Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Szept Gromu - Rozdziały 1-15
Dziwna sprawa. To nadal stara wersja. Przekopiowałeś ten rozdział kiedyś do pliku i recenzujesz, czy na bieżąco bierzesz tekst z pierwszego posta?
Podana jest data "pierwopisu" sprzed dwóch lat a obok, w nawiasie data modyfikacji. Tak teraz, jak i poprzednio, gdy tu zaglądałem. Recenzuję zaś na bieżąco.

Nie wnosiłoby to jednak żadnej wartości dodanej. To krótka scena opisowa. Dialog by ją "zakłócał". Zresztą sporą rzeszę czytelników dialogi męczą (patrz pojedynek na arenie) Tongue
No, ale wszystkim nie dogodzi Big Grin
Czy ja wiem? Rozumiem też że trzeba dbać o odbiorców, ale też trzeba wznosić literaturę na literacką wyżynę. Raczej nie na odwrót. Big Grin
Wzajemności !
Odpowiedz
Ok, to Kotkovsky nanoś poprawki jak dotąd, bo nawet jeśli poprawisz coś co już poprawiłem, to na pewno wyłapiesz jeszcze sporo rzeczy, które mi umknęły Wink
Odpowiedz
Rozdział I - cd.

5. Drzewa po zachodniej stronie zaczęły strzępić tarczę słońca. Senior z giermkiem nieco wyprzedzili delegację. Reszta jeźdźców pozostała przy wozie, który powoli toczył się podgórskim traktem (zwolna toczącym się podgórskim szlakiem/ ścieżką// Reszta zrównała tempo z wlokącym się wozem). Thovri był szczupłym, piętnastoletnim chłopcem (piętnastolatkiem) z okrągłą twarzą i czarną czupryną. Dumny z przypasanego do biodra krótkiego miecza i służby u Sędziego.[1]
Wyłapałem też zjedzoną literę.


(Thovri, szczupły piętnastolatek z okrągłą twarzą i/ , czarną czupryną miał powód do dumy. Wszak to sam Rollin raczył go przyjąć na służbę. Uśmiechnął się spogladając raz po raz na przypasany u boku mieczyk.
Charakterystykę fizyczną Thovriego możnaby chyba umieścić w pierwszym podrozdziale? I podobnie raczej dla każdej in. osoby, od razu gdy ją wprowadzasz.)

- Patron Gimaldi chyba nie był zadowolony z tak szybkiego wyjazdu? – zagadnął wskazując na powóz, który zostawili za sobą.

- Nie był. – Odpowiedzi towarzyszył subtelny uśmiech. – W końcu nasza misja miała charakter handlowy, a on i ci dwaj kupcy, których ze sobą wleczemy nie zdążyli załatwić zbyt wielu interesów w Chalcedonie.
- Ale czy nie wzięliśmy ich, tak no – Thovri zastanowił się nad brakującym słowem – dla niepoznaki?
Sędzia roześmiał się.
- Masz rację. – Zawsze poprawiało mu humor, gdy chłopak błysnął jakąś bystrą myślą lub wnioskowaniem. – Tak, wzięliśmy patrona kompani handlowej by nasza misja wyglądała na handlową (na taką/ na takową - już wiemy na jaką ta misja miała wyglądać), choć w rzeczywistości była o wiele ważniejsza. Niestety… – Zawiesił głos. Nastała chwila milczenia, po czym odezwał się znowu (znów - tak zabrzmi zgrabniej w całym zdaniu):
- Thovri, jak myślisz? Czy śmierć Prokonsula była wypadkiem?
- Nie wiem, Panie – zaczął z wolna giermek wiedząc, że Sędzia często wystawia na próbę jego inteligencję zręcznymi pytaniami – ale nie słyszeliśmy żadnego okrzyku. Ta dziewczyna też mówiła, że po prostu upadł przed nią bez życia. Zupełnie jakby… – przerwał wahając się, ale widząc łagodny wzrok rozmówcy kontynuował – jakby był już (jakgdyby to już był) martwy w chwili upadku.

...błysnął jakąś bystrą myślą - brzmi jak niezamierzona rymowanka - i trochę niezgrabnie
(...gdy chłopak wykazał/ zaprezentował się/ pokazał bystrość umysłu/ wykazał się spostrzegawczością.)

Senior spochmurniał. Thovri zaniepokoił się. Czy powiedziałem coś nie tak? Nie znosił rozczarowywać go swoimi odpowiedziami. Ale dziś twarz Sędziego sposępniała z innego powodu  (Ale powód był zgoła inny).
- Tak chłopcze – powiedział ciężko wzdychając – tak właśnie mogło być.
Thovri z jednej strony odetchnął z ulgą ucieszony, że nie zawiódł, choć z drugiej poczuł ukłucie w sercu. Sędzia podzielał to, co dla niego było jak dotąd tylko domniemaniem, że ten serdeczny człowiek – Prokonsul – został zamordowany.
- Będziemy dziś przekraczać Tarkaty? – zagadnął nieśmiało po dłuższej chwili niezręcznego milczenia.
- O nie mój młody przyjacielu. Górskie przełęcze są tym bardziej zdradliwe nocą. Zatrzymamy się w gospodzie u podnóża Tartaków (u ich stóp), w której nocowaliśmy ostatnio.
(...)
- Co to za wieści (Co to oznacza)? – dopytywał Thovri.
- A to już tajemnica państwowa. – Dyplomata znacząco się uśmiechnął.
Jechali jeszcze kawałek, przysłuchując się śpiewowi (melodii/ pieśni) ptaków w tarkackich (podgórskich) lasach (w lasach na Podgórzu). Później przystanęli, by dogonił ich wóz i reszta jeźdźców (by dogonili ich pozostali/ by dogoniła ich reszta).
Może nawet wykreśliłbym informację gdzie konkretniej jest ten ptasi koncert? Bo miejsce akcji podałeś już u początku podrozdziału.
Tu i ówdzie jeszcze podzieliłbym bardziej zdania na dwa.
Smile
Odpowiedz
Dzięki za kolejną porcję sugestii. Wiele wprowadziłem do wersji, która opublikuję gdy skończymy cały rozdział.

Czekam na więcej Big Grin
Odpowiedz
ROZDZIAŁ I - cd.

6. Panujący w karczmie półmrok rozświetlały tylko zażące się w kominku drwa i kilka lamp oliwnych. Wnętrze wypełniał zapach piwa, pieczonego mięsa i spokojna muzyka grana przez wędrownego barda. Przy stołach zamówione posiłki (a cóż by innego jedli?) jadło kilkunastu podróżnych. Przy największym zasiadł (Wśród nich) Sędzia Rollin, patron Gimaldi, Thovri, kapitan straży Gubbaru i dwóch likaryjskich handlarzy – Savidis
i Gnadis (czy imiona dwóch ostatnich osób są tu konieczne?). Strażnicy posilali się na zewnątrz pilnując koni i wozu (dobytku). Patron dłubał widelcem w pieczonym udźcu (wiadomo już że był pieczony), co jakiś czas podnosząc do ust strzępy mięsa. Wyglądał jakby posiłek był dla niego męką (Jakgdyby posiłek stanowił dla niego mękę).
- Szkoda, że tak brutalnie przerwano naszą wizytę w Nuuk – odezwał się w końcu, po czym - po czym co zrobił, lub co się stało potem? Domyślam się o co chodzi. Inna rzecz iż opis tego też chyba jest zbędny.
Po tych słowach włożył do ust widelec z małym kawałkiem mięsa. Był człowiekiem o słusznej tuszy, acz dość wysokim. Jego kupieckie szaty (jego kupieckie szaty) błyszczały pomarańczem i fioletem - te zdania złączyłbym by bardziej zasugerować czyje były te szaty . Niska czapka z piórkiem przekrzywiła się i wyglądała, jakby zaraz miała się zsunąć (spaść) z łysiejącej głowy kupca.
Rollin pomyślał, że mógłby się nawet z nim zgodzić, gdyby chodziło mu o nagłą śmierć Prokonsula. Ale doskonale zdawał sobie sprawę, iż Gimaldi żałuje tylko niezrealizowanych interesów, więc pominą jego () uwagę milczeniem (Lecz Rollin zbył go/ ową uwagę milczeniem - Gimaldi żałował tylko swych interesów, nie Prokonsula).
W ost. zdaniu zjadłeś jedną literę. Kogo też zagadnął Gimaldi, skoro Rollin go zbył?
- Czy sądzisz lordzie D’aragon – Patron zwrócił się do ambasadora używając jego drugiego nazwiska rodowego – że uda się przywrócić bezpieczeństwo na szlakach handlowych przebiegających przez Kreonię
(w Kreonii)?
- To już nie zależy od nas. – Zagadniety (dobrze że użyłes synonimu, ale może uzyj ich więcej?) wziął kufel i pociągnął z niego długi łyk ciemnego chalcedońskiego piwa. – My możemy dbać o bezpieczeństwo traktów w tej części lasu Rhynn, który należy do Likarii.
- O tak – ożywił się Gimaldi – z pewnością (zapewne) skazanie przez ciebie na śmierć tych pięciu rabusiów schwytanych w zeszłym miesiącu przyczyni się do bezpieczeństwa, ale droga przez Rhynn jest dłuższa i tym samym kosztowniejsza. A to niestety przekłada się na cenę towarów, które kompania Drzewny Popiół oferuje odbiorcom w Likarii.
Pierwsze zdanie wypowiedźzi Gimaldiego podzieliłbym na dwa - oczywiście trzeba byłoby nieco zmienić słowa. A jak? Przykłady podałem między innymi w rozdziale z chustką.
Thovri na wspomnienie o karach śmierci wzdrygnął się. Jakkolwiek Sędzia był prywatnie człowiekiem dobrym i sympatycznym to na sali sądowej stawał się nieubłaganą, karzącą ręką sprawiedliwości (...stawał sie nieubłagany). Jeśli ktoś popełnił czyn zagrożony karą główną, wydawał wyroki śmierci (skazywał na śmierć) bez mrugnięcia okiem. Był całkowicie przekonany o słuszności prawa. Zresztą nic dziwnego, sam to prawo napisał (sam je   stworzył). Wszystkie funkcjonujące w Likarii od trzydziestu lat kodeksy wyszły spod jego ręki. Jako prawodawca, Rollin cieszył się wielkim autorytetem i charyzmą, co czyniło go jedną z najbardziej wpływowych osób w państwie - tu podzieliłbym zdanie.
Mimo to ten jeden (pewien) aspekt trochę Thovriego przerażał. Niekiedy wydawało mu się, że Rollin jest nazbyt surowy - wstawiłem adresata tych refleksji; bo inaczej chyba nie całkiem od razu wiadomo czy to on był zbyt surowy(??), czy jednak sędzia. Nigdy nie robiło na nim wrażenia błaganie o litość. Jeśli oskarżony logicznie nie udowodnił, że przemawiające na jego niekorzyść ( niekorzystne) dowody są mylne, płaczem nie dał rady wyprosić złagodzenia wyroku (uprosić łaski).
(...)
- Drogi Patronie – Sędzia wygodnie ułożył ręce na stole i przechylił się do przodu – to już żelazne prawo handlu i ekonomii, że w czasach niepokojów i wojen ceny rosną (wzrastają).
Gimaldi zamyślił się na chwilę nad pieczonym udźcem.
- Jak zwykle masz rację lordzie D’aragon (do niego się zwrócił Gimaldi??) – odrzekł, po czym chwycił kufel z piwem, przystawił do ust i opróżnił do dna.
Podobne podziały zdań (tudzież ich łączenie), oraz sugerowana przez to zmiana opisów kłaniają się tu w paru jeszcze miejscach.

... i spokojna muzyka grana przez wędrownego barda.Dlaczego ta muzyka była spokojna? Jaki to był instrument? Dźwięki były powolne? Sklaniały do zadumy? Były pogodne? Jak wpływały na nastrój biesiadników, ich rozmowę, myśli, refleksje, trawienie, usposobienie itp.? Niby to mało istotny szczegół, ale coś bym z tą muzyką i jej spokojem tutaj zrobił. Zasugeruj coś tu więc, albo usuń ten wątek. Smile
Odpowiedz
(17-09-2017, 10:27)Kotkovsky napisał(a): Rollin pomyślał, że mógłby się nawet z nim zgodzić, gdyby chodziło mu o nagłą śmierć Prokonsula. Ale doskonale zdawał sobie sprawę, iż Gimaldi żałuje tylko niezrealizowanych interesów, więc pominą jego () uwagę milczeniem (Lecz Rollin zbył go/ ową uwagę milczeniem - Gimaldi żałował tylko swych interesów, nie Prokonsula).
W ost. zdaniu zjadłeś jedną literę. Kogo też zagadnął Gimaldi, skoro Rollin go zbył?
Pierwsza wypowiedź kupca była rzucona bezosobowo w powietrze, zapewne z zamiarem wywołania jakiejś reakcji towarzyszy. Wobec jej braku, Patron zwraca się personalnie do Sędziego.
(17-09-2017, 10:27)Kotkovsky napisał(a): - Szkoda, że tak brutalnie przerwano naszą wizytę w Nuuk – odezwał się w końcu, po czym - po czym co zrobił, lub co się stało potem? Domyślam się o co chodzi. Inna rzecz iż opis tego też chyba jest zbędny.
Błąd po poprzednich poprawkach. Opis który maił być przy wypowiedzi powędrował do nowej linijki a zwrotu po przecinku nie skasowałem.

(17-09-2017, 10:27)Kotkovsky napisał(a): Mimo to ten jeden (pewien) aspekt trochę Thovriego przerażał. Niekiedy wydawało mu się, że Rollin jest nazbyt surowy - wstawiłem adresata tych refleksji; bo inaczej chyba nie całkiem od razu wiadomo czy to on był zbyt surowy(??), czy jednak sędzia.
W zasadzie wynika to z kontekstu. Cały czas są to rozmyślania giermka o jego panu.

(17-09-2017, 10:27)Kotkovsky napisał(a): ... i spokojna muzyka grana przez wędrownego barda.Dlaczego ta muzyka była spokojna? Jaki to był instrument? Dźwięki były powolne? Sklaniały do zadumy? Były pogodne? Jak wpływały na nastrój biesiadników, ich rozmowę, myśli, refleksje, trawienie, usposobienie itp.? Niby to mało istotny szczegół, ale coś bym z tą muzyką i jej spokojem tutaj zrobił. Zasugeruj coś tu więc, albo usuń ten wątek. Smile
Tak, tutaj to nieistotny szczegół. Muzyka odegra większa rolę dwie sceny później - w podrozdziale  z pieśnią barda.

Dzięki za propozycję, wiele wprowadziłem do poprawianej wersji.

Serdecznie Pozdrawiam Smile
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości