub okazywać ją w niewielkich dawkach, kiedy się tego po tobie spodziewają.
J.E.S.

[Obrazek: oscar.jpg]
Odpowiedz
#11
Przysłuchuję się waszej wymianie myśli. Chciałbym sie podzielić następującymi spostrzeżeniami.
   1.Wziąłem sobie do serca słowa bohaterki uniwersum, do którego przypisuję mój tekst pojedynkowy. Radzi ona bohaterowi (występującemu też w tym tekście) jak pisać. Bohater ma kryzys twórczy a marzy by być pisarzem. Wciąż jednak ostatnie pomysły wydają mu się kiepskie. Mówi mu aby nie kontrolował swoich myśli, pomysłów. I nie oceniał ich, ale pozwolił im niejako samym spływać przez pióro na papier. To chyba coś
w rodzaju przepływu strumienia świadomości, czy jakoś tam? U bohatera skutkuje to napisaniem ładnej ilości stron i uznaniem ze strony ojca, który pozwolił sobie na lekturę jego zapisu.
     Od siebie dodałbym że czas na krytykę przychodzi później. Wtedy rękopis jest napisany, już trochę odleżał. A burza emocji, myśli, procesu twórczego uspokaja się i można na trzeźwo nanosić korektę. Ważne że rękopis już jest jako podstawa do dalszej pracy nad pomysłem. Bo krytycyzm na samym początku pisania mógłby chyba zniweczyć niejedno ziarnko potencjalnie dobrego utworu.
     Świadoma twórczość to chyba taka gdy ktoś świadomie próbuje pogodzić ze sobą rolę woli, rozumu, uczuć, emocji itp. z tym, co tkwi w nim podświadomie. U mnie proces pisania zachodzi podobnie co u was. Pomysł pączkuje a nowe mysli często zjawiają się w trakcie pisania.
   2. Jeśli chodzi o prozę bez dialogów to Alchemiku dobry jest tutaj nasz współużytkownik Erazmus ze swoją absurdalno surrealistyczną wyobraźnią. I też jakoś nie lubi dialogów. Polecam jego "Marsa i Sawę".
   3. To, co piszę może nie jest najwyższych lotów; ale chyba nie jest też beznadziejne. Nie wiem czy mam choćby zadatki na prawdziwego literata. A nawet, jeśli będę kiedyś mistrzem a nie porzuce pisania nastawiam się na szlifowanie warsztatu do końca życia.

Cytat:Kotkovsky napisał(a):
Cytat: napisał(a):"Wznosiło się" jest takie oklepane. Tutaj kropla poetyki się zakradła [Obrazek: wink.gif]
Z kolei "wspinało się" brzmi za mało subtelnie i za mało wiernie oddaje opis otoczenia. Może: Słońce zwolna wychylało się (wysnuwało się/ wyłaniało się) spoza świerczyny (ścian lasu)? W poezji nie chodzi o wierne oddanie opisu otoczenia [Obrazek: wink.gif] tylko o zgrabną metaforę [Obrazek: wink.gif]
Takie elementy, w moim odczuciu nadają tez lekkiej "baśniowości" opisywanego świata, w końcu to fantasy.

Ale też nic chyba nie stoi na przeszkodzie by pogodzić realizm opisów, nawet świata wymyślonego z metaforą? Nawet wręcz chyba raczej powinno tak być? Moim zdaniem w w/w propozycjach odnoszących się do opisu  konkretnego poranka w konkretnym miejscu (przyroda, góry), choć może brak metafory to jednak jest pewna baśniowość. Przynajmniej w wysnuwało się.

Cytat:Kotkovsky napisał(a):
Cytat: napisał(a):Kotkovsky napisał(a): A o ubiór Thovriego też już nie zadbałeś? [Obrazek: wink.gif]Nie wszystko na raz [Obrazek: wink.gif]

On ma swoje "5 minut" w bodajże 13 rozdziale i jego nieodłączny wtedy artefakt - szalik

Ale chyba najlepiej opis umieszczać zawsze, gdy po raz pierwszy wprowadzasz daną postać do utworu? Chyba że miałbyś ku temu naprawdę wyjątkowy powód, by tego nie czynić?  Wtedy jakoś go uzasadnij. Fabularnie ma się wydawać czytelnikowi, że Thovri jest postacią epizodyczną...
Jak dla mniej to nieprzekonujący argument, chyba że "epizodyczność" bohatera, choćby pozorna to nie wszystko by był "bez odzienia".
Może po prostu tak go ubierz by mimo wdzianka wrażenie czytelnika pozostało zgodne z twoim zamiarem?
Jako piszący masz już chyba odpowiednie doświadczenie ku temu? Lub spróbuj je zdobyć.

Pozdrawiam obydwy Panów. Smile
Odpowiedz
#12
Przepraszam rozmówców, ale jakimś cudem umknęły mi tu nowe posty.
Temat wymaga cytowania czego nie da się zrobić na tablecie a komp odmówił mi posłuszeństwa.
Ale obiecuję odpisać jak tylko mniej więcej za tydzień dotrze do mnie nowy sprzęt.
Możesz już Kotkowsky przygotowywać analizę krytyczną ostatniej części pierwszego rozdziału.
Od miesiąca nic w książce nie ruszałem więc będzie to impuls by wrócić do pisania.

Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
#13
(27-02-2018, 16:18)Alchemik napisał(a): Czy to nie dziwne i wspaniałe, takie rodzenie się historii?
Czy to oznacza, że artysta nie zawsze myśli świadomie?
Historie ponad artystą.
Jest w tym coś mistycznego.
Przypuszczam jednak, że taki związek treści, historii z wola artysty możliwy jest tylko, kiedy poeta, prozaik, muzyk, plastyk,jest związany ze swoim dziełem na poziomach transcendentnych.
Nie śmiej się ze mnie, Gunnarze.
Przecież jesteś fantastą, posiadasz wyobraźnię i wiarę w inne światy.
Jako poeta mam to od dawna.
Nie śmieje się. Jest tak jak piszesz.

(27-02-2018, 16:18)Alchemik napisał(a): Wiesz?
Łatwiej się nazwać prozaikiem niż poetą.
Nazwanie się poetą świadczy, albo o bezkrytycznym ego grafomana, albo odpowiada prawdzie zapisanej w duszy.
Już to przerobiłem.
Nie wstydzę się nazywania siebie poetą.
Choćbym napisał jeszcze kilka niezłych wierszy to nigdy nie miałbym odwagi nazwać się poetą Wink
Proza to moja muza a z poezją czasami flirtuję Big Grin

(27-02-2018, 16:18)Alchemik napisał(a): Ale chciałbym, Gunnarze doskonalić warsztat dalej.
Chcę pisać prozę.
Nie dlatego że poezja mi nie wystarcza.
Proza też jest poezją.
Każdy kolejny dzień jest prozą i poezją równocześnie.
Pragnienie samorozwoju jest naturalne i dopóki coś nam jeszcze się chce dopóty żyjemy naprawdę.


(27-02-2018, 16:18)Alchemik napisał(a): O komputerach pisał Lem, którego kochałem platonicznie i próbowała je produkować jakaś polska firma pod nazwą Odra.
I gdyby nasi komuniści mieli więcej pomyślunku Internet byłby polski a nie amerykański Wink
Odpowiedz
#14
11. Brodami przeprawili się przez Vermissę, po czym omijając Kreonię ruszyli jej południowym brzegiem na wschód (przecinek, lub podział zdania) w stronę lasów (Ku lasom) Rhynn. Cztery dni po opuszczenia Nuuk podróżowali już traktem rhynnyjskim (może z ewentualnie załączonej mapki czytelnik dowie się którą konkretnie podróżowali drogą?) (tak) na południe. Pod wieczór rozbili obóz na niewielkiej polanie. Zapadał zmierzch, gdy (podział zdania) kapitan ze strażnikami i kupcami raczyli się winem przy ognisku. Jeden z młodych żołdaków, ku uciesze podchmielonych kompanów śpiewał sprośną, wiejską piosenkę. W pewnym momencie Gimaldi wstał i dosyć trzeźwo oznajmił, że dziękuje za towarzystwo, ale nie chce mieć (podział zdania) Nie chce mieć bowiem drugiego pod rząd naznaczonego pragnieniem wody poranka więc uda się na spoczynek. W ślad za nim poszli cechowi kupcy. Wkrótce kapitan Gubbaru zarządził ciszę nocną. Jedynymi (może raczej Jedyną z uwagi na sugerowany podział zdania?) całkiem trzeźwymi osobami był Sędzia, który w swoim namiocie zajmował się przygotowywaniem korespondencji dyplomatycznej i młody Fulgar mający tej nocy pełnić straż. Wszelkie odgłosy na dobre ucichły. Tylko szelest liści poruszanych ciepłym wiosennym wiatrem
 i cykanie świerszczy dobiegały z lasu Rhynn (już podałeś nazwę lasu) (puszczy/ kniei). Marcus pogrążył się w zamyśleniu. Znów ogarnęło go to samo uczucie deja vu (przecinek) jakie stało się jego udziałem na chwilę przed śmiercią (...owo uczucie, które poprzedziło śmierć...) Prokonsula. Siedział przed biurkiem zrobionym z dwóch drewnianych klocków (raczej kloców z uwagi na sugestię rozmiarów "biurka"? Bo chyba nie jest ono dla karzełka?) i naprędce wyciosanej deski. W jednej ręce trzymał niewielki nefrytowy posążek – dar Galio, w drugiej zaś ręce – pióro. Przed nim leżała nie zapisana (czysta/ świeża) karta pergaminu.

Nad poniższym fragm. jeszcze bym chyba na twoim miejscu popracował.
Deja vu zawsze wiązało się z jakimś dziwnym, przytłumionym uczuciem podniecenia (Dziwne, stłumione poniecenie zawsze towarzyszyło deja vu). Także z pewną trudną do zrozumienia przez niego samego (jemu samemu) satysfakcją bliską mistycznego doznania wyostrzającego zmysły. Zazwyczaj też poprawiało mu humor (może myślnik? - wiesz już zapewne dlaczego tak je preferuję Wink ) chyba, że wkrótce następowały jakieś niewesołe wydarzenia (coś niedobrego).

Scena bitewna: naniosłem tylko część poprawek. Pamiętasz bowiem wszystko to, co już Ci pisałem odnośnie odp. oddawania szybkich (i wolniejszych) akcji w scenach?
Z zamyślenia wyrwał go cichy świst. W pierwszej chwili pomyślał, że to wiatr grający w konarach jakiegoś starego drzewa. Po dłuższej chwili nie był pewien czy rzeczywiście coś słyszał, czy ten dźwięk był tylko wytworem jego umysłu. Raz jeszcze spojrzał na pergamin i gdy już miał przyłożyć do niego pióro świst powtórzył się. Wkrótce nie miał wątpliwości. Rżenie koni i okrzyki dobiegające z obozowiska upewniły go, że zostali zaatakowani. Do namiotu wpadł Thovri.
– Zdrada Panie! Zostaliśmy… – głos nagle się urwał (wiadomo że nagle; a jeśli już chciałbyś zostawić te sł. to chyba pisze się: urwał się nagle?) , gdy strzała ugodziła go w szyję.
Chłopak upadł u wejścia. W słabym świetle lampy oliwnej (Z uwagi na scenę ten fragm. przeniósłbym do wcześniejszych wersów. I z uwagi na pełen opis sceny, gdy pierwszy raz widzimy Rollina w jego namiocie) widać było jak jego ciałem wstrząsają przedśmiertne drgawki (Jego ciałem wstrząsnęły drgawki...), powietrze rzęzi w uszkodzonej krtani, a na ziemi rozlewa się ciemna plama krwi. Z zewnątrz dobiegał przeraźliwy krzyk mordowanych kupców. Sędzia dobył miecza. W obozowisku zastał (Ujrzał) chaotyczną kotłowaninę - kotłowanina nie ma w sobie chyba nic z harmonii, porządku i ładu?. Nagle wybudzeni strażnicy usiłowali odpierać ataki zamaskowanych bandytów. Nieopodal leżał Fulgar ze strzałą
w piersi. Pod wielkim dębem ciało kolejnego strażnika z długą ciętą raną od lewego ramienia aż po prawy bok. Po drugiej stronie obozu, pod namiotem Gimaldiego, Savidis i Gnadis próbowali bronić się długimi sztyletami. Z lasu dobiegał cichnący odgłos (rżenie) spłoszonych przez napastników koni. Jedynie Selena rzucała słaby blask na te nierówne zmagania.
Ah, i znów te twoje miesznie nazw z różnych kultur. Selena to jak mniemam satelita Taugii? A może też jakieś bóstwo inspirowane jednym ze staroegipskich? Wink

Sędzia (przecinek?) dzięki zdolności infrawizji odziedziczonej po elfickich przodkach widział w ciemności ciepło każdego przeciwnika (to zdanie tez umieściłbym nieco wcześniej). Pierwszym ciosem (przecinek?) wyprowadzonym z góry uderzył w głowę bandytę odwróconego do niego tyłem (Wyprowadzonym z góry ciosem uderzył od tyłu pierwszego bandytę/ Cios z góry i pierwszy bandyta legł martwy/ Wyprowadził cios znad głowy kładąc pokotem pierwszego z bandytów).
Cięcie tuż pod uchem niemalże odseparowało jego czerep od reszty ciała (od tułowia). Uratowało to kapitana Gubbaru, który leżał na ziemi i miał właśnie zostać przez niego dobity (Uratowało to leżącego, rannego Gubbaru). Z tego uderzenia płynnie wyprowadził kolejne cięcie uderzając w gardło topornika nacierającego z prawej. Z szyi trysnęła krew srebrząc się w świetle księżyca, po czym uniesiony topór przeważył go powodując upadek.
(Krew zalśniła w świetle księżyca; ciężar toporu przeważył go w tył) Nim jego ciało dotknęło wilgotnej darni Sędzia zatopił miecz w brzuchu bandyty nadciągającego z lewej. Na krótką chwilę w tej części pola bitwy zapanował spokój. Rollin pomógł kapitanowi wstać. Dołączyło do nich dwóch strażników, którzy nieopodal uporali się ze swoimi przeciwnikami. Stanęli do siebie plecami przygotowując się do odparcia kolejnej fali (kolejnych) atakujących. Ubrani na czarno, zamaskowani (szczegóły ubioru dałbym chyba na początek sceny) bandyci nadciągnęli ze wszystkich stron (zewsząd) dzierżąc w rękach miecze i topory (broń/ oręż).
Wiadomo w czym dzierżyli i co konkretniej. Może nawet wykreśliłbym że w ogóle cokolwiek dzierżyli, bo już wiadomo że nie nadeszli z pustymi rękoma.
Przez chwilę wydawało się, że szala zwycięstwa przechyli się na ich stronę, jednak napastników było zbyt wielu. Szyk załamał się gdy kapitan otrzymał cios toporem w głowę. Odgłos trzaskających (Trzask) kości czaszki (wiadomo o jaką kość chodzi) zmieszał się ze szczękiem żelaza.zybkiej
Same słowa "trzaskających" i "trzask" sugerują przecież onomatopeję, czyli wyraz dźwiękonaśladowczy. W tym wypadku konkretny odgłos. No, i pomyślałbym też o synonimach i wyrazach bliskoznacznych - teraz także co do tej sceny. Nawet gdy chodzi o takie, na pozór nieistotne różnice między wydawało się a zdawało się.
Wesołych świąt. Smile
Odpowiedz
#15
(02-04-2018, 16:37)Kotkovsky napisał(a): 11. Brodami przeprawili się przez Vermissę, po czym omijając Kreonię ruszyli jej południowym brzegiem na wschód (przecinek, lub podział zdania) w stronę lasów (Ku lasom) Rhynn. 
Ssłusznie.

(02-04-2018, 16:37)Kotkovsky napisał(a): Cztery dni po opuszczenia Nuuk podróżowali już traktem rhynnyjskim (może z ewentualnie załączonej mapki czytelnik dowie się którą konkretnie podróżowali drogą?) (tak) na południe.
Mapka nie zawsze przy tekście jest, ale opcjonalnie można tak zrobić.

(02-04-2018, 16:37)Kotkovsky napisał(a): Zapadał zmierzch, gdy (podział zdania) kapitan ze strażnikami i kupcami raczyli się winem przy ognisku. Jeden z młodych żołdaków, ku uciesze podchmielonych kompanów śpiewał sprośną, wiejską piosenkę. W pewnym momencie Gimaldi wstał i dosyć trzeźwo oznajmił, że dziękuje za towarzystwo, ale nie chce mieć (podział zdaniaNie chce mieć bowiem drugiego pod rząd naznaczonego pragnieniem wody poranka więc uda się na spoczynek.
Same dobre propozycje.

(02-04-2018, 16:37)Kotkovsky napisał(a): Tylko szelest liści poruszanych ciepłym wiosennym wiatrem i cykanie świerszczy dobiegały z lasu Rhynn (już podałeś nazwę lasu) (puszczykniei).
Tak, tylko wtedy sam "las" musi iść na początek zdania "Z lasu dobiegał tylko..." bo inaczej będzie kulawo.

(02-04-2018, 16:37)Kotkovsky napisał(a): Siedział przed biurkiem zrobionym z dwóch drewnianych klocków (raczej kloców z uwagi na sugestię rozmiarów "biurka"? Bo chyba nie jest ono dla karzełka?
Podkreśla spartańskie warunki. Siedzi też w domyśle na ziemi/po "turecku".

(02-04-2018, 16:37)Kotkovsky napisał(a): Zazwyczaj też poprawiało mu humor (może myślnik? - wiesz już zapewne dlaczego tak je preferuję Wink ) chyba, że wkrótce następowały jakieś niewesołe wydarzenia (coś niedobrego).
Tak, w tym miejscu może być uzasadniony. 

(02-04-2018, 16:37)Kotkovsky napisał(a): – Zdrada Panie! Zostaliśmy… – głos nagle się urwał (wiadomo że nagle; a jeśli już chciałbyś zostawić te sł. to chyba pisze się: urwał się nagle?, gdy strzała ugodziła go w szyję.
Gdy nie jestem pewien, czytam na głos. Z brzmienia obie formy wydają mi się poprawne.
Słowo "nagle" jest oczywiste, lecz w moim mniemaniu dodaje dramatyzmu sytuacji

(02-04-2018, 16:37)Kotkovsky napisał(a): Chłopak upadł u wejścia. W słabym świetle lampy oliwnej (Z uwagi na scenę ten fragm. przeniósłbym do wcześniejszych wersów. I z uwagi na pełen opis sceny, gdy pierwszy raz widzimy Rollina w jego namiocie) widać było jak jego ciałem wstrząsają przedśmiertne drgawki (Jego ciałem wstrząsnęły drgawki...), powietrze rzęzi w uszkodzonej krtani, a na ziemi rozlewa się ciemna plama krwi.
Skróty słuszne, ale tu stawiam na dramatyzm sytuacji. Czytelnikiem ma wstrząsnąć opis postaci, do której poczuł sympatię. Ma być jak najbardziej obrazowa, "filmowa". I z relacji kilku osób wiem, że zabieg się w tym miejscu udał. Niektórzy po przeczytaniu 1 rozdziału mieli wręcz pretensje, że uśmierciłem takiego sympatycznego chłopaka Wink

(02-04-2018, 16:37)Kotkovsky napisał(a): W obozowisku zastał (Ujrzałchaotyczną kotłowaninę - kotłowanina nie ma w sobie chyba nic z harmonii, porządku i ładu?. Nagle wybudzeni strażnicy usiłowali odpierać ataki zamaskowanych bandytów.
Chyba zrezygnuje z kotłowaniny, na rzecz pospolitej walki.

(02-04-2018, 16:37)Kotkovsky napisał(a):  Jedynie Selena rzucała słaby blask na te nierówne zmagania.
Ah, i znów te twoje miesznie nazw z różnych kultur. Selena to jak mniemam satelita Taugii? A może też jakieś bóstwo inspirowane jednym ze staroegipskich? Wink
Zapożyczenie z mitologii greckiej (bogini jak i księżyc). W zasadzie w tej materii czerpię z mitów słowiańskich i greckich. Do innych kultur raczej się nie odnoszę.
(02-04-2018, 16:37)Kotkovsky napisał(a):  bandyci nadciągnęli ze wszystkich stron (zewsząd) dzierżąc w rękach miecze i topory (broń/ oręż).
"w rękach" zbędne, ale bez konkretnego wymienienia rodzaju oręża cała druga część zdania traci sens. Bardziej: Zewsząd nadciągali ubrani na czarno, zamaskowani bandyci, dzierżący miecze i topory. 

(02-04-2018, 16:37)Kotkovsky napisał(a): Przez chwilę wydawało się, że szala zwycięstwa przechyli się na ich stronę, jednak napastników było zbyt wielu. Szyk załamał się gdy kapitan otrzymał cios toporem w głowę. Odgłos trzaskających (Trzask) kości czaszki (wiadomo o jaką kość chodzi) zmieszał się ze szczękiem żelaza.
Same słowa "trzaskających" i "trzask" sugerują przecież onomatopeję, czyli wyraz dźwiękonaśladowczy. W tym wypadku konkretny odgłos. 
Dobre zakończenie tekstu też jest sztuką. Ostatnie zdanie nie może sprawiać wrażenia, że tekst został urwany, nawet jeśli autor zostawia czytelnika w samym środku akcji. Ostatnie zdanie już się raczej nie zmieni, choć pomyślę nad tym jeszcze.

Dzięki i pozdrawiam Smile
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości